Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Coś drgnęło
2014-05-07
Marina Brutyan

Armeńskie życie polityczne ożywiło się po raz pierwszy od wielu lat – zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. Wiele może się w najbliższym czasie zmienić.

A wiele już się zmieniło: premier, sojusze międzynarodowe, rządząca koalicja. I choć zmienia się też konstytucja, która ma pozwolić Sargsyanowi na wieloletnie sprawowanie władzy, to być może plany pokrzyżuje mu poprzedni prezydent Kocharyan.

 

Przyśpieszenie

Po pierwsze, władze niespodziewanie zainicjowały dyskusję nad reformą konstytucji. Najważniejsza zmiana – praktycznie zatwierdzona już przez prezydenta – dotyczyć ma zmiany ustroju na parlamentarny. W nowym układzie głowa państwa, której prerogatywy zostaną znacznie uszczuplone, będzie wybierana przez parlament na siedem lat bez możliwości pełnienia funkcji przez więcej niż jedną kadencję.

Po drugie, premier Tigran Sargsyana w końcu złożył dymisję, której od dawna od niego oczekiwano (o jego odejściu mówiono niemal od objęcia stanowiska w 2008 roku). Na niskie poparcie dla szefa rządu wpływ miał kryzys gospodarczy oraz inne czynniki jak „skandal offshoringowy" wokół zarejestrowanej na Cyprze firmy premiera. Krytyka rządu, a szczególnie Tigrana Sargsyana nasiliła się dodatkowo po przyjęciu kontrowersyjnej ustawy emerytalnej (autorem projektu regulacji był również rząd). W rezultacie niespodziewana, lecz długo oczekiwana dymisja premiera była przyjęta przez społeczeństwo bardzo entuzjastycznie, a opozycja robiła co w jej mocy, żeby przedstawić ustąpienie niepopularnego gabinetu jako własny sukces.

Po trzecie, nowym premierem został marszałek parlamentu Howik Abrahamjan. Miejsce Abramjana zajął deputowany i wiceprzewodniczący rządzącej Partii Republikańskiej Galust Sahakjan. O ile jednak nowy premier jest osobą przewidywalną, o tyle nominacja Sahakjana wydaje się gorzkim żartem – uchodzi on za nieprzewidywalnego klauna armeńskiej sceny politycznej, często wyrażając poglądy sprzeczne z oficjalną linią własnej partii.

Po czwarte, trudno nie zauważyć rosnącej aktywności w życiu publicznym poprzedniego prezydenta Roberta Kocharyana. O powrocie Kocharyana do polityki mówi się niemal od jego ustąpienia w 2008 roku, kiedy to przekazał on władzę swojemu współpracownikowi, a obecnie głowie państwa – Serzhowi Sargsyanowi. Symptomatyczne również, że o ile wcześniej były prezydent był powściągliwy w krytykowaniu władzy, o tyle dziś posuwa się znacznie dalej. Wreszcie kolejnym argumentem na obronę tezy o politycznej reaktywacji Kocharyana jest fakt, że w nowym gabinecie teki otrzymało wielu polityków, którzy uchodzą za jego ludzi.

Po piąte, rządzącą koalicję opuściła partia „Kraj praworządności", a jej lider Artur Baghdasarian przestał pełnić funkcję sekretarza Rady Bezpieczeństwa. Baghdasarian w 2006 roku rezygnując ze stanowiska spikera parlamentu przeszedł do opozycji, jednak już dwa lata później znowu zmienił swoje poglądy wiążąc się tym razem z Serzhem Sargsyanem.

Za sprawą nawału zachodzących zmian na krajowym podwórku oraz niezmiennych problemów, jakimi są ogromna skala emigracji czy trudności gospodarcze, na drugi plan schodzą intrygi armeńskich władz w polityce zagranicznej.

 

Co autor miał na myśli

Gwałtowna i przez pewien czas pozostawiona bez wyjaśnień decyzja o rezygnacji z podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską uczyniła z Erywania nieprzewidywalnego i niestabilnego partnera. Pozwala to niektórym ekspertom wątpić, czy Armenia rzeczywiście wstąpi do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Prawdopodobnie jednak armeńskie władze będą póki co grały na czas, aby w czasie kiedy Zachód nakłada na Federację Rosyjską kolejne sankcje, nie musieć dokonywać ostatecznego wyboru geopolitycznego.

Na korzyść tej tezy przemawia fakt, że prezydent Serzh Sargsyan nie odwiedził 29 kwietnia Mińska w którym zorganizowano szczyt Unii Celnej i gdzie powinny odbyć się rozmowy dotyczące akcesji Armenii do tej organizacji. W białoruskiej stolicy nie zjawił się niezależnie od tego, że wszyscy go tam oczekiwali – jeszcze na dzień przed szczytem rosyjski minister transportu i przewodniczący armeńsko-rosyjskiej międzyrządowej komisji współpracy gospodarczej, Maksim Sokołow, potwierdził, że Sargsyan weźmie udział w spotkaniu Putina, Nazarbajewa i Łukaszenki.

Kolejny szczyt Unii Celnej ma odbyć się 29 maja i wówczas planuje się podpisanie umowy o akcesji Armenii do organizacji. Czy jednak do złożenia podpisu armeńskiego prezydenta pod dokumentem dojdzie – tego nie możemy być pewni.

W Armenii wielu wyborców wciąż widzi w Sargsyanie prozachodniego polityka, który gdyby był w stanie zapewnić pracę wszystkim obywatelom i doprowadzić do sytuacji w której będą oni mogli obyć się bez zagranicznych transferów pieniężnych, wówczas podpisałby każde porozumienie z Unią Europejską, nie musiałby go nawet wcześniej czytać. No, może tylko podczas wcielania go w życie powiedziałby, że podpisując się „nie to miał na myśli".  

W ostatnim czasie coraz częściej współpracownicy Sargsyan muszą bowiem tłumaczyć, co prezydent miał na myśli. Było tak w przypadku rozmowy z Putinem, kiedy armeński przywódca z entuzjazmem odniósł się do krymskiego referendum. Ukraina zdenerwowała się wówczas i odwołała swojego ambasadora, a armeńskie ministerstwo spraw zagranicznych musiało śpieszyć z wyjaśnieniami. Poinformowano w końcu, że Sargsyan sprzeciwia się w rzeczywistości aneksji Krymu, a chciał jedynie wyrazić swoje poparcie dla prawa narodów do samostanowienia.

Podobny incydent miał miejsce podczas praskiego szczytu Partnerstwa Wschodniego kilkanaście dni temu. W imieniu uczestników spotkania Stefan Fule poinformował, że Rosja powinna wycofać swoje wojska z ukraińskiego pogranicza. Kiedy w mediach pojawiły się nagłówki mówiące, że „prezydent Armenii wezwał Putina do wycofania swoich wojsk", rzecznik prasowy armeńskiego ministerstwa spraw zagranicznych oświadczył: „prezydent nie zajął stanowiska w tej sprawie". Pojawia się więc pytanie: dlaczego Sargsyan nie zareagował na wystąpienie Fule, skoro się z nim nie zgadzał?

Takie zachowanie wynika z faktu, że Sargsyan chciałby być lubiany przez wszystkich – poprzednia ekipa nazywała to „komplementarnością polityki zagranicznej". Różnica sprowadza się jednak do tego, że wcześniej Erywań balansował w swojej polityce zagranicznej według logiki „ani z tym, ani z tamtym", a obecnie „zarówno z tym, jak i z tamtym" nie chcąc dokonać wyboru. Dobrym dla wszystkich być się jednak nie da.

***

Sześć lat rządów Serzha Sargsyana nie przyniosło żadnego istotnego sukcesu – ani w polityce wewnętrznej, ani zagranicznej. Niedawne nominacje dla Abrahamiana, Sahakjana i pozostawienie na stanowisku ministra obrony (w czasie kiedy armia jest w złym stanie i potrzebuje zasadniczych reform) pokazują, że w polityce kadrowej Sargsyan także nie spisuje się najlepiej.

Po zakończeniu swojej drugiej kadencji prezydent zamierza wykorzystać możliwości, które da mu znowelizowana ustawa zasadnicza i nadal grać w państwie pierwsze skrzypce – jako lider rządzącego ugrupowania ponownie decydując o obsadzaniu stanowisk premiera i spikera parlamentu oraz jako wyłoniony w wyborach pośrednich prezydent. Problem polega jednak na tym, że trudne położenie gospodarcze może sprawić, iż możliwy powrót Roberta Kocharyana do władzy Ormianie uznają za wybawienie.

 

Marina Brutyan


Powrót
Najnowsze

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu