Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ukraina bursztynem stoi
2012-07-25
Jakub Łoginow
Do niedawna Ukraina była jedynie surowcowym zapleczem dla gdańskich czy litewskich jubilerów, jednak od kilku lat sytuacja zaczęła się zmieniać. Dziś Ukraińcy robią, co mogą, żeby bursztyn stał się jedną z wizytówek ich kraju.
Wbrew powszechnemu przekonaniu bursztyn niekoniecznie musi występować na morskim wybrzeżu. Tak naprawdę zbierane na bałtyckich plażach bursztynowe kamyki stanowią zaledwie niecałe 5 procent masy surowca wykorzystywanego przez polskich bursztynników. A ponieważ w Polsce, z różnych powodów, nie ma legalnych kopalni jantaru, a najważniejsze złoża zostały zalane betonem (na przykład pod Portem Północnym w Gdańsku), polska branża bursztyniarska jest skazana na surowiec importowany zza wschodniej granicy. Choć lepszym określeniem byłoby raczej „przemycany”, gdyż oficjalny import „słonecznego kamienia” praktycznie nie istnieje.
Aż do 1990 roku o ukraińskim bursztynie mówiło się niewiele, mimo że wiedza o jego złożach była powszechna. Ludność Polesia od średniowieczna aż po lata sześćdziesiąte ubiegłego stulecia chętnie paliła bursztynem w piecu – kamień ten nie tylko daje ciepło, ale również przyjemny zapach. Nie wydobywano go jednak na dużą skalę. Nie było takiej potrzeby, bo w czasach radzieckich złoża ukraińskie i sambijskie (kaliningradzkie) leżały w tym samym państwie. Po co więc wydobywać na relatywnie małą skalę bursztyn na Ukrainie, skoro w rejonie Kaliningradu są potężne kopalnie, przy których złoża na Polesiu wydają się  liliputami?
Sytuacja zmieniła się na początku lat dziewięćdziesiątych. Wówczas wybijająca się na niepodległość Ukraina zaczęła inwestować we własne kopalnie w rejonie Klesowa w obwodzie rówieńskim. Kombinaty były oczywiście państwowe, a w związku z tym – nieefektywne. Za wydobycie bursztynu, nielegalnie i „kłusowniczymi” metodami, wzięli się też okoliczni mieszkańcy Polesia, którzy widzieli w tym szansę na niezły zarobek. 
Metoda jest prosta: pod osłoną nocy należy w wiadomych miejscach pośrodku lasu wpompować pod dużym ciśnieniem wodę w piasek, aż utworzy się głęboka na dwa-trzy metry jama. Bursztyn jako lżejszy od wody wypływa na powierzchnię, a z jednego takiego wypadu można uzyskać nawet kilka kilogramów. Surowiec sprzedaje się pośrednikom za sto dolarów za kilogram, a ci zajmują się jego przemytem do Polski lub przez Białoruś na Litwę, sprzedając go na przykład w Hrubieszowie już za trzysta dolarów za kilogram. Dlatego właśnie w rejonie Hrubieszowa i Zamościa mieści się zaskakująco dużo firm zajmujących się produkcją wyrobów z bursztynu. Oficjalnie jednak nikt się do korzystania z przemycanego surowca oczywiście nie przyzna.
Ukraińskie władze lokalne, celnicy i milicja od lat próbują walczyć z tym procederem, jednak do tej pory nie przynosi to rezultatów. Lasy są rozległe i dają kłusownikom schronienie. Dlatego mniej więcej od 2007 roku miejscowe elity Rówieńszczyzny starają się o zalegalizowanie prywatnego wydobycia i liberalizację przepisów dotyczących bursztynu, tak aby surowiec można było w cywilizowany sposób wydobywać, przetwarzać i sprzedawać za granicę. Wiele zmian udało się już wprowadzić w życie, jednak kluczowa dla branży, liberalna ustawa o bursztynie, przyjęta przez Radę Najwyższą jesienią 2010 roku (głosami Partii Regionów i opozycji), została nieoczekiwanie i bez wyjaśnień zawetowana przez Wiktora Janukowycza. Mówi się, że maczali w tym palce tajemniczy biznesmeni z Chin, którzy masowo skupują ukraiński i rosyjski bursztyn i są zainteresowani utrzymaniem niejasnych, skorumpowanych powiązań.
Niemniej jednak, nie mogąc w pełni zliberalizować przepisów, Ukraińcy starają się wykorzystać bursztyn pod kątem marketingowym, przypatrując się rozwiązaniom zastosowanym w Gdańsku. Oficjalne kontakty w dziedzinie bursztyniarstwa między Równem a Gdańskiem i Olsztynem od kilku lat są rzeczywiście bardzo intensywne i owocne. W efekcie, na wzór Gdańska Ukraińcy utworzyli w Równem i Kijowie muzea bursztynu, organizowane są też bursztynowe festiwale i konkursy piękności, a wyroby z tego pięknego kamienia są wręczane dostojnym gościom jako prezenty dyplomatyczne. 
Co ciekawe, w sprawach bursztynowych w obwodzie Rówieńskim panuje pełen konsensus między politykami dawnego obozu „pomarańczowego” oraz obecnie rządzącymi „niebieskimi”, a także między władzą a biznesem i społeczeństwem. Istnieje powszechne przekonanie, że bursztyn powinien stać się (i powoli tak się dzieje) wizytówką Rówieńszczyzny i wreszcie całej Ukrainy, a także atrakcją turystyczną, która sprowadzi do tego niezamożnego regionu zagranicznych gości. Na razie jednak Równe musi przekonać do bursztynu samych Ukraińców, którzy na ten temat wiedzą mało, nawet mimo prób uczynienia „słonecznego kamienia” jednym z symboli ukraińskiej części Euro 2012.
Jakub Łoginow jest polskim korespondentem „Dzerkała Tyżnia” i redaktorem naczelnym portalu o Europie Środkowej „Port Europa” – www.porteuropa.eu.

Polecamy inne artykuły autora: Jakub Łoginow
Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu