Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Wojna i pokój
2013-11-11
Marcin Kaczmarski

 Tekst ukazał się w numerze 6/2013 „NowejEuropy Wschodniej”. 

 

Konflikt syryjski przez ponad dwalata wydawał się dla Rosji dużym obciążeniem. Konsekwentna obrona reżimuBaszara Asada systematycznie pogarszała relacje Moskwy zarówno z państwamizachodnimi, jak i z krajami arabskimi.

Wrześniowy triumf dyplomatyczny,jakim było powstrzymanie Stanów Zjednoczonych od użycia siły zbrojnej w zamianza oddanie przez Damaszek posiadanej broni chemicznej pod kontrolęmiędzynarodową i jej późniejszą likwidację, całkowicie odwrócił tę sytuację.Moskwa stała się zwycięzcą kryzysu syryjskiego, a komentatorzy ogłosili powrótKremla do centrum światowej polityki.

Wrażenie, jakie wywarło zawarcieporozumienia, może być porównane jedynie z wojną gruzińską sprzed pięciu laty.Wówczas jednak efekty rosyjskiego zwycięstwa okazały się krótkotrwałe, amiędzynarodowa pozycja Rosji nie ulegała zmianie w kolejnych latach.Kontrastowało to dodatkowo z przyspieszonym przez globalny kryzys gospodarczy ikonieczność „zaciśnięcia pasa” przez państwa zachodnie wzrostem potęgi Chin.

 

Libijskiprolog 

Aby zrozumieć rosyjską postawę wobeckonfliktu syryjskiego, należy cofnąć się do toczącej się wiosną 2011 roku wojnydomowej w Libii. Wówczas Rosja, zgadzając się na forum Rady Bezpieczeństwa ONZna ustanowienie strefy zakazu lotów oraz użycie „wszelkich środków” dla ochronyludności cywilnej, zaskoczyła większość obserwatorów. Zachowanie Moskwy byłotym mniej spodziewane, że rosyjskie elity od samego początku odnosiły sięsceptycznie do arabskich rewolucji. Postawę Kremla interpretowano jako triumfpragmatyzmu nad zwyczajowym przeciwstawianiem się ingerencji społecznościmiędzynarodowej w wewnętrzne sprawy państw trzecich. Mimo gospodarczegozaangażowania rosyjskich koncernów, takich jak Gazprom czy Rosyjskie Koleje(RŻD) w Libii, Kreml wydawał się wówczas wyżej cenić dobre relacje z resztą świata arabskiego, któradość zgodnie wystąpiła przeciwko Muammarowi Kaddafiemu. 

W samej Rosji decyzja, której kulisydo dzisiaj pozostają niejasne, wywołała znaczne kontrowersje. Pełniący wówczasfunkcję premiera Władimir Putin zaangażował się w zaoczną polemikę zwyrażającym zrozumienie dla użycia siły Dmitrijem Miedwiediewem i określiłdziałania Zachodu jako „wyprawę krzyżową”. Im bardziej państwa zachodnieangażowały się w libijski konflikt, tym bardziej Rosja utwierdzała się wprzekonaniu, że wstrzymanie się od głosu było błędem oraz że Zachód prowadzipolitykę „zmiany reżimu”, zasłaniając się koniecznością ochrony cywilów.

 

Wobronie Syrii

Rosja wyciągnęła wnioski z kryzysulibijskiego. Konsekwencją stało się niespotykane po zimnej wojnie zaangażowanierosyjskiego potencjału politycznego, gospodarczego, a nawet wojskowego w obronęSyrii, a właściwie rządzącego nią reżimu Baszara Asada, który od kwietnia 2011roku stanął w obliczu silnej opozycji wewnętrznej.

W pierwszych miesiącach syryjskiejwojny domowej działania Rosji wydawały się niczym więcej, jak tylko politycznągrą mającą pomóc zachować twarz. Większość zachodnich i arabskich obserwatorów,widząc kremlowski opór przeciwko jakimkolwiek działaniom społecznościmiędzynarodowej, była przekonana, że Moskwa raczej prędzej niż później zgodzisię na nałożenie na Syrię sankcji, a nawet na interwencję zbrojną. Wrażenie topogłębiały dwuznaczne wypowiedzi ówczesnego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa,które interpretowano jako sygnał, że cierpliwość Kremla się wyczerpuje.

W miarę utrzymywania się sprzeciwu,źródeł postawy rosyjskiej zaczęto upatrywać również w geopolitycznym znaczeniuSyrii dla Moskwy – w syryjskim porcie Tartus znajduje się jedyna baza wojskowaRosji poza  granicami WNP. I chociaż jej znaczeniemilitarne jest ograniczone (jest to raczej punkt przeładunkowo-naprawczy), touwiarygodnia ona rosyjskie ambicje utrzymania obecności militarnej na MorzuŚródziemnym.

Rosyjska pomoc udzielana Syrii miałazarówno wymiar polityczny, jak i materialny. Najważniejszym jednak elementemprowadzonej przez Kreml polityki było kreowanie i propagowanie odpowiedniejwizji konfliktu syryjskiego.

Pierwszoplanowym celem Kremla byłoniedopuszczenie do przeprowadzenia przez państwa zachodnie interwencji humanitarnejna wzór libijskiej. Przez pierwsze miesiące (do sierpnia 2011 roku) Rosjablokowała wniesienie kwestii syryjskiej na forum Rady Bezpieczeństwa,argumentując, że konflikt wewnętrzny nie stanowi „zagrożenia dlamiędzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa”, co warunkuje ingerencję ONZ w sprawywewnętrzne państwa. Kolejnym krokiem było przedstawianie konfliktu jakoregularnej wojny domowej, w której obie strony (rządowa i opozycyjna) prowadzą regularnewalki i to nie cywile, ale uzbrojeni powstańcy padają ich ofiarami. Jeszczejednym argumentem stało się podkreślanie związków opozycji z międzynarodowym terroryzmem,przede wszystkim z Al-Kaidą. Rosyjscy politycy i eksperci wielokrotnieprzedstawiali syryjską opozycję jako rozsadnik ekstremizmu i oskarżali ją owspółpracę z organizacjami uznanymi za terrorystyczne. Kiedy argumenty te nieprzekonywały państw zachodnich i arabskich, Rosja, wspierana przez Chiny, stosowaławeto.

 

Nieoczekiwanyzwrot

Przez dwa lata twarde stanowiskozdawało się przynosić Moskwie więcej strat niż korzyści. Pierwszą próbąocalenia Asada było zwołanie w połowie 2012 roku konferencji genewskiej. Samakonferencja nie przyniosła wymiernych efektów, ale zarazem Rosja odniosłapoważny sukces. Po tym jak wraz z Chinami w lipcu 2012 roku zawetowała po raz trzecipropozycję rezolucji dotyczącej Syrii, stało się jasne, że nawet jeśli miałobydojść do interwencji, będzie ona musiała odbyć się bez zgody i udziału RadyBezpieczeństwa. Tym samym jej polityczne koszty uległy znaczącemu zwiększeniu,eliminując część potencjalnych uczestników. Państwa zachodnie i arabskieskupiły się więc na pośrednich sposobach wspierania opozycji, takich jak dostarczanieuzbrojenia, sprzętu niewojskowego czy finansowanie. Wykorzystanie w 2013 roku(najprawdopodobniej przez stronę rządową) broni chemicznej zdawało się przesądzaćo użyciu siły zbrojnej przez państwa zachodnie – nawet bez zgody RadyBezpieczeństwa. W konsekwencji celowość całejrosyjskiej strategii stawała pod znakiem zapytania, a Kremlowi zaczęła grozićprestiżowa porażka: perspektywa amerykańskich uderzeń rakietowych zdawała siępo raz kolejny potwierdzać, jak niewiele Moskwa jestw stanie zdziałać wbrew woli Stanów Zjednoczonych. W tym świetle wynegocjowanieporozumienia o likwidacji broni chemicznej i tym samym zapobieżenieamerykańskiej interwencji wydało się dyplomatycznym majstersztykiem stronyrosyjskiej, który powinien wejść do kanonu historii dyplomacji.

Rosja zdołała narzucić swoją narracjękonfliktu syryjskiego, przenosząc ciężar problemu z wojny domowej i katastrofyhumanitarnej na kwestię broni masowego rażenia, a następnie przedstawiającrozwiązanie tego problemu. Można się spodziewać, że plan, któregourzeczywistnienie będzie niezwykle trudne, zostanie zrealizowany i Syria rzeczywiściezrezygnuje z broni chemicznej. Należy jednak przy tym oczekiwać, że czas, jakizyska Baszar Asad dzięki temu porozumieniu, okaże się wystarczający dlauzyskania decydującej przewagi nadopozycją, a w konsekwencji prawdopodobnie do wygrania wojny domowej.



Tekst ukazał się w numerze 6/2013 „NowejEuropy Wschodniej”.

 

Globalnekorzyści i regionalne straty

Jednym z głównych wyznacznikówsłabości Rosji na arenie międzynarodowej była niemożność powstrzymania USA, czyszerzej Zachodu, przed używaniem siły zbrojnej. Zapobieżenie atakowi na Syrięzdaje się przywracać Rosji rolę kluczowego dla Zachodu interlokutora wprocesach globalnego zarządzania ładem  międzynarodowym. 

Udane posunięcie Moskwy w sprawieSyrii zatrzymało także postępujący w skali globalnej proces odwracania się rólpomiędzy Rosją i Chinami. W ostatnich miesiącach Pekin zaczął odgrywać corazwiększą rolę w kryzysach międzynarodowych, w tym w bliskowschodnim(symbolicznymi dla wzrostu chińskiego znaczenia były następujące jedna podrugiej wizyty premiera Izraela i prezydenta Autonomii Palestyńskiej w Pekinie).Sukces Rosji w syryjskim konflikcie pokazał, że nieformalny podział ról, wramach którego Rosja jest drugim po USA mocarstwem w kwestiach politycznych,zaś Chiny jedynie w kwestiach gospodarczych, wbrew przewidywaniom nie odejdzieszybko w niepamięć.

Jednocześnie niewątpliwy sukces wskali globalnej należy zestawić z niezbyt korzystnym dla Rosji bilansemregionalnym. Arabskie rewolucje, a zwłaszcza konflikt syryjski, wymusiły bowiemna Moskwie zmianę polityki wobec Bliskiego Wschodu. Dotychczas Rosja dążyła doutrzymania jak najlepszych relacji ze wszystkimi liczącymi się aktorami wregionie. Najbardziej rozwinięta była współpraca z Iranem (obejmująca między innymisprzedaż uzbrojenia oraz budowę elektrowni atomowej) oraz właśnie z Syrią, conie przeszkadzało Rosji zacieśniać więzi z cenionym z uwagi na współpracętechniczno- wojskową oraz antyterrorystyczną Izraelem. Ponadto jako jedyny zliczących się aktorów Moskwa od 2006 roku uznaje palestyński Hamas po wygranychprzezeń wyborach w Strefie Gazy. Rosja podejmowała też szereg działań mającychzbudować dobre stosunki z tymi państwami, z którymi dzieliły ją sprzeczneinteresy, przede wszystkim w sferze energetyki – Arabią Saudyjską i Katarem. WEgipcie próbowano poprawić pozycję ekonomiczną, oferując pomoc w rozwojucywilnej energetyki nuklearnej, zaś w Iraku starano się wrócić do sektoranaftowego, co wstępnie powiodło się Łukoilowi.

Główną linią podziału państwBliskiego Wschodu stał się konflikt sunnicko-szyicki, a Iran i Arabia Saudyjskazintensyfikowały walkę o przywództwo w regionie. Popierając Syrię, Rosja defacto opowiedziała się po jednej ze stron konfliktu w łonie islamu, tracąctym samym szanse na odgrywanie roli neutralnej „trzeciej strony”.

W dłuższej perspektywie może toprzynieść jej poważne straty i podważyć i tak wątłe podstawy obecności wregionie. Na te procesy nałożyło się wycofywanie się USA z regionu i osłabieniepaństw jako głównych aktorów prowadzących politykę w tej części świata – ichmiejsce zajęły ruchy społeczne, organizacje terrorystyczne, wojsko itp.


Zawszelką cenę

Naturalne wydaje się pytanie, w jakimstopniu zaangażowanie w kryzys syryjski uruchomi proces zdobywania przez Rosjęroli odpowiedzialnego i konstruktywnego mocarstwa globalnego (jakiej to rolioczekiwano przez minioną dekadę od Chin). Wiele zależeć będzie od dalszychlosów konfliktu w Syrii i samego porozumienia o likwidacji broni chemicznej.Rezolucja, która została w końcu września przyjęta jednomyślnie przez RadęBezpieczeństwa, w pełni odpowiada rosyjskim żądaniom: Syrii nie grożą żadnesankcje, nawet jeśli nie będzie  wypełniaćporozumienia. Takie podejście potwierdza, że podstawowym celem Moskwy pozostajeutrzymanie sprzyjających jej elit syryjskich u władzy, co w praktyce równa sięutrzymaniu Asada. Moskwa zdaje się liczyć na to, że konflikt nie rozszerzy sięna inne państwa regionu, a sam Asad zdoła zakończyć wojnę domową drogą zwycięstwa militarnego. Odrębnąkwestią pozostaje, w jakim stopniu społeczność międzynarodowa (w tym państwa zachodnie)wyczekiwała rosyjskiej mediacji w kryzysie. W rzeczywistości nikt (może zwyjątkiem coraz bardziej niepopularnego wśród Francuzówprezydenta Françoisa Hollande’a) nie chciał bowiem interwencji w Syrii.Brytyjski premier David Cameron nie naciskał na użycie siły po tym, jak zostałzablokowany przez Izbę Gmin. Barack Obama szukał poparcia (bądź jego braku)Kongresu. W tym świetle można zadać pytanie, do jakiego stopnia plan likwidacjibroni chemicznej został stronie rosyjskiej (przynajmniej w ogólnym kształcie)podpowiedziany przez Waszyngton. Zawarte porozumienie pozwoliło zmienićdyskusję wokół Syrii, a tym samym odsunąć w czasie niepopularne działania.Skupienie uwagi na broni masowego rażenia zbiegło się zresztą z nasileniem medialnegoprzekazu przedstawiającego opozycję wobec Asada jako zinfiltrowaną przez ekstremistów.

Ten ostatni wątek jest równieżkonsekwentnie uwypuklany przez rosyjskie media, polityków i komentatorów. Wjakim stopniu tamtejsze elity rzeczywiście wierzą, że popierając Asada, walcząz międzynarodowym  terroryzmem, którymógłby w przeciwnym razie zaatakować terytorium Rosji? Zdaniem dużej częściobserwatorów, strach ten jest jak najbardziej realny i zadecydował o rosyjskimzachowaniu w kryzysie syryjskim, stając się czynnikiem istotniejszym niż takceniony przez Kreml prestiż mocarstwowy. Niezależnie od tego, którainterpretacja jest bliższa prawdy, można oczekiwać, że Kreml dalej będziebronił reżimu  syryjskiego – niezależnieod ponoszonych przy tym kosztów.


Marcin Kaczmarski jest adiunktem wInstytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, w latach2006-2012 pracował jako analityk w Ośrodku Studiów Wschodnich. Prowadzi blogpoświęcony stosunkom rosyjsko-chińskim (www.russiachinarelations.blogspot.co.uk).


Tekst ukazał się w numerze 6/2013 „NowejEuropy Wschodniej”.



Powrót
Najnowsze

Czarnobylski Łazarz – historie z zapomnienia

17.06.2019
Andrzej Goworski Marta Panas-Goworska
Czytaj dalej

Promocja w e-kiosku: NEW i NEE 30% taniej

14.06.2019
NEW
Czytaj dalej

Żołnierze ludowego Wojska Polskiego. Historie mówione" w Centrum Historii Zajezdnia

12.06.2019
NEW
Czytaj dalej

Political fiction. O Mołdawii bez geopolityki

12.06.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Wspólny protest ambasadorów Polski i Izraela

11.06.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zmierzch oligarchy

10.06.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu