Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Przestrzegać rosyjskiego prawa
2013-12-30
Z Magdim Kamalowem rozmawiają Kinga Bacewicz i Tomasz Zawisko

 KINGA BACEWICZ, TOMASZ ZAWISKO: Założyciel gazety „Czernowik”, a prywatnie Pański brat, Hadżimurad Kamalow, został zastrzelony 15 grudnia 2011 roku. Jak wygląda praca w redakcji po tym wydarzeniu?

MAGDI KAMALOW: Ciągle nie jest łatwo. Często przyjeżdżają do nas dziennikarze z Rosji i dziwią się nam: „Jak możecie pracować w takich warunkach?”. Na przykład od niedawna prowadzimy ranking popularności dagestańskich polityków. Wczoraj przyszli do nas ludzie jednego z decydentów, który bierze w nim udział. W rękach trzymając automaty wypytywali, dlaczego ich szef osiągnął tak słaby wynik. Do pogróżek już przywykliśmy i przestaliśmy zwracać na nie uwagę. Zresztą, sami przyszliście prosto z ulicy i gdybyście mieli ze sobą broń, to także nikt by was nie zatrzymał.

 

Czy możecie konkurować z pismami finansowanymi z budżetu?

W żadnym razie. Na przykład „Dagestańska prawda” ukazuje się w 30 tysiącach egzemplarzy z czego 25 tysięcy jest zwracanych. Budżetowe tytuły nie muszą dbać o jakość tekstów czy pozyskiwać reklamodawców. Praca naszej dwudziestopięcioosobowej redakcji nie jest zaś prosta – zdarzyło się na przykład, że nasi dziennikarze pracowali za darmo, kiedy urząd ds. mediów nas zamknął i przez kilkanaście miesięcy roku wychodziliśmy tylko w internecie.

 

Czy niezależność oznacza w Dagestanie opozycyjność?

Często mówi się, że jesteśmy gazetą opozycyjną, ale ja się z tym nie zgadzam. Nie jesteśmy opozycją: po prostu zajmujemy wyraźną pozycję, wyrażamy poglądy. Wierzymy, tak jak wierzył mój brat Hadżimurad, że prawo powinno być przestrzegane, nawet jeśli nie jest doskonałe: w przeciwnym razie ludzie, którzy nie widzą w państwie możliwości obrony, zaczynają szukać jej poza nim i stają się podatni na odwetowe idee. Jesteśmy też przeciwnikami polityki opartej na wpływach klanów oraz obsadzania stanowisk według kryterium narodowościowego. Poza tym opowiadamy się za realną wolnością słowa.

 

Dużo mówi się o tym, że Dagestan jest na utrzymaniu Kremla. Czy taka sytuacja bardziej pomaga czy szkodzi rozwojowi republiki?

W pewnym stopniu zgadzam się z głosami, że „wystarczy już karmienia Kaukazu”. W Dagestanie prawie wszyscy pracują w budżetówce i żyją z dotacji. W efekcie ludzie nie reagują na patologiczne sytuacje, gdyż boją się konsekwencji, nie są gotowi, żeby powiedzieć, że coś dzieje się źle. Poza tym, przez to, że w Dagestanie budżet tworzy się w sposób sztuczny, brakuje miejsca dla prywatnych inicjatyw: nikt nie jest w stanie konkurować z pieniędzmi, które idą z Moskwy. Jeśli państwo ustanawia na towary cenę niższą od kosztów ich wyprodukowania, to zarazem zabija możliwości rozwoju wolnorynkowej konkurencji. Jakby tego było mało, pieniądze z federalnego centrum rozwijają sieć państwowych urzędników zwiększając korupcję. Oczywiście, w jakimś stopniu dotacje są nam potrzebne, ale musielibyśmy rozsądniej je kontrolować.

 

W Rosji i za granicą Dagestan kojarzy się jedynie z niebezpieczeństwem,  niewielu dziennikarzy interesuje tak naprawdę tutejsza sytuacja.

Mamy wrażenie, że zagraniczne redakcje otrzymują informacje tylko od mediów moskiewskich, a te z kolei rzeczywiście selekcjonują wyłącznie negatywne doniesienia, pozytywne sygnały zaś ignorują. Taki dobór informacji zapewnia zainteresowanie i wysoki nakład. Jeśli już jednak rzeczywiście mają miejsce wybuchy, chciałoby się, żeby ktoś spróbował dokopać się do przyczyn tych wydarzeń, tymczasem mało kto tu przyjeżdża. Brakuje więc informacji o stale rosnących wypłatach w tutejszym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, nie mówi się o klanowości i ogromnej korupcji, jaka panuje w tych strukturach, a właśnie takie zjawiska są punktami zapalnymi dla wszystkich wybuchów i okropieństw, o których możemy usłyszeć.

 

Jak w takich warunkach zmienia się społeczeństwo w Dagestanie. Czy można zauważyć jakieś nowe trendy wśród młodych ludzi?

Młodzi coraz bardziej zaczynają interesować się islamem, przestrzegają zasad szariatu. Przyczynia się do tego szczególnie korupcja w sądownictwie państwowym – ludzie zwracają się w rezultacie do sądów religijnych. Bardziej dowierzają islamskiemu sędziemu, którego sami wybierają, bez zastrzeżeń wypełniają to, co zadecyduje. Choć oficjalnie szariat w Dagestanie nie obowiązuje.

 

W ten sposób młode pokolenie staje się bardziej radykalne i nastawione przeciwko federalnemu centrum…

W wielu regionach kraju ludzi z Kaukazu traktuje się jak obywateli drugiej kategorii i dlatego młodzi Dagestańczycy zaczynają żyć autonomicznie, tworzą swoją małą enklawę. Nikt już nie nawołuje do oddzielenia się Dagestanu od Rosji, jak to miało miejsce jeszcze kilka lat temu: bardziej przypomina to podziały w Wielkiej Brytanii, gdzie obok siebie, choć osobno, żyją muzułmanie i przedstawiciele innych grup wyznaniowych.

U nas zamiast o separatyzmie, więcej mówi się o dążeniu do zjednoczenia muzułmanów, wybaczaniu sobie nawzajem drobnostek i szukaniu wspólnych celów. Kilka razy odbywały się wspólne spotkania przedstawicieli różnych nurtów islamu z muftim Dagestanu, Saidem Magomiedem Abakarowem, podkreślano na nich konieczność dialogu i wzajemnego porozumienia. Oczywiście, mamy też radykałów, którzy podsycają spory, zarzucają innym, że ci nie są prawdziwymi muzułmanami.

 

Czy młodzi ludzie chcą zostawać w Dagestanie? Co republika ma im do zaproponowania?

W latach dziewięćdziesiątych dagestański przemysł upadł, a wykształceni ludzie średniego pokolenia albo zostali zabici, albo wyjechali. Emigrowali, bo zabrakło perspektyw dla ludzi z wyższym wykształceniem, a w rezultacie kolejnego pokolenia nie miał kto przygotowywać do pracy. W ten sposób pojawiła się ogromna luka w poziomie wykształcenia.

Póki co Dagestan stawia głównie na przemysł rolno-spożywczy, rolnictwo, hodowlę małej rogacizny, uprawę zboża i winorośli. Przemysłu ciężkiego w zasadzie nie ma. Perspektywiczny wydaje się też rozwój drogi z Dagestanu do Azerbejdżanu. W ten sposób na tranzycie przez Dagestan będzie można zarabiać pieniądze: własne, a nie wyproszone od Moskwy.

 

Rok 2013 rozpoczął się zmianą prezydenta. „Czernowik” był jedyną gazetą, która zapowiadała, że Magomiedsalam Magomiedow, poprzedni przywódca, odejdzie.

Pozostałe dagestańskie media twierdziły, że to tylko plotka. Zarzucano nam, że jesteśmy opozycyjnymi oszustami, że wywołujemy zamieszanie. Kiedy w przededniu odwołania oddaliśmy do druku numer, przewidujący dymisję prezydenta, czekaliśmy w nerwach na wydarzenia następnego dnia. Okazało się, że mieliśmy rację i Władimir Putin rzeczywiście prowadził w tym czasie rozmowy na temat zmiany władzy w Dagestanie.

 

Czy zastąpienie MagomiedowaRamazanem Abdułapitowem doprowadzi do istotnych reform?

Mamy prezydenta, który jest niezależny od dagestańskich klanów. Z jednej strony to wielki plus, bo będzie miał większą swobodę działania, z drugiej jednak boję się, że ciężko będzie mu zebrać zespół zaufanych ludzi, w otoczeniu których nie straci kontaktu ze społeczeństwem. Na razie prezydent cieszy się ogromnym kredytem zaufania, ale jak mówią Rosjanie „od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok”.

Sama zmiana prezydenta jest też zwiastunem zmian w sposobie wyboru głów regionów w ogóle. W Dagestanie prezydenta wybierać będzie parlament, a nie obywatele w bezpośrednich wyborach. Podejrzewam, że tą drogą pójdą też pozostałe północnokaukaskie republiki. Szkoda, bo prezydent wybrany w głosowaniu bezpośrednim miałby większą legitymizację swoich działań, a jestem pewien, że Ramazan Abdułapitow i tak wygrałby wybory bezpośrednie. Nie mamy jednak chyba alternatywy – w republice niewielka grupa osób kontroluje administrację i urzędników. Kiedy w „Czernowiku” zorganizowaliśmy sondę, żeby dowiedzieć się, jakie poparcie w społeczeństwie mają znani dagestańscy politycy, okazało się, że najwięcej głosów zebrały osoby mające pod sobą sektor budżetowy, czyli tysiące zależnych od nich pracowników. Doszły do nas sygnały, że wielu głosujących było zmuszanych do wzięcia udziału w sondzie i do wysyłania SMS-ów. Chcąc uniknąć tego typu problemów postanowiono, że prezydenta wybierze parlament.

 

Czy nowa sytuacja polityczna wpłynęła jakoś na status waszej redakcji?

Prezydent prawdopodobnie czyta naszą gazetę, bo reaguje na problemy, które w niej nagłaśniamy. Nasi dziennikarze nadal są jednak traktowani przez prezydencki zespół raczej jak persona non gratai dlatego nasza praca wcale się nie zmieniła. Nadal walczymy o to, o co walczył mój brat: udowadniamy, że można wygrać z biurokracją w legalny sposób.

Sam z wykształcenia nie jestem dziennikarzem. Zanim tutaj przyjechałem, przez dziesięć lat pracowałem jako prawnik w firmie budowlanej. Po śmierci brata rzuciłem pracę, bo taka gazeta jak „Czernowik” jest potrzebna i ktoś musiał ją prowadzić. Ludzie potrzebują miejsca, do którego mogą się zgłosić z prośbą o pomoc. Tak właśnie działamy: jesteśmy natrętami, którzy zadają pytania, a przy braku odpowiedzi zadajemy je jeszcze raz. Jeśli przetrzemy w ten sposób szlaki, to każdemu kolejnemu człowiekowi będzie łatwiej.

 

Magdi Kamalow jest redaktorem naczelnym gazety „Czernowik” i  bratem zamordowanego 11 grudnia 2011 roku Hadżimurada Kamalowa. Prawnik i przesiębiorca.

 


Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu