Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Smutny oligarcha
2014-02-28
Piotr Andrusieczko, Zbigniew Rokita

Czy oligarchowie pozostaną fundamentalną częścią ukraińskiego systemu po obaleniu Wiktora Janukowycza?

Oligarchowie pokazali swoją słabość w ostatnich miesiącach. Między innymi w Europie istniały nadzieje, że mogą oni przeciwdziałać rozlewowi krwi i wpływać na rządzących, ale okazało się, iż jednak nie byli w stanie tego zrobić.

 

Nie byli w stanie czy nie chcieli?

Raczej nie byli w stanie. Pojawiały się jedynie apele niektórych z nich – często nie bezpośrednie, a poprzez chociażby ich firmy – nawołujące do zachowania spokoju, powstrzymania się od użycia siły. W rezultacie oligarchowie tracą swoje wpływy: jeśli dojdzie do zmian systemowych, wielu z nich straci swoją pozycję. Boją się tych zmian, nie wiadomo nawet, gdzie duża część z nich przebywa: podejrzewam, że ewakuowali już swoje rodziny. Dziś nikt nie może im zagwarantować bezpieczeństwa, zakładam, że gdyby ktoś wezwał do pójścia na domy Achmetowa czy Firtasza to ludzie by poszli i zrobili z tymi rezydencjami to, co z domami Janukowycza czy Pszonki. Oligarchowie mają świadomość, że podczas kryzysu zawiedli – jedyną osobą, która zareagowała w ostatnich dniach przed obaleniem prezydenta była Ihor Kołomojski. Ostro skrytykował on głosy o oddzieleniu się wschodu kraju, ale pozostali oligarchowie milczeli.

 

Może oznaczać to więc koniec „demokracji oligarchicznej" na Ukrainie?

Możliwe. Nadal będą oni pewnie zajmować się biznesem, ale dotychczas największe fortuny zbijali na kontraktach państwowych, na które teraz prawdopodobnie nie będą mogli liczyć. Najważniejsze jednak, że stracą wpływy polityczne.  

 

A czy mogą przenieść się na Zachód, gdzie już prowadzą swoje firmy i tam zająć się biznesem zapominając o Ukrainie?

Rozmawiałem kiedyś z doradcą Leonida Kuczmy, którzy powiedział mi, że oligarchowie ukraińscy nie byliby w stanie zdobyć na Zachodzie takich ogromnych pieniędzy, bo nie są na tyle zdolni. To co mają, zyskali w specyficznym systemie, funkcjonując na styku biznesu i polityki. Interesy, które zresztą mają na Zachodzie również nie są bezpieczne – przykładowo rząd Austrii już przypatruje się uważnie biznesowi Klujewów czy Azarowów. Takich śledztw na Zachodzie będzie przybywać, wraz z śledztwami, która rozpoczną się na samej Ukrainie.

 

Nie do końca wiemy jednak, jacy oligarchowie stali za chociażby Kliczkiem – nie można wykluczyć, że w miejsce starych oligarchów pojawiają nowi, dotychczas grający w drugim szeregu.

To zależy od tego, na ile uda się zreformować system. Jeśli bowiem powiedzie się próba oddzielenia biznesu i polityki oraz powstaną transparentne reguły gry, nie trzeba będzie już zajmować się polityką, żeby móc prowadzić swoje przedsiębiorstwa. Biznesmenom będzie to nawet do pewnego stopnia na rękę – wykupywanie sobie przychylności polityków wymagało przeznaczania na ten cel ogromnych środków.

 

W implementacji transparentnych reguł gry pomóc może też podpisanie umowy stowarzyszeniowej. Czy rozczarowanie postawą Zachodu podczas trzech miesięcy ukraińskiego kryzysu sprawi, że nowa władza mniej chętnie spojrzy na ten dokument?

Integracja z Unią Europejską i rozczarowanie postawą zachodniej dyplomacji to dwie różne kwestie. Rzeczywiście, od miesięcy Majdan oczekiwał wprowadzenia sankcji personalnych, wymierzonych w odpowiedzialnych za użycie siły. Porozumienie firmowane przez Sikorskiego było natomiast spóźnione. Jeśli ministrowie wypracowaliby taki układ cztery dni wcześniej, można byłoby to uznać za ogromny sukces unijnej dyplomacji. Tymczasem ich działania były spóźnione – kilka godzin po porozumieniach okazało się, że Janukowycz nie ma już żadnej władzy w Kijowie więc nie może być stroną układu, co czyni układ martwym. Poza tym zachodni dyplomaci często nie nadążali za tym, co się na Ukrainie działo. Świadczyła o tym między innymi niefortunna wypowiedź Sikorskiego, że „wszystkich was tu pozabijają". Unijni ministrowie nie zdawali sobie także sprawy z nastrojów Ukraińców – nie widziałem na ulicy strachu, kiedy ktoś ginął, nie wywoływało to paniki, a raczej złość i jeszcze większą determinację, nikt nie uciekał. Działania Unii Europejskiej były jednak również cenne, na pewno przyczyniły się do ucieczki Janukowycza.

 

Sądzisz jednak, że rozczarowanie Europą wśród Ukraińców nie oznacza, że ci odwrócą się od Zachodu?

Nie odwrócą się: Ukraina oczekuje dziś pomocy od Unii Europejskiej i nie tylko w kontekście pieniędzy, ale również jeśli chodzi o organizację państwa, wprowadzanie standardów zachodnich. Myślę, że umowa stowarzyszeniowa zostanie podpisana w tym roku, co jednocześnie będzie sygnałem dla Ukraińców, że Europa jest na nich otwarta. Będzie to też spełnieniem pierwotnego postulatu Euromajdanu – dziś nam się to zatarło, ale pamiętajmy, że na pierwszym Euromajdanie nie było polityków, a aktywni obywatele, którzy domagali się podpisania umowy stowarzyszeniowej. Europejscy politycy muszą mieć na uwadze, że wszystko zaczęło się od chęci zbliżenia z Europą.

 

Piotr Andrusieczko jest redaktorem naczelnym „Ukraińskiego Żurnału". Stały współpracownik dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia".


Powrót
Najnowsze

Via Carpatia. Podróże po Węgrzech i Basenie Karpackim

19.11.2019
Ziemowit Szczerek
Czytaj dalej

Donbas: kruchy pokój?

18.11.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

Na Białorusi ludzie boją się zmian

17.11.2019
Małgorzata Nocuń Bartosz Panek
Czytaj dalej

Gruzini znów wyszli na ulice

15.11.2019
Wojciech Wojtasiewicz Jakub Janiszewski
Czytaj dalej

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu