Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rosja coraz dalej od Europy
2014-02-05
Jakub Korejba

Podczas niedawnego szczytu obie strony nie miały sobie zbyt wiele do powiedzenia, choć zarówno w stosunkach dwustronnych, jak i w obszarze wspólnego rosyjsko-unijnego sąsiedztwa istnieje wiele palących problemów, którymi należałoby prędko się zająć. Doszło do tego, że Alina Kabajewa i inne członkinie prezydenckiej świty nie miały nawet okazji, aby tradycyjnie przeczesać sklepy „europejskiej wioski" w poszukiwaniu niedostępnych w „stolicy imperium" towarów: po raz pierwszy w historii szczyt Rosja-UE został ograniczony do jednego dnia. Putin oraz unijni liderzy wymienili kwaśne uśmiechy, z ociąganiem uścisnęli sobie wiotkie dłonie i bez apetytu zjedli roboczy lunch. Cała impreza wydawała się pozbawiona sensu, a autentyczne było w niej tylko jedno: w pełni uświadomiona osobista, polityczna i kulturowa niechęć. Dla pogrążającej się w korupcji i autorytaryzmie Rosji, która przestała udawać demokrację, epoka business as usual z Europą dobiegła symbolicznego końca.

Wydaje się, że liderzy dwóch największych podmiotów politycznych na Starym Kontynencie powinni mieć sobie wiele do powiedzenia – na przykład w kwestii Ukrainy, która pogrąża się w kryzysie zagrażającym jej integralności społecznej i terytorialnej, co niesie ryzyko dla wszystkich jej sąsiadów. Tymczasem to właśnie problem Ukrainy stał się katalizatorem rosyjsko-unijnego rozwodu: zarówno Bruksela, jak i Moskwa mają swój pomysł na organizację przestrzeni politycznej i społecznej między Sanem i Donem, a druga strona postrzegana jest jako konkurent do podziału geopolitycznego tortu.

Najbardziej paradoksalnym tematem szczytu stała się jednak kwestia liberalizacji reżimu wizowego. Wydaje się, że na jak najszybszym zniesieniu zbędnych barier biurokratycznych najbardziej powinno zależeć Rosji. Jednak o ile Unia Europejska jasno wyłożyła swoje warunki, mające w większości charakter techniczny (uszczelnienie granic Rosji z krajami byłego ZSRR i Chinami, zabezpieczenie druków paszportowych, umowa o readmisji, eliminacja korupcji przy wydawaniu dokumentów), o tyle Rosja traktuje tę kwestię jako papierek lakmusowy swojej mocarstwowości. Jest to oczywiście propagandowy blichtr, który ma za zadanie przesłonić bardziej przyziemną rzeczywistość: rosyjskie władze panicznie boją się sytuacji, w której miliony Rosjan mogłyby swobodnie podróżować do Europy i skonfrontować wbijany im do głowy przekaz państwowych mediów z rzeczywistością. Przeciętny Rosjanin (według badań statystycznych 78% obywateli nie posiada paszportu zagranicznego, a 82% nigdy nie było poza granicami byłego ZSRR) dowiaduje się z telewizji, że w Paryżu imigranci z Magrebu podpalają kolejne dzielnice zbliżając się do Pałacu Elizejskiego, w Rzymie rzesze głodujących bezrobotnych szturmują Kwirynał, w Sztokholmie odbywają się masowe orgie sodomitów z udziałem nieletnich, a po Warszawie grasują bojówki wyłapujące osoby podejrzane o mówienie z rosyjskim akcentem. Aha, i najważniejsze – „ograbiona z własności i pozbawiona godności zdesperowana ludność pustoszejących krajów Pribałtiki zaczęła zastanawiać się, czy rozpad ZSRR wyszedł jej na dobre".

Jak jednak pokazało doświadczenie mieszkańców Kaliningradu, wizyta w lokalach gastronomicznych Braniewa i centrach handlowych Bartoszyc szybko weryfikuje wiarygodność medialnych przekazów oraz stawia osiągnięcia putinizmu pod znakiem zapytania. I właśnie dlatego Rosja negocjowała liberalizację wiz w złej wierze, nigdy nie zamierzając sfinalizować umowy.

W zeszłym tygodniu w Brukseli coś się rozbiło i prędko się nie sklei. Od tej chwili każdy naukowiec, czy publicysta, który wspomni o idei budowy Europy „od Vancouver do Władywostoku", czy „od Atlantyku do Uralu" zostanie skwitowany uśmiechem politowania jako pożałowania godny marzyciel, lub co gorsza – prowokator.

Spotkania liderów UE i Rosji ostatecznie i na trwałe zmieniły format: stały się one pozbawionym treści napuszonym rytuałem w stylu amerykańsko-radzieckich szczytów z okresu zimnej wojny. Przedstawiciele obu stron przeszli po czerwonym dywanie, wymienili protokolarne grzeczności, odczytali z kartek dawno przygotowane mowy o pryncypiach i rozjechali się do domów ani na jotę nie ustępując drugiej stronie. Prorocze słowa Edwarda Lucasa o „nowej zimnej wojnie" zaczęły się materializować.

 

Jakub Korejba


Powrót
Najnowsze

Medal Stulecia Niepodległości dla KEW

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Plebiscyt na najlepszą historyczną książkę 2018 roku

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Armenia: Ostateczne zwycięstwo „aksamitnej rewolucji”

10.12.2018
Kacper Ochman
Czytaj dalej

Żegnamy Ludmiłę Aleksiejewą

09.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Oświadczenie Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa

09.12.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu