Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Bez cudów
2014-05-26
Antoni Radczenko

Tuż po pierwszej turze wyborów znajomy dziennikarz powiedział, że jeśli po dwóch tygodniach wyścig o fotel prezydencki na Litwie wygra Zigmantas Balčytis, to będzie ewenementem na skalę światową. Cud się jednak nie zdarzył.

Zresztą cud nie mógł się zdarzyć, bo już w ubiegłym roku socjaldemokraci dali jasny sygnał, że nie zamierzają poważnie angażować się w walkę o urząd prezydencki. Jedynym kontrkandydatem, który mógł realnie zagrozić Dalii Grybauskaitė był premier Algiradas Butkevičius. Pałacowi Prezydenckiemu udało się jednak zawrzeć z socjaldemokratami „pakt o nieagresji". Dalia Grybauskaitė była od samego początku nastawiona bardzo krytycznie wobec obecnej koalicji rządzącej. Dopiero tuż po oficjalnej rezygnacji premiera Butkevičiusa z ubiegania się o urząd prezydencki i wystawienia w wyborach już nieco na Litwie zapomnianego Zigmasa Balčytisa, zajęła stanowisko bardziej umiarkowane (bądź nawet przychylne) wobec rządu i samego Butkevičiusa.

 

Kampania nie-wojenna

Poza tym socjaldemokraci de facto zrezygnowali z kampanii wyborczej w wyborach prezydenckich.

Cała kampania była nudna i szablonowa. Stało się tak, ponieważ  z sześciu kontrkandydatów żaden nie wierzył we własny sukces i nie próbował odwrócić losów elekcji. Wyjątkiem był jedynie Artūras Paulauskas, który zapewne czując, że jest to jego ostatnia szansa na zaistnienie w dużej polityce, był najbardziej krytycznym i jaskrawym przeciwnikiem Grybauskaitė podczas debat wyborczych. Pewna zwycięstwa prezydent również nie angażowała się zresztą zbytnio w rywalizację.

Sytuację nieco zmieniły wyniki pierwszej tury: Grybauskaitė udało się uzyskać niecałe 46 procent. Porównując tegoroczne rezultaty z wynikami sprzed 5 laty (wówczas zagłosowało na nią ponad 68 procent) spadek poparcia jest widoczny gołym okiem.  

Mimo to socjaldemokraci nie zdecydowali się zagrać va banque. Dopiero na kilka dni przed ciszą wyborczą kontrkandydat spróbował zaatakować rywalkę, a „pohukiwania" Balčytisa były poprzedzone niedużym atakiem medialnym. Do zarzutów, obok niejasnych plam w biografii z czasów sowieckich, dołączyła historia przyrodzonego brata prezydent, żyjącego w ubóstwie z którym Grybauskaitė nie utrzymuje żadnych kontaktów. Negatywna kampania PR była jednak nieudana i być może nawet miała skutki odwrotne do zamierzonych.

 

Gwarancja na konstytucję

Dlaczego Grybauskaitė mimo dużego spadku poparcia wśród wyborców odniosła więc zwycięstwo? Przyczyn jest kilka. Niewątpliwym atutem bezpartyjnej polityk było wsparcie jej przez konserwatystów. Ci ostatni stanowią obok socjaldemokratów największą litewską siłę polityczną (niedzielne wybory europarlamentarne to potwierdziły: konserwatyści otrzymali 16,42 procent poparcia, a socjaldemokraci 16,32 procent). Posiadają swój „żelazny elektorat" oraz silne struktury terenowe, bez których wygranie wyborów prezydenckich jest praktycznie niemożliwe. Dobrym przykładem jest AWPL – ugrupowanie często krytykowane przez litewski establishment i nie mające wsparcia ze strony mediów. Partia ma jednak zawsze zapewnione duże poparcie w co najmniej kilku rejonach.

Drugą przyczyną jest posowiecka mentalność dużej części litewskiego społeczeństwa i tęsknota za rządzami „silnej reki". Uprawnienia głowy państwa na Litwie są mocno ograniczone, ale przy pomocy retoryki i gestów Grybauskaitė udało wykreować się na osobę czuwającą nad wszystkimi procesami w kraju i je kontrolującą. Pod tym względem jej retoryka jest bliższa posowieckim despotom niż liderom zachodnich demokracji. Bardzo często używa ona sformułowań oraz frazesów, które są jakby żywcem wyjęte z putinowskiej Rosji: mowa tu o notorycznej krytyce bliżej nieokreślonych oligarchów czy określanie się mianem „gwaranta konstytucji" (chociaż żaden akt prawny, o tym nie wspomina).

Z pewnością urzędującej prezydent pomogła też sytuacja na Ukrainie. Prezydent, która wcześniej pozycjonowała siebie jako pomost między Wschodem i Zachodem, zajęła bardzo stanowcze stanowisko wobec Rosji. Niewątpliwie jej nieprzechylna postawa wobec postulatów mniejszości narodowych również wzmocniła jej pozycję wśród prawicowego elektoratu. Niestety, nadal wśród niektórych litewskich polityków i sporej części społeczeństwa pokutuje przekonanie, że spełnienie żądań mniejszości narodowych doprowadzi na Wileńszczyźnie do sytuacji podobnej do tej na terenach południowo-wschodniej Ukrainy.

 

Polityk prawoskrętna

Czy druga kadencja Grybauskaitė będzie inna niż pierwsza? Wybory nie doprowadziły do żadnych zmian na litewskiej arenie politycznej: prezydent zostaje na drugą kadencję, a partie uczestniczące w elekcji do europarlamentu de facto zachowały swój stan posiadania. Premier oraz inni liderzy koalicyjni twierdzą, że żadne zmiany wewnątrz koalicji nie są przewidywane. W kuluarach mówi się, że umowa z socjaldemokratami dotyczyła nie tylko rezygnacji przez prezydent z krytyki formacji rządzącej – prezydent ma również wstrzymywać się od wetowania pewnych projektów ustaw. Wśród nich wymienia się Ustawę o mniejszościach narodowych czy projekty zezwalające na oryginalną pisownię lub dwujęzyczne napisy. Te sprawy od dawna rzucają cień na stosunki na linii Warszawa-Wilno oraz wewnątrz kraju. Załatwienie tych kwestii oraz naprawienie nadszarpniętych relacji z sąsiadami miałoby być też przepustką dla Grybauskaitė atrakcyjnego stanowiska unijnego –ciągle słychać spekulacje, że chciałaby o takie stanowisko się ubiegać.

Nie wydaje się jednak, żeby sprawy miały się potoczyć w ten sposób. Przed 2009 rokiem Dalia Grybauskaitė była znana przede wszystkim jako eurokomisarz, a dla wielu wyborców była atrakcyjna właśnie ze względu na swoją bezpartyjność, europejskość, otwartość i pragmatyczność. Już na stanowisku prezydenta bardzo szybko zaczęła jednak skręcać w prawo. Nawet jeśli były to czysto pragmatyczne posunięcia, to kojarzone są one z konkretną opcją polityczną – z konserwatystami. Wygląda więc na to, że po zakończeniu drugiej kadencji prezydenckiej Grybauskaitė może zostać ich oficjalnym liderem. Szczególnie, że w dobie ogólnoeuropejskiego kryzysu otrzymanie wysokiego stanowiska unijnego dla polityka z kraju nienależącego do liderów europejskich, wydaje się mało realne.

 

Antoni Radczenko

 


Powrót
Najnowsze

Warszawa: Litwini na Syberii. Wspomnienia Dalii Grinkevičiūtė

06.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Rumunia. Wybory, których ostateczny wynik poznamy za rok

04.12.2019
Michał Torz
Czytaj dalej

Białoruś. Rozmowy o ludziach i reżimie #opartenafaktach

03.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Przekleństwo cara Iwana

03.12.2019
Maciej Jastrzębski
Czytaj dalej

Pogrzeb ostatnich synów Rzeczpospolitej Obojga Narodów

02.12.2019
Bartosz Chmielewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu