Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Pęknięcie w elicie
2014-05-23
Wojciech Wojtasiewicz

Sielanka gruzińskich władz dobiega końca – spór między prezydentem i premierem jest coraz poważniejszy i w elicie niebawem niemal na pewno dojdzie do rozłamu.

 

Wszystko zaczęło się od marcowego wywiadu Bidziny Iwaniszwilego dla telewizji Imedi. Były premier skrytykował wówczas prezydenta Giorgiego Margwelaszwilego mówiąc, że zawiódł on jego oczekiwania. Pochwały zebrał natomiast premier Irakli Garibaszwili – miliarder stwierdził, że Garibaszwili jest lepszym szefem rządu od niego oraz dodał, że przypomina mu jego samego z młodości (32-letni Garibaszwili całą dotychczasową karierę biznesową i polityczną zawdzięcza Bidzinie).

 

Kim Pan jest?

Dziś niemal nikt nie ma już wątpliwości, że Gruzja jest sterowana przez Bidzinę Iwaniszwilego – z tylnego siedzenia. Słowa krytyki wypowiedziane przez miliardera pod adresem prezydenta przyniosły temu ostatniemu spadek poparcia (co jednak ciekawe, również Iwaniszwilemu ufa coraz mniej Gruzinów).

Spór na linii prezydent-były premier przekłada się także na stosunki między prezydentem a obecnym szefem rządu. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że panowie ze sobą nie rozmawiają, unikają się – krótko mówiąc panuje między nimi cicha wojna. Przy okazji niedawnych wizyt prezydentów Turcji i Azerbejdżanu w Gruzji, Garibaszwili i Margwelaszwili wydali na ich cześć osobne obiady i kolacje (nie byli obecni na spotkaniach u siebie nawzajem).

Niewiele brakowało, a ich spór przerodziłby się w skandal dyplomatyczny. Goszczącego w maju w Tbilisi prezydenta Francji Francoisa Hollande'a na lotnisku powitała minister spraw zagranicznych Maja Pandżykidze (nie zadbano nawet o odpowiednią oprawę ceremonialną – czerwony dywan, fanfary). Prezydent i premier nie pojawili się na uroczystości powitalnej nie chcąc ryzykować spotkania.

 

Odwieczne brukselskie krzesło

Dotychczas nieudolnie skrywany konflikt staje się coraz bardziej widoczny. Do niemal jawnego sporu między prezydentem i premierem doszło w ostatnich dniach w związku z planowanym podpisaniem umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Uroczystość odbędzie się 27 czerwca w Brukseli. Premier Irakli Garibaszwili w trakcie niedawnego spotkania z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso poinformował, że sam złoży podpis pod dokumentem. Na reakcję prezydenta nie trzeba było długo czekać. Giorgi Margwelaszwili wkrótce powiedział, że w jego ocenie to on jako głowa państwa, powinien podpisać umowę stowarzyszeniową. Tak zdecydowane stanowisko próbował załagodzić stwierdzeniem, że najważniejszy jest sam fakt podpisania umowy o historycznym znaczeniu dla Gruzji, a nie to kto tego dokona.

Gruzińscy przywódcy mają jeszcze ponad miesiąc na ustalenie, kto będzie reprezentował kraj. Nie słabną jednak obawy, że może dojść do żenującej kłótni o przysłowiowe krzesło w Brukseli przypominającej tę między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem.

 

Koniec laby

Ewentualny kompromis między politykami nie zmienia faktu, że w ostatnich tygodniach obserwujemy spore napięcia w obozie Gruzińskiego Marzenia – wydaje się niemal pewne, że po zaplanowanych na 15 czerwca wyborach samorządowych dojdzie w nim do poważnego pęknięcia (ewentualny kiepski rezultat wyborczy dodatkowo zwiększy prawdopodobieństwo rozłamu).

Nie można wykluczyć odejścia z rządu przedstawicieli ugrupowania Nasza Gruzja-Wolni Demokraci (ministra obrony Irakliego Alasani, minister sprawiedliwości Tei Tsulukiani, ministra ds. integracji europejskiej i euroatlantyckiej Aleksiego Petriaszwilego oraz ministra ds. diaspory Konstantina Surguladze). Alasania z pewnością prędzej czy później skorzysta z okazji, aby odpłacić za upokorzenie jakie spotkało go w 2013 roku ze strony Iwaniszwilego (został zganiony przez byłego szefa rządu, odwołany ze stanowiska wicepremiera, a koalicja nie wsparła jego kandydatury w wyborach prezydenckich). Politycy ci mogą wesprzeć prezydenta i zacząć budować z nim nowy, konkurencyjny wobec Gruzińskiego Marzenia obóz polityczny (na wsparcie obozu Garibaszwilego w ubieganiu się o reelekcję Margwelaszwili raczej nie ma co liczyć).

Ewentualne turbulencje na scenie politycznej z pewnością zechcą wykorzystać także Zjednoczony Ruch Narodowy byłego prezydenta Micheila Saakaszwilego i Ruch Demokratyczny-Zjednoczona Gruzja Nino Burdżanadze.

Jedno jest pewne – okres hegemonii i sielanki ekipy rządzącej w Tbilisi właśnie dobiega końca.

 

Wojciech Wojtasiewicz


Powrót
Najnowsze

Książka Pawła Kowala nominowana do Nagrody Moczarskiego 2019

21.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Protesty na Ukrainie – tymczasowy kryzys czy nowy Majdan?

21.10.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Kaukaz a turecka inwazja w Syrii

17.10.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

16.10.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Warszawa: Tango śmierci. Spotkanie z Jurijem Wynnyczukiem i Bohdanem Zadurą

15.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Donikąd. Podróże na skraj Rosji

14.10.2019
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu