Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Razem, a jednak osobno
2013-11-06
Tomasz Piechal

Czwartek, 24 października. W ukraińskiej Radzie Najwyższej trwa głosowanie nad zmianami w kodeksie podatkowym. Za – 239 deputowanych, przeciw – 38jeden wstrzymał się od głosu. Łącznie 414 osób obecnych na sali, kworum uzyskane, zmiany zostają przyjęte, a opozycja nie kryje oburzenia. Z części sali zajmowanej przez 40 deputowanych UDARu, podnosi się i idzie na mównicę ich lider, Kłyczko. Wyraźnie zirytowany ogłasza, że będzie startował w wyborach prezydenckich w roku 2015 i żadne machinacje władzy go od tego nie odwiodą.

Co go tak zdenerwowało? Chodziło o dwa zapisy, które szybko zostały ochrzczone przez ukraińskie media mianem poprawek Kłyczki”– na cześć bohatera w którego uderzyły najbardziej. Chodzi o punkty numer 36 i 76, obydwa dotyczące osób, które są rezydentami innego kraju. Według nowych regulacji taka osoba nie będzie uznawana za mieszkańca Ukrainy.

Dla Witalija Kłyczki – od wielu lat posiadającego kartę stałego pobytu w Niemczech i rozliczającego się z tamtejszym fiskusem – oznacza to de facto zablokowanie możliwości startowania w wyborach. I choć same poprawki biernego prawa wyborczego nie ograniczają, to w połączeniu z innymi regulacjami w ukraińskim systemie prawnym – już tak. Kandydować na najwyższy urząd w państwie może bowiem jedynie obywatel Ukrainy mieszkający nieprzerwanie od 10 lat na jej terytorium, a tego wymogu – w świetle obydwu poprawek – Witalij Kłyczko nie spełnia.

 

Magiczne poprawki

W całej sprawie najciekawszy jest jednak sposób w jaki nieprzychylne dla lidera UDARu zapisy znalazły się w projekcie numer 2054 (O wniesieniu zmian do Kodeksu Podatkowego Ukrainy odnośnie do ewidencji i rejestracji podatników). Osobą, która miała je zgłosić był Ihor Bryczenko, deputowany z obwodu mikołajowskiego – co ciekawe, członek klubu parlamentarnego opozycyjnej Batkiwszczyny.

Poprawki trafiły do projektu numer 2054 po jego wstępnym przyjęciu w pierwszym czytaniu. O tym, że projekt w nowej redakcji będzie poddany głosowaniu na posiedzeniu Rady Najwyższej 24 października politycy UDARu dowiedzieli się będąc już na sali parlamentarnej. I choć teoretycznie mogliby poprosić o przerwę w głosowaniu, aby zapoznać sie z sytuacją, ta procedura została już wcześniej wyczerpana przez przedstawicieli... Batkiwszczyny i Swobody. Tym samym głosowanie odbyło się przy wymaganej ilości deputowanych.

Autor skandalu, Ihor Bryczenko błyskawicznie odżegnał się od wszystkiego (twierdząc, że ktoś sfałszował jego podpis) i z miejsca złożył doniesienie w prokuraturze. Organy ścigania zawiadomili również przedstawiciele partii UDAR, którzy powoływali się na zapisy o utrudnianiu pracy parlamentarzystom oraz o fałszerstwie. Bryczenko wystąpił przed swoimi kolegami zapewniając ich, że jest niewinny, a cała sprawa to prowokacja Partii Regionów. Wtórowali mu lider jego frakcji, Arsenij Jaceniuk oraz Ołeh Tiahnybok z nacjonalistycznej Swobody, którzy zgodnie twierdzili, że cała sprawa ma posłużyć skłóceniu ukraińskiej opozycji.

Narracja była spójna i – biorąc pod uwagę ukraińskie realia całkiem prawdopodobna, ale wraz z wynikami ekspertyz grafologicznych wszystko skomplikowało się jeszcze bardziej. Okazało się bowiem, że podpisy Bryczenki… były autentyczne.

 

Szorstka męska przyjaźń

Mustafa Najem, jeden z najlepszych ukraińskich dziennikarzy zajmujących się polityką, swój tekst dotyczący poprawek Kłyczki” rozpoczyna ciekawą ilustracją. Na korytarzu Rady Najwyższej stoją obok siebie Jaceniuk, Kłyczko i Witalij Kowalczuk (prawa ręka lidera UDARu). Dziennikarz pyta polityków, jakim cudem poprawki przeszły przez komisje parlamentarne w których zasiadają przedstawiciele opozycji. Jaceniuk odpowiada, że afera jest jedną, wielką machinacją obozu rządzącego, a podpisy podrobiono. Kłyczko mówi to, co powiedział już na sali – poprawki były wprowadzone bezprawnie, a on sam będzie kandydował na urząd prezydenta. Do rozmowy ponownie włącza się Jaceniuk, który stwierdza, że ostatecznie nic się nie stało, a Witalij zostanie prezydentem. Na uwagę Kowalczuka, czy można tę obietnicę zapisać u notariusza, lider Batkiwszczyny uśmiecha się i odpowiada: Słuchaj, przyjacielu, a z tym to my jeszcze trochę poczekamy, dobrze?.

Opozycja od dłuższego czasu twierdzi, że współpraca w jej szeregach układa się dobrze, nietrudno jednak zauważyć tarcia pomiędzy liderami poszczególnych partii. Kandydatów do najwyższego urzędu w państwie z ramienia opozycji jest bowiem trzech i póki co żaden z nich nie ma zamiaru rezygnować z wyścigu. Wola współpracy została nawet uroczyście ogłoszona 18 maja w Kijowie podczas wielkiego mitingu opozycji – wówczas opozycyjni liderzy podpisali się pod dokumentem w którym stwierdzili, że wszyscy wystartują w pierwszej turze wyborów, ale w drugiej opozycyjny kandydat uzyska poparcie wszystkich sił przeciwnych Partii Regionów.

Wyglądato ładnie – ale na papierze. Cały problem polega jednak na tym, że o ile marzenia Tiahnyboka wydają się – póki co – trudne do spełnienia, o tyle Jaceniuk i Kłyczko w walce o fotel prezydenta są dla siebie realnymi przeciwnikami.

 

Ambicje

Ostatnie sondaże przygotowane przez Centrum Razumkowa jednoznacznie pokazują, że były mistrz świata wagi ciężkiej w boksie ma obecnie największe szanse na zwycięstwo. O ile w pierwszej turze Wiktor Janukowycz może liczyć na zwycięstwo (18,8 procentpoparcia przy 16,6 dla Kłyczki i 14,8 dla Jaceniuka), o tyle w ewentualnej drugiej turze musiałby się liczyć z nokautemKłyczko zdobyłby 37,7 procent poparcia, a Janukowycz jedynie 24,8. Pozostała część ankietowanych była albo przeciwko obydwu kandydatom (14,8 procent), albo nie wzięłaby udziału w wyborach (12,7), albo była niezdecydowana (10).

Najważniejszą dla liderów opozycji informacją, która wynika z ostatnich badań opinii publicznej, jest jednak co innego. Okazuje się bowiem, że na sukces w konfrontacji z Wiktorem Janukowyczem w drugiej turze mógłby liczyć również Arsenij Jaceniuk (32,5 do 25,5 procent). Tym samym całkowicie zrozumiałe jest, że Batkiwszczyna wcale nie musi tak chętnie wspierać prezydenckich aspiracji Kłyczki.

Między innymi właśnie dlatego od kilku miesięcy obserwujemy polityczny show, który fundują nam liderzy opozycji. W swoich wypowiedziach starają się zaprezentować jako zwarty zespółjednak opozycyjne buldogi coraz intensywniej walczą pod dywanem realizując w ten sposób scenariusz, który część ekspertów kreśliła po ostatnich wyborach parlamentarnych.

Do opinii publicznej przedostało się kilka odprysków starć spod dywanu. Jednym z nich była obecność-nieobecność Kłyczki na pierwszych, zwołanych z inicjatywy Swobody i Batkiwszczyny, marszach Ukraino, powstań!. Najgłośniejszym przykładem zatargów stało się jednak wystąpienie Arsenija Jaceniuka, który ogłosił, że Batkiwszczyna poprze kandydaturę lidera UDARu na stanowisko mera Kijowa. Cały problem polegał jednak na tym, że Kłyczko – po dwóch przegranych bojach o rządy w ukraińskiej stolicy – niespecjalnie palił się do kolejnej walki. Zwłaszcza, że jego ambicje sięgają już znacznie wyżej.

 

Przyjaciele z Partii Regionów

Jaceniuk starał się wtedy wypchnąć Kłyczkę z prezydenckiego wyścigu – dlaczego miałby nie spróbować również i teraz? O cichym sojuszu pomiędzy Batkiwszczyną a Partią Regionów coraz bardziej otwarcie mówią przedstawiciele UDARu, a praktyka ukraińskiej polityki każe dopuszczać także i tę możliwość. Przecież jeszcze nie tak dawno liderzy pomarańczowej rewolucji – Julia Tymoszenko i Wiktor Juszczenko – potrafili zawierać doraźne sojusze z ugrupowaniem Wiktora Janukowycza w celu podkopania pozycji swojego „pomarańczowego” konkurenta w walce o rząd dusz opozycyjnego elektoratu.

Ciekawa jest przy tym reakcja samej Partii Regionów na całe zamieszanie: Niebiescy niemal od samego początku stanęli bowiem w obronie... Witalija Kłyczki. Oczywiście, w swoim własnymunikalnym stylu. Hanna Herman, była szefowa administracji prezydenta Janukowycza, niemal od razu po wystąpieniu lidera partii UDARu, zaapelowała do deputowanych swojego ugrupowania o umożliwienie Kłyczce startu w wyborach (jej zdaniem ważne bowiem jest zachowanie procedur demokratycznych oraz uczciwości wyborów, a i tak sam kandydat będzie musiał się wytłumaczyć wyborcomdlaczego płaci podatki w Niemczech, dopłacając tym samym do emerytur ludziom, których część najechała ukraińskie ziemie podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej). Inni politycy Partii Regionów uspokajali, że poprawki nie nabrały jeszcze mocy prawnej, jednocześnie twierdząc, że nawet nie spodziewali się, że ten zapis mógł jakkolwiek dotyczyć Kłyczki. 

Ktokolwiekstał tak naprawdę za całą sprawą, jedno jest pewne – lider UDARu łatwo nie złoży broni. Być może sportowy duch zapewni mu kiedyś najwyższy urząd w państwiejednak czy nastąpi to już w 2015 roku? Sprawa pozostaje otwarta, tak samo jak to,kto okaże się jego prawdziwym sojusznikiem w boju.

 

Tomasz Piechal



Powrót
Najnowsze

Czarnobylski Łazarz – historie z zapomnienia

17.06.2019
Andrzej Goworski Marta Panas-Goworska
Czytaj dalej

Promocja w e-kiosku: NEW i NEE 30% taniej

14.06.2019
NEW
Czytaj dalej

Żołnierze ludowego Wojska Polskiego. Historie mówione" w Centrum Historii Zajezdnia

12.06.2019
NEW
Czytaj dalej

Political fiction. O Mołdawii bez geopolityki

12.06.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Wspólny protest ambasadorów Polski i Izraela

11.06.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zmierzch oligarchy

10.06.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu