Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kraj na krechę
2014-04-29
Bohdana Kostiuk

W niektórych ukraińskich miastach pieniędzy brakuje nawet na szpitale czy szkoły, w innych w autobusach jest wi-fi. Jak żyją regiony w czasie dyskusji o federalizacji?

Od września 2013 roku do dziennikarzy z różnych ukraińskich miast zaczęły napływać niepokojące informacje: były miejsca, gdzie Rada Miejska nie mogła znaleźć pieniędzy na podłączenie ogrzewania do szkoły, gdzie indziej mer musiał zwrócić się z prośbą o pomoc do lokalnych przedsiębiorców, aby znaleźć środki na remont dróg.

 

Budżet na zerze

W październiku w mieście Kalusz w obwodzie iwano-frankiwskim lokalni deputowani, mer i dyrektorzy finansowanych z budżetu instytucji (szpital, szkoły, biblioteka) byli zmuszeni udać się na bezpłatny urlop. Pracownicy budżetówki z czarnym humorem mówią, że w Stanach Zjednoczonych urzędnicy trafili na urlopy, bo nie było budżetu, a na Ukrainie – bo centrum nie potrafi dobrze rozdystrybuować pieniędzy w kraju.

– To nie tylko problem Kalusza, ale również wielu innych niewielkich miast i wiosek, gdzie władze i mieszkańcy dotkliwie odczuwają brak pieniędzy z centrum, a ukraiński rząd niezdarnie próbuje pozatykać dziury budżetowe: w Ługańsku trzeba wypłacić emerytury, we Lwowie lekarze czekają na pensje, a w Czerkasach młode mamy od kilku miesięcy nie otrzymały becikowego – tłumaczy specjalista Stowarzyszenia Miasta Ukrainy Aleksandr Slobożan. – Kraj żyje „na krechę": stał się dłużnikiem obywateli.

Z końcem października ubiegłego roku ukraiński rząd przyznał, że w budżecie brakuje środków na wypłatę świadczeń socjalnych i na funkcjonowanie samorządów. Premier Mykoła Azarow przerzucił odpowiedzialność za finansową klęskę na ministra finansów Jurija Korobowa i minister polityki społecznej Natalię Korolewską.

Zdaniem Slobożana winni nie są jednak poszczególni urzędnicy, a raczej system dystrybucji środków i korupcja. Część pieniędzy transferowanych z centrum do regionów przepada bez śladu – czasem zostają w urzędniczej kieszeni, czasem są przeznaczane na prywatne projekty.

– Niewystarczające finansowanie lokalnych władz, bezwzględna centralizacja budżetu i nieumiejętne planowanie to odwieczne choroby Ukrainy – mówi Slobożan. – Można je leczyć tymi metodami, po które sięgali nasi zachodni sąsiedzi: wybierane samorządy powinny mieć swobodę wyboru strategii rozwoju swojego miasta. Środki na realizację tejże strategii powinny pochodzić czy to z lokalnych podatków, czy z funduszy rozwojowych.

Ekspert uważa, że gdyby ministrowie i urzędnicy naprawdę chcieli pomóc samorządom, potrafiliby to zrobić. Tym bardziej, że niektórzy udowadniają, iż na Ukrainie samorządy mogą świetnie funkcjonować.

 

Chciałoby się więcej

Bezprzewodowy internet w miejskim transporcie, kamery zainstalowane w gabinetach urzędników, uproszczona procedura rejestracji działalności gospodarczej – oto Winnica. W 370-tysięcznym mieście lokalna społeczność kontroluje także stan miejskich budynków, bez problemów można skontaktować się z przedstawicielami władz, a samorządowcy razem z mieszkańcami stworzyli koncepcję rozwoju Winnicy do 2020 roku. Mer Wołodymyr Grojsman uważa, że skarżenie się centralnym władzom na brak środków jest bezcelowe: w Kijowie nie ma hrywien i nic nie wskazuje na to, żeby miały się prędko pojawić. Winniczanie zamiast czekać więc z założonymi rękami, zabierają się do działania. Znaleźli – przykładowo – potrzebne środki, instalując energooszczędne technologie w większości komunalnych i administracyjnych budynków w mieście i dzięki temu w zimie mniej płacą za ogrzewanie. Mieszkańcy zaproponowali, by zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na remont dróg.

– Wspólnie – lokalna społeczność i władze – przebyliśmy długą drogę: początkowo funkcjonowaliśmy w warunkach kryzysu, ale z czasem odbiliśmy się od dna i dziś koncentrujemy się już nie na związaniu końca z końcem, ale na rozwoju miasta – opowiada mer Grojsman. – Nie udałoby nam się to bez transparentnej formy rządów, bez której Winnica nie mogłaby przyciągnąć inwestycji, zaciągać kredytów w zagranicznych bankach czy brać udziału w międzynarodowych projektach ONZ. Udało nam się także znaleźć wspólny język z lokalnym biznesem – dziś przedsiębiorcy często występują w charakterze mecenasów akcji kulturalnych.

Winnicy się poszczęściło: produkująca słodycze firma Roshen zainwestowała w budowę infrastruktury nad przepływającym przez miasto Bugiem oraz kaskady fontann na rzece.

– Między kwietniem i październikiem pokazy fontann przyciągają rzesze turystów, a zimą ludzie przyjeżdżają na festiwale muzyki klasycznej i organizowane w Winnicy wystawy – opowiada kulturolog i dyrektor jednej z miejscowych galerii Oksana Niestierowicz.

Winniczanie przyznają, że udało się zinformatyzować pracę lokalnych władz dzięki kontaktom radnych i aktywistów społecznych z kolegami z Polski i Słowacji (to dobry sygnał, ponieważ o ile kontaktów ukraińskich samorządów z ich odpowiednikami z Unii Europejskiej jest sporo, o tyle często „współpraca" kończy się na kurtuazyjnych wizytach i wycieczkach). Winnica czerpała również z doświadczeń miasta Nowa Ukrainka, gdzie techniki e-Government były wprowadzane już w końcu lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Dziś do Nowej Ukrainki co roku przyjeżdżają przedstawiciele różnych ukraińskich miast, żeby uczyć się i wprowadzać u siebie nowe technologie. W rezultacie, w kolejnych miejscowościach urzędnicy utrzymują kontakt z lokalną społecznością poprzez portale społecznościowe, mieszkańcy mogą zapłacić rachunki przez internet czy robić internetowe zakupy w miejscowych supermarketach.

– Nie ma się czemu dziwić: tak powinno być, skoro Ukraina zmierza do Europy – mówi się w Nowej Ukraince.

Dziś Winnica dzieli się doświadczeniami z samorządami mołdawskimi.

Zdaniem ekonomisty Andrija Nowaka, miejscowe władze w ukraińskich miastach chwytają się każdej szansy, żeby nie dopuścić do upadku pogrążonego w ekonomicznym kryzysie kraju.

– Zimne kaloryfery i brak pracy dają ludziom znacznie większy impuls do wyjścia na ulice i protestowania niż prześladowanie opozycji czy zamknięcie lokalnej gazety – ocenia Nowak.

Według danych Centrum Ekonomicznego z siedzibą w Kijowie i Czerniowcach, 80 procent dochodów budżetowych trafia do centrum, a zaledwie 20 procent jest dystrybuowanych do samorządów. Co mogą więc zrobić miejscowe władze?

– Istnieje wiele rozwiązań, ale najważniejszym jest uczciwa i transparentna działalność samorządów oraz traktowanie lokalnej społeczności jak partnerów – podkreśla Nowak.

Czas pokaże, czy centralne władze nadal będą rzucać kłody pod nogi samorządowcom. Niewykluczone, że proces ograniczania praw i wolności obywatelskich, którego symbolem jest pakiet ustaw przyjętych 16 stycznia, dosięgnie także władz municypalnych. 

 

Przełożył Zbigniew Rokita

 

Bohdana Kostiuk jest dziennikarką ukraińskiej sekcji Radia Swoboda oraz stałą współpracowniczką „Nowej Europy Wschodniej".

 

 

 


Polecamy inne artykuły autora: Bohdana Kostiuk
Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – bez Polaków czulibyśmy się dziś osamotnieni

22.08.2019
Mateusz Stachewicz Ołena Bodnar
Czytaj dalej

Gruzja: pełzająca aneksja

20.08.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu