Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Estońska Szwajcaria w Abchazji
2014-02-22
Zbigniew Rokita

Byli Otar Josieliani, czy Tengiz Abuladze, byli „Ojciec żołnierza" i „Pokuta". Było i znacznie więcej w czasach radzieckich, ale czasy radzieckie się skończyły i oceniając gruzińskie kino nie można wiecznie odwoływać się do filmów sprzed kilkudziesięciu lat. Tymczasem pojawiają się w nim raz po raz ciekawe obrazy.

Dziś kino gruzińskie wciąż boryka się z dużymi problemami. W całym kraju funkcjonuje zaledwie kilka kin, a ceny biletów są bardzo wysokie, co odstrasza Gruzinów i nie pomaga również rodzimym produkcjom w zarobieniu na siebie. Pojawiają się dobre produkcje, ale większość z nich jest niskobudżetowa, co stanowi jedną z przyczyn trudności przebicia się do zachodniego widza. Państwowe Centrum Kinematografii Gruzji nie jest w stanie w dużym stopniu wesprzeć rodzimych produkcji (w 2011 roku pomoc ta wynosiła zaledwie 7,5 miliona złotych rocznie, do podziału pomiędzy kilka wytypowanych filmów). W rezultacie wielu twórców przenosi się za granicę bądź pozostając w kraju szuka koproducentów w innych państwach.

Drugą możliwość wybrał Zaza Uruszadze. Reżyser stworzył w koprodukcji gruzińsko-estońskiej świetny obraz „Mandarynki".

Film opowiada o początku wojny abchasko-gruzińskiej z lat dziewięćdziesiątych. Pokazuje ją przez pryzmat starszego Estończyka Ivo, który w przeciwieństwie do reszty swojej rodziny nie powrócił do historycznej ojczyzny, kiedy wybuchła abchaska wojna. Poza Ivem pozostał w okolicy tylko jego estoński sąsiad Margus. Pierwszy z mężczyzn, cieśla, całymi dniami składa skrzynki, a drugi zbiera do nich tytułowe mandarynki. Motyw mandarynek jest tutaj istotny. Dobrze tłumaczy to Wojciech Górecki w swojej Abchazji (Czarne, 2013): „Abchazja żyje z mandarynek. Każdy może zebrać owoce i najeść się. Albo wywieźć do Rosji. Letników i kuracjuszy, którzy tysiącami oblegali abchaskie plaże, nie ma od dawna: wojna. Jeszcze przed nią stanęły nieliczne fabryki, przetwórnie i manufaktury. Zamarł handel i transport. Skończyły się pensje, renty, emerytury, zasiłki, stypendia. Zostały pola kukurydzy i herbaty (te, których nie zaminowali Gruzini). I mandarynki".

Wkrótce zbliża się front – pod domem Iva dochodzi do starcia Gruzinów i czeczeńskich najemników walczących po stronie Abchazji. Przeżywa dwóch mężczyzn – Czeczen i Gruzin. Są ledwo żywi, kiedy Ivo przygarnia ich do swojego domu, a później leczy w dwóch oddzielnych pokojach. W swoim obrazie Uruszadze rezygnuje z wielkich bitewnych inscenizacji i pokazuje wojnę w skali mikro. Wybierając dom Iva na przestrzeń w której toczy się większa część filmu, reżyser zdecydował się na psychologizację zamiast często spotykanej w kinie wojennym dehumanizacji bohaterów. Obserwujemy więc skomplikowane relacje między trójką osób, z których dwójka jest śmiertelnymi wrogami chcącymi nawzajem się wykończyć. Jednak wykończyć się nie mogą, a ta relacja – osadzona pomiędzy komedią i dramatem – musi trwać, ponieważ Gruzin i Czeczen nie mogą mordując się na jego posesji obrazić gospodarza, który uratował im życie. Jednocześnie są początkowo zbyt chorzy, żeby poza tę posesję wyjść, muszą więc przez czas rekonwalescencji żyć razem na małej przestrzeni.

W ten sposób twórcom udało się doprowadzić do sytuacji, w której nienawidzące się strony konfliktu są zmuszone do zajęcia miejsc za stołem i rozpoczęcia dialogu. Film jest obrazem małego, prowincjonalnego „procesu pokojowego", a przekonujący, że prowadzące do wojny nacjonalizmy są złe Estończyk Ivo staje się mediatorem. Obok wielu innych kwestii (jak muzyka czy zauważenie losu innych, niezaangażowanych bezpośrednio w konflikt narodowości w Abchazji) stanowi to wielki atut filmu – stworzenie w nie naiwny sposób okoliczności w których w samym środku wojny obserwujemy walkę nie przez pryzmat wybuchów, ale rozmowy i współbycia.

Istnieje duża szansa, że obnażające mechanizmy nacjonalistycznych wojen kaukaskich „Mandarynki" trafią na ekrany polskich kin. Na 29. Warszawskim Festiwalu Filmowym, jednej z najważniejszych imprez filmowych Europy Środkowej, obraz otrzymał prestiżową Nagrodę Publiczności oraz nagrodę za reżyserię. Dla środkowo- i wschodnioeuropejskiego kina festiwale są często dobrą drogą do przebicia się na zachodnioeuropejskie ekrany. Podobnie było niedawno z również wydawałoby się bardzo niszowym obrazem, rosyjskimi „Niebiańskimi żonami łąkowych Maryjczyków", które po tym jak otrzymały m.in. Grand Prix na wrocławskich Nowych Horyzontach, trafiły do dystrybucji kinowej.

 

Zbigniew Rokita

 

 

 

 

Fill out my form!


Powrót
Najnowsze

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Czy USA wycofa się z traktatu o otwartych przestworzach?

12.11.2019
Waleria Szackaja
Czytaj dalej

Polska nie wybuchła

11.11.2019
Sonia Knapczyk Andrzej Leon Sowa
Czytaj dalej

Retrospektywa filmów Pawła Łungina z udziałem reżysera

09.11.2019
Grzegorz Szymczak
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu