Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Inguskie porządki
2014-01-01
Z Tanzilą Chabiewą rozmawia Daniel Wańczyk

DANIEL WAŃCZYK: W czerwcu w Moskwie odbył się tak zwany alternatywny kongres narodów Inguszetii, a we wrześniu przeprowadzone zostaną wybory głowy republiki. Jak zatem na dzień dzisiejszy przedstawia się polityczna sytuacja w Inguszetii?

TANZILA CHABIEWA: Rzeczywiście, przedwyborcza sytuacja w Inguszetii jest bardzo złożona: po pierwsze, wybrano już kilku kandydatów pretendujących na stanowisko prezydenta republiki, po drugie, coraz aktywniej na sytuację próbują wpływać różnorakie grupy społeczne, czego wyrazem był kongres o którym Pan wspomniał. Już sam fakt, że zorganizowano go w Moskwie, a nie w Magasie, stolicy republiki, stanowi wyraz protestu wobec dzisiejszych władz – zarówno na poziomie republiki, jak i federacji. Jego uczestnicy wskazywali na konieczność zreformowania systemu politycznego republiki i uzdrowienia sytuacji społecznej w regionie. Dzisiaj zdecydowana większość mieszkańców Inguszetii jest głęboko rozczarowana sytuacją w republice, gdzie wciąż dochodzi do zamachów terrorystycznych, starć z bojownikami, finanse publiczne są w katastrofalnej zapaści, a ogromne bezrobocie uniemożliwia egzystowanie na godnym poziomie. Zdaniem uczestników kongresu naprawę sytuacji należy rozpocząć od zmiany systemu wyborczego, bo przypomnę, że teraz prezydent nie pochodzi z bezpośrednich wyborów, a jest wybierany przez lokalny parlament. Do tego dochodzi postulat skuteczności działania organów ścigania, jako że w Inguszetii ludzie wciąż przepadają bez śladu, a policja i inne służby wydają się być zupełnie bezsilne.

Jednak co do oceny obecnego prezydenta Inguszetii Junus-beka Jewkurowa należy zachować powściągliwość w ferowaniu zbyt skrajnych wyroków. Faktem jest, że w czasie jego prezydentury zmniejszyła się aktywność podziemnych organizacji w republice i powoli wdraża się programy mające na celu ustabilizowanie sytuacji społecznej. Oczywiście wszystko to jest dopiero na początkowym etapie, ale wydaje się, że zmierza w dobrym kierunku. Jednocześnie ciągle jest bardzo źle i pewne odgórne procesy, nawet jeżeli zasługują na pochwałę, to nie są w stanie przykryć patologii, z którymi mieszkańcy muszą borykać się na co dzień.

Wreszcie, palącą kwestią są wciąż nierozwiązane spory graniczne z Czeczenią i Osetią Północną, wywołujące ogromny niepokój społeczny, którego nie są w stanie uspokoić otwierane z wielką pompą nowe szpitale czy szkoły.

 

Przyjrzyjmy się nieco bliżej uczestnikom kongresu – bez wątpienia można nazwać ich opozycją, ale po pierwsze, czy poza ogólnymi postulatami o demokratycznym charakterze są oni w stanie zaproponować konstruktywny plan naprawczy, a po drugie, na ile spójne ideowo jest to środowisko?

Problem w tym, że początkowo całe środowisko opozycyjne było dosyć spójne i zgodne, jednak ostatnio pojawia się coraz więcej kwestii spornych – także w ocenie Jewkurowa i prowadzonych przez niego reform. Należy jednak pamiętać, że opozycja w Inguszetii jest zjawiskiem zupełnie nowym: pojawiła się dosłownie kilka lat temu, dopiero uczy się funkcjonowania na arenie politycznej i dlatego jej działalność bywa chaotyczna i niespójna.

 

Co się tyczy samych wyborów prezydenckich, to warto przypomnieć, że będą to pierwsze wybory, w których prezydent zostanie wyłoniony przez parlament republiki – wcześniej stanowisko to obsadzał prezydent Federacji Rosyjskiej. Jak Pani ocenia tę zmianę? Czy jest to realna reforma, czy jedynie kosmetyczny zabieg dla przypodobania się opinii publicznej?

Bez wątpienia byłoby lepiej, gdyby prezydent pochodził z wyborów bezpośrednich – to się najzwyczajniej obywatelom należy, tym bardziej, że w innych republikach od dawna taki stan rzeczy jest normalnością. Jednak mimo wszystko jest to pewien postęp, bo parlament jest wybierany w demokratycznych wyborach, wiec prezydenta wyłonią przedstawiciele narodu.

 

A jaka była frekwencja w ostatnich wyborach parlamentarnych w Inguszetii?

Około 70 procent  – to bardzo dużo, ale proszę pamiętać, że Inguszetia to maleńka republika licząca około 500 tysięcy mieszkańców, więc stosunkowo łatwo jest zmobilizować społeczeństwo.

 

 

Co do rezultatów wyborów głowy republiki to można się spodziewać jakiś niespodzianek, czy raczej na te kilka tygodni przed wyborami wszystko jest już jasne?

Do pewnego momentu sporo osób liczyło na kandydaturę Rusłana Auszewa, czyli człowieka, który sprawował urząd prezydenta Inguszetii w latach 1993-2001. Problem w tym, że samemu Auszewowi taka kandydatura nie jest potrzebna. W czasie kiedy był on prezydentem w republice panowała zupełnie inna sytuacja społeczno-polityczna, inne były relacje na szczeblu federacji i inne możliwości realnego sprawowania władzy. Teraz miałby on wielki problem z dostosowaniem się do panujących realiów, jego sposób myślenia i działania, jego wizja reform nijak nie przystają do nowych okoliczności – to nie jest ta Inguszetia sprzed dwóch dekad. Jego misja jako przedstawiciela narodu została już wypełniona i sądzę, że on sam jest tego samego zdania.

Co do pozostałych kandydatów, to wątpię, żeby mogli oni odegrać znaczącą rolę – to raczej ludzie biznesu, często działający na styku polityki, ale nie są politykami z prawdziwego zdarzenia. Opozycja także, prócz ogólnego fermentu, póki co nie jest w stanie wyłonić jednego silnego kandydata. W tym kontekście, rzeczywiście wydaje się, że Jewkurow zostanie wybrany na drugą kadencję, tym bardziej, że sporej części społeczeństwa odpowiada on jako charyzmatyczny człowiek łączący w sobie cechy silnego lidera, wojskowego i polityka.    

 

A jak do tej złożonej sytuacji społeczno-politycznej mają się kwestie religijne?

Generalnie Ingusze to muzułmanie, sunnici szafickiego mazhabu, czyli potocznie rzecz ujmując wyznawcy tradycyjnego sufijskiego Islamu, który na terenach Inguszetii sformułował się w połowie XIX wieku, zakorzenił się i aktywnie funkcjonuje po dzień dzisiejszy. Jednak od początku lat dziewięćdziesiątych, na skutek łańcuchowej reakcji, z Czeczenii i Dagestanu zaczęły do Inguszetii przenikać grupy propagujące tak zwany radykalny islam, stojący w opozycji do islamu tradycyjnego. Szeregi tych organizacji zasilane są przez grupy młodzieży, które jak deklarują, dążą do oczyszczenia islamu, do powrotu do jego źródeł. Największe nasilenia walk pomiędzy tradycjonalistami i radykałami przypadło na lata 2005-2009, kiedy to miały miejsce liczne zamachy i starcia o charakterze zbrojnym. Na chwilę obecną wydaje się, że sytuacja się nieco ustabilizowała, czego przyczyn należy się dopatrywać między innymi w twardej polityce Jewkurowa dążącej do likwidacji podziemia.

Tak wygląda ogólny schemat, który w rzeczywistości oczywiście jest zdecydowanie bardziej skomplikowany. Otóż to co teraz szczególnie wnikliwie staramy się obserwować i analizować to podziały jakie dokonują się wewnątrz tego ruchu, który ogólnie nazwaliśmy mianem radykalnego islamu. Mamy tutaj do czynienia z wyodrębnieniem się umiarkowanych radykałów i skrajnych radykałów. Skrajni radykałowie cały czas funkcjonują w podziemiu i rzeczywiście obserwujemy pewien spadek ich aktywności, natomiast umiarkowani radykałowie coraz otwarciej manifestują swoje przekonania, stając się stałą częścią inguskiego krajobrazu kulturowego. Idzie tutaj przede wszystkim o wierność tradycji opartej jedynie na Koranie i sunnach, a wolnych od późniejszych naleciałości. Do tego dochodzą kwestie moralne i przestrzeganie srogich zasad religijnych związanych na przykład z ubiorem. Ów umiarkowany radykalizm coraz częściej bywa przez badaczy nazywany fundamentalistycznym, jednak nie ma tutaj pełnej zgody co do terminologii, jako że są to nowe procesy i siatka pojęciowa ciągle się kształtuje.

 

A czy radykalni islamiści mają jakąś reprezentację polityczną?

Jedyne co na dany moment możemy stwierdzić to to, że władze republiki prowadzą walkę z ugrupowaniami islamskimi o charakterze radykalnym, a zatem z pewnością radykałowie nie są zwolennikami Jewkurowa. O innych relacjach trudno mówić, chociaż takie z pewnością istnieją, jednak póki co dopiero się kształtują.

Poza tym w Inguszetii prowadzona jest bardzo aktywna polityka wspierania tradycyjnego islamu poprzez rozbudowę i dofinansowanie jego historycznych instytucji. Głównym celem tych działań jest uzmysłowienie Inguszom, a zwłaszcza młodzieży, która jest szczególnie podatna na wpływy radykałów, jak ważne są sufijskie tradycje i jak groźne mogą być konsekwencje radykalnego z nimi zerwania. Można też powiedzieć, że wspieranie tradycyjnego islamu jest częścią polityki bezpieczeństwa w republice.

 

Możemy mówić o kontaktach inguskich radykałów z Emiratem Kaukaskim?

Bez wątpienia takie kontakty istnieją, tym bardziej, że radykalny Islam nie zrodził się w Inguszetii samoistnie, a przeniknął na jej terytorium głównie z Dagestanu i Czeczenii. O takich kontaktach mówią także zeznania pojmanych bojowników. Poza tym, to właśnie Emirat Kaukaski jest odpowiedzialny za działania o charakterze propagandowym, na które szczególnie podatna jest młodzież, często borykająca się z różnymi problemami o podłożu społecznym takimi jak bezrobocie, ciężka sytuacja finansowa, brak perspektyw. Ideologia rozbudowywana przez aktywistów Emiratu trafia wprost w te niezaspokojone potrzeby, stając się ich substytutem: proponuje im nową ideę, mogą poczuć się potrzebni. Dla wielu Emirat stanowi niejako równoległą rzeczywistość, która ich wciąga i której się całkowicie oddają.

 

Jak zatem patrzy Pani na najbliższą przyszłość Inguszetii?

Jestem umiarkowaną optymistką – wierzę, że jeżeli władze nadal będą skupiały się na rozwiązywaniu podstawowych problemów społecznych, przede wszystkim na walce z bezrobociem, na prowadzeniu dialogu ze społeczeństwem i nie będą prowokować konfliktów o podłożu etnicznym i narodowym to sytuacja będzie się stabilizować. Jednak to co musi wywoływać największy niepokój to rozwój konfliktów o podłożu religijnym, opierających się w znacznej mierze na płaszczyźnie emocjonalnej, żeby nie powiedzieć irracjonalnej, czyli bardzo trudnej do analizy i prognozowania. Poza tym newralgicznym problemem są także kwestie relacji z Czeczenią i Północną Osetią, a przede wszystkim sprawa uregulowania granic, jednak nie sądzę, żeby ten problem mógł znaleźć swoje rozwiązanie na poziomie republik – tutaj niezbędna jest rozważna strategia prowadzona z poziomu federacji. To bez dwóch zdań te kwestie, którym należy się przyglądać ze szczególną uwagą.

 

Dr Tanzila Chabievajest pracownikiem naukowym Instytutu Etnologii i Antropologii Rosyjskiej Akademii Nauk, znawcą Inguszetii i zagadnień związanych z konfliktami religijnymi na Północnym Kaukazie

 

 

 

 


Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu