Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Juszczenko – już blisko do dna
2013-12-23
Andrzej Brzeziecki

Taki los był po części udziałem Lecha Wałęsy. On sam oczywiście trochę się postarał, żeby rozmienić swój autorytet na drobne.

A teraz Wiktor Juszczenko – w tym tygodniu został usunięty z partii Nasza Ukraina przez kijowskie struktury, a zaraz potem stwierdzono nieważność tej decyzji. Jak wańka-wstańka, albo taboret, który się przesuwa. Kim dzisiaj jest Juszczenko? Mógłby być przywódcą światowego związku frustratów – gdyby taki istniał. Jest politycznym bankrutem, którego po jednej kadencji mieli dość Ukraińcy, a teraz mają dość we własnej partii.

To przecież on stworzył Naszą Ukrainą, był ojcem jej pierwszych sukcesów w 2002 roku, a w 2004 sprawił, że ludzie, nawet nie orientujący się w polityce, znali nazwę tej partii daleko poza granicami Ukrainy. Ale co tam partia? Cała Ukraina wtedy miała oblicze Juszczenki (tak się przynajmniej wydawało). Pamiętam, jak w 2004 roku, wystawaliśmy z dziennikarzami na Majdanie, oczekując aż się pojawi. Był bohaterem – także dla mnie. Pamiętam, jak marzyłem, by uścisnąć mu dłoń i jak cieszyłem się na wywiad z nim – to był jeden z pierwszych wywiadów, jakiego udzielił zagranicznym dziennikarzom już jako głowa państwa. Na straganach pojawiły się koszulki stylizujące go na Che Guevarę. Miał w sobie coś z Wałęsy (choć posiada zupełnie inny rodzaj charyzmy), ale był też nadzieją na drugiego Václava Havla – spokojny, przewidywalny. Lubił narodowe wyszywanki i pszczoły – co dawało mu taki ludzki rys. Jego kariera w Narodowym Banku Ukrainy i potem w fotelu premiera wystawiała mu tylko dobre świadectwo. No i to otrucie – dodawało mu heroizmu.


Fot. http://www.hds.org.ua/ (cc) commons.wikimedia.org


A potem został prezydentem.

I każdego dnia robił wszystko, by rozmienić swój autorytet na dobre. Pokłócił się prawie ze wszystkimi, rządził nieudolnie. Nie spełnił swoich obietnic zawartych w programie „10 kroków naprzeciw ludziom”. Gdy w pierwszą rocznicę rewolucji występował publicznie, już zaczęto na niego gwizdać. A to było raptem 2 miesiące po pierwszym konflikcie z Julią Tymoszenko. Końcówka była fatalna – w zakłopotanie wprawiał nawet przyjaciół z zagranicy, jak Lecha Kaczyńskiego, którego nie mogły zachwycić honory oddawane ukraińskim nacjonalistom. A gdy Juszczenko w 2010 roku poparł Wiktora Janukowycza i gdy odegrał złowrogą rolę na procesie Julii Tymoszenko, był już blisko dna.

Ale to jego partyjni koledzy z Kijowa zafundowali mu to, że do dna praktycznie dobił. A może to jednak jego wina – od dwóch lat Nasza Ukraina nie odnotowała żadnego, choćby najmniejszego, sukcesu, w sondażach się nie liczy i, jak widać, targana jest konfliktami. Sam Wiktor Andrijowicz zachowuje się, jakby obraził się na cały świat.

Perypetie Juszczenki są – biorąc pod uwagę poparcie jego i jego partii – politycznie właściwie bez znaczenia. A mimo to informacja o jego (nie)wykluczeniu z Naszej Ukrainy obiegła media nie tylko nad Dnieprem.

Świat jednak z trudem żegna się z tymi, którymi się jeszcze niedawno tak zachwycał.


Andrzej Brzeziecki

Inne artykuły autora: Polacy. Rosjanie. Dwa monologi

 


Powrót
Najnowsze

Polskie „chamy” i ukraińskie „pany”. Rewolucja na rynku pracy?

03.06.2020
Dariusz Szymczycha
Czytaj dalej

Ukraińskie kino. Dzieje sukcesu pewnej reformy

29.05.2020
Andrij Lubka
Czytaj dalej

W poszukiwaniu złotego wieku  

22.05.2020
Ola Hnatiuk
Czytaj dalej

Rozmowa online z Olą Hnatiuk. Koniec złotego wieku?

20.05.2020
Czytaj dalej

Nowa Europa Wschodnia 1-2/2020 - Zapowiedź

12.05.2020
Czytaj dalej

Życzenia świąteczne

10.04.2020
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu