Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Godzina prawdy
2014-03-12
Wałentyn Badrak

Putinowska decyzja o agresji na Ukrainie ma podłoże głównie psychologiczne – do takiego kroku pchnęła go porażka na Majdanie. Będąc osobą skoncentrowaną na destrukcji, rosyjski prezydent jest gotowy wciągnąć miliony ludzi w chaos wojny, aby zademonstrować swoją siłę przed Ukrainą i całym światem, a także własnym społeczeństwem. Paranoik, cierpiący na kompleks Napoleona dla rewanżu jest zdolny do przekroczenia granic zdrowego rozsądku obowiązujących w cywilizowanym świecie. Jednostronna wojna Rosji przeciwko Ukrainie jest póki co bezkrwawa, lecz jeśli nieustające prowokacje wywołają siłową reakcję Sił Zbrojnych Ukrainy, rozlewu krwi nie będzie dało się uniknąć.

 

Mocarz Władimir

Mając oparcie w lojalnym rosyjskim parlamencie, kontrolowanych mediach i gruntownie opracowanej machinie informacyjno-psychologicznej, Putin świadomie destabilizuje sytuację na Krymie. Tłumaczenia Kremla, dlaczego zdecydowano się na wtargnięcie na półwysep są absurdalne – decyzja miała być motywowana rychłym atakiem „banderowskich bojowników" i łamaniem praw rosyjskojęzycznych mieszkańców. Pokazuje to, że po drugiej dotkliwej porażce na kijowskim Majdanie prezydent Rosji szukał tylko pretekstu do agresji, a gdy go nie znalazł – sam go wymyślił. Inwazja była przygotowywana prawdopodobnie dość długo, a wydarzenia w Kijowie ją przyśpieszyły. 

Obecna taktyka Putina polega na próbie przyłączenia Krymu poprzez separatystyczny przewrót z udziałem obywateli rosyjskich i przerzuconych na półwysep pododdziałów wojsk rosyjskich. W dalszej perspektywie ma doprowadzić to do zmiany rządzących na Ukrainie, choć niekoniecznie oznaczałoby to powrót Janukowycza. Najważniejsze, aby nowe władze były kontrolowane przez Moskwę i gotowe do wykonywania rozkazów płynących z Kremla.

Administracja Putina skutecznie wykorzystuje zresztą byłego prezydenta – używając go jako tarczy oświadcza, że rzekomo osiągnięto porozumienie dotyczące ruchów pododdziałów wojsk FR na Krymie (pod przykrywką zaplanowanych manewrów).

Niestety, fakt, że nowe kierownictwo Ukrainy działa w zwolnionym tempie, a proces decyzyjny do 2 marca był realizowany z opóźnieniem nawet kilkudniowym, jest Putinowi na rękę. W rezultacie kijowskie władze nie zdołały zatrzymać Janukowycza i unieszkodliwić liderów separatystów, włącznie z obywatelami Rosji. Resorty siłowe – zwłaszcza MSW i SBU w regionach południowo-wschodnich Ukrainy – są w rozsypce i według wielu obserwatorów dopiero rozpoczęto proces ich odbudowy, który jednak musi potrwać. Fatalny stan Sił Zbrojnych Ukrainy i służb specjalnych to efekt wieloletnich zaniedbań. Te ostatnie dotknął również problem penetracji ze strony sąsiada oraz plaga komercjalizacji, która w czasie rządów Janukowycza przybrała ogromną skalę. Wasyl Knajpa na łamach „Ukraińskiego Żurnału" w maju 2012 roku pisał, że w tej sytuacji całkiem logicznym byłoby wywieszenie na drzwiach wejściowych do budynku SBU cennika usług.

Należy przy tym pamiętać, że czym innym jest rosyjska władza, a czym innym rosyjskie społeczeństwo. Właśnie Rosjanie, którzy nadal potrafią trzeźwo myśleć i analizować, nie życzą sobie dyktatury i mogą być jednym z sojuszników w sprzeciwie wobec polityki Putina. Rosyjski prezydent ponosi odpowiedzialność również za pogarszający się z miesiąca na miesiąc stosunek Rosjan do Ukrainy. Wrogość manipulowanych mas zresztą rośnie – właśnie w ten sposób lider Rosji sprawił, że rosyjscy wojskowi są gotowi do bratobójczej wojny oraz zapewnił sobie poparcie części rosyjskiego społeczeństwa dla takich działań.

 

Gdy Rosja poczuje słabość

Powagę sytuacji pokazuje pobieżna analiza implikacji ewentualnej secesji Krymu.

Po pierwsze, bezpieczeństwo w akwenie Morza Czarnego zostałoby znacząco zachwiane. Krym ostatecznie straciłby szansę na wykorzystanie swego potencjału turystycznego, a to oznacza dalszą degradację półwyspu, zwłaszcza wzrost i tak wysokiego poziomu bandytyzmu (najwyższy na Ukrainie). Prawdopodobnie Krym stałby się czynnikiem destabilizującym w takim stopniu jak Naddniestrze.

Po drugie, proces dywersyfikacji źródeł gazu ziemnego na Ukrainie byłby utrudniony. W akwenie Morza Czarnego i Azowskiego znajdują się znaczące zapasy błękitnego paliwa, które Kijów zaczął już eksploatować. W latach 2011-2012 przeprowadzono konkursy na eksploatację kilku pokaźnych złóż. Złoża Przykerczeńskie (oceniane na 300 miliardów m³) dostała kompania Vanco związana z Rinatem Achmetowem, złoża Subotina, Odeskie i Bezimienne (ponad 35 miliardów m³) miała eksploatować spółka Czornomornaftogazu (spółki córki Naftogazu) i rosyjskiego Łukoila (jednak późną jesienią ubiegłego roku rząd Mykoły Azarowa cofnął licencję), a złożem Skifskim (około 200-250 miliardów m³) zajmie się alians firm zachodnich: Exxon Mobil, Shell, Petrom, OMV przy współpracy z Nadrami Ukrainy. Potencjał tych złóż jednoznacznie dowodzi, że ich ewentualna eksploatacja zmniejszy (jeśli nie zlikwiduje) gazową zależność Ukrainy od Rosji, jednak aby tak się stało, Ukraina musi kontrolować Krym. Istnieje jeszcze jeden czynnik związany z rynkiem gazu – chodzi o budowę South Stream, który w przypadku przejęcia wpływów na półwyspie przez Kreml, Gazprom mógłby poprowadzić przez wody terytorialne Ukrainy. W ten sposób niemal o połowę zmniejszyłyby się koszty budowy rosyjskiego projektu.    

Po trzecie, absurdalne uzasadnienia interwencji (wykreowanie nieistniejącego problemu językowego) pokazują, że Moskwa może w przyszłości sięgać po równie chore argumenty mające usprawiedliwić kolejne interwencje. Wiąże się z tym sytuacja z jesieni ubiegłego roku, gdy w tle wojny handlowej wytoczonej przez Kreml Ukrainie, dyskutowano, jak Kijów powinien odpowiedzieć Moskwie. Część analityków podkreślała wówczas, że strona ukraińska nie może pozwolić sobie na ustępstwa i rezygnację z podpisania umowy stowarzyszeniowej, ponieważ, gdy Kreml poczuje słabość – rozochoci się jeszcze bardziej. Kolejne miesiące pokazały, że przewidywania tej grupy analityków się potwierdziły.

 

Recepty

Dziś jedynym czynnikiem powstrzymującym agresję może być reakcja wspólnoty międzynarodowej i świadomych warstw społeczeństwa rosyjskiego. Wydaje się, że Putin wciąż waha się, co uczynić w kwestii Krymu i właśnie dlatego niezbędna jest wojna informacyjna i ekonomiczna wspólnoty międzynarodowej wymierzona bezpośrednio w rosyjskiego przywódcę. Nie można zapomnieć, że Putin obawia się, iż mógłby zostać wyklęty przez „cywilizowany" świat.

Niezbędną jest natychmiastowa zmiana interpretacji: mówmy „agresja wojskowa i wojna przeciw Ukrainie" zamiast „kryzys na Krymie". Nowe władze Ukrainy powinny natychmiast stworzyć centrum informacyjne, które będzie potrafiło przez całą dobę relacjonować wydarzenia i zapewniać tłumaczenie na kluczowe języki obce. Potrzeba jest korekta informacji i uprzedzanie dezinformacji ze strony Federacji Rosyjskiej. Taka praca może przynieść efekty tylko wtedy, gdy zostaną do niej włączeni specjaliści i eksperci od technologii informacyjnych, a także dziennikarze.

Kijów powinien zachować spokój i nie podejmować działań wojskowych, jednocześnie rzetelnie szykując armię również na taką ewentualność. Należy przeprowadzić częściową mobilizację i jasno określić granice cierpliwości – moment użycia Sił Zbrojnych. Trzeba podkreślić, że na dzień dzisiejszy moralno-bojowy duch armii ukraińskiej jest na dość wysokim poziomie. Także ten czynnik (nie ilość wojsk i jakość uzbrojenia) może powstrzymać agresora. Jednocześnie nie warto zapominać, że siły są nierówne – zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę aktywne dozbrajanie rosyjskiej armii w ciągu ostatnich pięciu lat i jej sześciokrotną przewagę liczebną. Działania wojskowe powinny być więc dla Ukrainy ostatecznością.

Ważna jest też intensyfikacja współpracy z Tatarami Krymskimi, a także stworzenie Gwardii Narodowej (należy przyjąć stosowną ustawę w parlamencie w trybie natychmiastowym) – formacji, która była dumą i wizytówką ukraińskich resortów siłowych w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, a którą rozformowano na początku lat dwutysięcznych.

Już teraz należy także podjąć kroki mające na celu odbicie utraconych pozycji. Chodzi o przygotowanie operacji neutralizacji ekstremistów i separatystów, uprzedzenie przedstawicieli rosyjskich władz, że Ukraina nie będzie tolerowała antyukraińskich wypowiedzi, a prowokatorzy w rodzaju Żyrinowskiego lub Zatulina zostaną objęci zakazem wjazdu na terytorium kraju.  

Kijów powinien ogłosić też gotowość do rozszerzenia autonomii Krymu – jest to przedmiotem negocjacji, o czym należy szeroko poinformować mieszkańców półwyspu. Bez wątpienia należy kontynuować wspólne działania z USA i NATO wokół włączenia ich do potencjalnego scenariusza wojskowego. Takim działaniom musi towarzyszyć zwiększona aktywność na arenie międzynarodowej, obejmująca także sankcje ze strony UE i USA. Głos dyplomatów i polityków nie powinien zamilknąć ani na chwilę, a fala protestów wobec działań Putina musi objąć całą świadomą społeczność międzynarodową.

 

Krymski kompromis

I na koniec – chyba najważniejsze: Putin tak zaciekle walczy o Ukrainę, bo rozumie, że jest to dla niego walka o swoją własną przyszłość w Rosji. Jeśli Ukraina osiągnie za kilka lat sukces, nawet kolejne nowinki propagandowe nie pomogą mu zachować represyjnego systemu, który tak konsekwentnie budował przez wiele lat.

Z tego faktu wynika kolejne wyzwanie nie tylko dla Ukrainy, ale także dla reszty demokratycznego świata, którego rosyjski lider się chyba nie spodziewa – jak przenieść działania wojenne na terytorium Rosji? Oczywiście, nie może być mowy o operacjach militarnych – chodzi przede wszystkim o działania informacyjno-psychologiczne. Śmiałe działania Putina mają dość wątłe podstawy, bo opierają się na przekonaniu, że w odróżnieniu od Rosji Zachód nie jest gotowy przystąpić do aktywnej walki o wpływy na Ukrainie. Kreml liczy na to, że w najbliższym czasie Zachód stopniowo będzie się przyzwyczajał do nowego porządku. Warto zwrócić uwagę, że po niedawnym komunikacie UE rekomendującym Moskwie rozpoczęcie negocjacji z Kijowem, Kreml na forum ONZ ogłosił zamrożenie stosunków politycznych z Ukrainą – Moskwa bada w ten sposób, jak daleko może się posunąć.

W tym kontekście gospodarzowi Kremla pewności siebie dodaje przełknięcie przez Zachód w 2008 roku rosyjskiej agresji na Gruzję oraz pozostawienie Ukrainy sam na sam z Moskwą, gdy zahamowano integrację Kijowa ze strukturami euroatlantyckimi. Putin może jednak bardzo szybko zacząć się wycofywać, jeśli Zachód zademonstruje gotowość użycia siły, zamiast ograniczać się do słów, do których już mało kto przywiązuje wagę. Propagandowe uzasadnienie dla takiego kroku Kreml znajdzie z łatwością.

Niestety, póki co Zachód przyjął wyczekującą postawę, która w połączeniu z niezdecydowanymi krokami Kijowa może pchnąć Kreml do kontynuowania agresji po 16 marca. Wydaje się, że następnie Putin może doprowadzić do rozszerzenia konfliktu na kolejne regiony Ukrainy, a później – w razie spóźnionej, lecz ostrej reakcji Zachodu – łaskawie się wycofać. Na Krym…

 

Przełożył Paweł Kost

 

Wałentyn Badrak jest dyrektorem Centrum Badań Armii, Konwersji i Rozbrojenia w Kijowie


Polecamy inne artykuły autora: Wałentyn Badrak
Powrót
Najnowsze

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu