Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Iwaniszwili i co dalej?
2012-11-30
Z Wojciechem Góreckim rozmawia Wojciech Wojtasiewicz

WOJCIECH WOJTASIEWICZ: Od czasu gruzińskich wyborów parlamentarnych 1 października br. rywalizacja pomiędzy premierem a prezydentem narasta. Czy będziemy mieć do czynienia z „wojną na górze”, która doprowadzi do impeachmentu prezydenta lub rozwiązania parlamentu, czy raczej Micheil Saakaszwili i Bidzina Iwaniszwili wypracują jakiś modus vivendi?

WOJCIECH GÓRECKI: Sytuacja jest niejasna. Prognozowanie, co będzie dalej, to trochę wróżenie z fusów. Można wskazać zarówno przesłanki potwierdzające wersję o impeachmencie z jednej i próbie rozwiązania parlamentu z drugiej strony, jak też znaki, które skłaniają do snucia bardziej optymistycznych wizji.  

Niewątpliwie sam fakt przeprowadzenia demokratycznych wyborów jest sukcesem Saakaszwilego, bo to potwierdza, że zbudował on normalne państwo, w którym przekazanie władzy mogło nastąpić przy urnie wyborczej, a nie na ulicy. Teraz wiele zależy od tego, w jakim stopniu obaj liderzy – przede wszystkim Iwaniszwili – kontrolują swoje środowiska. Bardziej różnorodne jest zaplecze premiera. Składają się na nie ludzie z różnych ugrupowań, których łączy niechęć do prezydenta i pieniądze premiera, a rewanżystowskie nastroje są wśród nich bardzo silne. Są tacy, którzy chcieliby postawić Saakaszwilego przed trybunałem stanu, a nawet widzieliby go w więzieniu.

Sam Iwaniszwili wydaje się człowiekiem pragmatycznym i w swoich ostatnich wypowiedziach podkreśla, że nie będzie domagał się usunięcia prezydenta. Działałoby to zresztą na niekorzyść miliardera, bo Saakaszwili nie popełnił żadnego błędu – po przegranych wyborach przekazał pokojowo władzę, nie skorzystał nawet z prerogatyw, które mu przysługują, a więc nie mianował ministrów resortów siłowych. Postępuje w myśl zasady: „Wygraliście wybory – to weźcie pełną odpowiedzialność za to, co się dzieje”. Gdyby doszło do wszczęcia procedury impeachmentu, świadczyłoby to o awanturnictwie politycznym.

Mam nadzieję, że Iwaniszwili będzie kontrolował swoich ludzi, że zachowa zimną krew. Póki co wszystko wskazuje na to, że tak się stanie. Jeśli aresztowania osób z otoczenia Saakaszwilego nie przerodzą się w polowanie na czarownice, nie nabiorą charakteru zemsty politycznej, to powinniśmy uniknąć najgorszego scenariusza.

 

Czy bardziej znaczący politycy z koalicji Gruzińskie Marzenie, jak wicepremier Irakli Alasania czy przewodniczący parlamentu Dawid Usupaszwili, mają wpływ na Iwaniszwilego czy też muszą się we wszystkim mu podporządkować?

Nie wydaje mi się, żeby mieli dużo do powiedzenia. Koalicja Gruzińskie Marzenie jest zdominowana przez partię Iwaniszwilego, a w tej „pakiet kontrolny” ma premier.

Co istotne, w partii Iwaniszwilego (Gruzińskie Marzenie-Demokratyczna Gruzja) dominują ludzie, którzy nie mają żadnego doświadczenia politycznego, nie mówiąc już o własnym zapleczu. Nie sądzę, żeby były piłkarz Kacha Kaładze – nowy wicepremier oraz minister energetyki i surowców naturalnych – miał swoje poglądy. Może się ich z czasem dorobi, ale póki co jest tylko narzędziem w rękach premiera.

Iwaniszwili liczy się z tym, że Alasania i Usupaszwili mogą odwrócić się od niego tak samo, jak odwrócili się kiedyś od Saakaszwilego. Gdyby nawet do tego doszło, nie zmieniłoby to znacznie układu sił w parlamencie: większość i tak zachowa partia miliardera.  

 

A gdyby Gruzińskiemu Marzeniu udało się przeciągnąć na swoją stronę deputowanych Zjednoczonego Ruchu Narodowego? Już sześciu posłów odeszło z klubu parlamentarnego partii Saakaszwilego i założyło nowy, „pozapartyjny” klub. Wraz z nimi Gruzińskie Marzenie ma 89 mandatów na 150, a więc brakuje mu jeszcze 11 do osiągnięcia konstytucyjnej większości. To umożliwiłoby przegłosowanie wcześniejszego wejścia w życie nowelizacji ustawy zasadniczej wzmacniającej prerogatywy premiera kosztem prezydenta bądź pozwoliłoby wszcząć procedurę impeachmentu.

Zmiana barw partyjnych przez niektórych deputowanych to prawdopodobny scenariusz, ponieważ Iwaniszwili, po pierwsze, ma pieniądze, a po drugie, dla wielu jest politycznie atrakcyjnym wyborem. Nawet gdyby udało mu się osiągnąć większość konstytucyjną, nie oznacza to, że od razu podjąłby tak daleko idące kroki, bo najzwyczajniej w świecie może mu się to nie opłacać. Sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen już skrytykował go za niedawne aresztowania członków poprzedniej ekipy rządzącej i odwołał delegację Sojuszu do Gruzji. Większość konstytucyjna służyłaby więc Iwaniszwilemu raczej jako straszak na opozycję, instrument umocnienia swojej pozycji. 

 

Cofnijmy się do okresu przed 1 października i porozmawiajmy o przyczynach porażki Micheila Saakaszwilego. Pojawiają się głosy, że zwycięstwo Iwaniszwilego było dosyć przypadkowe i miało na nie wpływ przede wszystkim ujawnienie „taśm więziennych”. Istotny mógł być również fakt, że reformy ostatnich lat nie przełożyły się na poprawę życia przeciętnego Gruzina.

Zaważyło szereg czynników, trudno mówić o jakimś jednym, najważniejszym. Gruzini chcieli poprawy warunków życia, odczuwali, że władza stała się arogancka, a system sprawiedliwości rzeczywiście pozostał nietknięty reformami. Miejmy jednak na uwadze również to, że gruzińscy wyborcy mają krótką pamięć. Dziś jest dla nich nie do pomyślenia, że drogówce trzeba dać łapówkę, że może nie być prądu czy wody. Człowiek łatwo przyzwyczaja się do dobrych rzeczy, a sukcesy Saakaszwilego po paru latach wydają się już tak oczywiste, że zapomina się o tym, że kiedyś było inaczej. Kaloryfery mają grzać, w kranie ma być woda, a policja ma służyć obywatelowi i koniec. Podczas ostatnich wyborów osiągnięcia prezydenta już niewiele znaczyły, nie mógł straszyć wyborców latami dziewięćdziesiątymi, bo młode pokolenie ich już nie pamięta, a starsze nie chce pamiętać.

Mimo wszystko uważam, że gdyby nie taśmy, prawdopodobnie około 60 procent głosów dostałby Zjednoczony Ruch Narodowy, a Gruzińskie Marzenie pozostałe 40 procent. Wówczas jednak Iwaniszwili zarzuciłby władzy fałszerstwa, wyprowadziłby ludzi na ulicę i moglibyśmy mieć kolejną rewolucję.

Problemem ekipy Saakaszwilego był brak rzeczywistej opozycji. Zjednoczony Ruch Narodowy zdominował parlament, zabrakło w nim realnej dyskusji. Zmienił się w maszynkę do głosowania. Gdyby politycy ZRN mieli silnych oponentów, musiałoby to przełożyć się na jakość ich rządów.

 

Czy ostatni premier Wano Merabiszwili zostanie kandydatem Zjednoczonego Ruchu Narodowego podczas zbliżających się wyborów prezydenckich?

Prezydent nie będzie już wówczas dysponował realnymi uprawnieniami: głowa państwa będzie mieć mały wpływ na bieżącą politykę, ograniczy się do reprezentowania kraju za granicą. Kandydatem zostanie więc najpewniej ktoś cieszący się powszechnym szacunkiem, jak Joachim Gauck w Niemczech. Nie wiem, czy Merabiszwili jest taką osobą.


Może w takim razie kandydatem na prezydenta będzie Gigi Ugulawa – popularny mer Tbilisi?

Ale on jest bardzo młody.

 

Saakaszwili też był bardzo młody, kiedy sięgał po władzę.

Nie można zapominać, że Saakaszwili doszedł do władzy w wyniku rewolucji. Teraz pewnie zostanie wysunięta kandydatura kogoś bardziej dostojnego, choć na razie nie przychodzi mi do głowy żadne konkretne nazwisko.

 

A jak będą układać się stosunki z Moskwą? Kilka dni temu Iwaniszwili powiedział, że jest gotów spotkać się z władzami rosyjskimi, jednak dopóki Rosjanie utrzymują swoje ambasady w Suchumi i w Cchinwali, a rosyjskie wojska stacjonują w Abchazji i Osetii Południowej, chce, żeby spotkanie odbyło się na terytorium państwa trzeciego.

Wskazówką może być reakcja na powołanie stanowiska pełnomocnika premiera do spraw stosunków z Federacją Rosyjską (został nim Zurab Abaszydze). Rosyjską odpowiedź można zinterpretować następująco:  „To miły gest, ale czekamy na konkrety”.

Przed wyborami wydawało mi się, że jeśli wygra Iwaniszwili, to Rosjanie będą skłonni pójść na jakieś ustępstwa, na przykład zdjąć embargo na gruzińskie wina. Tak na zachętę. Teraz jestem bardziej sceptyczny. Moskwa po wcześniejszych doświadczeniach, między innymi w Kirgistanie, gdzie duże nadzieje pokładała w ekipie Kurmanbeka Bakijewa, stała się ostrożniejsza. Czeka na realne działania ze strony gruzińskiej i dopiero wówczas będzie gotowa się odwdzięczyć.

 

O jakich działaniach mówimy? Iwaniszwili miałby zadeklarować, że Gruzja nie będzie dążyła do odzyskania kontroli nad Abchazją i Osetią Południową bądź zrezygnuje ze starań o członkostwo w NATO?

Nie, nie chodzi o deklaracje ani gesty. Realnym gruzińskim ustępstwem byłaby na przykład zgoda na rosyjski tranzyt wojskowy do bazy w Giumri w Armenii, anulowanie ustawy o terytoriach okupowanych, odstąpienie od uchwały o ludobójstwie Czerkiesów, podpisanie z Abchazami i Osetyjczykami dokumentu o nieużywaniu siły czy wycofanie gruzińskich żołnierzy z natowskich operacji. Wydaje mi się, że na razie Moskwa nie ma interesu w dopieszczaniu Bidziny.

 

Iwaniszwili mógłby zdecydować się na takie kroki? Powtarza, że wyciągnął już rękę i teraz czeka na odpowiedź Rosji.

Iwaniszwili jest rozczarowany, że Moskwa tak zareagowała. Trudno powiedzieć, jak daleko posunie się sam premier i czy ma on w ogóle pomysł na to, jak prowadzić dalekosiężną politykę. Nowy minister do spraw reintegracji Paata Zakareiszwili wspomniał już o możliwości uznania wewnętrznych dokumentów abchaskich i osetyjskich oraz zapowiedział wznowienie połączenia kolejowego z Rosji do Tbilisi, przez Abchazję, i dalej do Armenii. Nie wiemy jednak, co o tych pomysłach sądzi Iwaniszwili – to młoda ekipa, politycy muszą wszystkiego się uczyć, w tym także koordynacji swoich wypowiedzi. Jeżeli jednak Tbilisi nie pójdzie na realne ustępstwa, to o żadnym ociepleniu relacji z Moskwą nie będzie mowy.

Z Wojciechem Góreckim rozmawiał Wojciech Wojtasiewicz

 

Wojciech Górecki jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich i stałym współpracownikiem Nowej Europy Wschodniej. Autor między innymi Toastu za przodków (Wołowiec 2010) oraz Planety Kaukaz (Wołowiec 2010). W kwietniu ukaże się jego książka poświęcona Abchazji.

 

Rozmowa została przeprowadzona podczas współorganizowanej przez „Nową Europę Wschodnią” konferencji „Polska Polityka Wschodnia 2012” we Wrocławiu.

 


Powrót
Najnowsze

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gdańsk: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach

12.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Jedenasta rocznica wybuchu wojny sierpniowej

08.08.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu