Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Co nam mówi gagauskie referendum?
2014-02-06
Piotr Oleksy

W Autonomicznym Terytorium Gagauzji 2 lutego odbyło się „konsultacyjne referendum", w którym mieszkańcy autonomii wypowiedzieli się na temat swoich preferencji co do kursu geopolitycznego Republiki Mołdawii (integracja z Unią Celną czy Unią Europejską) oraz możliwości ogłoszenia niepodległości Gagauzji w przypadku utraty suwerenności przez Mołdawię.  Warto na spokojnie zastanowić się, co faktycznie gagauskie referendum mówi nam o sytuacji politycznej w Mołdawii.

 

Plebiscyt po gagausku

W głosowaniu wzięło udział nieco ponad 70 tysięcy osób, czyli 70 procent uprawnionych. W skali całego kraju było to 2,67 procent wyborców. Za integracją Mołdawii z Unią Celną opowiedziało się 98,4 procent głosujących, podobna ich liczba opowiedziała się za ustawą określającą, że w przypadku utraty suwerenności przez Republikę Mołdawii, Gagauzja „automatycznie" staje się niepodległym państwem

O napięciu pomiędzy władzami autonomii, a władzami centralnymi, oraz o całej złożoności sytuacji pisałem już na łamach NEW (czytaj). Na szczęście nie sprawdziły się najczarniejsze scenariusze, według których mołdawski rząd miał przy pomocy środków siłowych starać się  zablokować referendum, którego organizacja została uznana za nielegalną przez sąd rejonowy. Misja  premiera Iurie Leanci oraz przewodniczącego parlamentu Igora Kormana, którzy 22 stycznia wzięli udział w obradach Zgromadzenia Narodowego Gagauzji, nie odwiodła tamtejszych włodarzy od idei plebiscytu, jednak wyraźnie zmniejszyła napięcie i uspokoiła sytuację. Po tych rozmowach zaczęto podkreślać, że referendum ma w zasadzie wymiar konsultacyjnego plebiscytu, oraz że nie będzie miało bezpośrednich skutków prawnych czy politycznych.

Dojście głosowania do skutku przez długi czas stało pod znakiem zapytania gdyż okazało się, że władze autonomii nie dysponują środkami finansowymi potrzebnymi do zorganizowania „plebiscytu". Z pomocą przyszedł, nieznany opinii publicznej rosyjski przedsiębiorca, pochodzący z Gagauzji – Jurij Jakubow – który w liście do baszkana Formuzala zaoferował swe wsparcie w przeprowadzeniu referendum. Taka forma finansowania głosowania wywołała kolejną burzę w Mołdawii: z oczywistych względów pojawiły się oskarżenia o wmieszanie się Rosji w wewnętrzne sprawy kraju. Jakubow tłumaczył, że wyjechał z Gagauzji w latach dziewięćdziesiątych i pomimo że mieszka w Rosji, to wciąż uważa się za gagauskiego patriotę (co ciekawe, mołdawskie media twierdzą, że jak do tej pory pieniądze od Jakubowa nie wpłynęły).

 

Nowoczesność i fobie

Wyniki referendum nie są dla nikogo zaskoczeniem i potwierdzają tylko, słynną już gagauską prorosyjkość. Jednak skala w jakiej mieszkańcy autonomii opowiedzieli się za przyłączeniem do Unii Celnej (powtórzmy: 98,4 procent!) mówi wiele zarówno o tej społeczności oraz o sytuacji w całej Mołdawii. Po pierwsze, nasuwa się wniosek, że tak jednomyślne głosowanie w jakiejkolwiek kwestii byłoby trudne do wyobrażenia w którymkolwiek ze wschodnioeuropejskich społeczeństw. Jak widać procesy społeczne i polityczne na Południu Mołdawii znacznie różnią się od tych, jakie zazwyczaj obserwujemy we współczesnej Europie (nie dzieląc jej już na Wschód i Zachód). Gagauzi w tym wymiarze przypominają dużo bardziej społeczności nowoczesne niż ponowoczesne – takie, które postrzegają świat i decyzje polityczne w kategoriach przetrwania narodu, gdzie jednomyślność mas jest największą zaletą i orężem, a kwestie orientacji kulturowej są postrzegane jako najistotniejsze. Tak postrzegającą świat społeczność wciąż bardzo łatwo wykorzystywać do politycznych gier.

Bez wątpienia potwierdza to opinię, że zarówno Gagauzi, jak i większość mieszkańców rosyjskojęzycznego Południa Mołdawii, są ludnością źle doinformowaną, odbierającą bardzo jednostronny przekaz o sytuacji w świecie. W tej części Mołdawii dominującym źródłem informacji jest rosyjska telewizja państwowa, a zamknięcie rosyjskojęzycznej, mołdawskiej stacji NIT tylko pogłębiło tę bezalternatywność. Zadbanie o dotarcie do rosyjskojęzycznych odbiorców z przekazem bardziej obiektywnie obrazującym sytuację w Unii Europejskiej oraz relacje na linii Wschód-Zachód powinno być obecnie jednym z głównych zadań, zarówno dla mołdawskiego rządu, jak i samej Unii Europejskiej.

Wyniki referendum potwierdzają również niezwykle silne, antyrumuńskie fobie Gagauzów. Ich źródeł należy dopatrywać się w ciężkiej sytuacji tego narodu w czasach gdy w dwudziestoleciu międzywojennym Besarabia była częścią Rumunii, prześladowaniach z czasu okupacji i dyktatury Antonescu, antyrumuńskiej propagandzie radzieckiej oraz szowinistycznych hasłach prorumuńskiego ruchu narodowego przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku. Obecnie, zarówno Partia Komunistów Republiki Mołdawii, jak i inne siły polityczne (w tym lokalne, gagauskie elity) podsycają te fobie, aktywizując w ten sposób społeczeństwo. Niewątpliwie służą temu wypowiedzi rumuńskiego prezydenta Traiana Basescu, który krótko po parafowaniu przez Mołdawię umowy stowarzyszeniowej z UE stwierdził, że europejska integracja Mołdawii to wstęp do jej połączenia z Rumunią. Ten „rumuński straszak" został bardzo skrzętnie wykorzystany przez wszystkie antyeuropejskie siły polityczne w Mołdawii.

 

Po co to wszystko?

Samo przeprowadzenie referendum było polityczną akcją gagauskiej elity rządzącej, której celami było m.in.: pokazanie własnemu elektoratowi, że w obliczu zbliżenia Mołdawii z UE władze Autonomii nie pozostają bierne; zwrócenie na siebie uwagi Rosji oraz instytucji dysponujących konkretnymi środkami finansowymi na wsparcie idei integracji eurazjatyckiej; pokazanie władzom w Kiszyniowie, że z niewielką Gagauzją wciąż muszą się liczyć oraz wywalczenie konkretnych korzyści dla Autonomii.

Pomimo że cała otoczka referendum nakazuje doszukiwania się „rosyjskiego śladu" w jego organizacji, to wydaje się, że sprowadza się on przede wszystkim do stworzenia sprzyjającej atmosfery do takich działań i do wsparcia „moralnego". Nie ma dowodów na to, by tajemniczy przedsiębiorca Jakubow miał jakiekolwiek powiązania z rosyjskim wywiadem. Nieoficjalnie mówi się, że w obliczu zagrożenia referendum z tak błahej przyczyny jak brak środków finansowych, baszkan Michaił Formuzal użył swych osobistych kontaktów do znalezienia wsparcia dla zapowiadanej od dawna akcji politycznej. Innymi słowy, należy dopatrywać się tu raczej powiązań o charakterze klanowo-towarzyskim niż wywiadowczym.

Od dłuższego czasu widać już, że relacje pomiędzy Kiszyniowem, a Komratem nie układają się najlepiej i trudno nie zauważyć tu dużej winy władz centralnych. Po pierwsze, znaczącym problemem jest brak komunikacji na linii rząd-autonomia, co jest dość zaskakujące z uwagi na fakt, że baszkan Gagauzji jest również członkiem rządu. Po drugie, widać że Kiszyniów na różne sposoby stara się ograniczyć swobodę autonomii: czy to szykując zmiany administracyjne, czy to ograniczając dopływ środków budżetowych. Formuzal od lat powtarza, że Gagauzja nie widziała ani eurocenta z pieniędzy pomocowych przekazywanych Mołdawii przez UE. Można uznać, że baszkan znacznie przesadza, jednak również wielu zachodnich obserwatorów stwierdza, że dystrybucja tych środków na Południe nie przebiega łatwo – albo nikt o nią należycie nie dba, albo jest ona blokowana. Referendum spełniło więc swój cel: pokazało mołdawskiemu rządowi, że taka polityka jest błędem strategicznym, oraz zwróciło uwagę unijnych polityków na ten problem.

 

Referendalna fala

W bieżącej mołdawskiej polityce dzięki referendum punkty zdobył przede wszystkim Michaił Formuzal. Pokazał, że w odróżnieniu od mało skutecznej Partii Komunistów jest w stanie przeprowadzić konkretne działania mobilizujące prorosyjski elektorat. Może to przysporzyć popularności kierowanej przez niego Partii Regionów, która aspiruje do tego, by stać się główną siłą skupiającą wokół siebie prorosyjskie środowiska. Co więcej, skutecznie przeprowadzając głosowanie baszkan umocnił swoją ostatnio słabnącą pozycję w Autonomii. Posiadający większość w Zgromadzeniu Narodowym Gagauzji obóz przeciwników politycznych baszkana jest znacznie bardziej radykalny w swych prorosyjskich oraz antyrządowych hasłach. Przejmując na siebie organizację referendum Formuzal z jednej strony udowodnił, że nie chodzi na pasku Kiszyniowa – co zarzucają mu lokalni oponenci – a z drugiej zracjonalizował i ujął w konkretne ramy gagauskie niezadowolenie społeczne.

Bardzo dwuznaczną jest tu rola Partii Demokratycznej. Podczas gdy jeden z liderów tej partii i przewodniczący mołdawskiego parlamentu (Igor Korman) jechał z misją do Komratu by przekonywać lokalne władze do odstąpienia od pomysłu organizacji głosownia, to po drugiej stronie siedzieli lokalni działacze tego samego ugrupowania, dla których organizacja referendum wydawała się być sprawą życia lub śmierci. Otwartym pozostaje pytanie, na ile wynika to z problemów z dyscypliną partyjną, a na ile jest efektem celowej gry obliczonej na destabilizację układu politycznego.

Największe obawy u rządzącej koalicji budzi „rozlanie się" fali plebiscytów na inne regiony. Nikt przecież nie może zabronić organizacji podobnego głosowania znanym ze swych prorosyjskich sympatii władzom lokalnym w Taracli czy Bielacach. Być może całe to zamieszanie będzie dla koalicji poważnym sygnałem alarmowym, mobilizującym do wyciągnięcia ręki do zaniedbywanej rosyjskojęzycznej mniejszości. Bez wątpienia referendum to było ważnym impulsem dla przeciwników integracji europejskiej i wszystkich, którzy na obawach z nią związanych chcą zbić kapitał polityczny. Stojący na czele Partii Socjalistycznej Igor Dodon wystąpił już z inicjatywą organizacji analogicznych głosowań w innych regionach kraju.

 

Piotr Oleksy


Polecamy inne artykuły autora: Piotr Oleksy
Powrót
Najnowsze

„Ukry”: wiele etnosów, jeden naród

15.01.2018
Bohdana Kostiuk (z Kijowa)
Czytaj dalej

„Granice marzeń. O państwach nieuznawanych” Tomasza Grzywaczewskiego

13.01.2018
NEW
Czytaj dalej

Nowa książka Iwana Krastewa „Co po Europie?”

12.01.2018
NEW
Czytaj dalej

Sędzia nie widział

11.01.2018
Serhij Tiszczenko
Czytaj dalej

Na wojnie z kłamstwem

08.01.2018
Mateusz Bajek Marcin Rey
Czytaj dalej

Czas na doktrynę postgiedroyciowską wobec Ukrainy

04.01.2018
Wojciech Konończuk
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu