Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Krym uratuje Kijów?
2014-03-02
Jakub Korejba

Władze dzisiejszej Rosji, tak jak niegdyś carowie i pierwsi sekretarze, żyją mitem „małej zwycięskiej wojny", która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pozwoli „przeskoczyć" problemy wewnętrzne i zaszachować konkurentów na scenie międzynarodowej. I tak jak Mikołaj II w wojnie z Japonią a Breżniew w Afganistanie, Putin prawdopodobnie uruchomił właśnie mechanizm rozpadu własnego państwa.

Rosja tradycyjnie chce mieć jak najwięcej wariantów działania, a podejmowane dziś przez Moskwę działania mają charakter wielowymiarowy i skierowane są w stronę kilku odbiorców jednocześnie. Putin rozgrywając Krym stara się jednocześnie oddziaływać na władze w Kijowie, kraje zachodnie oraz własną ludność.

 

Nadrenia nad Dnieprem

Zadanie dotyczące nowych władz Ukrainy jest stosunkowo nieskomplikowane i polega na wywieraniu na nieopierzony jeszcze rząd i instytucje państwowe maksymalnej presji. W najgorszym razie, pomoże ona dezorganizować jego prace i kwestionować legitymację do sprawowania władzy, a w najlepszym – wykaże nieefektywność, rozbije wewnętrznie i zniweluje poparcie ze strony sprzyjających byłej opozycji krajów Zachodu.

Ważnym adresatem rosyjskich politycznych i wojskowych manewrów wokół Krymu jest także Zachód. Mobilizując wojska na granicy z Ukrainą, dokonując przy pomocy „niezidentyfikowanych formacji mundurowych" aktów sabotażu wobec strategicznej infrastruktury na Krymie oraz wysyłając na Ukrainę okręty desantowe, Putin stara się wysondować swoich zachodnich partnerów – chce sprawdzić, jak daleko może posunąć się w działaniach na obszarze, który uważa za swoją strefę wpływów. W tym kontekście, opanowanie Krymu, jest krokiem analogicznym do hitlerowskiej remilitaryzacji Nadrenii: sprawdzianem na zwartość ideologiczną Zachodu i jego możliwości w efektywnego powstrzymywania. Tak długo jak USA i Europa będą ograniczały się do tupania nogą i udzielania Ukrainie gwarancji, Rosja w każdym momencie można wycofać się z gry, deklarując, że miejscowe „oddziały samoobrony" działały bez porozumienia z Moskwą, a ruchy rosyjskich wojsk to tylko element rutynowych czynności personelu Floty Czarnomorskiej. Jeśli jednak Zachód nie podejmie zdecydowanych kroków i porzuci Ukrainę, opanowanie Krymu może być wstępem do kolejnych kroków na drodze „zbierania ziem ruskich" i naprawy „największej geopolitycznej tragedii XX wieku" – rozpadu ZSRR.

Szukając przyczyn obecnych działań Rosji na Krymie, warto także pamiętać o wewnątrzrosyjskim aspekcie kryzysu ukraińskiego. Dane za miniony rok, a także prognozy na lata kolejne pokazują, że rosyjska gospodarka znajduje się w stagnacji, mogącej w każdej chwili przerodzić się w długotrwałą depresję. Ceny surowców będą spadać co najmniej do 2016 roku, po raz pierwszy od wielu lat uchwalono budżet z deficytem, wzrasta inflacja, a euro niedawno przekroczyło magiczną dla wielu barierę 50 rubli, co w sytuacji patologicznego uzależnienia od importu podstawowych dóbr konsumpcyjnych znacząco obniża stopę życiową Rosjan. W sytuacji braku perspektyw realnego polepszenia położenia ludności, władza szuka możliwości mobilizacji obywateli wokół prezydenta i stworzonego przez niego systemu politycznego. Kremlowscy technolodzy polityczni wiedzą, że nic tak nie jednoczy Rosjan, jak nadciągający nad ojczyznę wróg zewnętrzny, do tego najlepiej spiskujący z opłacanym przez siebie wrogim elementem wewnątrz Rosji. W rezultacie wiodące media sugerują, że wydarzenia na Ukrainie to próba generalna wywołania chaosu w Rosji, oczywiście celem rozbicia kraju i niedopuszczenia do realizacji rosyjskiej misji dziejowej. Zgodnie z obowiązującą narracją, obalając prawowitego prezydenta Ukrainy, opłaceni i wyposażeni przez Zachód „faszyści" w Kijowie prowadzą więc jedynie ćwiczenia przed właściwą akcją, zmierzającą do wywołania rewolucji w Moskwie.

 

Interwencja humanitarna

Biorąc pod uwagę przyświecające Rosji cele, można pokusić się o próbę prognozy działań podejmowanych przez nią na Krymie i szerzej, wobec Ukrainy. W zależności od rozwoju wypadków, działania Rosji realizowane będą w ramach jednego z trzech wariantów: demonstracji siły, ograniczonej interwencji lub zbrojnej aneksji.

Wariant pierwszy – demonstracja siły. Pomimo narastającej histerii wokół mobilizacji rosyjskich wojsk i wojowniczych deklaracji części polityków, działania Rosji mogą ograniczyć się do przeprowadzenia szeroko zakrojonej demonstracji siły. Jej celem będzie udzielenie moralnego wsparcia prorosyjskim siłom na Ukrainie – upomnienie się o prawa Rosjan i rosyjskojęzycznych mieszkańców kraju oraz interesy jego wschodnich regionów. Zarówno Rosja, jak i sprzyjające jej siły wewnątrz Ukrainy, mają poczucie, że w rezultacie przewrotu lutowego do władzy w Kijowie doszły siły reprezentujące wyłącznie interesy zachodniej i centralnej części kraju. Ma to według Moskwy oznaczać, że podejmowane przez nowe władze w Kijowie reformy polityki wewnętrznej i zagranicznej sprowadzą mieszkańców Wschodu do roli pariasów, a jako że Janukowycz nie może obecnie „pariasów" chronić – musi zrobić to Kreml. Zgodnie z tym scenariuszem, wszelkie groźby wobec Ukrainy mają wymusić na Kijowie większe zainteresowanie kwestiami istotnymi dla Wschodniej Ukrainy i respektowanie interesów Rosji w polityce zagranicznej kraju. Najbardziej wyrazistym gestem wobec prorosyjskiej ludności Ukrainy było w tym kontekście wydanie unurzanym w bratniej krwi berkutowcom rosyjskich paszportów. Rosja symbolicznie zademonstrowała w ten sposób, że dla każdego, kto „mówi i czuje" po rosyjsku istnieje alternatywa wobec miejscowych, „przypadkowych" rządów państw poradzieckich, a „prawdziwa ojczyzna" zawsze się o nich upomni. Jak pokazują podejmowane przez Moskwę i jej popleczników działania na Krymie, istotnym elementem tego scenariusza jest prowokowanie władz ukraińskich do użycia siły. Kreml chce w ten sposób zyskać pretekst do bardziej otwartych działań militarnych. Tylko od siły nerwów władz w Kijowie i stopnia ich kontroli nad miejscowymi formacjami zbrojnymi oraz mieszkańcami zależy, czy tak jak Saakaszwili w Południowej Osetii dadzą się sprowokować do zbrojnego konfliktu, czy jednak uda im się przeczekać wojnę nerwów nie dając powodów do przeprowadzenia przez sąsiada na swoim terytorium „interwencji humanitarnej".

 

Ostro lub ostrzej

Drugim scenariuszem, zgodnie z którym może rozwijać się polityka Rosji, jest dokonanie ograniczonej interwencji na Krymie, lub w kilku regionach Wschodniej Ukrainy w wariancie zbliżonym do operacji naddniestrzańskiej z początku lat dziewięćdziesiątych minionego wieku. Zgodnie z tą koncepcją, Rosja wprowadzi wojska na terytorium tych jednostek administracyjnych Ukrainy, które zwrócą się do niej o „bratnią pomoc",  „powstrzymanie sprowokowanego przez faszystowskie bandy rozlewu krwi" i „zaprowadzenie porządku". Motywując swoje działania dialektyczną mieszanką twierdzeń o jednoczesnym faktycznym ustaniu kontroli Kijowa nad regionami oraz nielegalnością podejmowanych przezeń decyzji, Rosja weźmie na siebie „gwarancje zachowania pokoju i stabilności", podając zbuntowanym wobec ukraińskiej stolicy regionom zbrojne ramię pomocy. W tym przypadku zarówno Krym, który już zwrócił się o taką pomoc, jak i inne regiony, które mogą pójść za jego przykładem, pozostaną formalnie w składzie Ukrainy, de facto będąc jednak rosyjskim protektoratem, rządzonym – tak jak Naddniestrze – przez miejscowych kacyków siedzących na moskiewskich bagnetach.

Jest też opcja trzecia. Przy korzystnym dla siebie rozkładzie sił wewnątrz Ukrainy i braku stanowczych reakcji Zachodu na elementy realizacji dwóch powyższych wariantów, Putin może także w którymś momencie posłuchać skandujących mu do ucha „idź na całość" emerytowanych kagiebistów i generałów ze swego otoczenia i zdecydować się na zbrojną aneksję Krymu. Podstawa prawna dla takiego scenariusza została już przygotowana po obu stronach Cieśniny Kerczeńskiej (rezolucja Rady Najwyższej Krymu oraz przyjęte przez rosyjską Dumę nowe prawo o podmiotach Federacji). Realizacja tego wariantu zależy więc tylko od decyzji o użyciu wojska, tak aby doprowadzić do faktycznego włączenia półwyspu w skład Federacji Rosyjskiej.

Biorąc pod uwagę możliwe konsekwencje jest to scenariusz niezwykle ryzykowny i wątpliwy z punktu widzenia wymiernych korzyści. Warto jednak pamiętać, że w polityce są momenty w których czynnik symboliczno-emocjonalny staje się argumentem w procesie decyzyjnym. Władimir Putin prawdopodobnie wie już, że nie tylko podczas trzeciej kadencji, ale do końca życia nie wejdzie do rosyjskiej historii jako wskrzesiciel ZSRR. Może więc w ramach realizacji dziejowej sprawiedliwości zadowolić się wariantem minimum i przywrócić na łono ojczyzny stosunkowo niewielki terytorialnie, ale za to obciążony najsilniejszą emocjonalną hipoteką odłamek imperium. Rozpatrując możliwość zajęcia Krymu przez Rosję warto pamiętać, że tak cały półwysep, jak i zwłaszcza „gród rosyjskiej sławy wojennej" Sewastopol (nazwany tak pomimo, iż armia radziecka i rosyjska ponosiły tam głównie porażki) jest symbolem siły i znaczenia państwa, a jego utrata na rzecz niepodległej Ukrainy odbierana jako bolesny symbol ich upadku. Dlatego właśnie, zajmując Krym, Putin może zarobić w oczach narodu istotne punkty i na dłuższy czas odciągnąć uwagę od pogłębiających się problemów bytowych obywateli.

 

Aneksja – całe szczęście!

Niezależnie od tego, na jaki wariant w ciągu najbliższych dni zdecyduje się Rosja, każdy z przedstawionych powyżej scenariuszy zakłada wykorzystanie Krymu do realizacji wewnętrznych i zagranicznych interesów rządzącej Rosją elity. Warto więc pochylić się nad możliwymi konsekwencjami gry wokół Krymu, które w przypadku realizacji dwóch ostatnich scenariuszy – zakładających bezpośrednie wmieszanie się w sprawy wewnętrzne Ukrainy – będą paradoksalnie korzystne dla Ukrainy i katastrofalne dla Rosji.

Rosyjska interwencja będzie miała istotne skutki dla wszystkich uczestniczących w niej czynnie i biernie stron, jednak najbardziej bezpośrednie – i niekoniecznie bolesne – dla mieszkańców Ukrainy. Bez wątpienia rosyjscy żołnierze witani będą przez miejscową krymską elitę polityczną jak wyzwoliciele. To właśnie dla lokalnych kacyków perspektywa rozliczenia z wieloletnich nadużyć i korupcji przez nową władzę w Kijowie jest najczarniejszym scenariuszem, a możliwość schowania się za plecami Rosji pod hasłem „obrony prawa do mówienia po rosyjsku" daje nadzieję nie tylko na bezkarność, ale także na dalsze grabienie półwyspu – tym razem z nadania Kremla. Biorąc pod uwagę ponadto fakt, że budżet regionu opiera się w ponad 65 procentach na dotacjach płynących z Kijowa, przyssanie się do naftowego cycka Rosji jest dla nich kuszącą perspektywą.

Rosyjska inwazja niekoniecznie stoi w sprzeczności także i z interesami krymskich Tatarów. Od ponad 70 lat czekają oni bowiem (a od 25 lat przygotowują się) do masowej wendetty na Rosjanach za mordy i wysiedlenia dokonane na ich przodkach przez Stalina podczas i po zakończeniu II wojny światowej. Biorąc pod uwagę fakt, że rosyjska okupacja Krymu stworzy na półwyspie sytuację próżni prawnej i zdejmie z władz w Kijowie  odpowiedzialność za ochronę praw człowieka i balansu interesów między różnymi grupami ludności, Tatarzy wreszcie będą mieli możliwość zemsty na Rosjanach, odebrania im domów i działek zagrabionych przez władze radziecką u ich przodków. Pamiętając, że przez ostatnie ćwierć wieku od przystąpienia do działania powstrzymywały ich tylko centralne władze Ukrainy, sądzić, iż przepuszczą oni taką okazję (dodatkowo pod hasłem walki z okupantem), byłoby skrajną naiwnością.

 

Koniec karmienia Donbasu

Zajęcie Krymu, a nawet innych wschodnich regionów Ukrainy, najsilniej wpłynie jednak na sytuację nowego rządu w Kijowie. Pomimo płomiennej frazeologii i kategorycznych deklaracji o obronie jedności narodu i integralności terytorialnej, rosyjska inwazja i okupacja przyniesie im, paradoksalnie, szereg nieosiągalnych w innej sytuacji korzyści. Dla nieopierzonego i pozbawionego pełnej legitymacji rewolucyjnego rządu atak z zewnątrz i okupacja to najlepszy sposób na zjednoczenie wokół siebie narodu i odwrócenie uwagi od bolesnych reform wewnętrznych w obliczu zagrożenia zewnętrznego.

Odcięcie Krymu i wschodnich obwodów to także szansa na zdobycie pełni władzy politycznej w kraju. Nietrudno wyobrazić sobie jak nieobecność przy urnach prorosyjskiej ludności Krymu i Donbasu wpłynie na wyniki wyborów prezydenckich i parlamentarnych, a także ewentualnego referendum dotyczącego integracji z UE i NATO. W najgorszym dla obecnej władzy wariancie miejsca w Radzie przeznaczone dla oderwanych od Ukrainy obwodów pozostaną puste, a w najlepszym: zostaną obsadzone proporcjonalnie do wyników wyborów uzyskanych na pozostałej pod kontrolą Kijowa części kraju. W ten sposób, zajmując wschodnie obwody Rosja może podarować Jaceniukowi i Tymoszenko nieosiągalną przez 20 lat istnienia Ukrainy prozachodnią większość konstytucyjną.

Odcięcie Wschodu to także łatwiejsze reformy gospodarcze na zasadzie „(doniecka) baba z wozu – (kijowskim) koniom lżej". Bez przestarzałego i energochłonnego przemysłu Donbasu, dużo łatwiej będzie reformować ukraińską gospodarkę, dodatkowo rozdzielając zachodnie kredyty między przychylną ludność Zachodu i Centrum bez konieczności dzielenia się z i tak „nieprzekonywalnymi" do nowej władzy mieszkańcami Wschodu. W rezultacie ograniczenia wpływów elementu radzieckiego będą oznaczały – zarówno politycznie, jak i ekonomicznie, a być może również w wymiarze strategicznym –  szybszą europeizację i trwalsze związanie z Zachodem. Wyjęcie przemysłowych regionów na Wschodzie z bilansu płatniczego Kijowa to także gigantyczne oszczędności na gazie – to właśnie przemysł ciężki Donbasu generuje gros ciągnącego się za Ukrainą długu wobec Gazpromu. Eliminując ten element zależności, Kijów zneutralizuje instrumenty szantażu energetycznego i tym samym osłabi pozycję Rosji. Czasowe lub trwałe odcięcie prorosyjskich regionów przyczyni się wreszcie do obalenia genialnego z punktu widzenia kremlowskiej taktyki „dziel i rządź" mitu o tym, że Wschód rzekomo „karmi" Zachód Ukrainy i utrzymuje budżet całego państwa na powierzchni. To, wymyślone niegdyś przez Gleba Pawłowskiego hasło, opiera się na analizie udziału poszczególnych regionów Ukrainy w wytwarzaniu PKB kraju z którego wynika, że obwody wschodnie rzeczywiście są źródłem większości bogactwa. Manipulacja polega jednak na tym, że wyliczenia te nie biorą pod uwagę rzeczywistych kosztów uzyskania dochodu: ponad 80 procent centralnych dotacji i subwencji przypada właśnie na przemysłowy Wschód, co oznacza, iż to właśnie Donbas pożera otrzymywane przez Ukrainę kredyty i jest powodem permanentnego deficytu budżetowego i galopującego wzrostu zadłużenia państwa. Gospodarka zachodnich i centralnych regionów kraju jest znacznie lepiej przygotowana do integracji z Zachodem i funkcjonowania w rynkowych warunkach wolnej konkurencji. Pozbycie się Wschodu pozwoli więc władzom w Kijowie mocniej szarpnąć cuglami modernizacji.

 

***

 

Wychodzi więc na to, że rosyjska interwencja na Krymie i ewentualnie w innych regionach Ukrainy nie będzie dla Kijowa aż tak katastrofalna, jak mogłoby wynikać z wypowiedzi naddnieprzańskich polityków. Będzie natomiast początkiem końca samej Federacji Rosyjskiej, która straci nie tylko partnerów międzynarodowych i potencjalnych sojuszników wśród państw poradzieckich, ale także zakończy tabuizację problemu separatyzmów. Trudno bowiem oczekiwać, że po oddzieleniu się Krymu od Ukrainy, republiki północnego Kaukazu oraz turkojęzycznego „muzułmańskiego pasa" na Powołżu pozostaną głuche na apele radykałów o zakończenie „rosyjskiej okupacji" i wyzwolenie się do samodzielnego bytu państwowego przy wsparciu hojnych sponsorów zagranicznych. Odrywając Krym od Ukrainy Putin nie tylko pomoże więc skonsolidować prozachodnie siły na Ukrainie, ale także przekona separatystów wewnątrz własnych granic, że oto wreszcie wybiła godzina do działania.

Jeżeli więc Władimir Putin postanowił wejść do historii jako Hitler naszych czasów, to powinien pamiętać, że po hybris roku 1939, niechybnie przychodzi nemezis 1945, a pierwsza agresja użyźnia glebę dla nasion nieuniknionej i ostatecznej klęski. Dlatego, wydając czołgistom rozkazy do zajęcia Krymu, dobrze sprawdzić, czy pod poduszką leży osobisty pistolet z jedną, przeznaczoną dla samego siebie kulą.

Jakub Korejba


Powrót
Najnowsze

Gruzini znów wyszli na ulice

15.11.2019
Wojciech Wojtasiewicz Jakub Janiszewski
Czytaj dalej

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Program konferencji Polska Polityka Wschodnia 2019

14.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu