Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ukraina zbrojna
2014-03-03
Sebastian Zagdański

W wielu komentarzach poświęconych sytuacji na Krymie można spotkać się ze stwierdzeniem, że Federacja Rosyjska liczy na sprowokowanie Ukraińców, którzy pierwsi otwierając ogień dadzą wówczas Rosjanom pretekst do rozpoczęcia działań zbrojnych. Podkreślana jest także słabość ukraińskich sił zbrojnych, które rzekomo nie w są w żaden sposób zdolne, aby przeciwstawić się Rosji, a jedyne co mogą zrobić to unikać konfrontacji. Rzeczywistość jednak nie w pełni odpowiada tym opiniom.

Niewielkie i stosunkowo słabo uzbrojone rosyjskie siły interwencyjne (oraz na dobrą sprawę nie przygotowane do walki na lądzie oddziały Floty Czarnomorskiej) nie są gotowe do konfrontacji i wszystkie ich dotychczasowe sukcesy opierają się wyłącznie na słabości władz w Kijowie oraz wynikającej z niej bierności stacjonujących na Krymie ukraińskich struktur siłowych. Niemal beztroski sposób w jaki Rosjanie patrolują ulice miast półwyspu i przemieszczają sie po jego drogach świadczy, że nie spodziewają się ataku (którego i tak w razie czego nie byliby w stanie odeprzeć).

Wbrew pozorom ukraińska obecność militarna w Autonomicznej Republice Krymu jest bowiem znacząca, a kryzys struktur siłowych dotknął elitarne krymskie siły tylko w niewielkim stopniu. Największą jednostką odpowiadającą za obronę półwyspu jest 36. Brygada Obrony Wybrzeża stacjonująca w Perewalnym. Jest to unikalna formacja grupująca pododdziały pancerne, zmechanizowane i piechoty górskiej, dysponuje znaczącym potencjałem bojowym oraz, co ważne w razie ewentualnej konfrontacji z oddziałami rosyjskimi – sprzętem ciężkim w postaci czołgów T-64B/BW i bojowymi wozami piechoty BWP-2. Oprócz Brygady, Krymu bronią dwa bataliony piechoty morskiej – 1. w Teodozji i 501. w Kerczu. Szczególne znaczenie ma ten pierwszy, drugi bowiem jest w rzeczywistości batalionem obrony wybrzeża, niejako na siłę podniesionym do rangi elitarnej jednostki piechoty morskiej.

Na półwyspie stacjonuje także znaczące zgrupowanie artyleryjskie w postaci brygadowej grupy artyleryjskiej 36. brygady i 406. samodzielnej grupy artylerii nadbrzeżnej. Nieba nad ARK pilnuje z kolei 204. brygada lotnictwa taktycznego (24 Migi-29 z których około 8 w pełni sprawnych) oraz, co znacznie ważniejsze: 5 dywizjonów kompleksów przeciwlotniczych S-300PS i 3 Buk-M1 (plus dywizjon przeciwlotniczy 36. brygady z zestawami 2S6 „Tunguska", 9K33 „Osa-AKM" i 9K38 „Igła").

Dodatkowo pokaźny komponent Wojsk Wewnętrznych tworzy 5 jednostek wojskowych, z których aż dwie mają w swoim składzie pododdziały specjalne. Do tego należy doliczyć ukraińskich marynarzy, pilotów lotnictwa morskiego, milicjantów, pograniczników oraz przedstawicieli innych uzbrojonych formacji porządkowych.

Oczywiście, Rosja także dysponuje znaczącymi siłami w postaci stale stacjonujących na Krymie 810. brygady piechoty morskiej (Sewastopol), 1096. pułku rakietowego obrony powietrznej (Sewastopol), 7057. mieszanej bazy lotniczej (Kacza, Gwardiejskoje) oraz marynarzy Floty Czarnomorskiej. Do tego doliczyć należy przybyłe juz po rozpoczęciu kryzysu „niezidentyfikowane" jednostki. Ich obecność nie jest jednak na tyle znacząca, aby dysponujące cięższym uzbrojeniem, mające możliwość kontrolowania całości przestrzeni powietrznej nad ARK, elitarne ukraińskie jednostki nie były w stanie prowadzić przeciwko nim bardziej skutecznych działań. W wymiarze samego półwyspu cały czas dysponują one bowiem przewagą (o czym łatwo zapomnieć oglądając przekazy medialne) i przegrywają tylko dlatego, że ze względu na słabość obecnego rządu całkowicie utraciły inicjatywę.

***

Oczywiście, można twierdzić, że w przypadku wybuchu regularnego konfliktu zbrojnego ukraińska przewaga militarna – mająca charakter wyłącznie regionalny – zostałaby utracona. O takim scenariuszu nie ma jednak póki co mowy, gdyż regularna wojna z państwem wielkości Ukrainy, dysponującym znaczącymi rezerwami wyszkolonych kadr (z których część ma doświadczenie bojowe), wbrew powszechnym opiniom dużą ilością wciąż nowoczesnego uzbrojenia oraz pokaźną V kolumną w postaci ukraińskich obywateli mieszkających w Rosji, byłaby dla Moskwy nie do wygrania.

Pomimo tego Władimir Putin zdecydował się jednak na interwencję zapewne mając nadzieję, że wykorzystując porewolucyjny chaos będzie w stanie bez większego oporu zmienić dotychczasowy status Autonomicznej Republiki Krymu. Na dzień dzisiejszy wiele wskazuje, że jeżeli cała sytuacja nie wymknie mu się spod kontroli (i nie będzie początkiem jego końca) to cel ten zrealizuje. Miejscowa ludność poddana działaniu rosyjskiej propagandy rzeczywiście boi się bowiem o swoją dalszą przyszłość w kraju, który ich zdaniem jest dziś rządzony przez opłacanych przez Zachód faszystów. Ponadto, problemy ekonomiczne Kijowa i obietnice rosyjskiego wsparcia finansowego stanowią bardzo istotną zachętę.

A reszta świata? Dyskusja o możliwym podziale ukraińskiego państwa trwa od dawna i prędzej czy później również świat może zaakceptować oddzielenia się Krymu – tym bardziej, że wielu przyjmie go z nieskrywaną radością.

 

Sebastian Zagdański       


Polecamy inne artykuły autora: Sebastian Zagdański
Powrót
Najnowsze

Nikt nie chce być barbarzyńcą

19.09.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

Lublin: Giedroyć, Osadczuk i stosunki polsko-ukraińskie

14.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

10.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Szaleństwo, głupota czy metoda

10.09.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu