Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Miał być Kuwejt, jest Bangladesz
2013-06-01
Z Bolatem Atabajewem rozmawia Zbigniew Rokita

BOLAT ATABAJEW: Proszę spojrzeć na zachodnich polityków, biznesmenów – jako reżyser i obywatel apeluję, żeby rozpatrywać stosunki Europy z Kazachstanem również w kategoriach moralnych. Należy być uczciwym, nie zmieniać swojego zachowania w zależności od sytuacji. Nie można stosować podwójnych standardów, w innym razie widać do czego może dojść. Proszę przypomnieć sobie, co stało się z Władimirem Kozłowem, Rozą Tuletajewą, protestującymi w Żanaozen czy ich rodzinami – strzelano do ludzi, a tych, którzy przeżyli sądzono za ich przekonania.

Europa kładzie na jednej szali wagi ropę, złoto, uran, gaz i inne surowce, a na drugiej prawa człowieka, demokrację i co przeważa? Aleksander Kwaśniewski, Tony Blair czy inni doradcy Nazarbajewa – pewnie, niech lobbują, niech działają na korzyść swoich obywateli, ale nie mogą przy tym zapominać o moralności. W Kazachstanie ludzie też chcą żyć normalnie.

 

ZBIGNIEW ROKITA: Kiedy dziewięć lat temu rozpoczynała się pomarańczowa rewolucja wielu europejskich liderów było w fatalnych relacjach z ukraińskim reżimem. W tym samym czasie Kwaśniewski wciąż utrzymywał kontakt z Leonidem Kuczmą i dlatego we właściwym czasie mógł podjąć się mediacji i przyczynić do rozwiązania kryzysu. Może Kazachom również będzie mógł pomóc w trudnym momencie?

Proponuje Pan więc, żeby być dwulicowym? Tutaj knut, a tutaj cukierki?

 

Chodzi mi o to, że są osoby, które zajmują się prawami człowieka, a są tacy, którzy po prostu robią interesy. I nikomu w ten sposób nie szkodzą.

Tak, ale robienie interesów nie pomaga gospodarce naszego kraju, a jest na rękę jedynie konkretnym osobom z kręgu władzy – siadając do stołu z Nazarbajewem europejscy politycy powinni najpierw zastanowić się, co z tego będzie miał naród kazachski, jak żyją tamtejsi ludzie. Trudno się tego dowiedzieć? Poza tym wasi politycy świetnie zdają sobie z wszystkiego sprawę, nawet OBWE o wszystkim wie, ale niewiele sobie z tego robią. I wie Pan jak to należy nazwać? Po imieniu – to współodpowiedzialność za przestępstwa reżimu. U siebie w domu popieracie demokrację, a w Kazachstanie totalitaryzm.

 

W takim razie czym powinni kierować się europejscy przywódcy – interesem swoich obywateli czy społeczeństwa kazachskiego?

I tym i tym. Zawierając konkrakty, które będą służyły Europejczykom, politycy nie mogą zapominać o prawach człowieka, powinni uwzględniać je w kontraktach. I jeśli Polacy, Niemcy, Francuzi, Anglicy, Amerykanie, jeśli wszyscy to zrobią, wówczas co pozostanie Nazarbajewowi? Kazachstan to chory człowiek i wszyscy razem powinni go wyleczyć.

 

Mogłoby się to udać, pod warunkiem, że Kazachstan byłby jedynym takim przypadkiem, ale jeśli dziś chcielibyśmy postąpić według Pana wskazówek, nie powinniśmy robić interesów również z Chinami, Rosją czy większością krajów arabskich, gdzie też nie przestrzega się praw człowieka. Wówczas za cenę ideałów gospodarka europejska by na tym ucierpiała, a Europejczycy pomagając teoretycznie Kazachom sami ponieśliby straty.

Nawet nikt nie próbował. Kazachstan wydaje się firmą należącą do Nazarbajewa, na którego pracują pozostali Kazachowie. To kraj, gdzie prawdę nazywa się ekstremizmem, a kłamstwo poprawnością.

                                                                                                                 

Nie jest też prawdą, że kontrakty zawierane przez Zachód z Kazachstanem przynoszą korzyści wyłącznie Nazarbajewowi – przecież od początku lat dziewięćdziesiątych kondycja gospodarki Kazachstanu i poziom życia jego mieszkańców znacznie się polepszyły, co w dużej mierze wynika właśnie z kontaktów handlowch z Europą.

To mydlenie oczy. Proszę spojrzeć na to, co stało się w Żanaozen, gdzie zastrzelono protestujących, proszę spojrzeć w jakich warunkach żyją tam ludzie – śpiąc na surowcach mają ograniczony dostęp do wody, wypłaca im się tylko część pensji, a ludzie żyją w strachu. Jeśli uważa Pan, że pić herbatę i jeść chleb oznacza mieć dobre życie to zgadzam się, żyje nam się dobrze. W rzeczywistości jednak to co mamy to mało, choć Kazachowie boją się stracić nawet to. Strach już dawno stał się normalnym instrumentem działania władz – najpierw codziennie pokazywali nam mordujących się Arabów, potem straszyli nas Kirgizami, straszyli opozycją, chociaż Kazachowie wiele o opozycji nie wiedzą. Zresztą, żeby zobaczyć, jak na prawdę żyją Kazachowie trzeba pojechać na wieś, do aułów – tam nie ma nic. Ludzie cieszą się, jeśli w  rodzinie mają emeryta – wówczas wszyscy żyją z jednej emerytury.

Inna sprawa, że pamiętam jak sam na początku lat dziewięćdziesiątych uwielbiałem Nazarbajewa, byłem w nim zakochany jak młodziak – obiecywał, że będziemy żyć jak w Kuwejcie. Sprawdziłem sobie wówczas, jak w tym Kuwejcie się żyje i okazało się, że bardzo dobrze. Z czasem okazało się jednak, że tylko on żyje jak w Kuwejcie, a ja? Jak w Bangladeszu?

 

Bolat Atabajew jest kazachskim reżyserem teatralnym i politykiem opozycyjnym. Obecnie przebywa na emigracji w Niemczech. W Polsce przebywał na zaproszenie Fundacji Otwarty Dialog.




Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – bez Polaków czulibyśmy się dziś osamotnieni

22.08.2019
Mateusz Stachewicz Ołena Bodnar
Czytaj dalej

Gruzja: pełzająca aneksja

20.08.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu