Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Pozorne możliwości
2013-12-22
Kamil Kłysiński

Jednym z fundamentów oficjalnej koncepcji polityki zagranicznej Białorusi jest teza o jej wielokierunkowości, czyli prowadzeniu aktywnych działań wobec wielu państw lub grup państw, w tym również tych pozaeuropejskich. Prezydent Aleksander Łukaszenko przy każdej nadarzającej się okazji z przekonaniem dowodzi, że Białoruś jest otwarta na wszystkie propozycje współpracy i dąży do rozwoju stosunków gospodarczych i politycznych na całym świecie – w ten sposób pokazuje, że jego kraj ma potencjał do prowadzenia szeroko zakrojonej, wręcz globalnej polityki zagranicznej, co z kolei pozwala na zachowanie pełnej suwerenności na arenie międzynarodowej. Rzeczywistość pokazuje jednak, że jest to w dużym stopniu jedynie demonstracja nieistniejącego potencjału politycznego.


Polityka jednokierunkowa

Głównymi partnerami handlowymi Mińska są obecnie Unia Europejska i Rosja, na które łącznie przypada około 80 procent eksportu i 70 procent importu – między Brukselą i Moskwą istnieją w tym kontekście jednak wyraźne różnice. O ile Rosja jest bowiem wyłącznym dostawcą gazu i ropy naftowej, a więc surowców, których cena ma fundamentalne znaczenie dla funkcjonowania nieefektywnej i przestarzałej białoruskiej gospodarki, o tyle współpraca białorusko-unijna po wyborach prezydenckich z grudnia 2010 roku wyraźnie osłabła (poza wymianą handlową). W rezultacie Moskwa jest obecnie de facto jedynym realnym partnerem politycznym Mińska i w zasadzie jedynym kredytodawcą. Podejmowane przez białoruskie władze usilne starania zbudowania sieci sojuszy politycznych i relacji gospodarczych z państwami pozaeuropejskimi – w tym przede wszystkim z Chinami – wciąż wydają się być przerostem formy nad treścią i tym samym nie mogą w najbliższej perspektywie doprowadzić do zmniejszenia zależności od Rosji.

W tym kontekście można mówić o niemal całkowitej jednokierunkowości polityki zagranicznej Białorusi, trafnie określanej przez białoruskich publicystów mianem „lotu na jednym skrzydle”. Finałem takiego lotu musi być lotnicza katastrofa, którą w przypadku Białorusi będzie utrata realnej suwerenności. Moskwa niezmiennie postrzega Mińsk jako sferę swoich wyłącznych wpływów i w związku z tym od lat stara się przejąć strategiczne podmioty białoruskiego przemysłu, tak aby ostatecznie zagwarantować sobie pełną i trwałą kontrolę nad mniejszym sąsiadem. W tym momencie warto zatem zadać sobie pytanie: czy stopniowe popadanie w coraz większą zależność od Rosji jest jedynym scenariuszem, czy też jednak Aleksander Łukaszenka ma jeszcze pole manewru i może dokonać wolty w swojej polityce zagranicznej? Rzecz jasna chodzi tu o możliwość podjęcia realnych działań, a nie daleko idące deklaracje i oświadczenia, których nigdy w retoryce Mińska nie brakowało. 

 

Strategiczne partnerstwo z Pekinem

Jak zostało już podkreślone, władze Białorusi od lat zabiegają o stworzenie sieci powiązań i sojuszy z państwami pozaeuropejskimi, głównie w Azji i Ameryce Południowej, co ma być przeciwwagą dla Rosji, a w sferze handlowej dla Unii Europejskiej. Mińsk postrzega te państwa jako chłonne rynki zbytu, cennych partnerów inwestycyjnych, a w niektórych przypadkach również kredytodawców oraz potencjalnych sojuszników politycznych, zajmujących równie niechętne stanowisko wobec zachodnich wartości demokratycznych. Ze względu na olbrzymi potencjał polityczny i gospodarczy szczególne miejsce w polityce pozaeuropejskiej Mińska zajmują Chiny, co dało się zauważyć podczas tegorocznej, lipcowej wizyty Aleksandra Łukaszenki w Pekinie. Podpisano wówczas między innymi polityczną deklarację w sprawie wypracowania strategicznego partnerstwa, a białoruskie oficjalne media szeroko relacjonowały to wydarzenie, nadając mu wymiar niemal historycznego przełomu. Nic nie wskazuje jednak na to, aby Pekin rzeczywiście był zainteresowany realnym strategicznym partnerstwem z Białorusią, które oznaczałoby niejako przejęcie od Rosji roli kluczowego partnera: zarówno gospodarczego, jak i politycznego. Białoruś – wbrew oczekiwaniom Aleksandra Łukaszenki – nie jest dla Pekinu „strategicznym przyczółkiem” dla inwestycji w Europie, a jedynie jednym z wielu rynków zbytu i miejscem lokowania inwestycji (najczęściej powiązanych z kredytami). Realizacja chińskich projektów inwestycyjnych napotyka przy tym na wiele trudności, które po części wynikają z braku wzajemnego zrozumienia i zaufania, co z kolei stanowi dobrą ilustrację możliwości tego potencjalnego sojuszu. Poza tym, nawet gdyby znaczenie Mińska w chińskiej strategii było wyjątkowe, nie wydaje się, aby Pekin był gotowy do wejścia w konflikt z Rosją, która bardzo nerwowo i asertywnie reaguje na wszelkie próby ingerencji państw trzecich w strefę jej żywotnych interesów, jaką jest obszar poradziecki. Podpisana deklaracja jest w związku z tym tylko gestem dobrej woli kierownictwa ChRL wobec Białorusi i trudno w perspektywie najbliższych lat mówić o możliwości przeniesienia punktu ciężkości białoruskiej polityki zagranicznej w kierunku Państwa Środka, które choć obiektywnie mógłby zastąpić Rosję to subiektywnie nie jest tym zainteresowane.        

 

Zwrot na Zachód

Innym wariantem neutralizacji lub przynajmniej osłabienia wpływu Moskwy mogłoby być porozumienie z Zachodem, a więc głównie z Unią Europejską, która jest jednym z dwóch głównych partnerów handlowych Białorusi. Maksymalny efekt mogłoby jednak przynieść wyłącznie pełne i trwałe otwarcie, oparte na zaakceptowaniu przez Aleksandra Łukaszenkę podstawowych zasad demokratycznych i praw człowieka. Oznaczałoby to przynajmniej częściowy demontaż autorytarnego systemu władzy, co z punktu widzenia białoruskiego prezydenta byłoby krokiem samobójczym. Nawet jednak przy założeniu, że doszłoby do tego (podobnie jak w poprzednim wariancie) pojawia się problem reakcji Moskwy. Poza tym, według wyliczeń ekonomistów z białoruskiej Akademii Nauk w 2012 roku wartość rosyjskich subsydiów dla Białorusi tylko w sferze energetycznej wyniosła około 10 miliardów dolarów (czyli około 16 procent PKB). Trudno sobie więc wyobrazić aby pogrążona w kryzysie Unia Europejska, mimo najlepszych chęci orędowników aktywizacji polityki wschodniej Brukseli, była w stanie zrekompensować władzom białoruskim nieuchronne podwyżki cen rosyjskiej ropy czy gazu. I być może właśnie ta kalkulacja – poza obawą przed liberalizacją polityczną – skutecznie powstrzymuje Aleksandra Łukaszenkę przed realnym zbliżeniem z Zachodem.    

 

Już tylko Rosja?

Przedstawione pokrótce oceny możliwości Mińska na arenie międzynarodowej wyraźnie pokazują niski potencjał manewru i reorientacji w polityce zagranicznej. W związku z tym nasuwa się prosty i dość pesymistyczny wniosek, że Białoruś skazana jest na stopniową rezygnację z kolejnych atrybutów suwerenności na rzecz Rosji. Moskwa skwapliwie korzysta zresztą z tej możliwości angażując Białoruś we wszystkie kreowane przez siebie projekty integracji obszaru poradzieckiego: od Unii Celnej po właśnie powstającą Euroazjatycką Unię Gospodarczą.

Paradoksalnie jednak właśnie w tych zabiegach Moskwy wydaje się tkwić jedyna szansa Aleksandra Łukaszenki na zahamowanie wzrostu zależności wobec Rosji. Kreml jest bowiem na tyle zainteresowany osiągnięciem choćby tylko propagandowego sukcesu w rekonstrukcji swoich wpływów, że raczej będzie unikał zbyt ostrych działań i presji wobec białoruskiego partnera. Ponadto, tak się akurat składa, że przypadające na 2015 rok najbliższe wybory prezydenckie na Białorusi pokrywają się z datą uruchomienia wspomnianej już Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, co dla Aleksandra Łukaszenki jest równoznaczne z gwarancją udzielenia mu przez Moskwę poparcia. Należy jednak pamiętać, że podobne wydarzenia i procesy jedynie spowalniają negatywne tendencje nie wnosząc nowej jakości do białoruskiej polityce zagranicznej.

 

Kamil Kłysiński jest analitykiem w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia w Warszawie.  



Polecamy inne artykuły autora: Kamil Kłysiński
Powrót
Najnowsze

Donbas: kruchy pokój?

18.11.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

Na Białorusi ludzie boją się zmian

17.11.2019
Małgorzata Nocuń Bartosz Panek
Czytaj dalej

Gruzini znów wyszli na ulice

15.11.2019
Wojciech Wojtasiewicz Jakub Janiszewski
Czytaj dalej

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu