Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Polityk zmiennym jest
2014-02-27
Andrzej Szeptycki

W państwach o systemie prezydenckim i ugruntowanej tradycji demokratycznej parlament odgrywa ważną rolę jako przeciwwaga dla ośrodka prezydenckiego – w przypadku gdy prezydent nie dysponuje większością w parlamencie i musi „współżyć" z reprezentującym przeciwny obóz polityczny rządem w Stanach Zjednoczonych mówi się o mechanizmie checks and balances, we Francji o cohabitation

W każdym przypadku filozofia jest ta sama – wyborcy, niezadowoleni z polityki prezydenta, mogą wyłonić nieprzychylną mu większość parlamentarną. Możliwa jest też odmienna sytuacja – wybory prezydenckie wygrywa przedstawiciel innej opcji niż dominującej w legislatywie. W takim przypadku jednak możliwe są różne rozwiązania – w Polsce czy Stanach Zjednoczonych nowy prezydent „współżyje" z nowym parlamentem, we Francji może go rozwiązać i w ten sposób zyskać przychylną sobie większość.

Nad Dnieprem kluczowe zmiany polityczne dokonują się niezależnie od cyklu wyborczego. Jedni powiedzą, że parlamentarzyści „wsłuchują się w głos ludu", inni że „głosują jak powieje wiatr". Tak czy inaczej są niestali w swoich poglądach, co w istotnym stopniu wpływa na dynamikę sceny politycznej.

 

Powiew wiatru lub głos ludu

Parlament, który rządził w czasie „pomarańczowej rewolucji", został wyłoniony w elekcji parlamentarnej w 2002 roku. Wybory te przyniosły zwycięstwo centroprawicowej opozycji skupionej wokół Wiktora Juszczenki i relatywnie słaby wynik „partii władzy". Proprezydencka koalicja zachowała jednak większość w parlamencie (przede wszystkim dzięki dobremu wynikowi osiągniętemu w okręgach jednomandatowych), a Rada stała się ważnym forum uzgadniania interesów pomiędzy trzema największymi klanami oligarchicznymi – donieckim, dniepropietrowskim i kijowskim. Pod koniec 2002 roku Rada Najwyższa zatwierdziła zaproponowaną przez prezydenta Leonida Kuczmę kandydaturę Janukowycza na premiera.

Dwa lata później parlament odwrócił się od dotychczasowego szefa rządu. Po sfałszowanej drugiej turze wyborów (21 listopada 2004 roku) i wybuchu masowych protestów społecznych Rada podjęła uchwałę uznającą drugą turę za nieważną. Deputowani wyrazili też wotum nieufności wobec członków Centralnej Komisji Wyborczej, zaangażowanej w fałszerstwa. Wśród parlamentarzystów nie było jednak zgody, czy ich decyzje mają charakter prawnie wiążący, jak chciała opozycja, czy wyłącznie polityczny, jak twierdzili przedstawiciele obozu prezydenckiego. 1 grudnia Rada cofnęła wotum zaufania dla rządu Janukowycza, a tydzień później zgodnie przegłosowała zmianę konstytucji, ograniczające władzę prezydenta – był to jeden z elementów kompromisu kończącego kryzys polityczny na Ukrainie. W lutym 2005 roku parlament zaakceptował przedstawioną przez Wiktora Juszczenkę kandydaturę Julii Tymoszenko na stanowisko szefa rządu.

W ciągu następnych dwóch lat Rada zyskała realną autonomię polityczną, choć nie bez problemów. Po wyborach parlamentarnych w 2006 roku – przeprowadzonych inaczej niż w 2002 roku, bo według ordynacji proporcjonalnej – siły polityczne „pomarańczowej rewolucji" okazały się niezdolne do sformowania większości, co zaowocowało powstaniem koalicji Partii Regionów, socjalistów i komunistów. Premierem został ponownie Janukowycz, a na ostry konflikt między szefem rządu, a prezydent nie trzeba było długo czekać. Wówczas Juszczenko, wbrew konstytucji, samowolnie postanowił rozwiązać parlament, na co po kilku miesiącach przystały główne siły polityczne.

Po parlamentarnych wyborach w 2007 roku doszło do zmiany układu sił w Radzie – powstał dysponujący jedynie kruchą większością drugi rząd Tymoszenko, wspierany przez Blok Julii Tymoszenko, Naszą Ukrainę-Ludową Samoobronę i Blok Łytwyna.

 

Z kwiatka na kwiatek

Od 2010 roku parlament powrócił do dawnych praktyk. Po zwycięstwie Janukowycza w wyborach prezydenckich na początku roku, w Radzie sformowała się nowa większość złożona z Partii Regionów, Komunistycznej Partii Ukrainy, Bloku Łytwyna i pojedynczych przedstawicieli innych ugrupowań. Julię Tymoszenko odwołano ze stanowiska premiera, a wkrótce zmieniono zasady powoływania koalicji parlamentarnej, dopuszczając, by była ona powoływana zarówno przez kluby parlamentarne, jak i pojedynczych deputowanych. Postanowienie to było sprzeczne z ukraińską  konstytucją, która stanowiła, że koalicję powołać mogą wyłącznie kluby. Powyższa zmiana umożliwiła sformowanie nowego rządu, na czele którego stanął Mykoła Azarow. Wkrótce potem Sąd Konstytucyjny orzekł że reforma konstytucyjna z 2004 roku była niezgodna z konstytucją – tym samym przywrócono na Ukrainie system prezydencki.

W 2012 roku miały miejsce wybory parlamentarne. Dzięki korzystnej dla partii rządzącej proporcjonalno-większościowej ordynacji (przyjętej również, co trzeba podkreślić, głosami opozycji) i ograniczonym fałszerstwom wyborczym dotychczasowa koalicja zachowała większość, a stanowisko premiera ponownie objął Azarow. Frakcja Partii Regionów w Radzie liczyła blisko 210 deputowanych, co dzięki wsparciu komunistów (32 mandaty) dawało jej stabilną, choć nie konstytucyjną większość. Mogła też liczyć na poparcie części posłów niezrzeszonych (27 mandatów).

Sytuacja uległa radykalnej zmianie dopiero w okresie przesilenia kryzysu politycznego na Ukrainie (18-22 lutego). Podczas gdy ministrowie Polski, Niemiec i Francji negocjowali porozumienie władzy z opozycją, kolejni deputowani Partii Regionów opuszczali macierzystą formację. Ten czynnik, rzadziej dostrzegany z zagranicy, sprawił, że Janukowycz stracił własne zaplecze i mógł w istotnym stopniu przyczynić się do jego ucieczki. Cztery dni po upadku prezydenta, frakcja Partii Regionów liczyła zaledwie 127 deputowanych, a aż 91 zasiadało w Radzie jako „pozafrakcyjni". Oprócz tego ukonstytuowała się nowa grupa „Ekonomiczny rozwój" na czele a Anatolijem Kichanem, który najpierw był premierem za Kuczmy, potem stał z Juszczenką na Majdanie, wreszcie dołączył do Janukowycza, by w 2014 roku go opuścić. Parlament wziął się ostro do pracy, niezbyt bacząc na procedury konstytucyjne – odwołał prezydenta (nie przeprowadzając formalnie procedury impeachmentu), przywrócił konstytucję z 2004 roku itd.

Po raz kolejny okazało się, że ci sami ludzie w ciągu kilkudziesięciu miesięcy mogą głosować w kluczowych z perspektywy polityki wewnętrznej państwa kwestiach w zupełnie odmienny sposób. Nawet jeśli w 2014 roku postawa parlamentarzystów odegrała istotną rolę w obaleniu reżimu Janukowycza, kolejne wolty Rady Najwyższej nie służą konsolidacji ukraińskiego systemu politycznego zgodnie z demokratycznymi standardami i zasadą trójpodziału władzy.

 

Czesno znaczy uczciwie

Analizowana przypadłość Rady wynika co najmniej z trzech czynników.

Po pierwsze,  istotny jest brak poszanowania dla państwa prawa, charakterystyczny dla ukraińskiego systemu politycznego zresztą nie tylko w okresie „rewolucji" 2014 roku.

Po drugie, na obszarze poradzieckim istnieje tradycja silnej zwierzchniej władzy prezydenckiej. „Umarł król, niech żyje król!": skoro lud wyłonił nowego prezydenta (albo wystąpił przeciw staremu), parlament powinien zaakceptować tę decyzję, niezależnie od wcześniejszych preferencji politycznych.

Po trzecie, dużą rolę odgrywa mieszana ordynacja w wyborach parlamentarnych, zastosowana w latach 2002 i 2012. W rezultacie obok deputowanych wyłonionych z list partyjnych zasiadają „lokalni liderzy" (czytaj: przedsiębiorcy, dyrektorzy instytucji państwowych), którzy w naturalny sposób łatwiej zmieniają barwy partyjne i chętniej wiążą się z aktualną władzą, bo to ułatwia im prowadzenie działalności zawodowej.

Nowe władze Ukrainy i ich zagraniczni partnerzy powinni być świadomi tego problemu. Rada może łatwo w tym tygodniu wyłonić nowy rząd złożony z przedstawicieli partii opozycyjnych i Majdanu, ale w razie narastających problemów ekonomiczno-społecznych szybko się od tej ekipy odwróci.

Jakie jest rozwiązanie? Po pierwsze, należałoby rozważyć przeprowadzenie nie tylko przedterminowych wyborów prezydenckich, ale i parlamentarnych. W ten sposób dokonałyby się wymiana, czy przynajmniej weryfikacja ludzi, którzy jeszcze niedawno wspierali Janukowycza. Takie propozycje pojawiają się na Ukrainie, ale wydaje się mało prawdopodobne, by deputowani z własnej woli zdecydowali się skrócić swoją kadencję. Po drugie, należy mieć nadzieję, że wraz z przywróceniem systemu parlamentarnego, Rada odzyska autonomię polityczną, jak miało to miejsce w czasach Juszczenki. Po trzecie, warto rozważyć powrót do ordynacji proporcjonalnej. Po czwarte wreszcie wskazany byłby monitoring przez organizacje pozarządowe (takie jak „Czesno") nie tylko uczciwości i sumienności deputowanych, ale też ich poczucia odpowiedzialności i konsekwencji w działalności politycznej – tak aby ukraiński wyborca wiedział na kogo głosuje.

Andrzej Szeptycki

 


Powrót
Najnowsze

Donbas: kruchy pokój?

18.11.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

Na Białorusi ludzie boją się zmian

17.11.2019
Małgorzata Nocuń Bartosz Panek
Czytaj dalej

Gruzini znów wyszli na ulice

15.11.2019
Wojciech Wojtasiewicz Jakub Janiszewski
Czytaj dalej

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu