Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Pulp Fiction nad Wołgą
2014-05-20
Jakub Korejba

„Rosji rozumem nie ogarniesz, w kraj ten można tylko wierzyć" – od 300 lat zadaniem rosyjskich propagandystów jest przekonanie nas, że ich kraj stanowi tajemnicę, której rozgryźć się po prostu nie da. Mydlą nam oczy.

 

Polacy często przypisują sobie miano znawców Rosji i chcą kreować europejską politykę wobec tego kraju. Lata niepowodzeń na dyplomatycznym froncie wschodnim potwierdzone bezradnością w obliczu kryzysu ukraińskiego każą jednak zastanowić się nad jakością polskiej wiedzy o Rosji.

 

Lepsze niż Tarantino

Obserwacja Rosji i Rosjan coraz częściej wywołuje dziś u obserwatorów poczucie bezsilności i zrezygnowania, a w rezultacie lęk i obawy. Zarówno polityczne posunięcia Kremla, jak i reakcje rosyjskiego społeczeństwa wydają się coraz mniej logiczne a tym samym – nieprzewidywalne.

W swoich wystąpieniach Władimir Putin naprzemiennie odwołuje się do wartości chrześcijańskich i mówi o konieczności odbudowy sowieckiej dumy imperialnej, a Siergij Ławrow jak z plasteliny lepi na potrzeby swoich słuchaczy alternatywną rzeczywistość. Obu panów ogląda się jak Pulp Fiction, gdzie na drugim planie biegają „zielone ludziki" z karabinami ze sklepów wędkarskich a największymi faszystami są amerykańscy Żydzi, za których pieniądze „kijowska junta" urządza na Majdanie pogromy słowiańskich braci.

I co najciekawsze: w czasie, kiedy do niedawna „bratni" słowiański naród ukraiński ogłoszony został bandą dyszących rusofobią neonazistów, ludzie dotąd krytykujący Putina ustawili się w kolejkę do oddawania wodzowi hołdów, a społeczne poparcie dla niego podskoczyło do 85 procent.

Kremlowska narracja kryzysu ukraińskiego i rosyjska interpretacja logiki współczesnych stosunków międzynarodowych mogłyby być niezłą komedią absurdu gdyby nie fakt, że ludzie grający w niej gwiazdorskie role kontrolują jedną szóstą planety i trzymają ręce na guzikach rakiet skierowanych na najważniejsze miasta świata (w tym także i na Warszawę). Nie ma więc innego wyjścia, jak tylko szukać klucza do duszy rosyjskich decydentów i stojącego za nimi społeczeństwa kraju, o którym już Winston Churchill pisał, że jest ona „zagadką okrytą tajemnicą wewnątrz enigmy".

 

Shopping wśród rozpusty

Zachód przespał aneksję Krymu i wydaje się, że dziś, w obliczu pełzającej wojny w Donbasie, politycy w Europie i USA nadal nie mogą rozgryźć kremlowskiej strategii. Nie ma się zresztą czemu dziwić: nawet sami Rosjanie nie wiedzą dziś chyba kim są, dokąd zmierzają i po co im państwo na cześć którego wznoszą coraz głośniejsze i bezrefleksyjne wiwaty. Liczne elementy nie pasują do siebie nie tylko w postawach polityków, ale również zwykłych ludzi. Z jednej strony mamy deklaracje miłości do ojczyzny, z drugiej chamstwo i pogardę dla współobywateli, tkliwy stosunek do przyrody (kto z nas nie słyszał łzawych dywagacji o ptaszkach i brzózkach?) i totalną dewastację otoczenia: od zwykłych śmieci poczynając, a na wyrębie rezerwatów pod autostradę w Soczi kończąc.

Ideologiczny eklektyzm dotyczy także stosunku do historii własnego narodu i państwa: podczas świąt państwowych złote krzyże cerkwi mieszają się ze sztandarami z młotem i sierpem, a na demonstracjach poparcia dla władzy portrety świętego męczennika cerkwi prawosławnej Mikołaja II sąsiadują z podobiznami jego mordercy – Lenina. Z ust Rosjan nierzadko można usłyszeć najpierw narzekania na nędzę, zacofanie, ciemnotę i arogancję władzy, a następnie entuzjastyczne opinie o zajęciu Krymu, która to aneksja według prognoz ekonomistów i socjologów tylko te zjawiska spotęguje. Współczesny obywatel Federacji Rosyjskiej może kupować w Europie po siedem par butów i pięć garniturów, po czym wróciwszy do kraju, opowiadać o grasujących po ulicach Paryża i Londynu bojówkach homoseksualistów, nędzy „okupowanej przez Unię Europejską Europy Wschodniej" i nieuchronnie zbliżającym się ostatecznym krachu wiarołomnego Zachodu.

Dla mnie najwyrazistszym symbolem i ucieleśnieniem tego ideologicznego mętliku jest gabinet jednego z członków rosyjskiej elity, w którym swojego czasu ikona świętego Mikołaja Cudotwórcy sąsiadowała z rozbieranym kalendarzem, na którym swe wdzięki prezentowała Masza Malinowska.

 

Tiutczew mydli oczy

Obserwując te zachowania można dojść do wniosku, że rację miał Fiodor Tiutczew pisząc, iż „rozumem Rosji nie ogarniesz", a w kraj ten „można tylko wierzyć".

I tu dochodzimy do kwestii kluczowej: tak sto lat temu, jak i dzisiaj cytat z Tiutczewa jest sloganem przeznaczonym dla tych, którzy Rosji pojąć albo nie chcą, albo z powodu własnych ograniczeń – nie mogą.

Od co najmniej trzystu lat o to, aby do Rosji podchodzono ze ślepą wiarą i (najlepiej) na kolanach czuwa liczny i doskonale wyszkolony aparat carskich/sowieckich/putinowskich propagandystów. Ich zadaniem jest przekonanie mieszkańców Rosji i całego świata, że kraj ten stanowi tajemnicę, której rozgryźć się po prostu nie da, więc – nie warto nawet próbować. Cała armia reżyserów pilnuje, by nikt nie zajrzał za kulisy rosyjskiego państwa.

Dlatego tak bardzo niebezpieczni są ci nieliczni, którzy zdołali zrozumieć Rosję. I dlatego z Moskwy wyjechać musiał Mike McFaul: człowiek, który najpierw latami żył i pracował w Rosji, aby potem, jako ambasador USA zbierać w swojej rezydencji Spaso House pełne sale przedstawicieli rosyjskiej elity, która nieodmiennie urządzała mu owacje na stojąco na zakończenie płomiennych przemówień. I dlatego często tak beznadziejni są polscy dyplomaci, którzy albo zafascynowani „duszą szeroką" błąkają się po rautach i konferencjach jak dzieci we mgle, albo ze strachu przed rosyjską rzeczywistością nie wyściubiają nosa poza płot ambasady.

Aby zrozumieć Rosję nie wystarczy tylko wiedza: znajomość języka, historii, klasyków literatury, kina i polityki. Aby zrozumieć konieczne jest wyczucie, instynkt, czy – „szósty zmysł". Innymi słowy, trzeba myśleć jak Rosjanin, jednocześnie Rosjaninem nie będąc – przepuścić przez siebie język, historię, krajobrazy i emocje, jednocześnie zachowując dystans wobec budzonych przez nie emocji. Połączyć bezpośrednie doświadczenie rosyjskości z chłodnym dystansem człowieka ukształtowanego w zewnętrznym wobec Rosji kodzie kulturowym.

Zrozumienie Rosji wymaga jednak sporego wysiłku. Aby być w stanie analizować ten niezwykle złożony kraj, konieczny jest stały i wieloletni kontakt z jego mieszkańcami (w tym z przedstawicielami różnych regionów i warstw społecznych), ich obserwacja i wymiana zdań w różnych, czasami najbardziej skrajnych sytuacjach. Nieprzypadkowo zresztą I wojnę światową wygrali dla Polski ludzie, którzy głęboko znali i rozumieli Rosję (jak Józef Piłsudski), a II wojnę światową przegrali ci, którzy albo nigdy nie pojmowali jej polityki, albo stracili wyczucie w sprawach wschodnich (Władysław Sikorski, Stanisław Mikołajczyk).

 

Szybka odpowiedź

Rosyjska mentalność przypomina motywy z „Miłości na Krymie" Stanisław Mrożka: kolejne warstwy historycznych doświadczeń, ideologicznych eksperymentów i narodowych traum nakładają się na siebie tworząc trudną do zbadania miazgę.

I dlatego właśnie, w czasach, kiedy Polska wraz z sojusznikami z Zachodu szykuje się do politycznej izolacji Rosji, tym śmielsze, częstsze i bardziej szczere powinny być próby poznania Rosji i Rosjan w innych niż polityka sferach.

Dzisiejsza koniunktura polityczna przeminie tak jak kolejne rosyjskie reżimy, a kraj i jego ludzie (ze swą literaturą, muzyką i duchowością, ale także ze swoimi problemami) pozostaną. I właśnie od tych elementów rosyjskości, które zawsze fascynowały i pociągały Polaków, trzeba zaczynać przygodę z Rosją, aby w końcu choć w części pojąć jej dzisiejsze posunięcia i móc prognozować kolejne.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy wartość wiedzy o Rosji na światowych rynkach politycznych i ekonomicznych znacznie wzrosła. Jej aprecjacja powinna być szczególnie odczuwalna w Warszawie, która w związku ze swym położeniem potrzebuje wielu ludzi, których Brytyjczycy określają jako „Russia Hand": wysokokwalifikowanych i doświadczonych specjalistów gotowych dać szybkie, jasne i trafne odpowiedzi na trudne pytania związane z coraz bardziej krzepnącym „problemem rosyjskim". Nigdy bowiem nie można wykluczyć, że na udzielenie odpowiedzi będą mieli tyle czasu, ile potrzeba na przelot pocisku rakietowego z Kaliningradu na Krakowskie Przedmieście.

 

Jakub Korejba


Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu