Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Tam, gdzie Polak jest Panem
2014-01-15
Michał Sowiński

Recenzja ukaała się w numerze maj-sierpień 2013 Nowej Europy Wschodniej. Serdecznie polecamy!

Debiutancka książka Ziemowita Szczerka Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian to pozycja nietypowa na polskim rynku wydawniczym. Z pewnością nie jest to kolejny zbiór reportaży o Ukrainie czy, szerzej, o tajemniczym i niezbadanym wschodzie Europy, które zdominowały tematykę współczesnej prozy tego gatunku. Szczerek idzie dużo dalej, zapuszcza się na tereny rzadko uczęszczane przez polskich pisarzy i publicystów.

Debiutancka książka Ziemowita Szczerka Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian to pozycja nietypowa na polskim rynku wydawniczym. Z pewnością nie jest to kolejny zbiór reportaży o Ukrainie czy, szerzej, o tajemniczym i niezbadanym wschodzie Europy, które zdominowały tematykę współczesnej prozy tego gatunku. Szczerek idzie dużo dalej, zapuszcza się na tereny rzadko uczęszczane przez polskich pisarzy i publicystów. Przyjdzie Mordor i nas zje to wyprawa w głąb naszego narodowego kolonializmu i megalomanii, w trakcie której boleśnie obnażone zostają mity, którymi Polacy leczą kompleksy wobec Zachodu. Ponadto jest to także dowód na to, jak niezbędne do życia jest wymyślanie nowych opowieści. Dekonstrukcja zabarwionych nacjonalistycznie stereotypów na temat Ukrainy, a raczej tej „mitycznej krainy hiperpolskości", która przypadkiem została Polsce odebrana, jest z pewnością istotnym elementem prozy Szczerka, jednak najciekawszy jest sposób, w jaki ten zabieg został przeprowadzony.

Bohaterem wszystkich czternastu historii (o ich przynależność gatunkową można by się długo spierać) jest Łukasz Ponczyński, młody dziennikarz, który zarabia na życie pisaniem reportaży podróżniczych z Europy Wschodniej. Jego problem polega jednak na tym, że nikt nie chce kupować zwyczajnych historii – ludzie nie lubią czytać o tym, że wschodnia rzeczywistość niczym nie różni się od ich własnego podwórka, i dlatego Ponczyński zmuszony jest ubarwiać swoje opowieści. Jego historie to ciągła destylacja „ruskiego hardcore'u", produkowanie egzotyki, która będzie odpowiadać czytelniczym gustom. Ponczyński nie jest jednak cynikiem zaspokajającym jedynie potrzeby swoich odbiorców. Gdyby tak było, nie miałby potrzeby nigdzie wyjeżdżać, wszystko mógłby wymyślić, nie wstając zza redakcyjnego biurka. Akcja książki Przyjdzie Mordor i nas zjerozpoczyna się już na granicy polskoukraińskiej. To moment bardzo ważny, inicjacyjny, jednocześnie określający perspektywę całej książki: „– Narkotyków nie masz? – spytał polszczyzną dziwnie pozbawioną akcentu i ten brak akcentu nie pasował do jego niezgrabnego munduru, do tej jego czapki o średnicy koła od roweru, do której przypięty tryzub też zresztą nie pasował, bo tryzub to pasuje do czapki austriackiego wzoru, a nie do tej radzieckiej stolnicy". Brak akcentu u celnika jest niepokojący, podobnie jak niepasujące do siebie elementy munduru. Już w pierwszej scenie Ukraina pokazana jest jako miejsca niedopasowane, nieprzystające do gotowych i spójnych narracji, które Ponczyński przywozi ze sobą, a im dalej jedzie, tym bardziej się o tym przekonuje. Nie przeszkadza to innym Polakom, których dziennikarz spotyka w różnych zakątkach Ukrainy – to „plecakowcy", którzy niestrudzenie przemierzają drogi i bezdroża tego kraju. Ich spojrzenie jest już z góry określone przez setki zasłyszanych historii, obejrzanych zdjęć i filmów, dlatego też nie mają żadnego problemu z percepcją – wszystkie elementy, które nie pasują, są bez żalu odrzucane. Jak słusznie zauważa narrator, Ukraina to jedyny kraj w Europie, wobec którego Polacy mogą sobie pozwolić na protekcjonalność: jadąc tam, choć raz w życiu mogą poczuć się lepsi. Mit Ukrainy, na który nakładają się liczne zaszłości historyczne i kulturowe, determinuje ich postrzeganie tego miejsca. Ukraina w tym kontekście jest jednocześnie „kolebką polskości" i dzikim, poradzieckim Wschodem, miejscem swojskim, ale też egzotycznym. Mechanizm jest dość prosty. Znajdujemy tu typowe strategie kolonialne, opisane świetnie przez wielu teoretyków, począwszy od Edwarda Saida, a na Janie Sowie skończywszy. Ciekawe jest co innego – w pewnym momencie Ponczyński stwierdza, że „Ukraina to Polska, tyle że bardziej". Przyjdzie Mordor i nas zje proponuje ciekawą perspektywę – ci, którzy jeżdżą na Wschód w poszukiwaniu „ruskiego hardcore'u", nie dopuszczają do siebie faktu, że to także część ich rodzimego krajobrazu. Różnice są na tyle niewielkie, że można się w tym wszystkim pogubić, stąd też niezbędne jest nieustanne zgłębianie ukraińskiej rzeczywistości, której elementem są bez wątpienia nieprzerwane pielgrzymki „plecakowców". Nie chodzi tu jedynie o kpinę z tych bitników XXI wieku, ale raczej o zjawisko szersze, związane z kreowaniem narracji tożsamościowych.

Ponczyński celowo zmyśla historie, podkręca je, zagęszcza klisze i stereotypy narodowe. Sam o sobie mówi, że pisze gonzo, będące specyficzną odmianą stylu reporterskiego, który zrywa całkowicie z obiektywizmem na rzecz fabularyzmu oraz barwnego i potocznego języka. Nie jest to bynajmniej niewinna zabawa, lecz celowa strategia, której celem jest dekonstrukcja kolonialnego modelu kultury. „Przegięte" opowieści spod znaku gonzo nadają się do tego idealnie, gdyż nie dążą one do obalenia zastanego porządku (w tym przypadku pewnego sposobu myślenia), ale poprzez swoją karykaturalność osłabiają go. Już w pierwszej scenie zostaje podkreślona nieprzystawalność rzeczywistości do narracji mających ją uporządkować. Ponczyński (a właściwie Szczerek) staje przed koniecznością wymyślenia innego języka opisu i to się udaje: proza ta pozwala spojrzeć z odmiennej perspektywy zarówno na Ukrainę, jak i na literaturę podróżniczą w ogóle.

 

Michał Sowiński

 

 


Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu