Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Informacyjna pułapka
2014-01-02
Paweł Kost

Rządy kolejnych polityków na Ukrainie nie pozwalają na stworzenie pozytywnego imidżu państwa – nie tylko na arenie międzynarodowej, ale także w oczach własnego społeczeństwa. Nie ma wątpliwości, że większość negatywnych sądów odnoszących się do Ukrainy i jej władz ma pokrycie w rzeczywistości, jednak Kijów nierzadko pada też ofiarą ataków informacyjnych ze strony mediów innych państw, przede wszystkim Rosji. W ten sposób istniejące problemy są wyolbrzymiane, kreowane są nowe, a wysiłki i sukcesy władz ukraińskich (których przecież nie brakuje) zostają zniwelowane.

 

Zawsze winny

Sztandarowym przykładem takich zabiegów jest handel bronią. Ukraina dysponuje dużym potencjałem w sferze przemysłu zbrojeniowego, będąc jednym z największych eksporterów broni na świecie. Kijów w ciągu kilku ostatnich lat zdołał umocnić swoją pozycję w tej branży, skutecznie rywalizując o rynki zbytu między innymi z Moskwą. Głośnym echem odbiła się wygrana Ukrainy z Rosją o zamówienie z Tajlandii – Zakłady im. Małyszewa w Charkowie właśnie rozpoczęły realizację kontraktu z Bangkokiem na sprzedaż Tajom swoich nowych czołgów „Opłot". Ostatnie sukcesy Kijowa na światowych rynkach osiągnięte kosztem konkurentów z Moskwy, sprawiły, że rosyjscy specjaliści od technologii informacyjnych znów podwinęli rękawy, tak jak robili to wielokrotnie w przeszłości. Dotychczasowa lista „skandali" związanych z rzekomo nielegalną sprzedażą ukraińskiego uzbrojenia do różnych krajów (w tym objętych embargiem) jest imponująca: Libia (1996 rok), afgańscy talibowie (1998 rok), kraje afrykańskie (lata 1997-2000), Irak (2002 rok – bodaj najsłynniejsza sprawa „Kolczugi"), Gruzja (lata 2008-2009), Sudan, Armenia czy Syria (2012 rok). Żadnej z powyższych transakcji nie udało się potwierdzić „twardymi" dowodami, jednak uwikłanie w nie Ukrainy sprawia, że ta jest każdorazowo idealnym kandydatem na kozła ofiarnego.

Analityk informacyjno-konsultingowej agencji „Defense Express" z Kijowa Wałerij Riabych zwraca uwagę na dwa przykłady z ostatnich miesięcy, które dobitnie dowodzą kolejnych zabiegów Moskwy mających na celu zdyskredytowanie Kijowa.

W październiku ubiegłego roku BBC opublikowało materiał zatytułowany W bazie syryjskich rebeliantów znaleziono saudyjską broń. Zgodnie z tekstem Al-Rijad miał wspierać syryjskich powstańców, a dostarczona do Syrii broń miała być wyprodukowana na Ukrainie (o kraju pochodzenia sprzętu dziennikarze BBC wspominają na końcu materiału w charakterze czysto informacyjnym). Już godzinę po publikacji rosyjski zespół BBC poruszył jednak tę sprawę w materiale pod tytułem Syria: bojownicy mają ukraińską broń od Arabii Saudyjskiej, w którym skupiono się przede wszystkim na miejscu produkcji samej broni. Artykuł rosyjskiego zespołu BBC został zresztą niebawem usunięty ze strony internetowej – prawdopodobnie jako nierzetelny i nie spełniający wymogów polityki redakcyjnej. Niezależnie od tego liczne rosyjskie portale informacyjne zdążyły już wcześniej opublikować na jego podstawie materiały z jeszcze bardziej wymownymi tytułami, jak na przykład Ukraińska broń znalazła się w rękach syryjskich powstańców czy Media: W Syrii powstańcy wykorzystują ukraińską broń z Ługańska.

Drugi przykład jest niemal kopią pierwszego. W kwietniu bieżącego roku agencja „Interfax", (rzekomo na podstawie materiału „The Washington Post" zatytułowanego Komisja ONZ: libijska broń w alarmującym tempie jest dostarczana do nowych aren tlących się konfliktów), poinformowała o „dostarczeniu przez Ukrainę wbrew embargu ONZ broni do Libii". W rzeczywistości jednak artykuł w amerykańskiej gazecie, o niczym takim nie wspominał. Pisano w nim za to, że z terenu do niedawna ogarniętej wojną domową Libii broń trafia do innych „gorących punktów" świata oraz, że ONZ znalazła dowody wspierania powstańców w Libii przez Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Dla dziennikarzy „Interfaxu" znacznie istotniejszym okazał się jednak fakt pochodzenia samej broni – eksperci ONZ wskazywali, bowiem na wyprodukowanie jej w kilku krajach, między innymi na Ukrainie i w Armenii. Zmanipulowany przekaz „Interfaxu" szybko podchwyciły „Interfax-Ukraina", „Interfax-Europe" oraz liczne portale rosyjskie, które pisały również o „nielegalnym eksporcie broni do Libii przez Ukrainę i Armenię".

Riabych podkreśla, że w przywołanych przypadkach uwagę zwraca dynamika, z jaką rozpowszechniano informacje: między publikacjami mijało bardzo mało czasu (w kilku przypadkach była to jedna, dwie minuty), a kolejne wydania nie weryfikowały wiadomości. Ponadto często publikacje pierwotne, które jako pierwsze informują o nadużyciach ze strony Ukrainy i którymi posiłkują się kolejne media – znikają. Negatywny obraz jednak pozostaje, a na Zachodzie źle patrzy się na wschodnie państwo z nadszarpniętym wizerunkiem.

Według ukraińskiego analityka torpedowanie konkretnych ukraińskich projektów w sferze handlu bronią nie jest jedynym celem większości takich operacji. Nasilenie się podobnych zabiegów w ostatnich miesiącach sugeruje, że chodzi przede wszystkim o dyskredytację Ukrainy jako państwa. Wystarczy, że jakiś materiał opisujący negatywne zjawisko będzie zawierał słowo „Ukraina", a media rosyjskie zrobią z tego użytek.

 

Gazowa mgła

Wojny informacyjne w stosunkach energetycznych Kijowa i Moskwy trwają nieprzerwanie od wielu lat. Analiza działań Kremla sugeruje, że jego celami jest przejęcie kontroli nad systemem gazociągów Ukrainy, utrudnienie wysiłków dywersyfikacyjnych Kijowa oraz współpracy ukraińsko-unijnej w sektorze energetycznym.

Rosjanie nagłaśniają na przykład mit rychłego „wyschnięcia i rdzewienia ukraińskiej rury". Zdaniem rosyjskich polityków i mediów jedyną szansą Kijowa na zachowanie ważnej pozycji tranzytowej ma być stworzenie konsorcjum z Gazpromem, całkowite oddanie ukraińskiej sieci przesyłowej (GTS) w ręce rosyjskiego giganta, a najlepiej integracja z unią celną. Rosyjskie media bez wytchnienia powtarzają, że GTS jest w opłakanym stanie. O tym, że te ataki informacyjne są skuteczne świadczą wypowiedzi przedstawicieli niemieckiej firmy Ferrostaal, która od niedawna realizuje niewielkie projekty modernizujące elementy ukraińskiego systemu gazociągów. Eksperci z Niemiec już po rozpoczęciu prac byli zaskoczeni… dobrym stanem remontowanych obiektów.

Zdaniem czołowego ukraińskiego eksperta ds. energetyki Bohdana Sokołowskiego, oficjalne stanowisko Rosji we wspomnianych kwestiach gazowych należy uznać za blef i manipulację z kilku przyczyn: po pierwsze, budowa nowych gazociągów z Rosji do Europy Zachodniej napotyka poważne problemy i jest mało prawdopodobne, by w rozsądnej perspektywie czasowej udało się je zrealizować; po drugie, dochody Ukrainy z tranzytu gazu stanowią corocznie około 1,5 miliarda dolarów, co może nie jest sumą bez znaczenia, ale nie może również w decydujący sposób wpływać na stanowisko kraju w tak strategicznych dla niego kwestiach jak los GTS; po trzecie, celem Kremla jest nie „tranzytowa rura" Ukrainy, a gazowy rynek wewnętrzny tego kraju – techniczne rozdzielenie funkcji tranzytu i transportu wewnątrz Ukrainy jest praktycznie niemożliwe, a uzyskanie dostępu do tranzytowych możliwości de facto oznaczać będzie kontrolę nad rynkiem wewnętrznym kraju (od obiektów przemysłowych po budynki mieszkalne); po czwarte, Ukraina już modernizuje swoje moce przesyłowe, a stan jej GTS jest znacznie lepszy niż głoszą media z Rosji (a także lepszy niż stan rosyjskiej GTS); wreszcie po piąte, kontrakty gazowe ze stycznia 2009 roku nieprecyzyjnie regulują kwestię minimalnych ilości dostaw surowca na Ukrainę, nie wspominając przy tym o ewentualnych sankcjach (z wyjątkiem wzmianki o sądzie arbitrażowym, do którego przecież Moskwa nie chce się zwracać). Moskwa coraz częściej mówi zresztą o ewentualnych karach za niedobory importu rosyjskiego surowca ze strony Ukrainy – Kreml regularnie powtarza, że „niebawem wystawi Kijowowi słony rachunek" (choć już raz wystawił). Nowością jest także skierowana do gazowych koncernów w Unii Europejskiej przestroga szefa Gazpromu przed wykorzystywaniem ukraińskich magazynów przechowujących gaz.

W obliczu bezprecedensowej dla Ukrainy aktywności jej władz w ostatnich dwóch latach na polu działań dywersyfikacyjnych, informacyjnymi celami stały się konkretne projekty Kijowa. Ataki na terminal LNG w Piwdennym pod Odessą, „szachrajskie" dostawy gazu z Polski, Węgier i Słowacji oraz „ekologicznie niebezpieczne" łupkowe inicjatywy Ukrainy stały się niemal codziennym elementem rosyjskiej przestrzeni informacyjnej.

Mychajło Honczar, ekspert ds. energetyki centrum „NOMOS", zwraca uwagę, że Kreml zamierza poprzez ataki informacyjne skomplikować realizację różnych projektów energetycznych tak, jak udało się to wcześniej w Bułgarii. Akcje protestacyjne wobec projektów łupkowych na Ukrainie podczas wizyty amerykańskiego ambasadora w Doniecku są dowodem, że kampania ta przynosi efekty. Wirtualna i groteskowa inicjatywa Kremla dotycząca budowy kolejnego gazociągu omijającego Ukrainę Jamał-2 (ją także należy zaliczyć do wojen informacyjnych) unaocznia jednak, że Moskwa jest coraz bardziej bezradna wobec dokonanego w ostatnich dwóch latach znacznego progresu w ukraińskim sektorze gazowym. Mimo tego niekorzystna otoczka informacyjna wokół sektora gazowego Ukrainy generuje problemy z przyciągnięciem zagranicznych inwestorów dla realizacji projektów dywersyfikacyjnych. Terminal LNG napotyka poważne trudności z uzyskaniem kredytu, a wielokrotnie zapowiadane przyspieszenie modernizacji GTS jest ciągle odkładane.

 

Gra o Wilno

Polityka informacyjna jest jednym z najbardziej zaniedbanych sfer działań ukraińskich władz. Bardzo długo Kijów nie przywiązywał prawie żadnej wagi do ataków informacyjnych pod swoim adresem i dopiero w ostatnich latach widać, że czynione są pierwsze starania, aby im przeciwdziałać. Sprowadzają się one jednak głównie do reakcji Ministerstwa Spraw Zagranicznych na już podjęte przez Rosjan próby, co znacznie osłabia ich efektywność. Zdaniem Wałentyna Badraka, dyrektora Centrum Badań Armii, Konwersji i Rozbrojenia w Kijowie, Ukraina nie jest gotowa do stawienia czoła wyzwaniom, które niesie ze sobą dynamiczny rozwój broni psychologiczno-informacyjnej w polityce międzynarodowej, bo posiada niewielu dobrych specjalistów w tym zakresie.

Wiadomo jak znaczne wpływy informacyjne posiada Rosja na Ukrainie, zwłaszcza w jej południowo-wschodniej części. Manipulując, zatem informacjami dotyczącymi Ukrainy media rosyjskie oddziałują nie tylko na opinię międzynarodową, ale również na stosunek obywateli Ukrainy do ich własnego państwa. Pomocne dla realizacji rosyjskich celów są przy tym często media ukraińskie – czołowe serwisy informacyjne działające nad Dnieprem posiłkują się, bowiem źródłami rosyjskimi i często same rozpowszechniają nierzetelne i szkalujące Ukrainę doniesienia. W rezultacie ukraińskie społeczeństwo jest zdezorientowane, często nie do końca wie, co tak naprawdę dzieje się w ich kraju.

Jest to szczególnie istotne w kontekście zbliżającego się listopadowego szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, gdzie może dojść do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Nie jest tajemnicą, że same ukraińskie władze dają wiele powodów, aby twierdzić, że nie są gotowe do implementacji dokumentu, jednak w dyskusjach na ten temat zazwyczaj brakuje chłodnej analizy, która oddzieliłaby emocjonalne oceny i znaczenie kiepskiego wizerunku Kijowa od realnego stanu rzeczy.

W ten sposób umowa stowarzyszeniowa również stała się w ostatnim czasie jednym z celów rosyjskiej propagandy. Za dotychczasowy symbol takich zabiegów należy uznać wyemitowany w marcu bieżącego roku agresywny reportaż na rosyjskim 1 Kanale dotyczący możliwości ukraińskiej eurointegracji i polityki Wiktora Janukowycza.

Znając Moskwę, reportaż był tylko początkiem, wielu ukraińskich ekspertów oczekuje nasilenia jesienią kampanii informacyjnej szkalującej Kijów. Na razie rozpowszechniana w niektórych mediach rosyjskich informacja o tym, że użyta prawdopodobnie przeciwko ludności cywilnej w Syrii broń chemiczna pochodziła z Ukrainy, brzmi jak żart. Problem jednak w tym, że nie są to niewinne kawały i nawet, jeśli ten przekaz okaże się nieudanym atakiem na reputację Kijowa, z pewnością nie będzie ostatnią próbą tego typu. Poważna dyskredytacja Ukrainy i jej władz na arenie międzynarodowej i wewnętrznej sprawi, że kraj ten może zostać pozbawiony szans na integrację z Unią Europejską. Nie ważne przy tym, że w kolejnej aferze chodzić będzie o broń czy o coś jeszcze innego, nie mającego nic wspólnego z Ukrainą. Ważne, że chór wskaże winnego i że trudno będzie zmienić swój wizerunek. Tak jak w krążącym po Ukrainie kawale:

– Pana córka jest prostytutką! – usłyszał Mykoła.

– Ale przecież ja nie mam żadnej córki! – odpowiedział.

– I tak wiemy, że nią jest! Niech Pan udowodni, że to nie prawda!

 

 

Paweł Kost jest absolwentem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, stałym współpracownikiem gazetys „Deń" oraz Agencji „Defense Express"

 


Polecamy inne artykuły autora: Paweł Kost
Powrót
Najnowsze

Front północny

22.11.2017
Paweł Kost Wołodymyr Kopczak
Czytaj dalej

Polskie kino w Azji Centralnej

22.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Zawrót głowy od sukcesów?

21.11.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu