Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wołyń musi poczekać
2013-12-21
Piotr Pogorzelski

Do siedemdziesiątej rocznicy na Ukrainie mieliśmy kilka podejść. Cerkwie i organizacje społeczne postanowiły przejąć inicjatywę już wiosną. Wydano wówczas kilka oświadczeń, które nie zostały w wystarczający sposób docenione w Polsce – wyciągający rękę Ukraińcy nie spotkali się w naszym kraju z adekwatną odpowiedzią.

Szczególnie pozytywną rolę odgrywała tu cerkiew greckokatolicka, której zwierzchnik, arcybiskup Światosław Szewczuk, który powiedział w czasie wizyty w Warszawie istotne słowa, które zasługują na szacunek, także ze względu na to, że mogły spotkać się z niezrozumieniem wielu wiernych tego kościoła, którzy mieszkają głównie na zachodniej Ukrainie. Tak się jednak nie stało i jak się okazuje – odwaga popłaca. Mogliśmy zatem usłyszeć o tym, że strona ukraińska wyraża szacunek dla pamięci i bólu Polaków. Arcybiskup Szewczuk skierował także słowa przebaczenia.

 

Świat do góry nogami

Ukraińskie władze wolały jednak obchody przemilczeć. Nie wiem, jakie „obiektywne przyczyny” przeszkodziły ukraińskiemu prezydentowi w przyjeździe do Łucka, kiedy przebywał tam Bronisław Komorowski. Fakt, że Wiktor Janukowycz wypoczywał w tym czasie na Krymie wygląda tragikomicznie. Janukowyczowi zabrakło odwagi, którą miał 10 lat temu Leonid Kuczma, przyjeżdżając do Pawliwki, aby uczcić pamięć pomordowanych Polaków.

Wołyński obchody przemilczały także umiarkowane siły polityczne, które jak ognia unikają wszelkich drażliwych tematów. Jest to kolejny dowód na to, że ukraińskie partie są pozbawione ideologii i stanowią raczej grupy interesów bez konkretnego światopoglądu.

W tym kontekście kuriozalny był list deputowanych Partii Regionów i Komunistycznej Partii Ukrainy do polskiego Sejmu, w którym apelowano, aby rzeź wołyńską uznać za ludobójstwo. Trudno mi uwierzyć w czyste intencje autorów pisma, jeśli podpisują się pod nim ludzie gloryfikujący Stalina i znieważający ofiary Wielkiego Głodu lat 1932-1933. Prawdopodobnie jednym z ich celów była dyskredytacja nacjonalistów, co na szczęście zauważyła strona polska. Warszawa, jak widać, jest dobrze poinformowana, i wie, że od wiosny na Ukrainie trwa kampania, która ma na celu oczernianie określanej mianem „faszystów” opozycji. I choć głównymi „faszystami” są oczywiście nacjonaliści ze Swobody, to termin ten odnosi się też do ich współpracowników, a więc partii UDAR czy Batkiwszczyny Julii Tymoszenko.

Choć takie stwierdzenie może się wydać bulwersujące, warto jednak docenić również wyważone zachowanie nacjonalistycznej Swobody. Mimo ostrych oświadczeń jej wołyńskiego ośrodka (w których Polaków określano mianem „okupantów” i „najeźdźców”) i faktu, że jej aktywiści łatwo mogli zamienić obchody w piekło, ugrupowanie to poprzestało koniec końców tylko na słownych deklaracjach. Świadczy to o tym, że centrala Swobody jest w stanie kontrolować partyjne doły, często bardziej radykalne. Według moich nieoficjalnych informacji, w ugłaskiwaniu nacjonalistów dużą rolę odgrywała poważana przez nich cerkiew greckokatolicka. Najważniejsze jednak, że Swoboda zrezygnowała z organizacji manifestacji w czasie wizyty Bronisława Komorowskiego, a jej działacze spokojnie obserwowali uroczystości w Łucku.

Rozdmuchany przez polskie i ukraińskie media incydent z jajkiem wygląda przy tym na prowokację ze strony rządzących. Po 7 latach spędzonych na Ukrainie trudno mi uwierzyć, że dwudziestojednoletni chłopak sam kupuje bilet z Zaporoża do Łucka (a więc pokonuje około tysiąca kilometrów), zakłada plecak z logo Swobody i rozbija jajko na ramieniu polskiego prezydenta. Nacjonaliści od razu po incydencie zaprzeczyli, jakoby mieli z nim jakikolwiek związek. I wierzę im. Z moich nieoficjalnych informacji wynika również, że władze także w najbliższym czasie będą starały się skompromitować Swobodę, szczególnie w oczach Zachodu.

 

Ile jest Wołyni?

Jest jeszcze jeden aspekt siedemdziesiątej rocznicy rzezi wołyńskiej – dzięki niej wielu Ukraińców w ogóle dowiedziało się, że podobna tragedia miała miejsce. Niestety, wersja prezentowana w dziennikach telewizyjnych po wizycie polskiego prezydenta znacznie odbiegała od wersji polskiej. Mówiono o polsko-ukraińskim konflikcie narodowościowym, w którym dwie strony były w równym stopniu poszkodowane, wiele wspominano także o przyczynach tragedii, jakby starając się uzasadnić popełnione zbrodnie.

Trudno zatem powiedzieć, aby obchody przyniosły Polsce i Ukrainie coś dobrego: po prostu jeszcze raz przypomnieliśmy sobie wzajemne krzywdy, a stosunki Warszawy i Kijowa uległy pewnemu pogorszeniu. Wielu Ukraińców, szczególnie z zachodniej Ukrainy, uznawało słowa padające w Polsce (szczególnie pod adresem gloryfikowanej przez nich UPA) za co najmniej obraźliwe. Nie oznacza to oczywiście, że Polacy nie powinni o tym mówić, muszą jednak przy tym pamiętać, że UPA zajmowała się nie tylko mordowaniem Polaków – walczyła również z Niemcami i Armią Czerwoną oraz władzami komunistycznymi, a Ukraińcy wychwalający partyzantkę odnoszą się do tych wydarzeń, a nie do Wołynia. I choć często zbrodnia wołyńska jest w pewnym stopniu przez ukraińskich nacjonalistów usprawiedliwiana, to jednak nie stanowi dla nich powodu do dumy.

Skrajna ukraińska prawica wymienia grzechy Polski międzywojennej wobec Ukraińców: polonizację, zamykanie szkół, a szczególnie palenie cerkwi prawosławnych w 1938 roku. Gdyby Warszawa zdecydowała się jednoznacznie za owe karty wspólnej historii przeprosić, wytrąciłoby to ten argument z rąk ukraińskich nacjonalstów. Oczyściłoby też polskie sumienie.

Na obiektywną ocenę zbrodni wołyńskiej na Ukrainie przyjdzie jeszcze poczekać – Ukraińcy dotąd bowiem nie rozliczyli się z innymi, mniej kontrowersyjnymi, wydarzeniami z własnej historii. Dopiero, gdy to zrobią, będą mogli przyznać się do popełnionych zbrodni.

 

Piotr Pogorzelski jest korespondentem Polskiego Radia w Kijowie

 

 


Powrót
Najnowsze

Program konferencji Polska Polityka Wschodnia 2019

14.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Czy USA wycofa się z traktatu o otwartych przestworzach?

12.11.2019
Waleria Szackaja
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu