Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Niebezpieczna historia
2014-12-30
Heorhij Kasjanow, Marek Wojnar

Przypominamy artykuły, które ukazały się na New.org.pl w mijającym roku (30.04.2014)

 

O tradycjach rosyjskiej polityki historycznej wobec Ukrainy, ukraińskim nacjonalizmie i pułapkach etnicznej samoidentyfikacji z Heorhijem Kasjanowem rozmawia Marek Wojnar.

 

Włączając dzisiaj Pierwyj kanał, stację rosyjskiej telewizji państwowej, dowiemy się, że za wszystkie nieszczęścia zachodzące na Ukrainie odpowiadają „banderowcy". Jak ukształtowała się ta narracja?

W czasach Związku Sowieckiego pisano o ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistach,  istniała cała grupa naukowców specjalizujących się w badaniu tego „zagadnienia". Pojęcie obejmowało wszystkie ukraińskie partie, włączając nawet socjaldemokratów takich jak Mychajło Hruszewski. Ukształtowała się tradycja intelektualna, która kazała każdy przejaw ukraińskiego ruchu narodowego uznawać za nacjonalizm w negatywnym rozumieniu tego słowa.     

 

Czy narracja ta przetrwała upadek Związku Sowieckiego?

W nowej rzeczywistości rosyjscy historycy nie zajmowali się zbytnio Ukrainą – zainteresowanie naszym krajem zaczęło powoli rosnąć dopiero po 2000 roku. Pojawiło się wówczas kilka programów finansowanych z budżetu państwa, realizowanych na rosyjskich uniwersytetach. Zmiana odbywała się w ramach dyskursu akademickiego i chociaż pojawiały się w nim ślady ideologicznych schematów wypracowanych w poprzedniej epoce, to większość rosyjskich badaczy podchodziła stosunkowo umiarkowanie do ukraińskiej historii.

 

Kiedy doszło do zaostrzenia rosyjskiej narracji?

Dopiero na przełomie lat 2004 i 2005, w czasie pomarańczowej rewolucji. Wówczas w części instytucji zajmujących się historią i politologią zaczęto tworzyć obraz Ukraińca jako radykalnego nacjonalisty pełnego antyrosyjskich uprzedzeń. Była to część większej strategii realizowanej w organizacjach pozarządowych cieszących się finansowym wsparciem ze strony rosyjskiego państwa. Obraz ten wkrótce przedostał się do dyskursu społeczno-politycznego i medialnego. Od lat 2007-2008 w rosyjskich środkach masowego przekazu wyraźnie zauważalna staje się linia przedstawiająca działalność ukraińskich partii demokratycznych jako swoisty festiwal nacjonalizmu. Pojawiają się wówczas rozmaite tendencyjne materiały jak na przykład program o lwowskiej restauracji „Kryjówka". Jest to posługujący się nacjonalistyczną symboliką pub na lwowskim rynku – komercyjne przedsięwzięcie. W materiale rosyjskiej telewizji został jednak przedstawiony jako lokal nazistowski, a za jednego z owych nazistów uznano nawet Symona Petlurę. Był to powrót do standardów poprzedniej epoki, bowiem w sowieckiej mitologii ukraińscy radykalni nacjonaliści zawsze byli określani mianem kolaborantów hitlerowskich. Temu miały służyć też oskarżenia pod adresem Wiktora Juszczenki o nacjonalizm.

Wojnę propagandową przeciwko polityce historycznej Juszczenki Moskwa prowadziła przede wszystkim w latach 2007-2009. Walka sprowadzała się do tego, aby każdemu działaniu Juszczenki przeciwstawić własną „antynacjonalistyczną" narrację. Działania prezydenta w rosyjskiej instrumentalnej politologii i medialnym dyskursie określano wyłącznie jako przejawy nacjonalistycznego kursu, gloryfikację radykalnego, ksenofobicznego ukraińskiego nacjonalizmu. Wszystko zebrane razem nazywano „reżimem Juszczenki". W taki sposób próbowano przedstawić takie zagadnienia jak bitwa połtawska, bój pod Krutami, Hołodomor czy Organizację Ukraińskich Nacjonalistów. Była to prawdziwa wojna propagandowa.                                  

 

Jak ocenia Pan rosyjską politykę historyczną wobec Ukrainy na tle innych kierunków działań Kremla w tym zakresie?

Trzeba zwrócić uwagę, że w państwach Europy Środkowo-Wschodniej po ich wstąpieniu do Unii Europejskiej zaktywizowała się polityka historyczna. W Polsce czy na Litwie położono nacisk na skrystalizowanie narodowej narracji oraz na tworzenie obrazu Rosji jako tworu obcego i wrogiego. Wywołało to zdecydowaną odpowiedź ze strony Moskwy, która zaczęła aktywnie ingerować w politykę historyczną tworzoną w innych państwach regionu wyłącznie  na użytek wewnętrzny.

Należy wiązać to z kursem rosyjskiej władzy (Putina-Miedwiediewa), której celem było skonsolidowanie własnego społeczeństwa za pomocą wykreowania zewnętrznego wroga. Apogeum tej polityki stało się stworzenie Komisji ds. Przeciwdziałania Próbom Fałszowania Historii przy prezydencie Dmitriju Miedwiediewie. Ukraina obok Polski i krajów bałtyckich znalazła się w centrum uwagi rosyjskiej polityki historycznej: najaktywniej spekulowano na temat kolaboracji hitlerowskiej w krajach bałtyckich, zbrodni katyńskiej czy Hołodomoru.  Równocześnie, co jest charakterystyczne, w rosyjskim dyskursie społecznym funkcjonują dwa równoległe obrazy Ukrainy. Według jednego z nich Ukraina należy do „Ruskiego Mira", a więc jest przestrzenią bliską kulturowo, historycznie czy mentalnie Rosjanom, a według drugiego – Ukraina jest juz dla Rosji czymś obcym. W domyśle „obcą" Ukrainę należy przymusić, aby wróciła na „swoją" drogę historyczną.

 

Znany rosyjski historyk Aleksiej Miller uznał, że wybuch konfliktów pamięci sprowokowały Polska, Ukraina i kraje bałtyckie, a rola Rosji sprowadzała się do reagowania. Pan podziela ten pogląd?      

Dynamika konfliktu była zmienna. W niektórych przypadkach Rosja odpowiadała na działania innych uczestników konfliktu, w innych wyprowadzała uderzenia wyprzedzające. Przykładowo, kiedy Litwa i Polska próbowały doprowadzić do zrównania reżimów nazistowskiego i sowieckiego Rosja odpowiedziała zdecydowanie. Rosyjskie próby zablokowania uznania Hołodomoru za ludobójstwo na forum międzynarodowym miały z kolei charakter wyprzedzający w stosunku do działań Ukrainy.

 

Rosyjskie działania były obliczone na wpłynięcie na opinię międzynarodową czy na własne społeczeństwo?

Aspekt zewnętrzny bez wątpienia miał spore znaczenie. Na wywarcie wrażenia poza granicami kraju była nastawiona na przykład niechlubna komisja prezydenta Miedwiediewa, taki sam charakter miała koncepcja „Ruskiego Miru" czy Rossotrudniczestwo – agencja odpowiadająca za wsparcie diaspory rosyjskiej w granicach Wspólnoty Niepodległych Państw. Instytucje te zajmują się ochroną rosyjskiej kultury, co Kremlowi nie przeszkadza wykorzystywać je w wojnie propagandowej.

Priorytetem jest jednak wewnętrzny rynek informacyjny. Przedstawienie Ukraińców jako głupich radykałów, którzy prześladują Rosjan na Ukrainie oraz odnoszą się z wrogością wobec Rosji przyniosło zauważalne rezultaty.

 

Rozmawiając o wojnie informacyjnej, nie można skupiać się tylko na Rosji. Będąca jeszcze kilka lat temu marginalną partią Swoboda odniosła znaczące sukcesy najpierw w wyborach samorządowych, a następnie parlamentarnych; Prawy Sektor odegrał zauważalną rolę na Majdanie. Może więc przynajmniej część rosyjskiej narracji odpowiada rzeczywistości? 

Bez wątpienia na Ukrainie istnieją radykalne grupy nacjonalistyczne, wygłaszające ksenofobiczne hasła. Problem polega jednak na tym, że działalność tych grup, a w szczególności sposób formułowania przez nich swoich postulatów, były przedstawiane jako zjawiska charakterystyczne dla całego kraju. W rezultacie wszyscy Ukraińcy mogli przekształcić się w świadomości przeciętnego odbiorcy informacji w zezwierzęconych nacjonalistów. Doprowadziło to do wielkich szkód w stosunkach ukraińsko-rosyjskich.           

 

Zwycięstwo Majdanu zaktualizowało heroiczny i w znacznym stopniu bezrefleksyjny mit UPA. Co gorsza, nowym dyrektorem Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej został Wołodymyr Wiatrowycz. Czyżby czekał nas powrót do schyłku rządów Wiktora Juszczenki?    

Wzrost nastrojów nacjonalistycznych widoczny jest gołym okiem. Nastroje te przyczyniają się czasem do konsolidacji społeczeństwa, jednocześnie mogą one sprzyjać kreowaniu wroga, którym będą mieszkańcy wschodnich i południowych obwodów (w analogiczny sposób tworzy się obraz „banderowców" zamieszkujących zachód i centrum Ukrainy).

Na czym polega niebezpieczeństwo? Obawiam się, że możliwa jest instytucjonalizacja takiego sposobu myślenia. Pewne placówki mogą prowadzić „kontrolę ideologiczną" i prześladować myślących inaczej. Jest to niebezpieczne tym bardziej, że na Ukrainie część jest przyzwyczajona do przemocy i sięgania po radykalne rozwiązania. Nie można przy tym zapominać, że instytucje takie jak Instytut Pamięci Narodowej są póki co bardzo słabe, zwłaszcza w aspekcie finansowym, i zupełnie nie można porównywać ich z polskim IPN. Trudno przewidzieć, na ile profesjonalnie ukraińscy badacze będą wypełniać swoje obowiązki – na razie mamy do czynienia jedynie z niepokojącymi tendencjami.

W rezultacie ostatnich tragicznych wydarzeń może natomiast zauważalnie wzrosnąć poziom nietolerancji w obrębie samego ukraińskiego społeczeństwa. Odbić może się to również na zagadnieniu interpretacji przeszłości – wystarczy wspomnieć określenie „liberasta"  użyte w 2011 roku przez aktywistę Swobody Jurija Mychalczyszyna pod adresem historyka Jarosława Hrycaka. W obecnej rzeczywistości takie sformułowania mogą, niestety stać się bardziej powszechne.       

                     

Heorhij Kasjanow jest profesorem historii, pełni obowiązki kierownika Oddziału Historii Najnowszej i Polityki Instytutu Historii Ukrainy Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. Zajmuje się m.in. tematyką pamięci i polityki historycznej.

 

30.04.2014


Powrót
Najnowsze

Sport postawiony pod ścianą

15.12.2018
Krzysztof Popek Piotr Rowicki
Czytaj dalej

Obserwatorzy w Działaniu

14.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Jak de-rumunizowała się Rumunia?

13.12.2018
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Medal Stulecia Niepodległości dla KEW

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

Rewolucja mentalna w Armenii

11.12.2018
Jan Brodowski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Plebiscyt na najlepszą historyczną książkę 2018 roku

11.12.2018
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu