Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kto się bije w rosyjskie piersi
2014-04-17
Jakub Korejba

Artykuł jest polemiką z opublikowanym na naszych łamach tekstem Tomasza Wojciechowskiego Dyktator jak znalazł.

 

Putin to produkt „made in Russia" i nie ma sensu przypisywać Zachodowi nadprzyrodzonych mocy kreowania rosyjskich przywódców.

Zgodnie z poglądem autora to Zachód stworzył Putina, rzucając Rosję na pastwę…? No właśnie czego? Wychodzi na to, że samej siebie. Wojciechowski przechodzi do porządku dziennego nad faktem, że niemal przez cale lata dziewięćdziesiąte Rosja politycznie i gospodarczo żyła na rachunek Zachodu. Nie sposób zliczyć miliardów dolarów, które kraj ten otrzymał od USA i innych państw wolnego świata w postaci kredytów, pomocy humanitarnej i technologicznej, wszelkich ulg i doradztwa. Wystarczy rzut oka na życiorysy prominentów putinowskiej elity, aby przekonać się, że wielu z nich (jak na przykład twórcy i kierownicy aparatu propagandy – Margarita Simonian i Dmitrij Kisieliow) studiowało wówczas za pieniądze i na terenie tak zaciekle zwalczanych przez nich Stanów Zjednoczonych. Zachód podawał Rosji rękę długo i uparcie, i to nie z jego winy została ona odtrącona.

 

Kto wymyślił Putina

Zgodnie z narracją Wojciechowskiego w globalnej geopolitycznej układance to Rosja i jej ciemiężony przez Putina naród są ofiarą, a Zachód twórcą i podporą putinowskiej dyktatury. Jednakże wszystkie przytoczone na poparcie tej tezy argumenty są chybione.

Po pierwsze, Putin nie gwarantuje stabilności Rosji ani w wymiarze wewnętrznym, ani zewnętrznym. Wewnątrz kraju, pomimo fantastycznej koniunktury, przez piętnaście lat nie udało się zbudować bazy dla wzrostu gospodarczego, a agresja na Ukrainie jest najlepszym dowodem na nieprzewidywalność rosyjskiej polityki zagranicznej.

Po drugie, w rezultacie wyżej wymienionych problemów stabilność dostaw surowców stoi pod wielkim znakiem zapytania: pomijając problemy z ukraińskim tranzytem należy podkreślić, że stan infrastruktury, wielkość strat na przesyle i rozmiar realnych, możliwych do wydobycia zasobów to jedne z najpilniej strzeżonych rosyjskich tajemnic. Przykład złoża Sztokmana, które okazało się kosztowną wydmuszką wiele nauczył przywódców Zachodu i kazał zrewidować optymistyczne prognozy energetycznej współpracy z Rosją.

Po trzecie, rosyjskie pieniądze transferowane na Zachód są w coraz większym stopniu źródłem problemów, a nie korzyści: generują korupcję, kryminalizację biznesu i inne patologie. System putinowski sieje więc spustoszenie w Rosji oraz na Zachodzie, co w naturalny sposób podwyższa koszt utrzymywania go w Moskwie, zwłaszcza w świetle hipotetycznego porównania jego działania do zachowania władz ewentualnej bardziej demokratycznej i rynkowej Rosji, która mogłaby powstać na jego miejscu.

 

Awanturnica

Nieprawdą jest również stwierdzenie, że Zachód nie jest zainteresowany modernizacją Rosji. Istnienie skorumpowanej, dysfunkcjonalnej struktury państwowej na tak wielkim obszarze staje się bowiem katalizatorem wielu problemów z którymi Zachód boryka się od lat i na rozwiązanie których wydaje gigantyczne sumy. Putinowska Rosja, zamiast pomagać w sferze walki z terroryzmem, przestępczością zorganizowaną, przemytem narkotyków, praniem brudnych pieniędzy czy nielegalną migracją sama staje się źródłem tych problemów. Przywódcy Zachodu zdają sobie sprawę, że tylko modernizacja Rosji uczyni ją zdolną do współdziałania w ich rozwiązywaniu.

Przekonanie autora, że Rosja nie konkuruje z Zachodem w dziedzinach innych niż energetyka jest niezgodne z prawdą. Nawet pobieżny przegląd raportów SIPRI za ostatnie dziesięć lat pozwala zdać sobie sprawę ze skali zbrojeń na które Rosja w zeszłym roku przeznaczyła po raz pierwszy większy procent PKB niż USA i które realizowane są priorytetowo w segmentach uzbrojenia bezpośrednio zagrażających bezpieczeństwu państw Zachodu. Rosja jest także głównym promotorem rewizji światowego ładu finansowo-gospodarczego, przede wszystkim przy pomocy struktur budowanych w koalicji z państwami BRICS.

Z zapierającą dech w piersiach dezynwolturą, autor przechodzi także do porządku dziennego nad niezwykle skutecznymi działaniami Rosji w kwestii niedopuszczenia do modernizacji i demokratyzacji państw poradzieckich, reasumując tę wieloletnią przemyślaną strategię określeniem „lokalne awantury à la Krym". Polemika z tym jednym zdaniem wymaga oddzielnego tekstu, jednak skalę pomyłki jego autora można zilustrować przypominając mu o „awanturach" à la kryzys gazowy 2006 i 2009 roku, à la Abchazja i Osetia, à la Naddniestrze, à la równoległe zbrojenie Azerbejdżanu i Armenii i o wielu innych „symbolicznych imprezach". Tak, jak tuwimowscy „straszni mieszczanie", również Wojciechowski „widzi wszystko oddzielnie": drzewa pojedynczych taktycznych posunięć Putina nie pozwalają mu dostrzec lasu rosyjskiej strategii.

Tak długo jak Putin będzie u władzy, priorytety te nie ulegną rewizji, a wynikające z nich problemy nie znikną.

 

Oko w oko

Nie sposób także obronić tezę, że na robieniu interesów z Rosją bez Putina Paryż i Londyn zarobiłyby mniej niż dziś; biorąc zresztą pod uwagę likwidację ryzyka politycznego i gospodarczych patologii, można śmiało założyć, że dużo więcej. Wystarczy wyobrazić sobie oszczędności, jakie zachodnie koncerny mogłyby uzyskać, gdyby w Rosji i innych krajach poradzieckich dało się uniknąć płacenia łapówek i strachu o przejęcie biznesu przez państwo lub mafię. Gdyby zamiast transferować wywiezione przez oligarchów i urzędników pieniądze na Zachód, ludzie mogliby za nie kupić towary, to, biorąc pod uwagę zacofanie Rosji, popytu dla zachodnich firm we wszystkich dziedzinach nie zabrakłoby na najbliższe sto lat.

Propozycja, aby w obecnej sytuacji to Zachód wystąpił z inicjatywą zbliżenia z Rosją rzeczywiście brzmi nierealnie. Rosja nie będzie członkiem NATO czy UE, bo sama tego nie chce, a świadczy o tym cała jej historia, a zwłaszcza ostatnich 20 lat, podczas których takie propozycje były jej nie raz składane. Naiwna wiara w to, że coś takiego jest w ogóle do zrobienia, prowadzi do marnowania kapitału politycznego i środków materialnych, wydawanych na „zbliżenie" z Rosją w głębokiej nadziei na to, iż tym razem Rosjanie zrozumieją, gdzie „jest ich miejsce".

Zamiast więc bić się w cudze piersi i oskarżać Zachód o niepopełnione grzechy, warto spojrzeć Rosji prosto w oczy, bez okularów czarnych czy różowych. To właśnie wewnątrz Rosji i w sercach jej mieszkańców, a nie w Białym Domu czy Pałacu Elizejskim leżą przyczyny jej kształtu ustrojowego i stosunku do świata zewnętrznego. To, co w nich zobaczymy nie musi nam się podobać, ale nie mamy prawa udawać, że to nie istnieje, a Putina wymyślili nie Rosjanie a Zachód.

 

Jakub Korejba

 

Artykuł jest polemiką z opublikowanym na naszych łamach tekstem Tomasza Wojciechowskiego Dyktator jak znalazł.

 

 

 


Powrót
Najnowsze

Gruzińskie Sowa i Przyjaciele

18.10.2018
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

XIV Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2018

14.10.2018
NEW
Czytaj dalej

"Pepiki" Mariusza Surosza – Zapowiedź

10.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Moskiewska Brygada Śmierci

09.10.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Polacy na Litwie: między Wilnem, Warszawą a Moskwą

07.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Spotkanie z autorką Ingą Žolude

04.10.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu