Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nikomu niepotrzebni
2014-01-09
Paweł Kost

Najbardziej palącymi problemami nadmiernie rozbudowanej ukraińskiej armii są wysoki poziom korupcji, niski poziom ochrony praw socjalnych zatrudnionych oraz archaiczna struktura, która nie bierze pod uwagę bieżących wyzwań bezpieczeństwa.

Ukraińskie władze co jakiś czas podejmują kroki mające zademonstrować chęć zreformowania Sił Zbrojnych. Ostatni z nich – zatwierdzony przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy we wrześniu 2013 roku Państwowy Program Kompleksowych Reform i Rozwoju Sił Zbrojnych na okres do 2017 roku – jest bardzo ambitny.

 

Jesteś potrzebny Ojczyźnie!

Najważniejszym i zasługującym na uznanie projektem reformatorskim są plany dotyczące stworzenia armii zawodowej oraz zmniejszenia ogólnej liczebności Sił Zbrojnych. W 2017 roku armia ma liczyć 122 tysięcy osób (łącznie z pracownikami cywilnymi), co w porównaniu z obecnymi 180 tysiącami oznacza znaczną redukcję.

Słabą stroną projektu zmniejszenia liczebności Sił Zbrojnych jest jednak jego aspekt społeczny. Z 42 tysięcy żołnierzy, których zamierza się przenieść do rezerwy, tylko 21 tysięcy będzie miało prawo do świadczeń socjalnych oraz będzie objętych programami adaptacyjnymi. Na ulicy znajdzie się więc 21 tysięcy osób nie mających pomysłu na życie,  ale wiedzących jak obchodzić się z bronią. W rzeczywistości jednak nawet w to, że 21 tysięcy „szczęśliwców" uzyska realną pomoc po zakończeniu służby wierzyć mogą tylko niepoprawni optymiści. Aby zapewnić pomoc należałoby przeznaczać na takie cele około 100 milionów hrywien, a w 2013 roku wydzielono zaledwie 50 tysięcy.

Jeszcze bardziej kuriozalnie wygląda założenie, że to nie Ministerstwo Obrony, a Polityki Socjalnej ma pomagać rezerwistom w adaptacji „w cywilu". Co więcej, odpowiadać za nich ma Departament Pomocy Socjalnej Poszkodowanym na Skutek Wybuchu w Czarnobylu i Pozostałym. Już sam fakt, że są traktowani, jako „pozostali" pokazuje jaki stosunek ma do nich państwo. 

Planuje się m.in., że płaca porucznika wzrośnie do około 650 dolarów. Eksperci Centrum Badań Armii Konwersji i Rozbrojenia w Kijowie sceptycznie oceniają szanse projektu, choć nawet gdyby udało się go zrealizować, to płace i tak nie rzucałyby na kolana. Analitycy zwracają uwagę, że w sąsiedniej Rosji porucznik dostaje około 1600 dolarów, a o płacach dla wojskowych w krajach NATO lepiej w ogóle nie wspominać.

Wiele planów brzmi dobrze, jednak okoliczności podpowiadają, że nie mają one żadnych szans na urzeczywistnienie. Głównym tego powodem są oczywiście finanse, które Gabinet Ministrów wydziela resortowi obrony bardzo niechętnie. Rząd każdorazowo przydziela Ministerstwu Obrony mniejsze środki, niż te o które resort się zwraca. Sądząc z opublikowanego projektu budżetu na rok 2014 z „zamówionych" 20 miliardów hrywien Ministerstwo dostanie jeszcze mniej niż w roku ubiegłym – 14,56 miliardów. Zresztą, wnioskowane przez resort obrony 20 miliardów jest i tak zbyt małą kwotą: nie tylko na implementację tak ambitnych reform, ale również na sprawne i efektywne funkcjonowanie już istniejących sił zbrojnych.

Innym problemem, którego nie udało się rozwiązać od dwudziestu lat jest kwestia mieszkaniowa: oczekujących na służbowe mieszkanie  jest tak wielu, że nikt przy zdrowych zmysłach nie liczy na przydział. Według Białej Księgi 2011 45 tysięcy rodzin wojskowych potrzebuje natychmiastowej poprawy sytuacji mieszkaniowej. Takie dane nie powstrzymują kadry dowódczej przed stosowaniem praktyk korupcyjnych: do historii przeszedł „wyczyn" jednego z dowódców Sztabu Generalnego, który otrzymawszy 4 mieszkania przepisał je na członków swojej rodziny. W tym kontekście hasło mające zachęcać do wstępowania w szeregi armii zawodowej: „Jesteś potrzebny Ojczyźnie!", brzmi jak gorzki żart.

 

 

„Nad Kijowem bezchmurne niebo"

Ukraiński kompleks obronno-przemysłowy posiada potencjał, którego wiele rozwiniętych krajów świata może mu pozazdrościć. Przy właściwym inwestowaniu i zainteresowaniu ze strony władz, sektor ten mógłby stać się lokomotywą rozwoju technologicznego Ukrainy. Aby taki scenariusz się ziścił należałoby rozwiązać dwa podstawowe i ściśle ze sobą powiązane problemy ukraińskiego OPK: zależność (rzadziej – współzależność) od Rosji oraz deficyt nowych technologii, które mogą przyjść tylko z Zachodu.

Od dawna wiadomo, że Moskwa konsekwentnie dąży do uniezależnienia się od Ukrainy: uruchomienia procesów produkcyjnych, które wcześniej w ramach jeszcze radzieckiej gospodarki wykonywano nad Dnieprem. W ostatnich latach rosyjski OPK osiągnął pewne sukcesy w tym zakresie. W tym samym czasie Kijów z powodzeniem szukał innych partnerów na światowych rynkach – zwraca uwagę zwłaszcza powolne, choć systematyczne zacieśnianie współpracy z zachodnimi koncernami. Ustalenia z 17 grudnia z Moskwy mogą te procesy zahamować.

W Rosji głównym „ideologiem" uniezależnienia od Ukrainy jest wicepremier Dmitrij Rogozin. Jego aktywność medialna na kierunku ukraińskim od wielu miesięcy sprowadzała się do wytykania ułomności ukraińskiego OPK – często przy pomocy manipulacji i przekłamań, które pod koniec listopada publicznie wytknął mu dyrektor Fabryki im. Antonowa w Kijowie Dmytro Kiwa. Wszystko to odbywało się na tle zamrożenia wspólnych projektów ukraińsko-rosyjskich, a także blokowania przez Rosję importu ukraińskich towarów. Takie działania były jednym z wielu elementów presji na Kijów w kwestii podpisania umowy stowarzyszeniowej.

Dosyć niespodziewanie na początku grudnia 2013 roku Rogozin odbył wizytę na Ukrainę, podczas której zaprezentowano mu kluczowe ukraińskie obiekty: m.in. Fabrykę Antonowa, Turboatom w Charkowie, dniepropietrowski Piwdenmasz czy mikołajowskie stocznie. Eksperci natychmiast zaczęli spekulować na temat rychłych porozumień w zakresie współpracy ukraińsko-rosyjskiej w sferze OPK. Spekulacje te potwierdziły się 17 grudnia w Moskwie, gdy w obecności prezydentów obu krajów podpisano cały pakiet dokumentów.

Porozumienia mogą świadczyć o tym, że Kijów ugiął się pod presją Kremla i dosyć łatwo zgodził się na rolę zaplecza w procesach produkcyjnych rosyjskiego OPK. Z uwagi na charakter tych dokumentów (memoranda), wydaje się jednak, że jest to dopiero początek trudnych negocjacji ukraińsko-rosyjskich co do warunków przyszłej współpracy. Warunki, które dotąd stawiała Moskwa były nie do przyjęcia nawet dla prorosyjsko nastawionych właścicieli niektórych obiektów i wcale nie jest powiedziane, że rosyjskie plany będą wcielone w życie. Jednak sam fakt rozpoczęcia rozmów jednoznacznie świadczy, że Kijów rezygnuje nawet teoretycznie z poszukiwań alternatywnych partnerów i kierunków rozwoju sektora (przynajmniej tymczasowo).

Dowodem tego, że tylko mocna pozycja w relacjach z Rosją może dać szerokie możliwości rozwoju, jest przykład fabryki Motor Sicz w Zaporożu. Produkuje ona m.in. unikalne silniki do samolotów i helikopterów oraz turbiny gazowe, bez których nie może się obejść rosyjski OPK. W drugiej połowie ubiegłego roku, kiedy blokada handlowa ze strony Kremla się uszczelniała, a niedopuszczanie na rynek rosyjski ukraińskiego OPK było jednym z najgłośniej artykułowanych posunięć Moskwy, Motor Sicz bez jakichkolwiek problemów realizował kontrakty z partnerami z Rosji.

Wydaje się jednak, że władze nad Dnieprem nie mają zamiaru zadawać sobie trudu i starać się wzmacniać rodzimego przemysłu zbrojeniowego. Coraz lepiej widać, że traktują go jako dojną krowę, z której łatwo i szybko można wycisnąć niemałe środki, a gdy już nawet takie możliwości znikają, nie wahają się kłaść go na stole negocjacji z „bratnią" Moskwą. Symptomatyczne, że Rogozin po odbyciu wspomnianej wizyty na Ukrainę na swoim profilu na Twitter sparafrazował hasło hiszpańskich buntowników z lat trzydziestych, które zgodnie z legendą oznaczało sygnał do działań: „Nad Kijowem bezchmurne niebo". 

 

Na służbie narodowi…

Art. 17 Konstytucji Ukrainy mówi: „Siły Zbrojne Ukrainy oraz inne formacje wojskowe nie mogą być przez nikogo wykorzystywane dla ograniczenia praw i wolności obywateli lub w celu zmiany ładu konstytucyjnego, usunięcia organów władzy czy też przeszkadzania w ich działalności". W ciągu ostatniego roku miały miejsce jednak co najmniej dwa przypadki, które mogą (choć nie muszą) świadczyć o próbach obejścia tych przepisów.

Do pierwszego niepokojącego zjawiska doszło w styczniu 2013 roku. Wówczas dekretem prezydenta Ukrainy Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych została podporządkowana Ministerstwu Obrony. Środowiska eksperckie natychmiast zareagowały zdziwieniem z uwagi na to, że instytucję odpowiadającą za bezpieczeństwo wewnątrz kraju podporządkowano resortowi obrony, który ma zajmować się zewnętrznymi wyzwaniami bezpieczeństwa. Pojawiły się podejrzenia, że poprzez Służbę ds. Sytuacji Nadzwyczajnych władze mogą wykorzystywać armię do rozwiązywania problemów wewnątrz kraju – np. o charakterze politycznym. Oliwy do ognia dolał projekt budżetu na 2014 rok, w którym Ministerstwu Obrony proponowane są mniejsze środki aniżeli w roku ubiegłym, za to na zwiększenie wsparcia może liczyć właśnie Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (potraktowana w budżecie osobno).  

Obawy eksperckie i dziennikarskie potwierdziły się podczas ostatnich protestów ulicznych. Według mediów w centrum Kijowa znajdował się sprzęt należący do Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, a jej pracownicy użyczali również innego wyposażenia (kotły grzewcze, kuchnie polowe) podczas proprezydenckiej akcji w parku Maryńskim. Ostateczna weryfikacja tych informacji jest bardzo trudna, ale to, że głośno mówili o tym dobrze zorientowani w temacie politycy – byli ministrowie obrony i spraw nadzwyczajnych, Anatolij Hrycenko i Wiktor Bałoha – daje powody do zastanowienia.

Drugi raz zaniepokojenie wywołały wydarzenia z jesieni ubiegłego roku. Niedawno od wykonywanych obowiązków odsunięto wysoko postawionych dowódców w Sztabie Generalnym – admirała Ihora Kabanenkę oraz generałów Jurija Dumańskiego i Wałerija Askarowa. Powodem decyzji było ujawnienie nadużyć przy przyznawaniu mieszkań służbowych oraz rzekome ujawnianie tajemnicy państwowej. Co do zarzutów natury korupcyjnej, większość ekspertów podkreśla ich groteskowość: skoro w korupcję uwikłana jest zdecydowana większość generalicji, to dlaczego właśnie ci mają ponieść karę? Co do drugiego zarzutu historia przedstawiona przez SBU, która zajęła się sprawą, ma bardzo słabe podstawy faktograficzne, co rodzi jeszcze więcej pytań.

Pojawiło się kilka wersji dotyczących motywacji tych działań. Pierwsza z nich mówiła o chęci powstrzymania prozachodnich zmian w armii, które jakoby popierali wspomniani wojskowi. Zdaniem jednak analityków wariant ten nie wytrzymuje krytyki – ani Kabanenko, ani jego zastępcy w żaden sposób nie wyróżniali się dążeniami reformatorskimi (poza tym fakty pokazują, że o realnej modernizacji armii nie może być w najbliższym czasie mowy). Druga wersja całkowicie wyklucza pierwszą – zgodnie z nią dowódcy zostali wyeliminowani ze względu na swoją prorosyjskość, w ramach zaostrzenia dialogu ukraińsko-rosyjskiego. Fakt, że inicjatorem decyzji kadrowych była SBU, na czele której stoi nie kryjący prorosyjskich poglądów Ołeksandr Jakymenko, pozwala odrzucić także ten scenariusz. Wreszcie, najbliższą prawdzie wydaje się teza o banalnej walce o wpływy między SBU i Sztabem Generalnym. Niektórzy analitycy zauważyli jednak, że ta walka może mieć drugie dno polegające na chęci obsadzenia kolejnych po MSW stanowisk siłowych w państwie wiernymi dowódcami, którzy nie zawahają się wykonać każdego rozkazu z góry.

 ***

Brak póki co jednoznacznych dowodów potwierdzających przygotowania do ewentualnego wykorzystania armii w celach wewnątrzpolitycznych, choć opisane wyżej zjawiska mogą i powinny niepokoić. Warto więc bacznie przyglądać się kolejnym kadrowym przetasowaniom – zwłaszcza w świetle ulicznych wydarzeń ostatnich tygodni. Przykład MSW pokazuje, że nominacje na kierowniczych stanowiskach lojalnych ludzi w stołecznej milicji „zaowocowały" kilkoma zdecydowanymi posunięciami oddziałów specjalnych Berkut. Jeśli potwierdzą się spekulacje i zastosowanie podobnego schematu wobec armii jest rozważane, to są to szalone pomysły, które mają niewielkie szanse na powodzenie. Pomimo postępującej degradacji w Siłach Zbrojnych Ukrainy morale i wartości nadal pozostają tam na przyzwoitym poziomie. I zmiana kadr „na górze" niewiele w tej materii zmieni.

Coraz bliższą prawdy wydaje się teza mówiąca o chęci zaoszczędzenia na armii pod przykrywką jej modernizacji. To samo dotyczy wyjątkowo ekspansywnego stosunku władz wobec sektora OPK i wykorzystywania go w dość instrumentalny sposób w rozgrywkach z Rosją. Będąc ich zakładnikiem ukraiński sektor zbrojeniowy nie będzie miał szans na optymalne spożytkowanie swojego potencjału. Biorąc pod uwagę fakt, że Wiktor Janukowycz skupia się obecnie na utrzymaniu się przy władzy po 2015 roku, nie wydaje się, aby budowa silnej armii była jednym z jego priorytetów. Niestety, nie można wykluczyć, że gospodarzowi Meżyhiria jest ona w rzeczywistości potrzebna do nieco innych celów.      

 

Paweł Kost jest członkiem Zespołu Fundacji Towarzystwa Demokratycznego Wschód, stały współpracownik gazety „Deń" i agencji „Defense Express".     

 

Fot. michael (cC) commons.wikimedia.org

                                               


Powrót
Najnowsze

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gdańsk: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach

12.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Jedenasta rocznica wybuchu wojny sierpniowej

08.08.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu