Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Krym czyli Ardeny Putina
2014-03-26
Jakub Korejba

Kryzys ukraiński już zyskał miano punktu zwrotnego w historii Europy i Świata. Pomimo, że jak każdy moment przełomowy niesie ze sobą ryzyko, dla Polski jest on zwiastunem zmian na lepsze.

 

Wreszcie antimurale

Po pierwsze, Polska zyskuje geopolitycznie – jako wysunięty na wschód przyczółek NATO i forpoczta wolnego świata. Atakując Ukrainę w momencie jej zwrotu na Zachód, Rosja dała się poznać jako zagrożenie nie tylko dla tego czy innego rządu w Kijowie, ale także dla modeli rozwoju i wartości, które leżą u podstaw istnienia zachodniej cywilizacji. Anektując Krym Rosja najprawdopodobniej rozpoczęła nowa zimną wojnę, wyznaczając linię frontu niedaleko wschodniej granicy Polski, bedącej jednocześnie rubieżą zachodniego świata w tej części Europy. Chcąc niechcąc Kreml uczynił więc (zgodnie z proroctwami Zbigniewa Brzezińskiego) Ukrainę polem aktywnej walki dwóch alternatywnych modeli cywilizacyjnych. A jako że USA i UE są naturalnymi liderami jednego z nich, bardzo trudno bedzie im, nie tracąc autorytetu na świecie, nie podjąć rękawicy i oddając Ukrainę walkowerem przyznać się do porażki. W związku z tym, z punktu widzenia wiodących państw Zachodu, rola Polski, jako „starszego brata" i rzecznika prozachodnich aspiracji Ukrainy (w sferze politycznej, wojskowej czy ideologicznej) bardzo wzrasta. To właśnie Polska będzie w najbliższych latach z jednej strony bastionem obrony przed rosyjską ekspansją, a z drugiej kwaterą główną wszelkich działań zmierzających do aktywizacji prozachodniej polityki państw na obszarze poradzieckim.

 

Bez kolegów

Po drugie, anszlus Krymu jest najlepszym dowodem, że na obszarze byłego ZSRR nigdy nie powstanie jakakolwiek sprawnie funkcjonująca struktura integracyjna – Rosji nie uda się zjednoczyć byłych republik pod swoim przewodnictwem. Przyłączając Krym drogą zbrojnej aneksji, Rosja udowodniła, że proponowany przez nią model rozwoju i format integracyjny okazał się kompletnie pozbawiony atrakcyjności dla potencjalnych partnerów. Na przestrzeni ostatnich lat, intensyfikując działania zmierzające do stworzenia jakiejś postaci ZSRR-bis, kremlowscy stratedzy powtarzali, że jakakolwiek próba reintegracji przestrzeni poradzieckiej pozbawiona jest sensu bez udziału Ukrainy. Kiedy więc ukraińskie społeczeństwo jasno opowiedziało się przeciwko zbliżeniu z Rosją, jedyną odpowiedzią na którą zdobył się Kreml była aneksja części jej terytorium. Warto zwrócić uwagę, że pomimo buńczucznych zapewnień Rosji o ukraińskim „niedo-państwie", od rzekomo pałającej rządzą zjednoczenia z rosyjską macierzą Ukrainy udało oderwać się tylko jeden jedyny region. Ponadto, anektując Krym, Rosja zrobiła Ukrainie trudny do przecenienia prezent: pozbawiając mieszkańców Krymu ukraińskiego obywatelstwa, Moskwa „uwolniła" obecne władze w Kijowie od ogromnej rzeszy antyzachodnich wyborców.

Poza tym, nie trzeba będzie długo czekać, aż rozpatrujący mieszkających na własnym terenie Rosjan jako potencjalną piątą kolumnę Łukaszenko i Nazarbajew zaczną szukać politycznych i wojskowych gwarancji Zachodu i Chin na wypadek, gdyby nagle ktoś na Kremlu uznał, że prawa etnicznych Rosjan w „odwiecznie rosyjskich" Mińsku i Astanie (Celinogradzie) zagrożone są podobnie, jak na Ukrainie. W dniu aneksji Krymu, naprawienie „największej geopolitycznej tragedii w XX wieku", jak Putin określił rozpad ZSRR stało się więc praktycznie niewykonalne.

 

Rusofoby-realiści

Po trzecie i najważniejsze – w wyniku kryzysu krymskiego świat inaczej zaczął postrzegać Rosję, przenosząc polski dyskurs z marginesu stosunków międzynarodowych na najbardziej prestiżowe salony. Dziś, kiedy niemal wszyscy przywódcy mocarstw i wiodące globalne media mówią Sikorskim, trudno już wrócić do czasów, kiedy wysuwane przez Polskę obawy wobec Rosji określane były jako motywowane rusofobią i historycznymi traumami histeryczne wyskoki. Wielokrotnie w ciągu ostatniego ćwierczwiecza na forum instytucji międzynarodowych i w stosunkach dwustronnych, polska diagnoza działań Rosji wielokrotnie kwitowana była wzruszniem ramion i uśmiechami politowania.

Po akcji na Krymie sama Rosja przekonała świat, że w kwestii imperialnego charakteru jej polityki, to właśnie rzekomo przewrażliwieni i uprzedzeni Polacy mieli rację. W rezultacie polskie obawy mogą stać się stałą częścią optyki zachodnich państw i organizacji, a polskie propozycje kluczowym elementem ich polityki wobec Rosji i całego regionu.

Zyskując Krym Rosja straciła więc za jednym zamachem wizerunek normalnego uczestnika wspólnoty światowej, perspektywę reintegracji swojej strefy wpływów, a także wzmocniła wszystkich tych (w tym Polskę), których od lat uważa za najbardziej aktywnych regionalnych szkodników. W oczywisty więc sposób strategiczne straty przewyższają taktyczne zwycięstwo w postaci objęcia kontroli nad Krymem i Sewastopolem, co każe zadać pytanie o celowość podjętych w ciągu ostatniego miesiąca działań. Szczególnie, że decydowała o nich w końcu nie banda szaleńców, ale ludzie inteligentni i doświadczeni.

 

Ostatnie podrygi

I tu dochodzimy do największej tajemnicy współczesnej Rosji, która jest oczywista dla każdego, kto spędził w tym kraju choć chwilę poza luksusowymi restauracjami, ociekającymi od złota salami Kremla czy trybuną honorową na Placu Czerwonym. Dzisiejsza Rosja stanowi trzeszczący szwach oligarchiczno-biurokratyczny konglomerat przyssany do gazowej rury. Niewydolna struktura funkcjonuje ostatkiem sił w oparciu o swoistą umowę społeczną chciwych z leniwymi: naród macha reka na złodziejstwo i niegodziwość władzy, w zamian za pozwalające zachować minimum życiowych funkcji ochłapy z gazpromowskiego stołu. To dlatego właśnie wielu pozbawionych godności i perspektyw mieszkańców Rosji tak ochoczo łyka slogany o historycznym zwycięstwie, którymi przy okazji „odzyskania" Krymu karmi ich propaganda.

Jednakże to, co może otumanić półprzytomnego od pijaństwa kołchoźnika spod Kostromy nie oszuka doskonale poinformowanych o stanie państwa kremlowskich strategów; obecny moment był prawdopodobnie ostatnim, w którym Rosja mogła dokonać militarno-politycznych działań, nie narażając się na spektakularny odwrót i kompromitującą porażkę. Tak, jak Hitler pod koniec 1944 roku wycisnął z konającej Rzeszy ostatni skuteczny wysiłek wojenny tak i Putin, prawdopodobnie po raz ostatni napiął wiotczejące rosyjskie muskuły, aby zademonstrować światu, że ani na krok nie zszedł z drogi budowy wielkiego imperium. I tak jak wtedy osiągniety na chwilę taktyczny sukces tylko pogłębi skalę startegicznej klęski na innych frontach.

Kryzys ukraiński zademonstrował, że siła Rosji jest tylko funkcją słabości jej sąsiadów i braku jedności mogącego ich wesprzeć Zachodu. Najazd atomowego mocarstwa na targaną wewnętrznymi konwulsjami Ukrainę przypomina pijanego mużyka, okładającego pięściami małą dziewczynkę, za to, że przechodząc pokazała mu język. Prędzej czy później, nawet bez pomocy chłopaków z sąsiedniego podwórka, wyrwie się ona jednak z uścisku tracącego siły maniaka, który wycieńczony atakiem agresji, zachwieje się, stoczy do rowu i prawdopodobnie umrze na zawał serca.

 

Jakub Korejba


Powrót
Najnowsze

Program konferencji Polska Polityka Wschodnia 2019

14.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Czy USA wycofa się z traktatu o otwartych przestworzach?

12.11.2019
Waleria Szackaja
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu