Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kraj tysiąca i jednego ultimatum
2014-04-14
Piotr Pogorzelski

Tekst ukazał się na stronie Tygodnika Powszechnego.

W poniedziałek rano minęło ultimatum, jakie Kijów postawił rosyjskim separatystom.

Ukraińskie władze mają niemal carte blanche od większości Ukraińców na rozwiązanie sytuacji na wschodzie kraju. Do niedawna jednak w tej sprawie niemal nic nie robiły. Tymczasem niezadowolenie społeczeństwa rośnie.

W „palmowy" weekend rosyjscy separatyści, prawdopodobnie wspierani przez rosyjskie oddziały specjalne, rozkręcili swoją działalność na wschodzie Ukrainy – w tym, między innymi, znów w Charkowie, ale także w mniejszych miejscowościach Zagłębia Donieckiego, na przykład w Słowiańsku, stutysięcznym mieście powiatowym.

Z Kijowa znów można było usłyszeć (ale zobaczyć już nie) o operacji antyterrorystycznej władz i znów o kolejnym ultimatum MSW i Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. W przypadku języka ukraińskiego, chyba trzeba by nakazać używanie tego słowa w liczbie mnogiej i zmienić jego sens na „groźbę, która nie zostanie spełniona, jeżeli stawiane warunki nie zostaną zrealizowane". Kijów po raz kolejny miał nadzieję na to, że rzeczywistość uda się zaczarować, że separatyści posłuchają gróźb i po prostu rzucą broń i wyjdą z zajmowanych budynków.

Tymczasem w ten weekend mieliśmy nowych „bojowników", lepiej uzbrojonych, działających profesjonalnie, którzy zapewne nie mają zamiaru się poddawać. Ci „bojownicy" przypominali oczywiście Rosjan, mówili ładnie po rosyjsku, używali nawet słów, które są wykorzystywane w samym Petersburgu i tylko tam, w Moskwie już nie, a w Zagłębiu Donieckim już na pewno nie.

Do czego zmierzam? Przez cały miniony tydzień właściwie były dwa mocne punkty oporu separatystów (w Ługańsku i Doniecku) oraz jeden dość słaby w Charkowie. W tym ostatnim mieście milicja wykurzyła działaczy z Administracji Obwodowej. Zaaresztowano około 70 osób. Na pewien czas udało się uspokoić sytuację. Minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow zachował się jak typowy ukraiński urzędnik „państwowy", a mianowicie zrobił porządek tylko we własnym mieście (Awakow pochodzi z Charkowa), a sytuacja w Doniecku i Ługańsku pozostała nietknięta. W Doniecku separatyści są więc nadal w Administracji Obwodowej, a w Ługańsku przebywają w siedzibie lokalnej Służby Bezpieczeństwa.

I to pomimo że większość mieszkańców Zagłębia Donieckiego chciałaby, aby ich region był częścią Ukrainy. Jedynie co piąty widzi go w składzie Rosji, a co dwudziesty chciałby, aby była tam Republika Doniecka.

Czyli mamy bardzo ładne tło społeczne, które umożliwia zrobienie elementarnego porządku z antypaństwowym elementem. Władze się tego jednak boją. Boją się jakichkolwiek radykalnych działań. Tyle że ich brak działań też wywołuje niezadowolenie, a kolejne ultimatum groźnego, jak zwykle p.o. prezydenta Ołeksandra Turczynowa, wywołuje po prostu uśmiech.

Jeszcze niedawno sam minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow dawał 48 godzin na rozwiązanie sprawy. Gdyby ją rozwiązał, być może nie byłoby teraz Słowiańska i innych przejętych de facto przez Rosjan miast wschodniej Ukrainy.

Co będzie dalej? Od 21 listopada 2013 roku, gdy zaczęły się protesty przeciw – wtedy jeszcze – odmowie podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią przez Wiktora Janukowycza – właściwie nie powinno się odpowiadać na to pytanie. Rewolucji godności nikt nie przewidział. Od tego czasu niemal każda prognoza wydaje się być wróżeniem z fusów. Napiszę jednak kilka słów. Moim zdaniem, Zagłębie Donieckie nie będzie drugim Krymem ponieważ a) nie ma tam rosyjskich baz, b) poparcie społeczne dla separatystów jest zbyt małe.

Nie oznacza to jednak, że Kijów może założyć nogi na stół i nic nie robić. Po usunięciu separatystów z miast należałoby wziąć się za przekonywanie miejscowej ludności, która nowych władz w Kijowie się po prostu boi. Premier Arsenij Jaceniuk rzeczywiście stara się przekonać mieszkańców Donbasu, że nie jest krwawym banderowcem. Może jednak potrzebne są dalsze wysiłki – i to mimo sabotażu ze strony miejscowych elit. Wydaje się, że nowy rząd umie to zrobić, przynajmniej jego szef, brak jest jednak zdecydowania. W tym tygodniu ma się odbyć kolejna manifestacja z żądaniem usunięcia Arsena Awakowa właśnie za brak zdecydowania. Być może premier pokaże swoje zdecydowanie.

 

Piotr Pogorzelski jest korespondentem Polskiego Radia w Kijowie, autorem książki „Barszcz ukraiński".

 

Tekst ukazał się na stronie Tygodnika Powszechnego.


Powrót
Najnowsze

Gruzini znów wyszli na ulice

15.11.2019
Wojciech Wojtasiewicz Jakub Janiszewski
Czytaj dalej

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Program konferencji Polska Polityka Wschodnia 2019

14.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Zatrzymanie Ihora Mazura. Rosyjska prowokacja

13.11.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu