Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rusi starczy dla wszystkich
2013-12-31
Andrzej Szeptycki


Najstarsze wzmianki o państwie ruskim – pierwszym państwie wschodnich Słowian – pochodzą z IX wieku. W kolejnym stuleciu Ruś obejmowała ziemie współczesnej zachodniej i środkowej Ukrainy (Kijów, Czernihów, Włodzimierz Wołyński, Halicz), Białorusi (Połock) oraz część ziem północno-zachodniej Rosji (Riazań, Włodimierz, Nowogród) z wyjściem na Morze Bałtyckie. W 988 roku wielki książę ruski Włodzimierz przyjął chrześcijaństwo od Bizancjum – w ten sposób Ruś znalazła się w obszarze oddziaływania kulturowego i w pewnym stopniu politycznego Konstantynopola, stając się potem częścią świata prawosławnego. Następca świętego Włodzimierza, Jarosław Mądry, umocnił wewnętrznie państwo, ale następnie podzielił je między swoich synów, co zapoczątkowało rozbicie dzielnicowe.

W 1240 roku Kijów został zdobyty przez Mongołów, a poszczególne ruskie ziemie zaczęły rozwijać się niezależnie od siebie. Najważniejszą rolę odgrywały na północy księstwo nowogrodzkie, na zachodzie halicko-włodzimierskie (zwane też halicko-wołyńskim), a na wschodzie – włodzimiersko-suzdalskie (znane również jako księstwo suzdalsko-rostowskie). W czasie kiedy Nowogród nie aspirował do odgrywania większej roli na obszarze wschodniej Słowiańszczyzny, a księstwo halicko-wołyńskie dostało się z czasem pod panowanie Polski i Litwy, coraz silniejszą pozycję odgrywało księstwo moskiewskie (najpierw w okresie dominacji mongolsko-tatarskiej, a potem po jej zrzuceniu). Ono też zaczęło proces „zbierania ziem ruskich” – w 1667 roku wraz z rozejmem andruszowskim proces ten objął również Kijów.

 

Ukraść Kijów

W XIX wieku w historiografii rosyjskiej utrwalił sie pogląd o wspólnym pochodzeniu wschodnich Słowian: ich pierwszym państwem miała być Ruś Kijowska, której następcą było imperium rosyjskie. Kijów jawił się – wedle słów rosyjskiego historyka Nikołaja Karamzina – jako „dawna posiadłość Rosji” i „matka wszystkich miast rosyjskich”. Tezę o ciągłości państwa ruskiego i rosyjskiego miała potwierdzać koncepcja sformułowana przez Michaiła Pogodina, zgodnie z którą pierwsi mieszkańcy księstwa moskiewskiego przybyli tam znad Dniepru (chroniąc się w ten sposób przed najazdem mongolskim), a następnie puste ziemie ukraińskie zasiedlili mieszkańcy Polski i Litwy.

Myśl tę przejęła historiografia radziecka. Po 1917 roku odwoływano się do dziejów Rusi Kijowskiej, która miała być fundamentem braterstwa narodów wschodniosłowiańskich. Formalnie zakładano, że Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini mają w jednakowym stopniu prawo do dziedzictwa Rusi, w praktyce dominowało jednak stanowisko utożsamiające Ruś z Rosją. Koncepcje te w zwulgaryzowanej formie znalazły odzwierciedlenie w historiografii zachodniej, co widać nawet na poziomie semantycznym – Ruś często utożsamiano z Rosją (fr. Russie de Kiev).

Wspólna przeszłość sięgająca Rusi Kijowskiej oraz rola Kijowa w historii Rosji w istotnym stopniu określają politykę Federacji Rosyjskiej wobec Ukrainy – zarówno na poziomie emocjonalnym (Rosjanie są przywiązani do Kijowa), jak i „wyrachowanym” (Rosjanie liczą, że będą mogli grać na analogicznych odczuciach Ukraińców). Rosja odwołuje się do tradycji Rusi Kijowskiej – na współczesnych banknotach rublowych przedstawiono między innymi pomnik Tysiąclecia Rosji z soborem Świętej Sofii w tle oraz pomnik Jarosława Mądrego. Prezydent Borys Jelcyn uznał kiedyś Ruś za „kolebkę rosyjskiej tożsamości narodowej, rosyjskiej narodowej historii”. Podobne głosy płyną ze strony części rosyjskiego społeczeństwa – dawny radziecki dysydent Aleksander Sołżenicyn odwoływał się do wypływającego z historii „poczucia jednego trójsłowiańskiego narodu”.

Koncepcja ta ma również zwolenników na Ukrainie, zwłaszcza w kręgach tak zwanej kijowskiej szkoły historycznej, z której wywodzi się osławiony minister oświaty Dmytro Tabacznyk. Opowiadał się on za koncepcją wspólnego pochodzenia trzech narodów wschodniosłowiańskich, które wywodzą się z Rusi Kijowskiej. Istnienie historycznych i kulturowych więzów z Rosją przemawiało jego zdaniem za współpracą z tym państwem współcześnie.

Szczególnym nośnikiem wspomnianych koncepcji jest Rosyjski Kościół Prawosławny i stanowiący jego część Ukraiński Kościół Prawosławny (Patriarchatu Moskiewskiego). Promują one w szczególności koncepcję „rosyjskiego świata”, który tworzą wedle rosyjskich i ukraińskich hierarchów kościelnych Rosja, Ukraina i Białoruś. Bratnie narody, będące dziedzicami wielkiego księcia Włodzimierza – stwierdził w 2010 roku podczas wizyty na Ukrainie patriarcha Cyryl – to „święta Ruś”. Rosyjski Kościół Prawosławny pragnie objąć działalnością duszpasterską narody, które „uważają rosyjską tradycję duchową i kulturową za fundament swojej narodowej tożsamości lub przynajmniej za jej istotną część”.

 

Jarosław Mądry z trójzębem

Ukraina od końca XIX wieku podjęła próby przeciwstawienia się rosyjskiej wizji historii Rusi. Ważną rolę odegrał tu ukraiński historyk Mykoła Kostomarow. Opowiadał się on za tezą o istnieniu dwóch narodów: południowo-rosyjskiego i północno-rosyjskiego (wielkorosyjskiego). Koncepcje Kostomarowa wpłynęły na poglądy Mychajła Hruszewskiego, pierwszego kierownika katedry historii ukraińskiej na Uniwersytecie Lwowskim. Również on dowodził istnienia dwóch narodów wschodniosłowiańskich – ukraińsko-ruskiego i białorusko-wielkorosyjskiego. Hruszewski stworzył klasyczny schemat narodowej historiografii Ukrainy (Ukrainy-Rusi, używając jego terminologii), dzieląc jej dzieje na trzy etapy: dawne państwo ruskie, okres podporządkowania Rzeczypospolitej oraz czas walki o niezależność. Koncepcje Hruszewskiego odegrały ważną rolę w rozwoju ukraińskiej tożsamości narodowej, sprawiając, że Ukraińcy uznali Ruś Kijowską za część swego dziedzictwa. Przykładów nie brakuje. Herbem współczesnej Ukrainy (zgodnie z konstytucją tak zwanym małym herbem) jest trójząb – herb wielkiego księcia kijowskiego Włodzimierza. Na ukraińskich banknotach jedno- i dwuhrywnowych przedstawiono Włodzimierza Wielkiego i Jarosława Mądrego. Tezy Hruszewskiego promują lwowska szkoła historyczna oraz w jakimś stopniu znani ukraińscy historycy dzielący życie zawodowe między ojczyznę i państwa zachodnie, tacy jak Natalia Jakowenko czy Jarosław Hrycak. Warto jednak odnotować, że dziedzictwo Rusi odgrywa w polityce historycznej mniejszą rolę niż późniejsze okresy narodowej historii – nie sięgnął po nie nawet główny jej twórca, prezydent Wiktor Juszczenko, który skupił się na kozaczyźnie, Wielkim Głodzie i Ukraińskiej Powstańczej Armii.

 

Pany się panoszą

Rozgrywanie przez Rosję wspólnego dziedzictwa Rusi Kijowskiej zasługuje z perspektywy Polski na krytyczną ocenę przede wszystkim z dwóch powodów – po pierwsze, jest to jeden z instrumentów rosyjskiej polityki imperialnej wobec wschodniego sąsiada (polityki zmierzającej na dłuższą metę do pozbawienia Ukrainy niezależności i reintegracji z Rosją czy jakąś częścią obszaru poradzieckiego), oraz, po drugie, polityka ta ma na celu zbliżenie Ukrainy do Rosji, a zatem oddalenie Kijowa od Polski i Unii Europejskiej (skutkiem czego sami przybliżymy się do granic strefy wpływów Federacji Rosyjskiej).

Koncepcja Hruszewskiego również trąci nieco myszką. Kijów co prawda był stolicą państwa Włodzimierza, a dziś jest stolicą Ukrainy, jednak Ukraina pod względem terytorialnym nie jest Rusią (pomijam brak ciągłości państwowej i temu podobne). I tak jak Włochy są głównym spadkobiercą Rzymu, tak Ukraina jest najważniejszym dziedzicem Rusi, jednak mówienie o Rusi-Ukrainie przypomina, toute proportion gardée, wizję nowego Imperium Rzymskiego Benito Mussoliniego. Poza tym dziedzictwo Rusi obiektywnie zbliża Ukrainę do „rosyjskiego świata”…

Nie można jednak dyktować innym krajom ich historii. Każda jednostka, każdy naród ma prawo do własnego języka, własnej religii, własnej pamięci historycznej. Dawno już uznaliśmy i zapisaliśmy w konwencjach międzynarodowych, że prześladowania, dyskryminacja z powodów językowych czy wyznaniowych są sprzeczne z prawami człowieka; koncepcja ta powinna objąć również historię czy przynajmniej pamięć historyczną i prawo do jej kultywacji. Jedni wierzą w trójjedynego Boga, inni sądzą, że pochodzą od Scytów – w obu przypadkach trzeba to uszanować.

Ostrożność i delikatność wskazana jest zwłaszcza w przypadku sąsiednich narodów, które historia długo dzieliła (bądź dzieli nadal) – w szczególności Polski i Ukrainy. Trzeba bowiem pamiętać, że z perspektywy narodowej historiografii ukraińskiej Polska była jednym z historycznych wrogów oraz ciemiężycieli narodu ukraińskiego (videHruszewski) i dlatego nie możemy Ukraińcom próbować narzucać naszej wizji ich dziejów. Nie można jak redaktor Andrzej Talaga wyśmiewać ukraińskiej historiografii i zachęcać Ukraińców – cóż za wspaniałomyślność – by przytulili się do nas i pisali swoją historię od czasów Rzeczpospolitej, bo to ona jak wiadomo ukształtowała Ukrainę. Nie można również jak poseł Paweł Zalewski sugerować Ukraińcom, że jeśli nie zrewidują swojego stosunku do OUN-UPA to nie będą prawdziwymi Europejczykami. Ta refleksja musi wyjść od środka (o znaczeniu czynnika polskiego w kształtowaniu się odrębności Ukrainy pisali ukraińscy historycy zza oceanu, w szczególności Ihor Ševčenko).

Polacy nie powinni więc narzucać sąsiadom swojej wizji ich historii – zwłaszcza jeśli uważają, że polityki takiej nie powinna prowadzić Rosja.

Andrzej Szeptycki


Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu