Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nie chodzi tu o Soczi
2014-01-14
Tomasz Zawisko

W Rosji coraz więcej osób chciałoby oddzielenia Kaukazu Północnego. Poglądy, które długo tliły się wśród społeczeństwa, ale nie znajdowały proporcjonalnego odbicia w publicznej debacie, wypłynęły znienacka. Pod koniec 2013 roku Północny Kaukaz żył wypowiedzią lidera Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji. Władimir Żyrinowski ogłosił, że na Kaukazie należałoby kontrolować przyrost naturalny, karząc tych, którzy mają więcej niż dwójkę dzieci, a cały region można otoczyć drutem kolczastym, jeśli sami mieszkańcy sobie tego zażyczą.

Słowa Żyrinowskiego wywołały burzę komentarzy na Północnym Kaukazie. Przeciwko Żyrinowskiemu wypowiadali się politycy, dziennikarze, blogerzy oraz naukowcy. Szok po wypowiedzi rosyjskiego deputowanego bierze się stąd, że po raz pierwszy pogląd ten wyraziła osoba z głównego nurtu. Wcześniej o potrzebie oddzielenia Północnego Kaukazu od Rosji mówili jedynie nacjonaliści i Alieksiej Nawalny. Reakcja Kremla na te słowa była typowa – Duma wprowadziła prawo… zakazujące głoszenia takich poglądów.

 

Porucznik Chodorkowski

Niedawno Północny Kaukaz zyskał niespodziewanego i wyjątkowego sojusznika. W wywiadzie udzielonym Jewgienii Albac przez świeżo uwolnionego Michaiła Chodorkowskiego pojawił się temat nacjonalizmu, rosyjskiego multikulturalizmu i integralności terytorialnej. Najsłynniejszy więzień Władimira Putina stwierdził: „próbować przeskoczyć z państwa feudalnego do socjalizmu to równie durny pomysł, co chcieć przejść od imperium do państwa multikulturowego z pominięciem etapu państwa narodowego. A czy to państwo narodowe będzie russkim czy rossijskim to poważny temat do dyskusji i znalezienia konsensusu z narodowymi mniejszościami zamieszkującymi Rosję".

Chodorkowski uważa, że wszystkie problemy, z którymi boryka się Rosja są nieistotne w porównaniu z kwestią integralności terytorialnej: „oddzielenie Północnego Kaukazu oznaczać będzie w niedalekiej przyszłości miliony ofiar. Jeśli zapytacie mnie, czy pójdę walczyć: pójdę. Za Północny Kaukaz. To nasza ziemia, którą zdobyliśmy. Nie ma we współczesnym świecie ziemi, której nikt nie zdobył, a Północny Kaukaz zdobyliśmy my".

Jego słowa mogą się wydawać dla zachodnich odbiorców szokujące: osoba uważana na Zachodzie za bohatera mówi językiem imperialnym. Nie jest to jednak żaden imperializm, a raczej twarde stąpanie po ziemi. W podobnym tonie wypowiadała się w 2013 roku redakcja tygodnika „Russkij Reportior", której zdaniem dopóki Kaukaz nie będzie naprawdę rosyjski (rossijskij, a nie russkij), dopóty będzie tam trwała wojna.

 

Czego chcą?

Można naiwnie wierzyć, że terroryści chcą pokonać Rosję na drodze zbrojnej – wiedzą jednak, że nie mają na to środków. Można uważać, że ich celem jest zastraszenie Rosjan, tak żeby ci bali się wychodzić z domów, ale przecież mieszkańcy Wołgogradu i tak wkrótce zapomną o terrorze i będą żyć dalej. Można uważać, że ich głównym celem jest zaszkodzenie Rosji przed igrzyskami w Soczi. Zapewne właśnie to terroryści planują, ale Soczi szybko przeminie, a Rosjanie będą tam dalej.

Terroryści nie są głupi i wiedzą, że Północny Kaukaz mogą oddzielić tylko rękoma samych Rosjan, a im większa część społeczeństwa będzie myśleć jak Żyrinowski, tym lepiej dla nich. Oczywiście, nie stanie się to za rządów Putina, ale przecież Władimir Władimirowicz nie jest wieczny, a tego jak potoczą się dzieje Rosji po odejściu Putina nie jest w stanie przewidzieć nikt. 

Boleśnie myli się profesor Richard Pipes, kiedy w wywiadzie udzielonym „Do rzeczy" nawołuje Rosjan do przyznania niepodległości mieszkańcom Czeczenii i Dagestanu. Z samodzielnym Kaukazem terroryści poradzą sobie o wiele łatwiej niż z Kaukazem kontrolowanym przez Moskwę, a przecież na Dagestanie i Czeczenii ich cele się nie kończą: już teraz nawołują do niepodległości całego Północnego Kaukazu, a nie tylko tych dwóch republik. Niepodległość Czeczenii i Dagestanu w krótkiej perspektywie oznaczać będzie wojnę domową w tych republikach, a w dłuższej – wojnę z Rosją i tragedię milionów ludzi.

Terroryści chcą również, żeby każdy Rosjanin myślał o mieszkańcach Kaukazu jako o potencjalnych terrorystach, a każdy mieszkaniec Kaukazu czuł się w Rosji dyskryminowany i nienawidzony. Tym samym terroryści Emiratu Północnokaukaskiego znajdują egzotycznych sojuszników w rosyjskich nacjonalistach, a często również w reżimowych mediach. Te ostatnie uwielbiają nagłaśniać każdy przypadek, kiedy russkij ucierpi z rąk osoby o kaukaskim wyglądzie, milczą jednak, kiedy role się odwracają.

 

Dryfująca kolonia

Po dziesięciu latach od wprowadzenia polityki czeczenizacji, czyli próby rozwiązania problemu „od środka", rękami mieszkańców regionu, wiemy, że polityka ta okazała się nieskuteczna. W samej Czeczenii za pieniądze przesyłane z Moskwy odnowiono drogi budynki, zbudowano od nowa miasta, stworzono imponujące, ale święcące pustkami centrum Groznego z drogimi hotelami, z których nikt nie korzysta. W tym samym czasie region boryka się z ogromnym bezrobociem i brakiem perspektyw. Miasta na Kaukazie Północnym nie spełniają swoich cywilizacyjnych ról – Grozny, który powinien przyciągać młodych i ambitnych, nie ma wiele do zaoferowania. Młodzież (mediana wieku w Czeczenii to 24 lata) może wyjechać na północ, w kierunku Moskwy, i czegokolwiek nie mówić by o tej emigracji, to odpływ młodych ludzi uspokaja sytuację. Wielu Czeczeńców, Inguszów i Dagestańczyków decyduje się również na migracje w kierunku zachodnim: pokonują granicę Unii Europejskiej i proszą tam o azyl.

Jeśli Kreml chce, żeby na Północnym Kaukazie zapanował porządek, musi dać terrorystom odpór nie tylko zbrojny, ale również ideologiczny. Musi pokazać, że Północny Kaukaz jest częścią Rosji: z rosyjskimi (a nie russkimi) miastami, które będą spełniać swoją cywilizacyjną rolę, czyli przyciągać młodych dając im szansę na lepszą przyszłość; z prawdziwym sądownictwem i systemem prawnym, który będzie obowiązywał, a nie pełnił jedynie rolę fasadową; z prawdziwymi rosyjskimi władzami, a nie z wszechwładnymi tyranami, takimi jak Kadyrow; z wykwalifikowanymi kadrami na uniwersytetach, w służbie zdrowia, czy w przemyśle, a nie z ludźmi, którzy swoje miejsca zawdzięczają pochodzeniu. Rosja i tak płaci regionowi pieniądze (co w samej Rosji ludzie nazywają „karmieniem Kaukazu"), więc dlaczego nie miałaby ich zainwestować lepiej? Dopóki przekraczając granicę Północnego Kaukazu człowiek będzie miał poczucie, że nie jest już w Rosji i że rosyjskie prawo i instytucje już go nie chronią, dopóty na Północnym Kaukazie będzie trwać konflikt.

W przeciwnym razie wszystko potoczy się po myśli terrorystów. Co roku będą ginąć setki młodych ludzi w ich szeregach, których będą zastępować setki następnych. Taki stan rzeczy nie przeszkadza wcale ideologom świętej wojny, którzy wiedzą, że Rosja zmierza w dokładnie w tym kierunku, w jakim chcą, żeby zmierzał. Co roku Północny Kaukaz staje się Rosji bardziej obcy.

 

Tomasz Zawisko

 

Fot. VOA - Y. weeks (cc) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Zawisko
Powrót
Najnowsze

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Gdańsk: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach

12.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Jedenasta rocznica wybuchu wojny sierpniowej

08.08.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu