Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Cichy bohater
2014-05-30
Tomasz Zawisko

(Na Fotografii: od lewej autor Tomasz Zawisko i Andriej Mironow)

 

Na ukraińsko-rosyjskiej granicy mijają się dwa psy: – Dokąd biegniesz? Tam nie ma niczego do jedzenia! – zaszczekał pies uciekający z Ukrainy do Rosji. – A tam nawet nie zaszczekasz! Tak brzmiał ulubiony dowcip rosyjskiego dziennikarza Andrieja Mironowa, którzy kilka dni temu zginął pod Słowiańskiem.

Był sowieckim dysydentem, działaczem praw człowieka, dziennikarzem, świadkiem dwóch wojen czeczeńskich, tłumaczem, obywatelem Rosji i Włoch. Andriej pracował dla włoskich mediów i zginął razem z fotoreporterem Andreą Rocchelli. Ich ostatni wspólny tekst ukazał się w dniu ich śmierci, na stronie „Nowej Gazety".

 

Może pomóc

Andrieja Mironowa poznałem niedawno w Kijowie. Przypadkowo: mieszkaliśmy w tym samym hostelu.

Zwrócił moją uwagę: niepozorny, niski mężczyzna, ubrany zawsze w zarzuconą na koszulę materiałową kamizelkę z licznymi kieszeniami. Stał przy ścianie z założonymi rękoma wpatrując się w telewizor, przyglądał się jak Wiktor Szuster przepytywał akurat ukraińskich polityków. Mężczyzna oderwał się od audycji, gdy zauważył stojącego obok zdezorientowanego turystę. Razem zaczęliśmy mu doradzać dokąd można jechać, a jakie miejsca lepiej omijać.

Kiedy turysta odszedł, zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. I tak przez kilka długich kijowskich wieczorów, do późnej nocy, kiedy obsługa hostelu wyganiała nas już na korytarz, abyśmy nie przeszkadzali innym lokatorom.

Skromny i gotowy do pomocy – to pierwsze cechy Andrieja, które rzuciły mi się w oczy. Milczący, kiedy nie było o czym mówić, ale kiedy pojawiał się na horyzoncie interesujący dla niego temat – od razu zapalał się do dyskusji. Niepytany niewiele mówił o sobie. Musiałem zadać setki pytań, aby dowiedzieć się z jakiego rodzaju człowiekiem rozmawiam.

 

Na wagę złota

Rozmawialiśmy przede wszystkim o Rosji. Andriej Mironow był chory na ten kraj, czuł się za niego odpowiedzialny. To niezwykle rzadka cecha w narodzie, który nie potrafi wyobrazić sobie konsekwencji politycznych decyzji, jakie sam popiera. Rosja dawała mu się we znaki: przyłapany na kolportażu nielegalnej literatury w 1986 roku został skazany na cztery lata obozu pracy i trzy lata zesłania. „Ten wyrok to dla mnie najwspanialszy medal, jaki mógł mi wręczyć Związek Radziecki" – mówił z uśmiechem na twarzy. To w łagrach nauczył się mówić po włosku, w czasie naszych rozmów kilkakrotnie podkreślał, jak piękny jest jest ten język. Włochy były jego ojczyzną w wyboru, Rosja z urodzenia.

Dzięki pieriestrojce po roku wyszedł z łagru. Wziął symboliczny udział w upadku Związku Radzieckiego – był wśród ludzi, którzy burzyli pomnik Dzierżyńskiego na Łubiance. „Tylko wtedy mogliśmy to zrobić. To bardzo ważne. Nie wiem, jak długo będziemy czekać na następną taką okazję" – mówił.

Pojechał na obie wojny czeczeńskie. Pracował dla mediów włoskich i francuskich spędzając w Czeczenii kilka lat. Współpracował ze stowarzyszeniem „Memoriał", ale jego wkład w obronę praw człowieka polegał głównie na przekazywaniu zachodnim dziennikarzom informacji, które dzięki upowszechnieniu mogły uratować komuś życie. „Praca obrońcy praw człowieka jest warta tyle, ilu ludziom, konkretnym osobom, jest on w stanie pomóc" – mówił mi kilkukrotnie.

Wyjazdu na drugą wojnę czeczeńską omal nie przypłacił śmiercią. Został ciężko pobity, kilka miesięcy musiał spędzić w szpitalu. Sprawcom udało się pozbyć człowieka, który przeszkadzał im w interesach. „Czeczenia to wioska. Jeśli ktoś porywał ludzi, trzymał jeńców, torturował ich, to wszyscy o tym wiedzieli. I wszyscy wszystkich znali, także wrogów". Mironow znał większość czeczeńskich bojowników, prezydentów, obrońców praw człowieka i dziennikarzy. W obliczu rosyjskiej propagandy, która tak jak dzisiaj na Ukrainie, tak i wtedy fałszowała obraz wojny, tacy ludzie są na wagę złota.

 

Ruś Kijowska

Zdawał sobie sprawę, jacy ludzie przejęli władzę w Rosji – mógł przecież porównywać komunikaty płynące z państwowych mediów z tym, co widział na własne oczy.

Przyczyn szukał jednak nie w charakterze konkretnego polityka, a głębiej – w rosyjskiej mentalności. „Po upadku Związku Radzieckiego dostaliśmy wolność słowa, ale nie potrafiliśmy rozmawiać. Ludzie wyszli na ulicę i każdy krzyczał po swojemu, najgłośniej jak potrafił, ale nikt nie potrafił usiąść przy stole i rozpocząć rozmowę z drugim człowiekiem" – tłumaczył. Później dodawał: „U nas cała struktura społeczeństwa jest wertykalna. Jeśli nawet w największej organizacji praw człowieka od trzech lat nie przeprowadzano wyborów, które zgodnie ze statutem powinny się odbywać co dwa lata, a władza nie zmieniła się od siedemnastu lat, to o czym w ogóle mówić?" – pytał. Mimo krytycyzmu z którym spoglądał na swoich rówieśników pozostawał optymistą – był przekonany, że młodsze pokolenie jest już inne.

Andriej był również przekonany, że na wschodzie Ukrainy dojdzie do wojny – tej samej, której ofiarą został. Sądził, że ten konflikt nie skończy się na Krymie czy na wschodniej Ukrainie, ale za wiele lat w Moskwie. Kijów dzięki Majdanowi może stać się kulturalną stolicą rosyjskojęzycznego świata, która zarazi rewolucją kolejne jego części. „Kultura potrzebuje powietrza" – mówił i kilkukrotnie powtarzał swój ulubiony dowcip. W kawale na ukraińsko-rosyjskiej granicy mijają się dwa psy: – Dokąd biegniesz? Tam nie ma niczego do jedzenia! – zaszczekał pies uciekający z Ukrainy do Rosji. – A tam nawet nie zaszczekasz! – odpowiedział mu drugi.

 

Całe życie był w cieniu

Zginął 25 maja pod Słowiańskiem. Jego ostatni tekst opowiada o uwięzionej w piwnicy rodzinie z tego miasta. Bohaterowie artykułu żalą się na ukraińskich żołnierzy, którzy pojawiają się i za chwilę znikają oraz na media, które ludzi w Słowiańsku nazywają zwolennikami separatystów. Artykułowi towarzyszą zdjęcia Andrei Rocchelli, który zginął razem z Andriejem Mironowem.

W rosyjskich mediach nie mówiono dużo o jego śmierci – zaledwie suche komunikaty. Od kilku ładnych dni wydarzeniem numer jeden jest udział Ramzana Kadyrowa w negocjacjach o uwolnienie dwóch dziennikarzy Life News. Owych dziennikarzy traktuje się bowiem jako „naszych", w przeciwieństwie do Andrieja – on, obrońca praw człowieka, był „obcy". „O istocie panującego w państwie ustroju świadczy to, kogo państwo nazywa bohaterem" – pisała Anna Politkowska.

Nie wiadomo od czyich kul zginął Mironow, wiadomo jednak, że wojnę wywołał reżim rządzący jego ojczyzną.

Musiał być w Słowiańsku, tak samo jak wcześniej musiał być w Czeczenii. Czuł się odpowiedzialny za zło, które wyrządza w imię imperialnych bredni jego ojczyzna.

 

Tomasz Zawisko

 

*Informacja z 31 maja:

 

Po tragicznej śmierci Andrieja Mironowa i Andrei Rocchelli pojawiły się w internecie sprzeczne informacje dotyczące tego, jak doszło do tragedii. Na blogu popierającym DRL pisano o zorganizowanej przez ukraińską armię kontroli, którą przeszli dziennikarze, a po której miano otworzyć do nich ogień sto metrów dalej. Nic, a zwłaszcza słowa Williama Roguelona, francuskiego dziennikarza, który przeżył ostrzał, nie potwierdzają tej wersji. Najprawdopodobniej dziennikarzy faktycznie ostrzelała jednak ukraińska armia: z odległej o ponad kilometr góry Karaczun. Roguelon uciekając w kierunku przeciwnym do tego, z którego padały strzały, natknął się na stanowiska bojowników DRL. Francuz nie wie kto strzelał, ale podkreśla, że prawdopodobnie była to strona ukraińska. Argumentuje, że ogień otworzono z kierunku, gdzie znajdowały się ukraińskie oddziały. Ukraińcy zaprzeczają jednak, że używali tego dnia broni, z której została zabita dwójka dziennikarzy. Pomiędzy górą Karaczun a najbliższymi zabudowaniami na przedmieściach Słowiańska co wieczór dochodzi do walk i dziennikarze widocznie znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.

 


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Zawisko
Powrót
Najnowsze

Kraków: Debata "Wpływy rosyjskie w Unii Europejskiej"

14.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu