Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wyjdą, nie wyjdą
2013-12-31
Z Jackiem Głombem rozmawia Justyna Prus-Wojciechowska

JUSTYNA PRUS-WOJCIECHOWSKA: We wrześniu, dwadzieścia lat po tym, jak ostatni rosyjscy żołnierzy opuścili Polskę, w Legnicy, czyli w miejscu, gdzie przez blisko 50 lat stacjonowała sowiecka armia, odbędzie się spotkanie Polaków i Rosjan – dawnych mieszkańców Legnicy. Dla kogoś, kto słyszy o tym pomyśle po raz pierwszy, może on być dość zaskakujący. Po co taka impreza?

JACEK GŁOMB: Trudno to zrozumieć nie znając legnickiego kontekstu – to miasto ma swoją zaplątaną historię, mówi się o nim Mała Moskwa. Projekt artystyczno-społeczny pod nazwąDwadzieścia lat po/Twenty years after/ Двадцать лет спустя” realizujemy bynajmniej nie z przyczyn sentymentalno-nostalgicznych.

Przez wiele lat żyło tutaj wiele dziesiątków tysięcy – choć dokładnie nie wiadomo ilu –  sowieckich oficerów i żołnierzy, ich rodziny. Mieszkając w Legnicy, tworzyli miasto w mieście, a jego część – słynny „Kwadrat” – była całkowicie zamknięta dla Polaków. Poza tym Rosjanie mieli swoją infrastrukturę: szkoły, elektrownie, sklepy, wówczas znacznie lepiej zaopatrzone niż polskie. Był to świat z jednej strony bardzo hermetyczny, ale z drugiej skazany na koegzystencję z polskimi mieszkańcami. Polacy pracowali w obsługującej Rosjan administracji, polskie i rosyjskie rodziny mieszkały często po sąsiedzku, w jednej kamienicy. Była to obecność narzucona, dochodziło przy tym do różnych incydentów i napięć, związanych z faktem, że Rosjanie nie podlegali polskim władzom i różne sytuacje były wyciszane. Chcemy skoncentrować się na ludzkim aspekcie tego współżycia.

 

Pobyt wojsk radzieckich był oczywiście faktem, który dotyczył całego kraju, ale świadomość tego, jak skomplikowane były codzienne polsko-rosyjskie relacje, nie wyszła poza granice Dolnego Śląska, samej Legnicy.

Z naszego punktu widzenia najważniejsze jest to, że Polacy i Rosjanie żyli wspólnie, zaistniała między nimi podobna emocja, zwłaszcza z rosyjskiej strony. Wielu Rosjan do tej pory ma bardzo duży sentyment do Legnicy: gdy dziś czyta się rosyjskie portale społecznościowe, widać, że wspominają oni pobyt w naszym mieście jako najpiękniejszy okres w swoim życiu, choć część zdaje sobie sprawę jaką rolę tam pełnili.

W tym roku mija dwadzieścia lat od ich wyjścia, jest to data symboliczna, dobry moment na podsumowanie. Rocznica jest jednak tylko pretekstem do spotkania i można powiedzieć, że chcemy ją po prostu wykorzystać. Wybór daty jest, przepraszam, cyniczny: chcę dobrze sprzedać temat, a okrągłe rocznice są marketingowo dobrym czasem.

 

Mówił Pan wiele razy, że trzeba tę imprezę zabrać politykom.

Tak, mówiąc brutalnie, chodzi właśnie o to, aby ktoś nie wpadł na pomysł, żeby tę rocznicę świętować. Są różne opcje polityczne i różne pomysły wpadają do głów urzędnikom. Zamiast tego powinniśmy jednak pochylić się nad ludzkimi historiami, a nie koncentrować się na ideologiach i mechanizmach historycznych. Postanowiliśmy stworzyć projekt artystyczno-społeczny, który będzie spotkaniem tych dawnych i obecnych mieszkańców, szansą na „pogadanie” o tym, czym było to wspólne doświadczenie. Chodzi przy tym o „pogadanie” dogłębne, a więc nie ograniczające się do wspomnień, jak wspólnie tańczyliśmy „kozaczoka” i handlowaliśmy złotem, ale jak było naprawdę. Powinniśmy pomówić również o tych trudniejszych aspektach egzystencji.

 

Chodzi jednak nie tylko o wspominki o przeszłości – z tej rozmowy ma coś wyniknąć.

Spotkanie jest pretekstem do przedstawienia Rosji współczesnej, nowoczesnej i dlatego zaprosiliśmy kapelę Leningrad oraz powierzyliśmy moskiewskiemu Teatrowi.doc przygotowanie spektaklu o Legnicy. Organizujemy również konferencję historyczną, która przez dobór panelistów może być bardzo ciekawa – nosi tytuł „Wyjdą, nie wyjdą”.

Dzisiaj już tego tak dobrze nie pamiętamy, ale przecież pomysły odnośnie tego, co zrobić z wojskami radzieckimi w byłych demoludach były różne. To wszystko nie jest takie oczywiste i warto rozmawiać, a zwłaszcza warto, żeby rozmawiali artyści i społecznicy, bo oni niezwykle przyczyniają się do porozumienia. Trochę jesteśmy skazani na to „dogadanie”. Jest za nami tyle trudnej historii, że jedyną szansą na to, by coś mogło drgnąć, jest próba „dogadania się na przyszłość”.

 

Legniczan-Polaków i Rosjan, którzy stacjonowali w tym mieście naprawdę coś łączy?

Łączy ich wspólna emocja związana z miastem. I jedni, i drudzy identyfikują się z nim i dlatego nie widzę powodu, by nie móc ich zaprosić na spotkanie, które ma być spotkaniem dialogu. Nie ściągamy tutaj weteranów wojen światowych, przyjeżdżają cywile, rodziny. W Legnicy rosyjska turystyka sentymentalna rozwinęła się i prześcignęła już dawno tę niemiecką: generacja, która pamiętała Legnicę niemiecką, mówiąc brutalnie, wymiera, a Rosjanie są nadal. W zasadzie nie chodzi tylko o Rosjan, ale także o Ukraińców, Białorusinów, Gruzinów czy Azerów – nie zapominajmy, że armia sowiecka była wielonarodowa. Tą imprezą chcemy powtórzyć sukces Wielkiego Zjazdu Legniczan z całego świata, który odbył się 8 lat temu i na chwilę odmienił dość szare oblicze miasta. Jednocześnie chcemy edukować – wielu ludzi w Legnicy Rosjan już nie pamięta i warto im o tej obecności opowiedzieć w prawdziwy sposób.

 

Jest sporo Rosjan, którzy czują się z Legnicą związani, ale przy tym rzeczywiście już jej nie pamiętają – są tacy, którzy się tam na przykład urodzili, ale opuścili miasto, wraz z rodzicami, na tyle wcześnie, że nie mogli jeszcze mieć swoich własnych wspomnień.

Tak, do Legnicy przyjeżdżają często rodzice i pokazują dziecku, które dzisiaj ma 25 albo 30 lat, dom, w którym się urodziło. Ostatnio mieliśmy taką wzruszającą historię: razem z wrocławskim Kolegium Europy Wschodniej zorganizowaliśmy w Legnicy Polsko-Rosyjską Szkołę Teatralną, warsztaty teatralne dla młodych Polaków i Rosjan. Jedną z uczestniczek była reżyserka Lena Opalenik, która – jak się okazało – urodziła się w Legnicy. Dziadkowie dali jej fotografię domu, w którym mieszkali. Lenie nie udało się co prawda odnaleźć tego budynku, ale już po jej wyjeździe opublikowaliśmy zdjęcie na lokalnym portalu i ktoś ten dom odszukał.

Człowiek wiąże się z miejscem, w którym przebywa – zwłaszcza jeśli spędza tam lata dzieciństwa, wczesnej młodości i wówczas nie ma znaczenia, czy zezwolił na to Gomułka, czy Breżniew. Takich Rosjan, którzy spędzili w Legnicy dzieciństwo – oni sami nazywają się sowieckimi dziećmi Legnicy – jest bardzo wielu.

 

A jak na to patrzą dzisiejsi legniczanie i czy im również jest potrzebne takie spotkanie?

Legniczanie są na pewno tego bardzo ciekawi. Może nie jest im to do życia niezbędne, ale ciekawość pozostaje. Rosjanie z kolei tego pragną – dla nich Legnica to wspomnienie „raju utraconego”. 

Wśród dorosłej części mieszkańców miasta większość pamięta Rosjan, przy czym wiele polsko-rosyjskich historii jest niejednoznacznych. Weźmy słynną historię o działaczu opozycji solidarnościowej, Macieju Juniszewskim. Juniszewski malował na murach antyradzieckie napisy, traktował Rosjan jak okupantów. Pewnego dnia uratował jednak tonące radzieckie dziecko i stał się bohaterem, gierojemówczesnej prasy radzieckiej. To zresztą nie koniec jego dziwnej historii, bo później, po 1989 roku został radnym i zaprzyjaźnił się z adiutantem generała Dubynina.

Zdaję sobie z tego sprawę, że to miasto niełatwo zrozumieć – szczególnie, że my wszyscy  jesteśmy wychowywani w czarno-białej narracji. Trochę nie łapiemy odcieni pośrednich.

 

Mówi Pan o rozmowie, która ma być centralnym punktem spotkania, ale jednak Rosjanie byli w Legnicy z konkretnego powodu i polska narracja zawsze będzie odmienna od rosyjskiej. Czy sądzi Pan, że możliwy jest tutaj konsensus w kwestiach historycznych i politycznych?

Moim zdaniem nie, ale nie zmienia to faktu, że trzeba rozmawiać. Najgorsze jest „niegadanie”, unikanie tematu, zamiatanie problemów pod dywan. Jako człowiek pragmatyczny nie mam złudzeń, że taki konsensus jest możliwy. Tym bardziej, że świadomie zamierzamy poruszać również trudne, mniej przyjemne tematy – chcemy narracji uczciwej i prawdziwej. Nie zgadzam się na uciekanie od tych gorszych, ciemnych stron wspólnej historii, choć nie oznacza to, że zamierzamy nimi epatować.

 

Stawiacie na artystów: do projektu udało się zaangażować zespół Leningrad i moskiewski Teatr.doc. Jak ci artyści, którzy wcześniej pewnie legnickiej tematyki bliżej nie znali, odnoszą się do niej?

Jeśli chodzi o artystów, to kluczowa rola przypadła Teatrowi.doc i reżyserowi Tałgatowi Batałowowi – to on przygotowuje spektakl, oparty na wspomnieniach i relacjach polskich legniczan. Dla mnie najcenniejszym doświadczeniem jest właśnie spotkanie Batałowa z tym tematem, to świetny reżyser. Tałgat z Aloszą Krzyżewskim przyjechali do Legnicy i przez dwa tygodnie rozmawiali z ludźmi, również z młodymi. Nie wiem jeszcze, co zaprezentuje Teatr.doc, bo nie cenzuruję ich działalności – będę mógł obejrzeć dopiero gotowy spektakl. Wiem jednak na co ich stać i to na pewno będzie coś ciekawego, szczególnie, że twórcami są młodzi ludzie, którzy zetknęli się z tym tematem po raz pierwszy, weszli w niego, ale od zewnątrz. Ten spektakl będzie zresztą później żył nadal: będziemy go grali w Legnicy, a oni, mam nadzieję, będą wystawiać go również w Moskwie.

Obecność Leningradu ma trochę inny wymiar, ale muszę od razu zaznaczyć, że gdyby nie kontekst legnicki, to Sznurow w życiu nie zdecydowałby się przyjechać. Oni koncertują już bardzo rzadko, a z ich punktu widzenia taka Legnica to drugi koniec świata. Ze słów Aloszy Krzyżewskiego, którego poprosiłem o bycie ambasadorem projektu, wiem, że Sznurow zdecydował się na przyjazd właśnie dlatego, że zainteresowała go ta niezwykle skomplikowana, splatająca polskie i rosyjskie losy, historia miasta.

 

Proszę powiedzieć coś więcej o autorach projektu. W czyjej głowie zrodził się ten szalony pomysł?

Pomysłodawców jest dwóch – Franciszek Grzywacz i ja. Franek, wydawca, fotograf, społecznik, miłośnik Legnicy, ciągle wpada na świetne pomysły. Dziewięć lat temu wymyślił Pierwszy Zjazd Legniczan, ale mając świadomość, że sam tego nie udźwignie, przyszedł do mnie. To samo stało się również z tym projektem, chociaż trzeba przyznać, że idea ta jest na tyle oczywista, że chyba i we mnie siedziała już od dawna. Miasto, jako przestrzeń, zawsze mnie fascynowało: zarówno w teatrze, jak i w działalności społecznej. Poza tym, Franek wiedział, że mam za sobą najlepszą firmę w Legnicy, czyli Teatr Modrzejewskiej, dzięki któremu można to wszystko zrealizować.

Szacujemy, że z różnych krajów byłego Związku Radzieckiego przyjedzie blisko 200 osób. Bardzo pomogło nam Ministerstwo Spraw Zagranicznych organizując obsługę wizową i logistyczną, a marszałek województwa przeznaczył na projekt znaczne środki. Jak na realia Legnicy jest to projekt duży i trudny, „gramy na wielu fortepianach”. Teatr, który robi konferencję naukową, nie jest czymś oczywistym, więc musimy być specjalistami w wielu dziedzinach jednocześnie. Robimy to społecznie, traktujemy to jako misję, a nie jako pomysł na zarabianie pieniędzy.

 

Czy są już jakieś reakcje krytyczne na projekt?

Oczywiście, że tak. Lokalna prawica twierdzi, że to nie uchodzi, ale kiedy się pytam, co nie uchodzi, to oni trochę nie wiedzą, co odpowiedzieć. My w ogóle mamy problem z uprawianiem historii w Polsce. Było to widać ostatnio po rekonstrukcji rzezi wołyńskiej. Jeśli nasza pamięć historyczna będzie się sprowadzać do rekonstrukcji masakr i obozów koncentracyjnych to nigdy, jako Polacy, nie dogadamy się co do przeszłości. Ona jest na tyle tragiczna i dramatyczna, że nie trzeba jej rekonstruować.

 

 

Jacek Głomb jest reżyserem teatralnym i filmowym, wieloletni dyrektor Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, autor m.in. filmu „Operacja Dunaj”.

 


Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu