Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kwestia zasad
2014-05-27
Andrzej Szeptycki

Rosyjska propaganda od początku protestów na Majdanie przedstawiała ukraińskie wydarzenia jako dzieło faszystów i banderowców, którzy nie reprezentowali większości społeczeństwa. W wyniku lutowego zamachu stanu zdaniem Rosjan do władzy doszła skrajnie prawicowa junta. Przestrzegano przed antysemityzmem, obawiano się o los ludności rosyjskojezycznej. Ten dyskurs podjęła część środowisk w Polsce (m.in. ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski) i w Europie Zachodniej. Były komisarz UE ds. rozszerzenia Guenter Verheugen stwierdził kilka tygodni temu, że problemem nie jest Moskwa, ale Kijów: ukraińska stolica stała się według niego pierwszym miejscem w XXI wieku, gdzie władzę przejęli faszyści. 

 

Nas bronić nie trzeba  

Ukraińskie wybory prezydenckie jasno pokazały, że fakty niekiedy trudno jest nagiąć do wymogów propagandy. Na jednego z liderów „kliki", która zainspirowała protesty, zagłosowało niemal 55 procent wyborców. Lider Swobody Ołeh Tiahnybok i Dmytro Jarosz z Prawego Sektora, którymi straszono Rosjan i Europejczyków, dostali razem poniżej 2 procent głosów. Wywodzący się ze społeczności żydowskiej Wadym Riabynowycz – otrzymał 2,3 procent (dla porządku warto dodać, że wspomniana społeczność w większości wsparła Majdan). Ihor Kołomojski, rownież Żyd (a zarazem ważny ukraiński oligarcha) został po rewolucji gubernatorem obwodu dniepropietrowskiego. Grupa uznanych przedstawicieli tej społeczności napisała zresztą list otwarty do Putina, podkreślając że wprawdzie mówią po rosyjsku, ale nie trzeba ich bronić. Rosja zadeklarowała, że będzie współpracować z nowymi władzami Ukrainy, ale ma z niedzielnymi wynikami problem. W wyborczy wieczór rosyjska telewizja podała, że Jarosz prowadzi w pierwszej turze wyborów z wynikiem 37 procent głosów. Długo tej tezy bronić się nie dało.  

 

Piąta kolumna 

Tymczasem ze skrajną prawicą należy walczyć na zachód od Bugu. W Polsce ponad 7 procent głosów dostał Kongres Nowej Prawicy. Jego lider uważa, że demokracja jest z natury zła oraz że Hitlera nie powinno się wieszać za udział w Holokauście: jego zdaniem przywódca Trzeciej Rzeszy prawdopodobnie nie wiedział o masowym mordowaniu Żydów. JKM ma też wyrobione zdanie na temat sytuacji w Europie Wschodniej: twierdzi wprawdzie, że w w interesie Polski jest „samodzielna i antyrosyjska Ukraina", ale jednocześnie podkreśla, iż na Krymie „90 procent mieszkańców chciało zrzucić jarzmo ukraińskie". Jaceniuk to dla niego „niemiecki agent", który sam „otwarcie mówił, że jeździ do Berlina po pieniądze i dobre rady", a Wiktor Janukowycz zamiast salwować się ucieczką „powinien był wziąć swoje wojska i stłumić bunt na Majdanie".  

Czym dalej od Ukrainy, tym gorzej. We Francji 25 procent głosów dostał Front Narodowy, na którego czele stoi Marine Le Pen. Jej ojciec i założyciel tej formacji uznał kiedyś Holokaust za „detal historii". Córka stara się złagodzić retorykę, ale jej to nie wychodzi. Tam gdzie członkowie FN rządzą na poziomie lokalnym, uczniowie – w tym muzułmanie i Żydzi – muszą jeść w szkole wieprzowinę, choć to wbrew ich przekonaniom religijnym. Le Pen wypowiadała się również przeciwko noszeniu przez przedstawicieli obu grup religijnych nakryć głowy (chusty w przypadku muzułmanek, jarmułki w przypadku Żydów). Tak jak lider polskiego Kongresu Nowej Prawicy, Le Pen ma wyraziste poglądy na temat polityki wschodniej. Zaprezentowała je podczas swojej wizyty w Moskwie w kwietniu: jej zdaniem kryzys w relacjach UE-Rosja jest winą tej pierwszej, bo starała się wbrew Moskwie przyciągnąć ku sobie Ukrainę. To Unia Europejska odpowiada za rozpętanie nowej „zimnej wojny". W nowej ponad stuosobowej grupie radykałów w Parlamencie Europejskim znajdą się też oskarżana o rasizm Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), której lider nie kryje podziwu dla Putina, a także podobnej maści eurosceptycy z Grecji, Danii oraz w mniejszym stopniu z Holandii i Austrii.  

Dumna z tradycji Wielkiej Wojny Ojczyźnianej Rosja nie może sobie pozwolić na dalsze kontakty z tym gremium: byłoby to z jej perspektywy zbezczeszczenie pamięci milionów Rosjan i innych narodów ZSRR, którzy oddali życie w walce z faszyzmem. Rosja musi (z taką gorliwością, z jaką to czyniła przez ostatnie miesiące w odniesieniu do Ukrainy) powiedzieć „stop" skrajnej prawicy w Europie. To kwestia zasad.

 

Andrzej Szeptycki


Powrót
Najnowsze

Przed wyrokiem. Sprawa Dmitrijewa

21.07.2020
Czytaj dalej

Niewidzialni Inni

20.07.2020
Anton Saifullayeu Tadeusz Giczan
Czytaj dalej

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu