Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Born in USSR (cz.1)
2012-09-20
Z Walerijem Sołowiejem rozmawia Magdalena Wasyłeczko.
MAGDALENA WASYŁECZKO: Kiedy Władimir Putin zaproponował zmianę hymnu i przywrócenie radzieckiej melodii, Borys Jelcyn skrytykował tę decyzję. Uważał, że władza ślepo podąża za humorami społeczeństwa. Czy poprzedni prezydent miał rację?
WALERIJ SOŁOWIEJ: Nie można powiedzieć, że Putin ślepo podążał za humorami społeczeństwa. W latach dziewięćdziesiątych symbolika tworzona była na zasadzie przeciwieństwa wobec czasów radzieckich. Wówczas, przyjęto nową flagę oraz nowy hymn – pieśń Michaiła Glinki (Pieśń Patriotyczną – przyp. red.) z bardzo dobrą melodią, do której jednak mimo wielu prób nie potrafiono dobrać słów. Putin przywrócił więc starą melodię hymnu radzieckiego. Z pragmatycznego punktu widzenia była to słuszna decyzja – nowy hymn można było przynajmniej odśpiewać. 

A przy okazji wpisano się w oczekiwania społeczeństwa.
W końcu lat dziewięćdziesiątych, ocena czasów radzieckich zaczęła się zmieniać. Ludzie nie chcieli ich powrotu, ale jednocześnie stosunek do minionej epoki, był bardziej realistyczny. Co prawda, nadal odnosili się do tamtych lat krytycznie, ale zauważali też dużo pozytywnych aspektów przeszłości. Szczególnie, kiedy porównywali ją z latami dziewięćdziesiątymi. 
Putin stworzył ideologiczną hybrydę. Słowa hymnu są nowe, melodia znana – i to stanowi dobre połączenie. Melodię łatwo można zapamiętać, wzbudza ona u ludzi pozytywne skojarzenia. 
Do zmian doszło jeszcze wówczas, kiedy z Putinem sympatyzowały  wszystkie warstwy społeczne – niezależnie od światopoglądu. Dzięki wykorzystaniu tych prostych manewrów, rzeczywiście udało mu się zwiększyć swoją popularność. Byli nawet i tacy, którzy zaczęli wspominać o restauracji komunizmu. To było nowe państwo, a przede wszystkim nowe społeczeństwo. 
Wyrosło też kolejne pokolenie Rosjan. Tych, którzy całą swoją wiedzę o Związku Radzieckim, czerpią z podręczników. Dla nich to historia, abstrakcja.

Najwięcej o obozach pionierskich i kulturze radzieckiej dowiedziałam się od dwudziestoletniego znajomego z Białorusi, który studiuje tutaj, w Moskwie... 
Na Białorusi rzeczywiście zachowano sporo z „poprzedniej epoki”. Dla nich, czasy radzieckie to nie tylko przeszłość, ale i część teraźniejszości. 
W przypadku Rosjan mamy do czynienia z psychologicznym paradoksem. Ludzie starają się wydzielić i zapamiętać z własnej przeszłości to, co było dobre. Sam mógłbym wymienić szereg pozytywnych skojarzeń ze Związkiem Radzieckim, choć jednocześnie zauważam dużo negatywnych cech, jak dwulicowość, konieczność dostosowania się do oficjalnej propagandy czy mechanizmy nacisku społecznego. Te ostatnie pozbawiły ludzi zdolności przeciwstawiania się i wspólnego działania. Państwo ograniczało wszelkie inicjatywy społeczne. To było bardzo indywidualistyczne społeczeństwo. Panowały pewne zasady, propaganda, mówiono o kolektywizmie, ale w praktyce było w pełni indywidualistyczne. Problem dzisiejszych Rosjan polega na tym, że brakuje im doświadczenia wspólnych przedsięwzięć, tego, na czym buduje się społeczeństwo obywatelskie.   

Mimo to u wielu młodych ludzi, może nawet u większości, pojawiają się pozytywne skojarzenia związane ze Związkiem Radzieckim.
Wiedzą tyle, ile dowiedzą się od rodziców. A ci opowiadają na przykład, że w czasach radzieckich każdy, kto dobrze się uczył, mógł kształcić się na dowolnym uniwersytecie. Można było przyjechać z syberyjskiej prowincji i wstąpić na najlepszą moskiewską uczelnię. I nie kosztowało to ani grosza. To była wymierna wartość poprzedniego systemu. Poza tym, Związek Radziecki był państwem wyjątkowo bezpiecznym. W Moskwie nocą można było spacerować bez ryzyka napaści. Co prawda, nie było też specjalnego sensu spacerować, bo niby dokąd można było w nocy pójść? Jednak koniec końców było bezpieczniej. Do tego dochodzą jeszcze zabezpieczenia socjalne. Możliwe, że nasz poziom życia nie był tak wysoki jak na Zachodzie, ale przy tym wcale nie najniższy, jeśli porównać go do realiów w Azji, Afryce czy Ameryce Łacińskiej.

Pytałam studentów o skojarzenia z sierpem i młotem. Wszyscy wspominają o unii, o jedności. 
Przywołują to skojarzenie, które sierp i młot powinien faktycznie wywoływać. Miał symbolizować pewnego rodzaju jedność i moc – potęgę państwa. Jak widać ta asocjacja ciągle zachowuje swoją siłę. 

Młodzież wspomina raczej o jedności różnych narodów. Skąd to się bierze?
Mówią o tym, czego dziś im brakuje. Choć, prawdę mówiąc, również w czasach radzieckich istniały napięcia na tle narodowościowym. Po prostu, mało kto o nich wiedział. Już wtedy jednak, w pewnych republikach czy częściach Związku Radzieckiego, dało się odczuć nastroje nacjonalistyczne. Aparat represji przez jakiś czas radził sobie z tym problemem. Nie mogło to jednak trwać wiecznie. Związek Radziecki przetrwał zaledwie siedemdziesiąt lat – według miar historycznych, to niewiele.  

Wydaje się, że celem jelcynowskiej polityki było wyeliminowanie pozytywnych skojarzeń związanych ze Związkiem Radzieckim. Czy rzeczywiście, państwo w latach dziewięćdziesiątych chciało wszystkim obrzydzić poprzedni system?
Polityka Jelcyna była antykomunistyczna pod każdym względem. Tworzono ją, jako przeciwieństwo polityki radzieckiej. To samo przeżyła zresztą Polska w tym okresie – być może nawet w bardziej intensywnej postaci. I dlatego nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Nie można jednak nieustannie tworzyć polityki „negatywnej” – należy w końcu zaproponować coś pozytywnego. W efekcie, ludzie zmęczyli się jelcynowską polityką – tym bardziej, że kapitalizm dla Rosjan wcale nie okazał się lepszym systemem. 
Poza tym, różnica między państwami, które opuściły blok socjalistyczny a Rosją jest zasadnicza. Dla tych pierwszych, wyjście ze Związku Radzieckiego, było związane z ideą wyzwolenia narodowego, z niepodległością. Rosjanie do tego nie dążyli. Ich oczekiwania wobec zmian w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wynikały przede wszystkim z błędnego wyobrażenia tego, czym jest kapitalizm. Spodziewali się większych zarobków przy jednoczesnym zachowaniu gwarancji socjalnych. Można powiedzieć, że to przedstawienie było naiwne, ale przecież ludzie nie mieli doświadczenia! Teraz mają już to doświadczenie i nikt nie chciałby wracać do czasów radzieckich. Już po wszystkim. Dla Rosjan to część historii w pełnym znaczeniu tego słowa. Mamy dobre wspomnienia, nostalgiczne, byliśmy młodsi, piękniejsi... To wszystko.   

Dlaczego nie chcą wracać?
Jeśli ludzie mogliby sprawić, żeby radzieckie praktyki powróciły – z pewnością by tego nie chcieli. Ostatnio mówi się dużo o popularności Józefa Stalina w Rosji. Tak, on rzeczywiście jest popularny. Jednak, jeśli zapytać kogokolwiek o to czy chciałby żyć w jego czasach, to prawie wszyscy zaprzeczą. Stalin to symbol kulturowy, antyteza tego, co Rosjanom nie podoba się w ich państwie dzisiaj. Wtedy był porządek, pewnego rodzaju równość. Było prawo, które działało. To prawo było okrutne, ale bali się wszyscy. I w tym sensie osiągnęliśmy sprawiedliwość. To cała kwintesencja Związku Radzieckiego.
Dobrym podsumowaniem byłyby tutaj słowa Putina: „Ten, kto nie żałuje rozpadu Związku Radzieckiego, nie ma serca. Ten, kto chce go przywrócić, nie ma rozumu.”

Wspominał Pan, że w niektórych państwach, odłączenie się od Moskwy, było związane z ideą niepodległości. W Rosji również stworzono święto niepodległości dwunastego czerwca...
Tak, przez pierwsze dziesięć lat ten dzień obchodzono jako Dzień Niepodległości Rosji. Teraz nazywa się go po prostu Dniem Rosji, ponieważ Rosjanie nie bardzo rozumieją od czego się uniezależnili. Dla Estonii, Litwy czy Polski, wejście do bloku wschodniego, oznaczało przerwanie tradycji niepodległościowej. 
A czym jest tradycja niepodległości dla Rosji? Nie było czegoś takiego. Najpierw mieliśmy Imperium Rosyjskie, później Związek Radziecki. 
Jednak również przy okazji Dnia Rosji pojawia się pewien dysonans. Rosja nie stała się państwem narodowym. Nie w sensie etnicznym, a europejskim. Rosja nie jest państwem prawa, demokratycznym, nie ma wśród Rosjan jedności. I dlatego to święto nie ma dla nich sensu. Kiedy powstanie tu państwo narodowe – a to bez wątpliwości nastąpi – wtedy ten dzień będzie wśród Rosjan cieszył się szczególnym szacunkiem. To wymaga jednak czasu. 

Dlaczego obchodzi się to święto właśnie 12 czerwca?
To przypadek. 12 czerwca 1990 roku, przyjęto rosyjską deklarację suwerenności. Z kolei rok później tego samego dnia, odbyły się wybory prezydenckie, które wygrał Borys Jelcyn. W rzeczywistości przypadkowa data, przypadkowy dzień, dwa wydarzenia.   
W dniu jutrzejszym ukaże się część druga rozmowy.
Walerij Sołowiej jest historykiem, wykładowcą MGIMO oraz byłym pracownikiem Rosyjskiej Akademii Nauk. Specjalista w zakresie PR. 




Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu