Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Z berłem w kieszeni
2013-09-24
Aneta Waszkiewicz

O stanowisko głowy państwa ubiega się dziesięciu polityków: obecny prezydent Ilham Alijew, bezpartyjny poseł do parlamentu Zahid Orudż, liderzy Partii Socjaldemokratycznej Araz Alizade, Partii Zjednoczonego Ludowego Frontu Azerbejdżanu Gudret Hesengulijew, Musawatu Hafiz Hadżijew, ugrupowania Nadzieja Igbał Agazade, Ruchu Odrodzenia Narodowego Feredż Gulijew, Partii Sprawedliwości Ilias Ismajłow, Partii Demokratycznej Azerbejdżanu Serdar Mamedow oraz członek Rady Narodowej Sił Demokratycznych (Milli Szura) Dżemil Hesenli. Wszyscy wymienieni politycy są związani ze sprawującą władzę partią prezydencką Nowy Azerbejdżan lub, jako pracownicy administracji rządowej, wchodzą w szeregi tak zwanej kontrolowanej opozycji.

Wyjątek stanowi jedynie Hesenli, kandydat wystawiony przez Radę Narodową. Rada, Milli Szura, została utworzona w styczniu 2013 roku, jako centralny organ dowodzenia rozproszoną opozycją, reprezentowaną przez takie siły polityczne jak Narodowy Front Ludowy, Musawat, czy „Ruch El”. Członkowie Milli Szury stawiają sobie za cel aktywizację społeczeństwa, wypracowanie chociażby niewielkiego systemu kontroli władzy, monitoring wyborów oraz szeroko rozumianą demokratyzację.

Dżemil Hesenli zapowiada, że jeśli wygra wybory pokieruje państwem jedynie w okresie przejściowym: ma on trwać od dwóch do trzech lat. Czas ten miałby być wykorzystany do przeprowadzenia refom politycznych i gospodarczych (mających na celu wprowadzenie zasad wolnorynkowych). Taka transformacja systemowa według opozycjonisty miałaby przygotować kraj do przeprowadzenia kolejnych, w pełni demokratycznych wyborów – prezydenckich i parlamentarnych. W okresie przejściowym system sprawowania rządów miałby ponadto ulec zmianie z prezydenckiego na parlamentarny.

Mimo że program wyborczy Milli Szura jest pełen szczytnych celów, ugrupowanie ma nikłe szanse na sukces. Bez wątpienia na ogólne osłabienie Rady wpłynęło wycofanie z pierwszej linii działań politycznych pomysłodawcy jej utworzenia, Rustema Ibragimbekowa – cieszącego się powszechnym szacunkiem w Azerbejdżanie scenarzysty i pisarza. Według oficjalnej wersji Centralna Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji artysty z powodu podwójnego obywatelstwa: rosyjskiego i azerbejdżańskiego. Nieformalnie jednak członkowie opozycji i środowiska rządowe zgadzają się, że na decyzję Ibragimbekowa wpłynęła robocza wizyta Władimira Putina w Baku w połowie sierpnia. Wówczas rosyjski przywódca wyraził swoje poparcie dla rządów Ilhama Alijewa, co znalazło odbicie w podpisaniu kilku kontraktów zbrojeniowych i porozumień: między innymi dotyczących pogłębienia współpracy energetycznej. Bezpośrednio po zakończeniu oficjalnych rozmów prezydentów Rosji i Azerbejdżanu milczący dotąd przedstawiciele państw zachodnich również wyrazili „nadzieję na dalszą stabilną i owocną współpracę” z Alijewem. W tym kontekście nie można mieć chyba wątpliwości, kto stanie na czele najbogatszego kraju Kaukazu Południowego.

Ową „stabilność polityczną” gwarantuje zrównoważona polityka zagraniczna Ilhama Alijewa, choć nie jest ona efektem wyjątkowego talentu przywódczego czy daru negocjacyjnego głowy państwa: rządy Alijewa są po prostu wygodnym rozwiązaniem zarówno dla Rosji, jak i dla Zachodu. Celem Kremla jest dostęp do azerbejdżańskich surowców energetycznych (m.in. udział w gazociągu TANAP), a także przyszłe przystąpienie Azerbejdżanu do Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej – oczka w głowie Putina. Państwa zachodnie pragną z kolei czerpać ze współpracy z Baku korzyści gospodarcze i militarne, szczególnie w obliczu planów wycofania wojsk z Afganistanu (150 tysięcy żołnierzy). Konformizm Alijewa gwarantuje realizację wszystkich tych celów.

Azerbejdżański lider piastuje najwyższe stanowiska w państwie od 2003 roku. Mimo tego jednak, że właśnie dobiega końca druga kadencja jego rządów, może wziąć jednak udział w kolejnych wyborach: kilka lat temu zorganizował referendum w którym zdecydowano o zniesieniu kadencyjności urzędu prezydenckiego. Rada Europy niniejsze posunięcie podsumowała słowami: „Nadanie prawa jednemu człowiekowi do nieograniczonego piastowania stanowiska prezydenta postrzegane jest jako krok wstecz w rozwoju demokracji”. Decyzja Ilhama Alijewa nie wpłynęła jednak na ograniczenie kontaktów politycznych czy gospodarczych Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych z Baku. Wszystko pozostało po staremu.

 

Aneta Waszkiewicz




Polecamy inne artykuły autora: Aneta Waszkiewicz
Powrót
Najnowsze

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

Białoruś. Rozmowy o ludziach i reżimie #opartenafaktach

03.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Przekleństwo cara Iwana

03.12.2019
Maciej Jastrzębski
Czytaj dalej

Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów

02.12.2019
Bartosz Chmielewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu