Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Polska wiagrą Europy
2014-02-23
Jakub Korejba

Dla większości świadomych politycznie Rosjan byłoby lepiej, gdyby Polska – jako przeszkoda w urzeczywistnieniu marzeń o wielkości Rosji – po prostu nie istniała. Ponieważ jednak Polacy z uporem maniaka nie dają się pozbawić podmiotowości politycznej, Rosjanie starają się nasz kraj bagatelizować twierdzeniami o jego słabości i nietrwałości. Moskwa robi więc rzecz dla siebie upokarzającą i zajmuje wobec Warszawy stanowisko tylko, kiedy nie ma już wyboru – gdy Polska realnie wpłynie na interesy Rosji.

 

 

Eurazja czy Azjoeuropa

Rosyjscy intelektualiści dzielą się na dwie grupy: inteligencję i intelektualny aparat.

Co ważne, przynależność do inteligencji wyklucza możliwość uczestniczenia w sprawowaniu władzy – tak długo, jak władza w Rosji wahając sie między pluszową a żelazną tyranią pozostaje autorytarna, rosyjski inteligent zawsze jest opozycjonistą.

W kraju, gdzie nic nie jest polityczne (bo polityką sensu stricto zajmuje się tylko jeden człowiek), paradoksalnie wszystko staje się polityczne: każde oficjalne działanie wymusza opowiedzenie się po którejś ze stron. W rezultacie nawet stanowisko kierownika katedry na państwowym uniwersytecie, czy dziennikarza w gazecie sponsorowanej przez rząd wiąże się z udziałem w „polityce". Dlatego inteligencja, chcąc pozostać inteligencją, skazuje się na marginalizację. Biorąc pod uwagę te specyficzne realia, można więc powiedzieć, że rosyjscy intelektualiści dzielą się na niezłomnych i sprzedajnych.

Mimo że członków obu grup charakteryzują podobne cechy (wysoki poziom intelektualny, wykształcenie oraz znajomość ludzkiej duszy i świata zewnętrznego), różnica między nimi jest mniej więcej taka, jak między Thomasem Mannem i Josephem Goebbelsem. Za przykład najbardziej wyrazistych i konsekwentnych przedstawicielami obu grup mogą służyć Władimir Bukowski – wieczny dysydent i krytyk władzy, oraz Dmitrij Kisieliow – znany dziennikarz i od niedawna naczelny propagandzista reżimu. Obaj, podobnie jak wszyscy myślący ludzie w Rosji, musieli na jakimś etapie swojego życia rozwiązać typowy dla „kraju z europejską kulturą i azjatycką władzą" dylemat – opowiedzieć się po którejś ze stron rozdzierającego Rosję cywilizacyjnego podziału. Obaj, a wraz z nimi tysiące innych Rosjan, dokonali też skrajnie różnego wyboru.

Pierwszy z nich, Bukowski, to w istocie liberalny Europejczyk w rosyjskiej skórze – poglądy Bukowskiego można zaklasyfikować jako konserwatywny liberalizm typu brytyjskiego. Nieprzypadkowo przez większość swojego życia był za wyznawane idee we własnej ojczyźnie prześladowany i również nieprzypadkowo jest jednym z najbardziej przyjaznych wobec Polski rosyjskich intelektualistów.

Drugi – jeśli założyć, że posiada jakiekolwiek poglądy – pozuje na konserwatystę i państwowca, utwierdzającego Rosjan w przekonaniu, że po pierwsze, dyszący nienawiścią do świętej Rusi Zachód nie ustaje w wysiłkach, aby ją zniszczyć, a po drugie, iż jedyną szansą na ocalenie duszy i ciała narodu jest zwarcie szeregów pod przywództwem wodza. Nieprzypadkowo Kisieliow opływa w putinowskiej Rosji w bogactwo i zaszczyty. Nieprzypadkowo również Polska jest jednym z najbardziej odrażających szwarccharakterów jego narracji.

 

Pies łańcuchowy Zachodu

Czytając rosyjską prasę, czy słuchając zapraszanych do telewizji gości, nalezy pamiętać, że głównym zadaniem żołnierzy frontu ideologicznego, jest identyfikacja i unieszkodliwienie rzekomych wewnętrznych i zewnętrznych wrogów Rosji. I nie ma tu znaczenia, kto ma jakie poglądy i jaką prowadzi politykę – ważne, aby można było ją opisać w ramach dialektycznego podziału na „swoich" i „obcych" oraz obwinić o szkodnictwo. O tym, kto jest wrogiem Rosji decyduje nie określona treść prowadzonej polityki, ale poglądy i potrzeby autorów oficjalnej linii w dziedzinie duchowości. (Na marginesie, warto pamietać, że  opluwanie Polski nie wynika z jakiejś głębokiej nienawiści, a jest przejawem dostosowania się do koniunkturalnych celów politycznych – dyskurs w stosunku do Polski może więc również radykalnie zmienić się w przypadku rewizji priorytetów politycznych). Z punktu widzenia rosyjskich konserwatystów, Polska jest zadrą w imperialnym ciele i samo jej istnienie stoi w immanentnej sprzeczności z rosyjską racją stanu. Co więcej, Polska jako „odprysk od imperium" stanowi źródło permenentnego zakażenia i geopolitycznej gangreny polegającej na uniezależnianiu się kolejnych terytoriów od „naturalnie predestynowanej do sprawowania nad nimi kontroli" Moskwy. Prawdopodobnie właśnie z tego powodu, tak bardzo popularne są w nich książki Zbigniewa Brzezińskiego, z jego naczelnym twierdzeniem, że „bez Ukrainy, Rosja nigdy nie bedzie imperium, więc stanie się normalnym, europejskim państwem". To jest właśnie scenariusz, który budzi w rosyjskich ideologach największą grozę. Również z ich punktu widzenia, Polska popiera europejskie aspiracje Ukrainy nie dlatego, że stara się budować wokół swoich granic strefę demokracji, dobrobytu i stabilności, ale właśnie po to, aby realizować uknuty w cieniu waszyngtońskich gabinetów „plan Brzezińskiego", czyli ostateczne rozbicie Rosji. Ponieważ jednak Polska nie jest państwem „poważnym", jedynym użytkiem, który może ona zrobić ze swojej niepodległości jest sprzedanie się któremuś z konkurencyjnych wobec Rosji mocarstw: Warszawa może więc użyczyć swojego terytorium i potencjału dla antyrosyjskich knowań. Dla tej, dominującej w dyskursie publicznym współczesnej Rosji, grupy, Polska to „pies łańcuchowy Zachodu" – tak właśnie brzmiał tytuł jedynej książki o naszym kraju, którą jeszcze do niedawna można było kupić w poważnych księgarniach i na prestiżowych uniwersytetach. Dla tej części rosyjskiej elity, najbardziej niedorzecznym i przez to irytującym zjawiskiem jest fakt, że wbrew dziejowej logice, Polska wciąż nie znika z mapy Europy, ale wręcz przeciwnie – jej pozycja międzynarodowa nie tylko krzepnie, ale także pozwala jej na próby podważania rosyjskich interesów na obszarze „wyłącznej strefy wpływów". Butni i zarozumiali Polacy mają coraz więcej powodów, aby czuć się spadkobiercami idei Rzeczypospolitej – tego zniszczonego przez Niemcy i Rosję słowiańskiego Kingsajzu – a swoje trujące projekcje wszelkimi sposobami propagują wśród sąsiadów, podburzając ich przeciwko złączeniu w jedności z braterską Rosją.

 

Po lepszej stronie linii Huntingtona

Znajdująca się po drugiej stronie wewnątrzrosyjskiego podziału inteligencja patrzy na Polskę  z mieszaniną zazdrości i nadziei. Z ich punktu widzenia Polska jest ucieleśnieniem Rosji ich marzeń – kraju, w którym pomimo przeszkód i trudności udało się osiągnąć cywilizacyjny sukces. Polska budzi w nich zachwyt z jednej strony swą odmiennością – wolnością słowa i debaty publicznej, brakiem wszechobecnych w Rosji, będących skutkiem bezprawia, chamstwa i agresji, czy last but not least uśmiechniętymi sklepowymi i czystymi toaletami. Z drugiej zachwyca ich nasze podobieństwo – Polacy są przecież tak samo apatyczni, leniwi, lekkomyślni i sentymentalni jak Rosjanie i to m.in. w tej sprzeczności kryje się źródło miłości rosyjskiego inteligenta do filmów Kieślowskiego i Zanussiego oraz polskiej kultury w ogóle. Polska jest dla nich nie tylko witryną sukcesu, ale także sprzymierzeńcem we własnej wewnętrznej walce z uważanym za opresyjny reżimem. Jej istnienie wskazuje na realnie istniejącą alternatywę i zadaje kłam oficjalnej propagandzie, zgodnie z którą rosyjski ustrój polityczny i gospodarczy jest najlepszym z możliwych.

Przełamanie przez Polskę historycznego fatalizmu, trwanie, pomimo wewnętrznego warcholstwa i zewnętrznych najazdów jest także przyczynkiem do uporania się przez Rosjan z problemem wmawianego im na przestrzeni wieków historycznego determinizmu. Absurdalna teza o „rosyjskiej wyjątkowości" jest bowiem od wieków tradycyjnym usprawiedliwieniem bezczynności narodu w obliczu kolejnych przejawów zuchwałości władzy a twierdzenie, że „umysłem Rosji nie zrozumiesz" i „można w nią tylko wierzyć" sugeruje, iż jakakolwiek próba jej reformowania doprowadzi jedynie do pogorszenia sytuacji. I jak dotąd – zarówno carat, bolszewicy, jak i Putin – doskonale radzili sobie z usypianiem politycznych instynktów Rosjan, wmawiając im, że istniejący w kraju kompromis „dupy z batem" jest wynikiem dziejowej konieczności, której słuszność potwierdzić miały odpowiednio: Sąd Ostateczny/ światowe zwycięstwo komunizmu/ rozpad strefy euro.

Nieprzypadkowo, rozumiejąc tę zależność, jeden z przywódców rosyjskiej opozycji Nikołaj Ryżkow stwierdził kiedyś, że opozycja powinna być dla narodu „polityczną wiagrą". Taką geopolityczną wiagrą w Europie Wschodniej jest właśnie Polska. W tym sensie Polska rzeczywiście jest słowiańskim Kingsajzem – biznesklasą regionu, którą przez historię chciałoby podróżować coraz więcej poradzieckich pasażerów tłoczących się w dziadostwie miejscowych narodowych przewoźników.

 

Polskę trzeba byłoby wymyślić

Mając na uwadze wymienione różnice, warto pamiętać, że wszystkich rosyjskich intelektualistów łączy „antypolskość". Wynika to z faktu, że niezależnie od poglądów, wszyscy oni mają tendencję do geopolitycznego rozumowania w makroskali. Nikt nigdy nie powie, że chciałby, aby Rosja była małym państwem – idea imperialna jest żywa w umysłach wszystkich. W rezultacie Rosjanie postrzegają świat w kategoriach przeciągania liny między wielkimi mocarstwami – w tej rywalizacji mniejsze państwa i narody traktowane są jako resztówka od transakcji zawieranych między możnymi tego świata. A ponieważ zły los rzucił Polskę w miejsce uznane za strefę żywotnych interesów Rosji, to każdy Rosjanin musi prędzej czy później wybierać między interesem swojego kraju a interesem Polski. Rosjan usprawiedliwia jedynie fakt, że w swoim światopoglądzie nie różnią się od innych narodów mających za sobą doświadczenie imperializmu.

Samo istnienie Polski jest więc źródłem dyskomfortu, który w zależności od poglądów przejawia się u Rosjan dwojako: w postaci krytyki i oskarżeń wobec naszego kraju, lub na odwrót, w postaci krytyki samych siebie i własnego państwa. Dopóki więc istnieje Polska – ta lepsza wersja „słowiańskiego dziadostwa" – zarówno protagoniści rosyjskiej władzy, jak i jej przeciwnicy mają pełne ręce roboty, nie ustając w wysiłkach przedstawienia naszego kraju w kategoriach absolutnego dobra lub zła. Jednym nasz kraj i jego polityka pozwala wytłumaczyć niepowodzenia Rosji na arenie międzynarodowej, a innym utwierdzić się w moralnej wyższości wobec tych pierwszych i ich mocodawców.

Wychodzi więc na to, że jeżeliby Polska nie istniała to Rosjanie powinni wymyślić ją sami.

 

Jakub Korejba


Powrót
Najnowsze

Nowe szaty faszyzmu

14.06.2018
Joanna Grodzka
Czytaj dalej

Iran od najciemniejszej strony

11.06.2018
Paulina Niechciał
Czytaj dalej

Nowa płyta Mickiewicza

07.06.2018
Dariusz Rott
Czytaj dalej

Literatura przybliża to, co odległe

04.06.2018
Ayfer Tunç
Czytaj dalej

Dyskusja: Polacy na Litwie: między Wilnem, Warszawą a Moskwą

02.06.2018
NEW
Czytaj dalej

Rasputin wyobrażony

01.06.2018
Jan Brodowski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu