Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Jadwiga Rogoża

Ośrodek Studiów Wschodnich

Maryjczycy nie z tego świata
2014-01-20
Jadwiga Rogoża

Na ekrany polskich kin wszedł film Aleksieja Fedorczenki „Niebiańskie żony łąkowych Maryjczyków", prezentowany już wcześniej w ramach festiwalu Sputnik oraz na wrocławskich Nowych Horyzontach, gdzie zdobył Grand Prix. Film o tyle niecodzienny, że prezentuje region mało znany nawet przeciętnemu Rosjaninowi – nadwołżańską republikę Mari Eł, i nakręcony w całości w języku maryjskim. Mimo tej „niszowości", w filmie gra cała plejada gwiazd rosyjskiego kina – Daria Jekamasowa znana z „Żyła sobie baba", Julia Aug, która wykreowała kompletnie odmienną rolę w „Miejscach intymnych", Jana Trojanowa znana z „Bączka" i „Kokoko" czy Jana Jesipowicz z „Wyspy" i „Kręgu pierwszego" wg Sołżenicyna. Wartości artystyczne filmu pozostawiam do oceny krytykom (choć ja „kupiłam" go bez zastrzeżeń). Oglądając filmy na Sputniku – od egzystencjalnego „Geograf przepił globus" i brutalnego „Majora", poprzez prześmiewcze „Miejsca intymne", po pożegnalne „Też chcę" Bałabanowa – zastanawiałam się, co mówią o Rosji dzisiejszej. Poza tym, że mówią jasno, iż jednej Rosji nie ma…

 „Niebiańskie żony", w którym każdy z 23 epizodów, składających się na film, nosi kobiece imię, mówią, że Rosja kobietami stoi. To dość uniwersalne (a może oczywiste) spostrzeżenie można wynieść z wielu podróży, zwłaszcza po regionach, z dala od dużych miast. W filmie to maryjskie kobiety, czy to krzepkie i czerstwe, czy z pozoru eteryczne, trzymają władzę i klucze do domowego i społecznego ładu. Nie wstydzą się cielesności, nie boją się sięgać po to, czego pragną. Mają siłę, która bywa destrukcyjna. Mocnym otwarciem filmu jest już pierwszy epizod, gdzie młodziutka, ciężarna żona wydaje się być terroryzowana przez męża-potwora, z odległości wygrażającego jej najgorszymi słowami. Jednak gdy się zbliży, mąż jest potulny i łasi się jak piesek – aż pada bez życia na śnieg od jednego gniewnego muśnięcia żony – wiedźmy?

Właśnie, magia to sprawa numer dwa. „Niebiańskie żony" to film-baśń, zanurzony w magii, wierzeniach, obrzędach. Ale dla bohaterów, a przede wszystkim bohaterek, to chleb powszedni, sposób na życie, na problemy, na zaplanowanie najbliższej przyszłości. W filmie uwodzi to widza, zaczarowuje, jest integralną częścią baśniowej konwencji. Momentami bawi do łez – jednym z lepszych momentów filmu jest zderzenie mundurowego z upiorem, którego ktoś wysłał do uśmiercenia dziewczyny: nieświadomy sprawy policjant sięga po broń, ale błyskawicznie orientuje się, „co jest grane" i bez chwili namysłu wyciąga z drugiej kieszeni różdżkę, skutecznie odczarowując urok. Ta „naturalność" reakcji i różdżka na podorędziu pokazują, jak płynna granica dzieli oba światy. I od razu przypomina się rosyjska rzeczywistość i to, jak mocno „myślenie magiczne" jest zakorzenione w całej Rosji. Ileż w rosyjskiej telewizji programów z jasnowidzami, wróżkami i innymi magikami, ile stosownych ogłoszeń w gazetach, jak często wykształcone osoby zwierzają się, że radzą się wróżki i kolekcjonują amulety, a łączy się to bez problemu z deklaracjami wiary chrześcijańskiej. Ale czy tylko w Rosji?

Wreszcie, koloryt etniczny. Film nakręcony w Mari Eł, mówiony i śpiewany jest po maryjsku (języku z grupy ugrofińskich), a jego tytuł przypomina, że nieliczny lud Mari, inaczej zwany Czeremisami i liczący 600 tysięcy osób, dzieli się jeszcze na „łąkowych", „górskich" i „wschodnich", mówiących różnymi dialektami, wyznających i prawosławie, i islam, i pogańskie wierzenia. I te fotogeniczne maryjskie „okoliczności przyrody" – święte gaje, tytułowe łąki, oniryczne, zawieszone w czasie przestrzenie. Mimo iż spod podszewki czasami wygląda zło, z filmu spogląda na nas „wieś spokojna, wieś wesoła" – kolorowa, rozśpiewana, haftowana i rzeźbiona, niezakłócona cywilizacją. Jedyny miejski akcent budzi wesołość: jedna z bohaterek marzy o wyrwaniu się ze wsi i maryjska stolica Joszkar-Oła, uchodząca w Rosji za synonim „zadupia", olśniewa ją swoją wielkomiejskością. Reszta w filmie to i swojska, i magiczna wieś, żyjąca swoim spełnionym życiem i nie tęskniąca do świata. Ile w Rosji takich wsi? Zostały przez kogoś opisane? Czy coś choćby podobnego istnieje w samej Mari Eł? Pozostaje mi to sprawdzić podczas najbliższej podróży już wiosną…



Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu