Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rekordowa olimpiada
2014-01-03
Agata Wierzbowska-Miazga, Jadwiga Rogoża

Olimpiada zimowa w Soczi – jeszcze przed rozpoczęciem – pobiła kilka rekordów. Stała się najdroższą olimpiadą wszech czasów – jej oficjalne koszty już na początku 2013 roku przekroczyły 50 miliardów dolarów. Można ją też nazwać igrzyskami jednego człowieka – prezydenta Władimira Putina, który wywalczył je, angażując osobisty kapitał polityczny i ulokował w swoim ulubionym kurorcie Soczi. Jest to pierwsza olimpiada zimowa w strefie podzwrotnikowej. Niespotykany ma być jej rozmach, podkreślający szczególną rolę Rosji na arenie międzynarodowej. Imponująca była sztafeta ognia olimpijskiego, który dotarł na dno najgłębszego na świecie jeziora Bajkał, na biegun północny i na międzynarodową stację kosmiczną. Jednak kolejny wyczyn należał do olimpijskich pochodni, które gasły rekordową liczbę razy. Spojrzenie za kulisy przygotowań pozwala też spisać niechlubną księgę rekordów, jeśli chodzi o społeczne i ekologiczne koszty tego przedsięwzięcia.

 

Kontrowersyjna, kosztowna, kremlowska

Olimpiada w Soczi jest dla Rosji jednym z największych w ostatnich latach projektów o charakterze prestiżowym. W intencji Kremla ma ona demonstrować mocarstwowy status Rosji. Ma to podkreślić skala przedsięwzięcia i zapowiadany rozmach ceremonii inauguracji i zamknięcia igrzysk. Jednocześnie jest to jeden z najlepszych kluczy do analizy dzisiejszej Rosji – zarówno jeśli chodzi o odgórny i arbitralny sposób podejmowania decyzji przez władze, o skalę korupcji, o koszty kremlowskich decyzji – finansowe, społeczne i ekologiczne, a także o efektywność, racjonalność i adekwatność zastosowanych rozwiązań. Kontrowersje wzbudziła już sama decyzja o lokalizacji igrzysk w strefie podzwrotnikowej. Decyzję tę przypisuje się osobiście Putinowi – pod Soczi mieści się jedna z jego rezydencji Boczarow Ruczej, w której prezydent często przyjmuje ważnych gości, a telewizja pokazuje go jeżdżącego na nartach w podsoczińskim kurorcie Krasnaja Polana.

Jednak najwięcej wątpliwości budzą koszty organizacyjne i lista beneficjentów olimpijskich wydatków. Komentatorzy gorzko żartują, że w Soczi korupcja pobiła rekord olimpijski. Całościowe koszty są trudne do ustalenia – z początkowych 12 miliardów dolarów na początku 2013 roku wzrosły do 50 miliardów dolarów, co już wtedy czyniło z Soczi najdroższe igrzyska wszech czasów. Dla porównania, poprzednia zimowa olimpiada w kanadyjskim Vancouver kosztowała około 2 miliardów dolarów, tańsze były też olimpiady letnie (które z reguły generują kilkakrotnie wyższe koszty niż zimowe) – olimpiada w Londynie pochłonęła 15 miliardów dolarów, a w Pekinie – 44 miliardy. Podsumowania skali korupcji podejmowali się nieliczni, w tym Borys Niemcow – urodzony w Soczi opozycjonista, który wydał dwa raporty na temat igrzysk. W ostatnim, z czerwca 2013 roku, zatytułowanym Olimpiada zimowa w subtropikach Niemcow szacuje skalę korupcji w Soczi na 25-30 miliardów dolarów. Jak policzył opozycjonista, na organizację igrzysk już wydano więcej niż na przygotowania do wszystkich poprzednich olimpiad zimowych razem wziętych.

Kolejnym przyczynkiem do analizy są główni beneficjenci tego przedsięwzięcia. Podobnie jak przy realizacji innych strategicznych projektów infrastrukturalnych (między innymi rurociągu Wschodnia Syberia-Ocean Spokojny i federalnej autostrady Moskwa-Petersburg), najwięksi wykonawcy wywodzą się z bliskiego kręgu Putina. W Soczi firmy kontrolowane przez przyjaciół Putina z dzieciństwa – dziś miliarderów braci Arkadija i Borysa Rotenbergów – budowały gazociąg, autostradę, lotnisko, elektrownię gazową w Adlerze, port towarowy i tym podobne. Jak donosi raport Niemcowa, łączne środki zagospodarowane przez firmy Rotenbergów wyniosły około 230 miliardów rubli (7 miliardów dolarów), to jest 15 procent całego olimpijskiego budżetu. Natomiast Koleje Rosyjskie na czele z bliskim współpracownikiem Putina, Władimirem Jakuninem, pracowały przy budowie autostrady Adler-Krasnaja Polana, rekonstrukcji linii kolejowej Tuapse-Adler oraz budowie i modernizacji dworców w Adlerze, Dagomysie, Maceście, Choście i Soczi. Ich udział w wydatkach olimpijskich sięgnął 300 miliardów rubli (10 miliardów dolarów) – 20 procent wszystkich kosztów. W dodatku większość prywatnych inwestorów budujących olimpijskie obiekty z reguły robiła to za kredyty z państwowego banku WEB – depozytariusza środków na zapewnienie płynności rosyjskiego systemu emerytalnego. Dziennikarze konstatują, że wygórowane koszty olimpiady ponoszą de facto wszyscy obywatele – w przeliczeniu około 650 dolarów na osobę.

Wiele zastrzeżeń budzi zarówno „kapitałochłonność" olimpiady, jak i przydatność powstałych inwestycji dla regionu. Przez Soczi wiedzie jedna duża arteria – prospekt Kurortowy, do którego z podmiejskich miejscowości schodzą drogi dojazdowe. Prospekt przez większość dnia jest zakorkowany, a uwięzieni w samochodach i przepełnionych marszrutkach mieszkańcy przeklinają olimpiadę, nie omijając Putina. Tymczasem główne olimpijskie inwestycje komunikacyjne – autostrada i kolej – omijają miasto: prowadzą z lotniska prosto do Krasnej Polany i zostały okrzyknięte jako „jednorazowe".

Rozrost korupcji i nieefektywność zarządzania potrafi zakłócić nawet tak prestiżowe (a przy tym nieskomplikowane) przedsięwzięcia jak produkcja pochodni z ogniem olimpijskim. Dotąd w historii olimpiady pochodnia zgasła jedynie sześć razy, w Rosji zaś gaśnie co chwila. Po raz pierwszy zdarzyło się to 6 października tuż po rozpoczęciu olimpijskiej sztafety na terenie Kremla – sytuację uratował pracownik kremlowskiej ochrony, który odpalił ją zapalniczką. W ciągu kolejnych trzech dni zgasła cztery razy, a potem już przestano liczyć. Indagowany w tej sprawie projektant pochodni przerzucił odpowiedzialność na wykonawcę, krasnojarską fabrykę maszyn, która – jak można się domyślać – chciała zarobić, oszczędzając na materiałach. Kolejnym tradycyjnym elementem dużych kremlowskich projektów jest wskazywanie i pokazowe rozliczanie winnych. Jak dotąd, niezliczone doniesienia o przekrętach korupcyjnych i opóźnieniach w budowie obiektów skutkowały awanturą i zdymisjonowaniem przez Putina wiceszefa Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego Ahmeda Biłałowa, którego firma budowała jedną z olimpijskiej skoczni. Komentatorzy pisali, iż Biłałow stał się kozłem ofiarnym, którego zdemaskowanie miało odciągnąć uwagę od znacznie poważniejszych naruszeń. Cała sytuacja przywodzi na myśl anegdotę opisaną przez pisarza Siergieja Dowłatowa, którą zasłyszał nad Morzem Czarnym: „Kiedyś był tu piękny gaj cyprysowy. Przyjechał Stalin. Kagiebesznicy uznali, że pomiędzy cyprysami mogą ukryć się szpiedzy. Gaj wyrąbano. Wezwano agronomów, kazano im sadzić eukaliptusy, ale te się nie przyjęły – klimat nie ten. Więc posadzili agronomów…".

 

Impuls inwestycyjny

Mimo licznych zastrzeżeń ogłoszona w lutym 2007 roku decyzja o przyznaniu Rosji organizacji olimpiady zimowej stała się impulsem inwestycyjnym dla regionu. Z budżetu państwa wyasygnowano na nią ogromne środki, zaangażował się kapitał prywatny, a Soczi i okolice zamieniły się w plac budowy. Budowę wszystkich obiektów sportowych zakończono już na kilka miesięcy przed olimpiadą. Na każdym, zgodnie z wymogami MKOL, przeprowadzono próbne zawody sportowe.

Perspektywa organizacji olimpiady stała się też impulsem do ukończenia ciągnącego się od 1989 roku remontu lotniska w Soczi. Trzypiętrowy budynek jest obecnie jednym z najnowocześniejszych w Rosji. Po modernizacji lotnisko ma dziesięć pasów startowych i może przyjmować wszystkie ważniejsze typy samolotów. W czasie olimpiady ma obsługiwać 3800 pasażerów na godzinę. Od lutego z Soczi i sąsiednich kurortów nadmorskich Adleru i Macesty można się na nie dostać aeroekspresem – szybkim pociągiem. Wraz z olimpiadą do Soczi zawitały również światowe sieci hotelarskie i handlowe: wcześniej mieszkańcy na większe zakupy musieli jeździć do oddalonej o około 300 kilometrów stolicy regionu Krasnodaru. Dla zawodników, personelu olimpiady i wolontariuszy wybudowano w rejonie miasta dwanaście tysięcy mieszkań i apartamentów.

Powstało też co najmniej kilka tysięcy mieszkań wybudowanych przez prywatnych deweloperów, przeznaczonych na wynajem podczas igrzysk i późniejszą sprzedaż. Skutkiem ubocznym boomu inwestycyjnego i gwałtownego wzrostu podaży mieszkań może być załamanie rynku nieruchomości. Wicepremier Igor Szuwałow zapowiedział w listopadzie, że przygotowywany jest program rekompensat dla inwestorów, które mają skłonić ich do odłożenia decyzji o sprzedaży lokali. Wcześniej mer Soczi zadeklarował, że około 3,5 tysiąca mieszkań trafi do osób oczekujących na przydział lokali komunalnych. Kolejny tysiąc ma być przeznaczony na mieszkania pracownicze dla nauczycieli i lekarzy. A jak z realizacją tego planu poradzi sobie lokalny budżet? Obecnie cena rynkowa metra kwadratowego w nowych apartament owcach wynosi około czterech tysięcy dolarów. 

Powstała także nowa droga i linia kolejowa, co wraz z istniejącą infrastrukturą spełnia wymogi MKOL, według których do obiektów olimpijskich muszą prowadzić dwa równoległe szlaki komunikacji drogowej i połączenie kolejowe. Niestety, inwestycje te zrealizowano wyłącznie na potrzeby igrzysk. Przeprowadzono elektryfikację i gazyfikację miejscowości leżących wzdłuż tych dróg i w okolicach obiektów olimpijskich, budowana jest również kanalizacja deszczowa. Miejscowi zwracają uwagę, że nową infrastrukturę tworzą osoby niemające doświadczenia w pracy na terenach górskich. Budując kanały mające odprowadzać deszczówkę, poprzecinali oni naturalne zlewnie wody i dlatego teraz po każdej ulewie miasto jest podtapiane. W ramach igrzysk w Soczi odbędzie się także paraolimpiada. Z tego powodu obiekty olimpijskie zostały dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. W Soczi poczyniono inwestycje mające zmienić je w miasto bez barier. Według danych merostwa, w mieście było 1800 obiektów, które wymagały przekształceń.

Podobne działania są nadal w Rosji nowością. I choć do realizacji wielu udogodnień można mieć zastrzeżenia – w niektórych miejscach, by dojechać do podjazdu dla wózków, trzeba najpierw pokonać krawężnik – to samo myślenie o potrzebach osób niepełnosprawnych jest wartością.

Specjalnie na olimpiadę został stworzony ośrodek narciarski Roza Chutor – 23 kilometry od Soczi w drodze na Krasną Polanę, w którym mają się rozgrywać dyscypliny narciarskie i snowboardowe. Według deklaracji gospodarzy, kompleks jest w stanie przyjąć ponad dziesięć tysięcy osób dziennie. Do dyspozycji gości jest osiemnaście kolejek linowych i ponad 90 kilometrów tras narciarskich różnego stopnia trudności. 20 kilometrów to trasy olimpijskie zaprojektowane przez byłego mistrza olimpijskiego Bernharda Russiego. Poza infrastrukturą sportową wzdłuż brzegów rzeki Mzymty wybudowano miasteczko turystyczne, w którym podczas olimpiady mają nocować ważni goście. Zabudowania to hotele przede wszystkim znanych światowych sieci. Miejscowi lubią porównywać Rozę Chutor do alpejskich kurortów. Rzeczywiście, spójna stylistycznie, kolorowa zabudowa robi wrażenie. Pomyślano również o małej architekturze – stylowych latarniach, mostkach, ławkach na nadbrzeżu. Różnica jak zawsze tkwi w szczegółach: podczas spaceru po kurorcie ze zdumieniem zauważyłyśmy, że stylowe latarnie wykonane są z plastiku, który gdzieniegdzie zaczyna pękać, odsłaniając wypełnienie z pianki izolacyjnej. W ofercie handlowej dominują eleganckie restauracje i sklepy firmowe Bosco – producenta odzieży i oficjalnego partnera olimpiady. Ceny strojów sportowych Bosco, w których przechadzają się odwiedzający kurort turyści, zaczynają się od 600 dolarów. Polskie oko (i rosyjską kieszeń) może natomiast cieszyć sklepik polskiej firmy bieliźniarskiej Atlantic.

Władze przygotowały się nawet na niesprzyjające warunki pogodowe. W lutym 2013 roku termometry w Soczi wskazywały 20 stopni Celsjusza, a śnieg w górach gwałtownie się roztapiał. By uniezależnić się od aury i uniknąć problemów z brakiem odpowiedniej ilości śniegu, wiosną w specjalnych składach na zboczach Kaukazu w okolicach ośrodków Roza Chutor i Laura zgromadzono prawie pół miliona ton śniegu, który przechowywany jest pod płachtami izolacyjnymi i wiórami drzewnymi. W razie gdyby natura zawiodła, zmagazynowany śnieg wymieszany ze śniegiem sztucznym ma zapewnić odpowiednie parametry dla zawodów alpejskich i snowboardowych. Zostały także zakupione izraelskie armatki śnieżne pozwalające wytworzyć śnieg w temperaturze nawet do plus 20 stopni.

 

Miasto i ekologia: od uzdrowiska do kurortu

Do lat dwudziestych poprzedniego stulecia Soczi było niewielką osadą, położoną na terenie mokradeł. Miasto rozkwitło w okresie radzieckim, gdy w roku 1925 otrzymało status uzdrowiska. Przez cały czas istnienia ZSRR przyciągało rzesze kuracjuszy i turystów: u schyłku Związku Radzieckiego Soczi odwiedzało około pięciu milionów osób rocznie z najodleglejszych zakątków kraju. Poza „cywilnymi" sanatoriami rozlokowały się tu sanatoria resortowe i zakładowe – własne obiekty mieli wojskowi i czekiści, gazownicy i metalurdzy. Dobrze rozwinięta baza sanatoryjna i lecznicza oraz wysoko wykwalifikowani lekarze specjaliści sprawiali, że Soczi przodowało w diagnozowaniu i nowatorskich metodach leczenia chorób, w tym dziecięcych chorób hematologicznych. Reperacji zdrowia sprzyjał klimat podzwrotnikowy i lecznicze źródła balneologiczne z szesnastoma rodzajami wód mineralnych.

Atrakcją regionu był też Kaukaski Biosferyczny Rezerwat Przyrodniczy – w 1999 roku pierwotne lasy rezerwatu wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Podobnie jak całemu krajowi, rozpad ZSRR przyniósł Soczi nowe, poważne wyzwania. Turbulencje ekonomiczne i polityczne sprawiły, że społeczeństwo borykające się z szokiem transformacyjnym skupiło się na zdobywaniu środków na podstawowe potrzeby, a takie pojęcia jak „uzdrowisko" i „kurort" stały się zbytkiem, na który mało kto mógł sobie pozwolić. Rozpad ZSRR spowodował też likwidację rozbudowanego systemu skierowań sanatoryjnych i odpłynięcie wielu wcześniejszych odwiedzających z byłych republik. Przez wiele lat baza sanatoryjna w Soczi stała prawie pusta i niszczała. 

Po roku 2000 poprawa koniunktury pozwoliła Soczi na odzyskanie części dawnej świetności. Jednak przygotowania do olimpiady odwróciły ten trend. W 2012 roku miasto odwiedziły blisko cztery miliony osób, a w 2013 roku – już prawie dwukrotnie mniej. Turystów odstrasza to, że od kilku lat miasto wygląda jak plac budowy – piesi muszą przemykać po kładkach nad rozkopanymi chodnikami i świeżo wylanym asfaltem, lawirować między koparkami i buldożerami, połykać kilogramy pyłu. Zniechęca ich także niezbyt korzystna relacja cen do jakości usług: pobyt w Soczi jest droższy niż wycieczki all inclusive do Turcji czy Egiptu, gdzie poziom obsługi jest wyższy. Poza drożyzną niezbyt dobre wrażenie robią kamieniste plaże, gdzie ludzie rozkładają się na ubrudzonych głazach. Zdziwienie może też budzić spacer głównym nadmorskim deptakiem – przez większość czasu… morza w ogóle nie widać. Szczelnie odgradza je od zwiedzających rząd bud z jarmarcznymi upominkami, wśród których większość stanowią obecnie suweniry olimpijskie. Za widok „zachodu słońca nad morzem" należy – i to słono – zapłacić: oferują go nadmorskie restauracyjki, rozlokowane na niedużych molach, unoszących się nad budami. Dopiero usadowienie się przy stoliku i złożenie zamówienia umożliwia rozkoszowanie się morskim pejzażem. Dzisiaj dla Rosjan wybór Soczi jest, można by rzec, wyborem egzystencjalnym. Soczi ochrzczono „miastem czekistów i gopników" – pracowników służb specjalnych i niezliczonych resortów oraz dresiarzy i robotników. Tych, którzy nie mają paszportów zagranicznych bądź podlegają ograniczeniom wyjazdowym (jak pracownicy FSB). Tych, którzy nie znają języków, nieswojo czują się za granicą lub za sprawą państwowej telewizji postrzegają ją jako świat wrogi Rosjanom. Tych, którzy mają większą tolerancję na stan podupadłej bazy sanatoryjnej. Tych wreszcie, dla których wizyta w Soczi jest symbolicznym pójściem w ślady Putina, który niejednokrotnie wyrażał sympatię do miasta i który często gości w podmiejskiej rezydencji. To właśnie sanatoria resortowe dzisiaj trzymają się stosunkowo nieźle. Federalna Służba Bezpieczeństwa za niewielki ułamek wartości wysyła pracowników do swojego obiektu, który nadal nosi imię Feliksa Dzierżyńskiego, a Służba Wywiadu Zagranicznego – do sanatorium Prawda. Miasto przechodzi ewolucję, którą dodatkowo przyspieszyła olimpiada. W znacznym stopniu zatraciło status uzdrowiska i największe kiedyś atuty: baza sanatoryjna podupadła, brakuje lekarzy specjalistów, wycięto też dużą część lasów zapewniających unikatowy mikroklimat. W poszukiwaniu nowej tożsamości miasto próbuje zmienić się w kurort dla zamożnych. Te próby robienia się „na bogato" przywodzą na myśl chaotyczną nowobogacką zabudowę Moskwy. Tradycyjną niską zabudowę Soczi zaczęły przytłaczać coraz liczniejsze wieżowce ze szkła i betonu, wiele z nich liczy od dziesięciu do dwudziestu pięter. Coraz więcej takich „szklanych pułapek" pojawia się na samym wybrzeżu. Najbardziej wymownym przykładem tych zmian stała się rozbiórka sanatorium imienia Maurice'a Thoreza – pałacyku wpisanego do rejestru zabytków, i budowa na jego miejscu Uniwersytetu Olimpijskiego stanowiącego kompleks szklanych wieżowców, które po otwarciu odwiedził i zaaprobował Putin. Jak donosi niezależny portal Soczi-24.ru, ekspansja drapaczy chmur często prowadzona jest bez należytych badań i zabezpieczeń. Około 80 procent terenów miasta ma charakter osuwiska, tymczasem wielu deweloperów, oszczędzając na kosztach projektów, nie dokonuje wymaganych badań geologicznych i nie uwzględnia specyfiki lokalnego gruntu. Pierwsze efekty tych zaniedbań już są widoczne: prowadzenie źle zaprojektowanych prac budowlanych spowodowało osuwisko w podmiejskiej miejscowości Baranowka, a kilkudziesięciu mieszkańców straciło swoje domy. Najbardziej dramatyczną historią związaną z niedopełnianiem standardów jest samobójstwo dewelopera, po tym jak nakazano mu rozbiórkę świeżo wybudowanego wieżowca, któremu groziło zawalenie z uwagi na niedostosowanie do warunków geologicznych. Większość powstających wieżowców to gigantyczne obciążenie dla lokalnych sieci – ciężar spada na wyeksploatowane, często jeszcze poradzieckie linie energetyczne, kanalizację, kolektory, a to prowadzi do coraz liczniejszych awarii i eksplozji. Las wieżowców blokuje też ciągi wentylacyjne, utrudniając dopływ świeżego powietrza w głąb miasta.

Do utraty przez Soczi statusu uzdrowiska przyczyniają się także problemy ekologiczne, spowodowane przygotowaniami do olimpiady i wielokrotnie nagłaśniane przez ekologów, niezależnych dziennikarzy i blogerów. Wiele olimpijskich obiektów zbudowano w otulinie kaukaskiego rezerwatu biosferycznego i parku narodowego w Soczi oraz nad rzeką Mzymtą, z której wodę czerpie całe miasto. Do rzeki przylegają szybka kolej i szosa prowadząca do obiektów. Prace przyczyniły się do zanieczyszczenia wody, zniszczenia lokalnych ekosystemów (w tym wyniszczenia wielu gatunków ryb zamieszkujących Mzymtę) czy źródeł balneologicznych, do których w wyniku inwazyjnych prac dostała się słona woda morska. Wiele zniszczeń widać także w Dolinie Imeretyńskiej, gdzie rozlokowano większość obiektów olimpijskich – budowa dwóch portów towarowych pochłonęła teren plaż i zniszczyła lokalne ekosystemy, a z terenu doliny wysiedlono wielu mieszkańców. Ekolodzy alarmują też, że pod pretekstem budowy obiektów olimpijskich dochodzi do wydzielania z terenu parku narodowego atrakcyjnych stref, które mają przejąć pod zabudowę prywatne struktury.

 

Koszty społeczne

Organizacja olimpiady rodzi wiele kosztów społecznych. Mieszkańcy Soczi tradycyjnie czerpali korzyści z kurortowego statusu miasta. W czasach radzieckich wielu pracowało w sanatoriach, a po rozpadzie ZSRR głównym biznesem stało się wynajmowanie kwater. Ta forma zarobkowania z czasem staje się jednak coraz trudniejsza. Soczi przestało masowo przyciągać turystów. Zresztą po olimpiadzie na rynku będzie nadpodaż ofert hotelowych i apartamentów na wynajem. Niepokój mieszkańców budzą też perspektywy zatrudnienia po zakończeniu igrzysk (wielu z nich znalazło zatrudnienie przy ich przygotowaniu). Praca przy budowie obiektów olimpijskich także wiąże się ze sporym ryzykiem. Wykonujących dużą część robót budowlanych migrantów z Azji Centralnej najczęściej zatrudniano nielegalnie. Po zakończeniu prac większość z nich została deportowana z Rosji, nie otrzymawszy zapłaty. W mediach pojawiały się nawet informacje o ciałach Azjatów znajdywanych na wysypiskach – prawdopodobnie zbyt „natarczywie" domagali się wynagrodzenia. Wypłaty nie mogą być też pewni miejscowi pracownicy. Głośna była historia jednego z   budowniczych, który nie otrzymał należności i próbował dochodzić sprawiedliwości przez organy ścigania. Został skatowany przez policję, doznając trwałych uszkodzeń ciała. Szpital, do którego go zabrano, odmówił zrobienia obdukcji, dowiedziawszy się, kto jest sprawcą pobicia. W Soczi opowiada się również historię projektanta jednego z obiektów olimpijskich, który nie otrzymał wynagrodzenia i zwrócił się do moskiewskiej centrali firmy wykonującej projekt, gdzie dowiedział się, że w ogóle nie figuruje w rejestrze osób zatrudnionych i nie ma podstaw, by się o cokolwiek upominać.

Wyzwaniem będzie też dla mieszkańców Soczi i okolic sam okres olimpiady. Od 7 stycznia do 21 marca Soczi to strefa zamknięta. Wjeżdżać będą mogli do niego jedynie zameldowani mieszkańcy. Za wjazd samochodem z pozamiejscową rejestracją grozi mandat w wysokości mniej więcej 100 dolarów oraz zakaz używania samochodu (policja rekwiruje tablice rejestracyjne). Kibice i inni goście będą musieli zostawić auta na parkingu w oddalonym o około 100 kilometrów Magrii dalej poruszać się komunikacją publiczną. Ponadto drogami olimpijskimi mogą jeździć wyłącznie pojazdy obsługujące igrzyska – pozostałych czeka mandat o równowartości 160 dolarów. Wśród oficjalnych zarządzeń przedstawicieli miasta jest nakaz zaopatrywania Soczi w okresie igrzysk wyłącznie nocą. Będzie to dotkliwe zarówno dla mieszkańców, jak i dla dostawców – będą musieli docierać do Soczi po zmroku, krętą górską drogą z Krasnodaru. Firmy dostały ponadto polecenie wymiany samochodów dostawczych na nie starsze niż pięcioletnie, by nie szpeciły ulic. W trosce o estetykę zarządzono również obowiązek wymiany dachówek na jednolite czerwone w domach prywatnych i renowacji ogrodzeń. W tym celu mieszkańcom oferowane są kredyty, a do ich zaciągania mają „zachęcać" krzepcy panowie, odwiedzający domy prywatne z polecenia administracji miejskiej. W przypadku gospodarstw bez zdolności kredytowej (na przykład ludzi starszych) do sfinansowania inwestycji władze nakłaniają firmy wykonujące remonty.

 

Olimpiada i co dalej?

Mimo dość powszechnej krytyki pod adresem przygotowań do olimpiady, jej ostateczną ocenę przyniesie dopiero przebieg igrzysk. O sukcesie bądź porażce olimpiady zdecyduje liczba medali zdobytych przez rosyjskich sportowców, kwestie bezpieczeństwa – zarówno w kontekście możliwych aktów terroru, jak i wypadków spowodowanych zaniedbaniami przy budowie obiektów, ale też rozmach ceremonii otwarcia i zamknięcia igrzysk. Ich rangę obniżyć może zapowiadany przez niektórych polityków zachodnich bojkot olimpiady w reakcji na naruszanie przez Rosję praw człowieka. Moskwa próbuje zminimalizować ryzyko bojkotu, podejmując symboliczne działania, takie jak zapowiadana z okazji dwudziestolecia rosyjskiej Konstytucji amnestia, która ma objąć dwadzieścia tysięcy skazanych, w tym niektórych więźniów sumienia. Kolejnym gestem jest zawieszenie na czas igrzysk działania kontrowersyjnej ustawy o zakazie propagandy nietradycyjnych zachowań seksualnych wśród nieletnich. Przeciwko tej ustawie, odbieranej jako dyskryminacyjna wobec mniejszości seksualnych, protestowali zachodni sportowcy-olimpijczycy.

Otwartym pytaniem pozostaje też los obiektów olimpijskich po zakończeniu igrzysk i możliwość ich dalszego wykorzystywania. W Soczi od 2014 roku planowana jest organizacja zawodów Formuły 1, a w 2018 roku Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Jednak większość obiektów może okazać się nierentowna, a rząd już zapowiedział, że za ich utrzymanie będzie odpowiadał Gazprom. Dodatkowe wątpliwości mogą powodować krytyczne opinie obserwatorów co do jakości wykonania poszczególnych obiektów i infrastruktury.

Ważnym pytaniem jest też, co olimpiada przyniesie samemu Soczi. Wraz z przygotowaniami do igrzysk bezpowrotnie zmienił się charakter miasta. O ile skorzysta ono na pojawieniu się nowoczesnego lotniska, kolei czy rozbudowie infrastruktury sportowej i turystycznej, o tyle nieodwracalna wydaje się utrata atutów przyrodniczych i kameralnego charakteru miasta, które wcześniej były jego największymi zaletami.

 

Agata Wierzbowska-Miazga i Jadwiga Rogoża są analityczkami Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia. Odwiedziły Soczi w październiku 2013 roku.

 

Fot. Alexander Mishin (cc) commons.wikimedia.org


Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – bez Polaków czulibyśmy się dziś osamotnieni

22.08.2019
Mateusz Stachewicz Ołena Bodnar
Czytaj dalej

Gruzja: pełzająca aneksja

20.08.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu