Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Jak na Ukrainie tworzy się męczenników?
2013-11-08
Sebastian Zagdański
Igor Markow to pochodzący z Odessy lider partii Ojczyzna i były już deputowany Rady Najwyższej obecnej kadencji. Do niedawna wchodził w skład frakcji parlamentarnej Partii Regionów, jednak decyzją Wyższego Sądu Administracyjnego Ukrainy stracił swój mandat. Oficjalnie doszło do tego w związku z oszustwami, których dopuścił się podczas ostatnich wyborów parlamentarnych.

 

Markow na prezydenta!

Nie ma jednak wątpliwości, że przedstawienie dowodów w tej sprawie przez byłego parlamentarzystę Jurija Karmazina (związanego niegdyś z obozem prezydenta Wiktora Juszczenki, a więc środowiskiem obecnie zinfiltrowanym i opłacanym przez partię władzy) motywowane było narastającą walką w ramach Partii Regionów. Zdecydowanie nie wszyscy członkowie tego ugrupowania popierają bowiem zbliżenie z Unią Europejską – wielu bliżej raczej do Moskwy niż do Brukseli (z bardziej znanych polityków są to Szufrycz czy Cariew, jednak w całej frakcji parlamentarnej przeciwników „eurokursu” jest nawet czterdziestu). Pretendujący do przywództwa w tej grupie Igor Markow (a w dalszej perspektywie aspirujący także do odebrania Janukowyczowi głosów prorosyjskiego elektoratu z południa i wschodu kraju) został więc wydalony z prorządowego obozu i pozbawiony mandatu. Krok ten miał stanowić także ostrzeżenie dla pozostałych deputowanych Partii Regionów (Karmazin stwierdził, że prowadzi śledztwo również w sprawie innych osób) i, jak się wydaje, przynajmniej póki co okazał się skuteczny. Słuchy o rozłamie w środowisku Niebieskich po raz kolejny okazały się przedwczesne.

Dopiero co pozbawiony mandatu Markow zaczął aktywnie działać przeciwko Wiktorowi Janukowyczowi i obranemu przez niego proeuropejskiemu kursowi: między innymi ogłosił odwołanie się od decyzji sądu, który pozbawił go mandatu, planował utworzenie nowej siły politycznej mającej reprezentować interesy rosyjskie na Ukrainie, wreszcie rozważał start w wyborach prezydenckich. Co prawda wpływ tych zapowiedzi na sytuację polityczną w kraju (ze względu na słabnącą pozycję Moskwy) był delikatnie mówiąc „ograniczony”, nie ulega jednak wątpliwości, że wobec fiaska projektu Wiktora Medwedczuka to właśnie Marczuk może w przyszłości zostać liderem prokremlowskich sił nad Dnieprem. Jest to możliwe tym bardziej, że władze rozpoczynając jego prześladowania, uczyniły z – jakby nie patrzeć – regionalnego polityka, postać znaną na całej Ukrainie.

 

Więzień polityczny czy kryminalny?

Dalszym politycznym planom Markowa może pomóc fakt, że niebawem po utracie mandatu polityk został aresztowany – zatrzymanie dotyczy ciągnącej się od 2007 roku sprawy uczestnictwa w pobiciu protestujących przeciwko postawieniu w Odessie pomnika Katarzyny II. Śledztwo było zawieszone tak długo, jak lider partii Ojczyzna był wygodny dla rządzących w Kijowie (i to nie tylko dla Niebieskich – ministrem spraw wewnętrznych był w 2007 roku Jurij Łucenko, choć ten oczywiście zrzuca odpowiedzialność za opieszałość organów ścigania na Partię Regionów i Komunistów). Wznowienie postępowania akurat teraz pokazuje, że sprawa ma charakter polityczny (tak jak i niekonstytucyjne pozbawienie mandatu).

Oczywiście, zdaniem wielu Markow jest winny zarzucanych mu czynów (i ma na sumieniu dużo więcej niż tylko to jedno przestępstwo – z najcięższych zarzutów można wymienić np. współudział w zabójstwie aktywisty Czajki i utrudnianie śledztwa w tej sprawie), ale fakt ten nie powinien przeszkodzić mu w zostaniu męczennikiem dla prorosyjskiej części ukraińskiego społeczeństwa. W końcu, jakby nie patrzeć, znaczna część miejscowej klasy politycznej i biznesowej ma na koncie zatargi z prawem. W każdym razie początek jego kariery więźnia politycznego zdaje się wyglądać obiecująco.

Przebywającemu w areszcie śledczym politykowi grozi do siedmiu lat więzienia. To tyle, ile dostała Tymoszenko. Obie sprawy łączy dodatkowo fakt gwałtownego pogorszenia się stanu zdrowia aresztowanego. Ponadto, w obawie przed represjami, terytorium kraju opuścił brat Markowa i kilku współpracowników, co może tylko pomóc w budowaniu przez Rosję politycznej legendy zatrzymanego. Już teraz rosyjskie media stanęły w jego obronie nazywając go jedynym przeciwnikiem Janukowycza, czy też „ofiarą integracji europejskiej Ukrainy”. Tym czasem Markow nie daje o sobie zapomnieć: to ogłaszając głodówkę, to umieszczając w sieci przygotowane zawczasu apele do swoich zwolenników.  

Na koniec należałoby zadać przewrotne pytanie: czy oskarżony o pobicie i posiadający kryminalną przeszłość polityk z prorosyjskiego regionu, ma jakiekolwiek szanse na zostanie prezydentem Ukrainy? Biorąc pod uwagę to, kto obecnie sprawuje ten urząd, takiego scenariusza nie można wykluczyć.

 

Sebastian Zagdański    



Polecamy inne artykuły autora: Sebastian Zagdański
Powrót
Najnowsze

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu