Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Czeczeni z Abu Gosz
2014-04-18
Sylwia Agnieszka Bilińska

Przywódca Czeczeńskiej Republiki Ramzan Kadyrow wziął udział w uroczystym otwarciu meczetu im. pierwszego prezydenta Czeczeńskiej Republiki, bohatera Rosji Ahmada-hadżi Kadyrowa (prywatnie – swojego ojca). Meczet powstał w Abu Gosz, osadzie leżącej w Izraelu, 10 kilometrów od Jerozolimy

Jest budowlą bardzo okazałą (w tej części świata pod względem powierzchni ustępuje tylko jerozolimskiemu meczetowi Al-Aksa), zdobią go cztery 50 metrowej wysokości minarety (rzadkość na Bliskim Wschodzie, gdzie zwykle ograniczano się do jednego), podobno widoczne z każdego krańca wioski. Zwieńczony jest  robiącą wrażenie, ogromną złotą kopułą. Prowadzi do niego ulica Ahmada-hadżi Kadyrowa (pierwsza ulica nazwana jego imieniem znajdująca się poza granicami Federacji Rosyjskiej), na czas uroczystości przystrojona flagami Izraela, Czeczenii i Rosji. Koszt całej inwestycji to 10 milionów dolarów, z czego 6 milionów wyłożyła Czeczenia.

 

Odwieczne 99 procent

Sam meczet był gotowy już we wrześniu ubiegłego roku, jednak z oficjalnym otwarciem czekano na gościa honorowego – Ramzana Kadyrowa. Samej daty uroczystości także nie wybrano przypadkowo – 23 marca to rocznica uchwalenia Konstytucji Czeczeńskiej Republiki.

Co ma wspólnego Ramzan Kadyrow i osada na przedmieściach Jerozolimy, znana dotychczas przede wszystkim z wyśmienitego humusu i lojalnej postawy wobec izraelskich władz? Mianowicie to, że w świetle „niezbitych" dowodów, potwierdzonych „badaniami" „specjalistów" mieszkańcy Abu Gosz to w 99 procentach potomkowie Czeczenów, którzy przed wiekami opuścili Kaukaz (według jednej z wersji uciekając przed zemstą rodową).

Co na to naukowcy? O ile rzeczywiście znaczna część badaczy jest skłonna przyznać, że mieszkańcy Abu Gosz są najprawdopodobniej wychodźcami z Kaukazu, o tyle częściej przyjmuje się, iż są oni raczej silnie zarabizowanymi potomkami Czerkiesów (Adygów). Jest to o tyle wiarygodne, że takich czerkieskich wspólnot na Bliskim Wschodzie jest wiele. Istnieje jednak różnica: Czerkiesi pielęgnują swoje tradycje i przede wszystkim chronią język, czego o mieszkańcach Abu Gosz powiedzieć nie można; posługują się oni na co dzień językiem arabskim, część zna hebrajski i angielski. Publicysta i komentator Demis Polandov uważa, że mieszkańcy osady są po prostu Arabami, a ich wyjątkowość polega tylko na tym, że pozostali wierni państwu Izrael.

Trudno zatem jednoznacznie stwierdzić, kim są mieszkańcy Abu Gosz. Nie zostały przeprowadzone żadne badania etnograficzne mające na celu wyjaśnienie tej kwestii, nie istnieją także wiarygodne źródła historyczne, potwierdzające ich rzekome czeczeńskie korzenie.

 

Spotkanie po latach

Jak doszło do tego, że zaginieni przed wiekami bracia zostali cudownie odnalezieni właśnie teraz? Wcześniej w Abu Gosz funkcjonował niewielki meczet, który nie był w stanie pomieścić wszystkich wiernych. Wspólnota postanowiła zatem zbudować nowy, większy przybytek. Ziemię pod jego budowę dostała od władz izraelskich. Realizacja planu stanęła jednak już na pierwszym etapie, kiedy okazało się, że mieszkańcy Abu Gosz przecenili swoje możliwości finansowe i na dalszą budowę zwyczajnie nie starczyło im pieniędzy. Wtedy to były mer osady Salim Dżaber przypomniał sobie o swoich „czeczeńskich" korzeniach. To najprawdopodobniej on dał znać władzom w Groznym, że w Izraelu żyją ich bracia. W odpowiedzi na to Kadyrow wysłał swoich emisariuszy, aby ci sprawę zbadali na miejscu. Ekspedycja rzecz jasna niemal od razu potwierdziła „czeczeńskość" osady. W październiku 2011 roku nastąpił historyczny moment: Salim Dżaber wraz z delegacją z Abu Gosz przyjechał do utraconej przed wiekami ojczyzny.

Odkrycie swoich czeczeńskich korzeni było strzałem w dziesiątkę. Czeczenia otworzyła przed nimi nie tylko ramiona, ale i kiesę. Dowiedziawszy się o problemach swoich braci Kadyrow obiecał pomóc w budowie meczetu. Wtedy to właśnie mieszkańcy Abu Gosz poczuli się prawdziwymi Czeczenami.

 

Komu są potrzebni Czeczeni w Izraelu?

Nikt jednak ot tak sobie, dla własnego widzimisię, nie wkłada 6 milionów dolarów w meczet na izraelskiej prowincji: nawet Ramzan Kadyrow.

Zajmujący się sprawą wioski dziennikarz „Le Monde" Laurent Zacchini uważa, że czeczeński przywódca ma wobec swoich izraelskich braci konkretny plan. Chodzi mianowicie o to, aby ściągnąć do borykającej się po 2 wyniszczających wojnach z poważnymi problemami demograficznymi Czeczenii, jak największą liczbę mężczyzn z Abu Gosz. Na zachętę dla tych, którzy zdecydują się osiedlić na Północnym Kaukazie czekać ma praca, mieszkanie oraz kilka żon. Proste? Zbyt proste.

Z kolei według Polandova cudowne odnalezienie Czeczenów w Izraelu należy rozpatrywać w kontekście rosyjskich prób nawiązania więzi z północnokaukaskimi diasporami, rozrzuconymi po całym świecie. Idąc tym tropem, Rosja, która ma swoje interesy w Turcji i na Bliskim Wschodzie, chce w jakiś sposób zaangażować w nie również diaspory wywodzące się z Północnego Kaukazu: niektóre z nich, jak wspólnoty w Jordanii i Syrii, odgrywają dziś na Bliskim Wschodzie istotną rolę polityczną.

Jelena Szafran z „Nowej Gaziety" uważa sprawę meczetu za „jeden z elementów dziwnego łańcucha transakcji, budów i skandali, w której jest miejsce i dla muzułmańskich świątyń, i dla  prawosławnych, i dla synagog". Opisuje ona cały proces, który według niej zaczął się już w 2007 roku, w momencie podjęcia decyzji o budowie synagogi w Groznym. Było to efektem działań, transakcji i umów pomiędzy różnymi polityczno-ekonomicznymi ugrupowaniami. Sfinansowanie meczetu w Abu Gosz było także reklamą Czeczeni: pokazało, że jest regionem bogatym i szczęśliwym.

Wydaje się także, że może stanowić to próbę Ramzana Kadyrowa zaznaczenia swojego istnienia na arenie międzynarodowej, dla którego politycznych ambicji sama Czeczenia stała się już za ciasna. I choć Ramzan nieustannie zapewniał, że jego podróż do Izraela ma charakter prywatny i zdecydował się na nią jedynie po to, aby pomodlić się w meczecie imienia swojego ojca, to rzeczywistość przedstawia się nieco inaczej. Czeczeński przywódca podczas swojej wizyty na Bliskim Wschodzie chciał odbyć robocze spotkanie z premierem Banjaminem Netanjahu, ale ten odmówił. Jedyną osobą, która zgodziła się spotkać z czeczeńskim władcą był mer Jerozolimy Nir Barkat. Z Ziemi Świętej szef czeczeńskiej republiki wyjeżdżał chyba rozczarowany, gdyż odwołał zaplanowaną wcześniej konferencję prasową, nie podając żadnych przyczyn.

 

Sylwia Agnieszka Bilińska

 

Przy pisaniu artykułu korzystałam z: R. Kadyrov prinyal uchastiye v otkrytii mecheti v Izraile, http://www.youtube.com/watch?v=mKmlJ5ItLCQKadyrov kak zhitel' izrail'skoy derevni, http://www.svoboda.org/content/article/24393148.html;  J. Szafran, Allakh dal. Allakhu i vozvratili. V izrail'skom poselke Abu Gosh, v 10 kilometrakh ot Iyerusalima, polnym khodom idet vozvedeniye mecheti na den'gi dotatsionnoy Chechni", http://www.memo.ru/d/153473.html.

Polecamy inne artykuły autora: Sylwia Agnieszka Bilińska
Powrót
Najnowsze

Gruzińskie Sowa i Przyjaciele

18.10.2018
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

XIV Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2018

14.10.2018
NEW
Czytaj dalej

"Pepiki" Mariusza Surosza – Zapowiedź

10.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Moskiewska Brygada Śmierci

09.10.2018
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Polacy na Litwie: między Wilnem, Warszawą a Moskwą

07.10.2018
NEW
Czytaj dalej

Spotkanie z autorką Ingą Žolude

04.10.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu