Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Bez zmian w Azerbejdżanie
2013-12-30
Jan Brodowski

Wybory, które odbyły się w środę 9 października ze względu na ograniczanie wolności słowa i zgromadzeń oraz brak realnej konkurencji, „nie spełniały warunków demokratycznego głosowania” – niemniej uznano je za ważne. Ilham Alijew został wybrany na trzecią kadencję, co gwarantuje utrzymanie status quo w Azerbejdżanie.

 

U progu trzeciej dekady

Rodzina Alijewów sprawuje władzę w Azerbejdżanie nieprzerwanie od 1993 roku. Pierwsza dekada upłynęła pod rządami ojca obecnego prezydenta, Hejdara Alijewa. To wówczas wypracowane zostały mechanizmy funkcjonowania oraz podstawowe założenia polityki wewnętrznej i zagranicznej, które determinują azerbejdżańskie życie po dziś dzień.

Koniunktura na kaspijskie surowce naturalne, nierozwiązany spór o Górski Karabach oraz umocnienie zależności klanowych na najwyższych szczeblach władzy – w takich okolicznościach Ilham Alijew obejmował w 2003 roku rządy. Wówczas prezydent stał się zakładnikiem nie tylko dziedzictwa własnego ojca (pieczołowicie kultywowanego na kształt tureckiego kultu Atatürka), ale przede wszystkim układów w elicie władzy.

Chęć zachowania stabilnej sytuacji politycznej w newralgicznym regionie kaukaskim skłaniała wspólnotę międzynarodową do uznania sukcesji władzy i przymknięcia oka na naruszenia standardów demokratycznych.

Dwie kadencje pod rządami Ilhama Alijewa to przede wszystkim okres rosnących wpływów do budżetu pochodzących ze sprzedaży kaspijskiej ropy naftowej i gazu ziemnego, które z jednej strony stały się jego błogosławieństwem, a z drugiej – jak zauważają sami mieszkańcy Azerbejdżanu – przekleństwem. Kolosalne zyski przyczyniły się wprawdzie do poprawy stanu infrastruktury czy podniesienia poziomu życia części mieszkańców, jednak nie doprowadziły do zreformowania systemu, umacniając zamiast tego głównych beneficjentów wzrostu gospodarczego – klasę rządzącą.

W utrzymaniu powstałych na przestrzeni ostatnich lat zależności należy dostrzegać przyczyny zarówno pogłębiających się w Azerbejdżanie kontrastów (m.in. na linii stolica-prowincja czy bogate elity-reszta społeczeństwa), jak i braku szans na istotną zmianę sytuacji.

 

Wygrana przed wyborami

Można zaryzykować stwierdzenie, że rezultat środowych wyborów był znany już w 2009 roku. Wówczas przeprowadzono referendum konstytucyjne, które wprowadzało do ustawy zasadniczej wiele poprawek, w tym jedną najważniejszą – zniesienie ograniczenia sprawowania urzędu prezydenta do dwóch kadencji. Zmiany pozwoliły Ilhamowi Alijewowi ubiegać się o reelekcję, co w sytuacji postępującej marginalizacji opozycji umożliwiło mu zachowanie władzy.

Paradoksalnie – pomimo powtarzających się przy okazji każdych wyborów naruszeń standardów demokratycznych – rezultat ostatniej elekcji i tak byłby taki sam. W razie uczciwych wyborów poparcie dla Alijewa z pewnością nie przekroczyłoby oficjalnie podanego wyniku na poziomie ponad 80 procent, ale i tak obecny prezydent wygrałby wybory i to prawdopodobnie w pierwszej turze.

Poparcie dla przywódcy wynika z kilku czynników.

Pierwszym i chyba najważniejszym jest brak realnej alternatywy. Stara opozycja, pamiętająca chwile swojej świetności jeszcze w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, od lat znajduje się na marginesie życia politycznego. Nierozpoznawani poza Baku, ograniczani przez restrykcyjne ustawodawstwo, a jednocześnie nie potrafiący odnaleźć się w obecnej sytuacji, również przy wsparciu młodego pokolenia nie są w stanie stworzyć realnej konkurencji dla obozu władzy. Nawet w przypadku wyłonienia wspólnego kandydata i powołania kolejnej koalicji (tym razem pod nazwą Narodowa Rada Sił Demokratycznych) opozycja nie jest w stanie przezwyciężyć własnych słabości.

Nie bez znaczenia pozostaje również typowe dla azerbejdżańskiego społeczeństwa przyzwolenie na rządy silnej ręki oraz pasywność, pod warunkiem zaspokajania podstawowych społecznych potrzeb przez władze. Wprawdzie – jak pokazały wydarzenia minionych miesięcy – część społeczeństwa jest gotowa wyrazić swoje niezadowolenie (szczególną rolę odgrywa nie akceptująca korupcji czy utartych zależności młodzież). Sprzeciw jest jednak wciąż łatwy do przełamania przez skonsolidowany i silny aparat państwowy.

Ważnym, choć na pewno nie kluczowym, argumentem jest także potrzeba zaspokajania „azerbejdżańskiej dumy narodowej”. Sukcesy poprzednich lat (choć mając zawsze również swoją ciemną stronę) sprzyjają budowaniu narodowego poczucia własnej wartości i działają na korzyść obecnego prezydenta.

 

Co dalej?

Wynik nie będący dla nikogo zaskoczeniem jest jednocześnie satysfakcjonujący dla wszystkich poza przegraną opozycją oraz tą częścią azerbejdżańskiego społeczeństwa, która oczekiwałaby zmian. Prezydent wraz z coraz silniejszymi elitami u progu nowej kadencji stoi nadal przed podobnymi problemami, z jakimi przyszło mu mierzyć się w 2003 i 2008 roku.

Pojawiają się także nowe wyzwania. Rosnąca rola Federacji Rosyjskiej w regionie, malejące zaangażowanie Stanów Zjednoczonych oraz niezdecydowanie Unii Europejskiej to tylko niektóre z elementów wpływających na sytuację geopolityczną.

Największym jednak zagrożeniem dla Alijewa nie będą zagrożenia zewnętrzne, a raczej własne społeczeństwo, które w przypadku dalszego ograniczania praw obywatelskich oraz pogorszenia sytuacji ekonomicznej może wystąpić przeciw władzom.

 

Jan Brodowski jest współpracownikiem Instytutu Rosji i Europy Wschodniej Uniwersytetu Jagiellońskiego 




Polecamy inne artykuły autora: Jan Brodowski
Powrót
Najnowsze

Zagrożenie od morza

10.08.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Dżihadyści nie chcą wojny

08.08.2018
Zbigniew Rokita Marcin Mamoń
Czytaj dalej

Historiozofia nieustającej walki

02.08.2018
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Kwestia karelska

30.07.2018
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

Wojna o ukraińską tożsamość

27.07.2018
Paweł Kost
Czytaj dalej

Grant dla polskich dziennikarzy

25.07.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu