Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Zapomniany sąsiad
2013-12-27
Marek Wojnar

Nieobecność tematyki łotewskiej w Polsce może zaskakiwać, może również smucić, zwłaszcza, gdy spojrzymy w przeszłość. Kurlandia i Semigalia, od hołdu Gottarda Ketlerra złożonego Zygmuntowi Augustowi w 1561 roku, aż do trzeciego rozbioru stanowiły lenno Rzeczypospolitej. Jeszcze ściślej z państwem polsko-litewskim związana była Łatgalia (tak zwane Inflanty Polskie), która od czasów wojen Stefana Batorego, aż do pierwszego rozbioru stanowiła jego integralną część. Nawet Liwonia (Inflanty), która odpadła od Rzeczypospolitej już w latach dwudziestych XVII wieku, przez niemal pół stulecia wchodziła w skład Litwy i Korony. Historia Polski i Łotwy również w kolejnych wiekach toczyła się bardzo blisko siebie.     

Wiecznie na końcu
To dziejowe dziedzictwo nie znajduje jednak żadnego odzwierciedlenia we współczesnej polskiej rzeczywistości. Polskie wycieczki jeżdżą do Lwowa, Wilna, Grodna czy Nowogródka, z rzadka tylko zahaczając o Agłonę czy Dyneburg. Opracowania naukowe poświęcone historii Łotwy można policzyć na palcach jednej ręki; w znanej serii „Historie państw świata XX i XXI wieku” do dziś nie ukazało się opracowanie poświęcone dziejom Łotwy, chociaż monografii na swój temat doczekały się już między innymi Kambodża, Albania czy Indonezja. Zresztą, w języku polskim nie można nabyć żadnej syntezy łotewskich dziejów, co stanowi smutnie wymowny fakt. 
Podobnie mają się sprawy z analityką polityczną. Wstępując w 2004 roku do NATO i Unii Europejskiej kraje nadbałtyckie skazały się niejako na status „podwójnej peryferii”: Wschodu nie będącego jeszcze Zachodem i Zachodu nie będącego już Wschodem. Obecność tych państw w strukturach euroatlantyckich sprawia, że nie są one już obiektem zainteresowań projektów unijnych skierowanych do Europy Wschodniej, odwraca również uwagę licznych analityków od zagadnień nadbałtyckich. Jednocześnie ciągła obecność w życiu politycznym tych krajów potężnej mniejszości rosyjskojęzycznej (wspieranej politycznie, a nieraz i finansowo przez Rosję) nie pozwala zapomnieć o dziedzictwie poprzedniej epoki. W Polsce jak podwójnych peryferii nie traktuje się jedynie Litwy, co uwarunkowane jest w dużej mierze lokalnym konfliktem wokół praw polskiej mniejszości narodowej.        

Polacy niewykluczeni
Peryferyjne postrzeganie Łotwy staje się tym bardziej niezrozumiałe, gdy przypomnimy sobie, że w kraju nad Dźwiną mieszka całkiem liczna mniejszość polska. Według ostatniego spisu ludności przeprowadzonego w 2011 roku na Łotwie mieszkało niemal 45 tysięcy osób deklarujących narodowość polską (2,16 procent ogółu mieszkańców Łotwy). Największymi skupiskami Polaków na Łotwie są Łatgalia z Dyneburgiem oraz Ryga.
Życie polonijne jest stosunkowo dobrze zorganizowane. Działa Związek Polaków na Łotwie oraz Związek Młodych Polaków na Łotwie, w Rydze i Dyneburgu mieszczą się centra kultury polskiej, funkcjonuje polska oświata, organizacje charytatywne, harcerstwo, wydawana jest też polska prasa. Mniejszość polska na Łotwie – w odróżnieniu od rosyjskiej, białoruskiej czy ukraińskiej –zamieszkuje te tereny od dawna, a konkretnie od XVI wieku. Olbrzymi napływ polskich osadników na ziemie łotewskie miał miejsce zwłaszcza w Łatgalii za czasów I Rzeczypospolitej, trwał nadal również, kiedy region stał się częścią Imperium Rosyjskiego.
W odrodzonym w 1918 roku państwie łotewskim Polacy stanowili pod względem liczebności czwartą mniejszość narodową, stanowiąc około 3 procent obywateli międzywojennej Łotwy. Do czasu przewrotu Karlisa Ulmanisa w 1934 roku życie polskiej mniejszości kwitło, nie zamierając również po tej dacie. W 1931 roku polskie szkolnictwo obejmowało 49 szkół, w których naukę pobierało niemal sześć tysięcy uczniów. Przedstawiciele polskiej mniejszości byli nawet wybierani do łotewskiego parlamentu. Wszystkiemu kres położył dopiero wybuch II wojny światowej i początek radzieckiej okupacji.     
Współcześnie mniejszość polska na Łotwie, w odróżnieniu od diaspory mieszkającej na Litwie, Białorusi czy Ukrainie, nie stanowi zarzewia konfliktu, a jej stosunki z państwem łotewskim na ogół układają się poprawnie. W znacznym stopniu przyczynia się do tego pamięć wspólnego czynu niepodległościowego w 1920 roku, a przede wszystkim postawa polskiej mniejszości w okresie rozpadu Związku Radzieckiego.

Za wolność naszą i waszą
Myśląc dziś o przewartościowaniu polskiej polityki wschodniej w duchu paryskiej Kultury, o rezygnacji z Lwowa i Wilna jako podstawie uregulowania stosunków z Ukrainą i Litwą, nie sposób nie cofnąć się do roku 1920 i nie przywołać jedynego wydarzenia, w którym idea federacyjna Józefa Piłsudskiego bezpośrednio i z wyprzedzeniem „wprowadzała” dorobek szkoły Jerzego Giedroycia.    Kampania dyneburska z 1920 roku, gdyż o niej mowa, była możliwa wskutek zrzeczenia się przez stronę polską wszelkich pretensji do Łatgalii, którą przecież zamieszkiwała liczna diaspora polska. Prowadzona przez wojska polsko-łotewskie pod dowództwem Edwarda Rydza-Śmigłego w trzydziestostopniowym mrozie operacja „Zima”, zakończyła się pełnym usunięciem bolszewików z ziem łotewskich. Zlikwidowano w ten sposób granicę rosyjsko-litewską i zabezpieczono granice międzywojennej Łotwy. Za odniesione zwycięstwo Rydz-Śmigły oraz pełniący obowiązki naczelnika państwa Piłsudski otrzymali najwyższe łotewskie odznaczenia wojskowe (order Zabójcy Niedźwiedzia).
W 1926 roku władze łotewskie otworzyły cmentarz wojskowy na Słobódce w Dyneburgu, gdzie pochowano dwustu pięćdziesięciu uczestników walk o miasto (wśród nich licznych kawalerów orderu Virtuti Militari). W latach sześćdziesiątych władze radzieckie zniszczyły tę pamiątkę wspólnego polsko-łotewskiego czynu zbrojnego, a w 1992 roku na Słobódce odsłonięto okazały pomnik w kształcie krzyża z inskrypcją „Żołnierzom Polakom poległym na tej ziemi”. Pomimo ruiny okresu II wojny światowej i epoki komunistycznej ślady po miejscach pamięci polskiego czynu zbrojnego pozostały również w wielu miejscowościach Łatgalii. Ciągle zobaczyć je możemy w Krasławiu, Wyszkach czy Ławikiesach.     
Tradycja walki za „wolność naszą i waszą” nie umarła wraz Piłsudskim i Rydzem-Śmigłym. Po zajęciu Łotwy przez Armię Czerwoną miejscowi Polacy zaangażowali się aktywnie w ruch oporu, wskutek czego wielu z nich padło ofiarą masowych zsyłek na Syberię w czerwcu 1941 roku. Również po ponownym zajęciu kraju w roku 1944 przez Armię Czerwoną liczni Polacy znaleźli się w łotewskich oddziałach partyzanckich walczących z nowym okupantem, inni kontynuowali walkę na własną rękę.
W marcu 1949 roku podczas drugiej fali zsyłek z Łotwy ponownie deportowano wielu Polaków. Zdaniem łotewskiego badacza polskiego pochodzenia Ēriksa Jēkabsonsa, spośródwszystkich narodów zamieszkujących przedwojenną Łotwę, radzieckie represje dotknęły Polaków w największym stopniu. Największa była również skala sprzeciwu Polaków, a oba narody znane były z walecznej postawy i oporu. 
Ta tradycja ponownie odżyła w momencie upadku Związku Radzieckiego, kiedy to szefowa odnowionego Związku Polaków na Łotwie Ita Kozakiewicz weszła w skład Frontu Ludowego Łotwy, a polskie środowiska bez zastrzeżeń poparły postulat niezależności Łotwy. W polityce polskiej w XXI wieku próbował ją przywrócić Lech Kaczyński: zarówno obecność łotewskiego premiera na pokładzie prezydenckiego samolotu lecącego do Tbilisi, jak również uroczyste obchody 440-lecia Unii Lubelskiej z udziałem prezydenta Łotwy Valdisa Zatlersa świadczą o żywotności tej tradycji, będącej wspólnym historycznym dziedzictwem. Można  oczywiście dyskutować nad jej zasadnością, lecz na pewno należy o niej pamiętać.     
Łotewskie róże 
We wrześniu 2010 roku zdumiałem się, kiedy to na ryskiej starówce usłyszałem melodię znanej polskiej piosenki patriotycznej Rozkwitały pąki białych róż. Równie zaskakującą, jak ta scena, jest łotewska historia tego utworu. Znane nam Białe Róże zostały bowiem w czasie I wojny światowej przetłumaczone na język łotewski, śpiewano je w tamtejszych oddziałach strzelców walczących pod carskimi sztandarami, zapewne można było je usłyszeć po łotewskiej stronie frontu podczas operacji dyneburskiej. Pieśń towarzyszyła również żołnierzom armii pierwszej Republiki Łotewskiej, a następnie Łotewskiego Legionu SS.
We wspomnieniach żołnierzy 272 łotewskiego batalionu policyjnego ochraniającego getto warszawskie w 1942 roku możemy nawet przeczytać, że żołnierze jednostki pewnego razu śpiewając Białe Różewywołali taki aplauz wśród miejscowych Polaków, że nazajutrz Niemcy zabronili im wykonywać pieśni.   
Kulturowe poloniki nad Dźwiną nie zawsze mają jednak tak pozytywny wydźwięk: przykładem jest legenda o Róży z zamku w Turaidzie. Wznosząca się wśród nieprzebytych łotewskich kniei, malowniczo położona twierdza z czerwonej cegły, kryje w sobie legendę, którą dziś zna chyba każde łotewskie dziecko. Opowieść ta mówi o miłości miejscowej dziewczyny Róży do miejscowego łotewskiego rzemieślnika. W historii występuje również czarny charakter, którym jest polski dezerter: urzeczony urodą Róży postanowił ją posiąść. Nieszczęsna dziewczyna nie chcąc splamić swojej czci i uczucia uciekła się do podstępu: opowiedziała wojskowemu, że posiada chustę czyniącą ją odporną na ciosy miecza, którą może mu oddać zaprezentowawszy wpierw na sobie jej działanie, a żądny wojennej sławy Polak nie zauważył podstępu i zabił nieszczęsną dziewczynę. Ta łotewska opowieść o Wandzie, co Polaka nie chciała, jest dalekim odbiciem rzeczywistych, bolesnych kart polsko-łotewskich dziejów.  

Ciemne karty
Nie wszystko bowiem w dwudziestowiecznych stosunkach polsko-łotewskich układało się bezproblemowo. Nieufność strony łotewskiej związana była z innymi podłożami społecznymi, na którym wyrosły narody polski i łotewski. Łotysze, stanowiący naród w przeważającej części chłopski, nieraz z nieufnością spoglądali na Polaków, których elity wywodziły się ze szlachty, a często doświadczenie historyczne kazało widzieć w II Rzeczpospolitej po prostu kraj szlachecki. Konflikty budziła polityka łotyszyzacji kraju podjęta po przewrocie Ulmanisa w 1934 roku, której skutkiem było znaczące ograniczenie praw mniejszości polskiej w Łatgalii. Negatywnie zostało przez Łotyszy także odebrane długotrwałe zwlekanie z uznaniem niepodległości pierwszej Republiki Łotewskiej przez Polskę (Warszawa uzależniała swój krok od stanowiska Paryża), a podjęta przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych próba antydatowania pism w tej sprawie, wyszła na światło dzienne i zakończyła się skandalem międzynarodowym.
Niemniej niefortunnie zachowała się strona łotewska podczas kampanii wrześniowej, kiedy to Ryga zerwała stosunki z Warszawą i wydaliła polskiego ambasadora 21 września 1939 roku mimo trwających jeszcze walk polsko-niemieckich. Dziś nawet liczni badacze łotewscy przyznają, że Łotwa w obawie przed III Rzeszą nie zachowała pełnej neutralności. Najciemniejszą kartą polsko-łotewskich stosunków jest jednak niewątpliwie udział łotewskich batalionów policyjnych w tłumieniu powstania w getcie warszawskim, pojedynczy Łotysze brali udział po stronie niemieckiej również w walkach podczas Powstania Warszawskiego. W pamięci polskiej zachowała się też zbrodnia dokonana przez żołnierzy 15 dywizji Waffen SS (1 łotewska) w Podgajach, gdzie zamordowano 32 żołnierzy ludowego Wojska Polskiego. W 1979 roku na podstawie tych wydarzeń nakręcono film fabularny Elegia.   
Sąsiedzi nieznani
Klisze składające się na polsko-łotewskie stosunki w ubiegłym stuleciu nie tworzą obrazu idylli, ani tym bardziej nie stanowią pasma wzajemnych krzywd. Przypominają raczej puzzle, spośród których większość jest biała, lecz niektóre mają kolor czarny. Puzzle niepoukładane i wymieszane ze sobą.
W polskiej świadomości i pamięci przewijają się czasem obrazy Łotyszy tłumiących powstanie warszawskie czy Polaków walczących pod Dyneburgiem. Czasem wspomniana zostanie polska mniejszość na Łotwie, może komuś przed oczyma zamajaczy fakt uczestnictwa łotewskiego premiera w gruzińskiej wyprawie Kaczyńskiego. Obrazy te nie tworzą jednakże żadnego spójnego obrazu. 
Pisząc te słowa przychodzi mi na myśl funkcjonujące w Domu Bractwa Czarnogłowych, najsłynniejszym budynku Rygi, Centrum Promocji Polski. Centrum znajduje się w samym centrum miasta, naprzeciwko ryskiego ratusza. Może ten symboliczny obraz stanie się inspiracją do poznania kraju nieznanego, a bliskiego, jakim niewątpliwie jest Łotwa.
 
Marek Wojnar 

Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu