Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rozlewająca się wojna
2014-06-01
Małgorzata Nocuń

Uroczysta inauguracja nowowybranego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenki, nastąpi 6 czerwca. To symboliczny koniec epoki Wiktora Janukowycza. Ukraińcy wiążą z tą datą nadzieje na unormowanie sytuacji w kraju.

Tymczasem wydarzenia na wschodzie Ukrainy budzą powszechne przerażenie. W obwodzie łuhańskim i donieckim codziennie przeprowadzane są operacje antyterrorystyczne; każdy dzień przynosi informacje o zabitych i ciężko rannych. Giną ukraińscy żołnierze (ostatnio zestrzelono helikopter, zginęło kilkunastu wojskowych), separatyści i przypadkowi ludzie, mnożą się porwania. Dokładnej liczby ofiar konfliktu nikt jednak nie zna.



Zabijali banderowcy"

Ludzie tysiącami uciekają ze wschodu kraju, wielu rzuca wszystko by przedostać się na terytorium, na którym panuje pokój. Ruch kolejowy na trasach Kijów-Łuhańsk czy Kijów-Donieck odbywa się z kilkugodzinnymi opóźnieniami – to niespotykana rzecz dla Ukrainy, na której pociągi zawsze kursują punktualnie: co do minuty.

Lokalny konflikt przeradza się w wojnę – na całej Ukrainie radykalizują się nastroję. Społeczeństwo dzieli się w coraz większym stopniu, podział na tych będących „za Ukrainą" i Ukraińców umownie nazywanych „prorosyjskimi" nigdy nie był tak głęboki.

Dodatkowo bardzo ważnym czynnikiem jest prowadzona przez Rosję wojna informacyjna. Wiadomości w rosyjskiej telewizji, która dociera na terytorium Ukrainy (szczególnie na kanałach informacyjnych takich jak Rossija 24) nie tylko są zmanipulowane – ostatnie analizy medioznawców mówią także o stosowaniu zakazanych technik podprogowych. „Pokazując" wydarzenia w Doniecku i Łuhańsku rosyjskie media posiłkują się zdjęciami z operacji antyterrorystycznych na Kaukazie Północnym, w dodatku w prezentowanych treściach znajdują się ukryte napisy. Przykładowo, kiedy pokazywano zajścia w Odessie, na zgliszczach Domu Związków Zawodowych ukryty był napis: „ludzi zabijali banderowcy".



Brukselskie tanki

Przez działania mediów i fakt, że przemoc rodzi przemoc, stosunek Ukrainy zachodniej i centralnej do obwodów donieckiego i łuhańskiego jest coraz „ostrzejszy". W tym samym czasie mieszkańcy wschodnich regionów czują się przez Kijów porzuceni, intensyfikują się wśród nich nastroje separatystyczne. Najlepiej przekonać się o tym podróżując po Ukrainie. Społeczni aktywiści, działacze NGO, niezależni dziennikarze – ci ludzie w większości uciekli już z zapalnych obwodów. Separatyści biorą ich jako zakładników, albo biją – w rodzinnych miastach zostały jedynie jednostki.

Natomiast młodzież, która mieszka na miejscu często (używam słowa „często", ponieważ nie ma na ten temat badań socjologicznych) opowiada się za federalizacją kraju. „Chcemy żyć po swojemu, na swoich zasadach" – można usłyszeć. Albo: „no tak, nasi strzelają, ale wasi nie robią tego samego?" („wasi" – czyli ukraińska armia), bądź wysyłacie na nas czołgi z flagami Unii Europejskiej". Żyć na swoich zasadach to znaczy nie popierać prozachodniego wyboru Ukrainy, opowiadać się za rosyjskojęzyczną Ukrainą i bliskimi relacjami z Rosją.



Kto pierwszy ten gorszy

Tymczasem Rosja nie odpuszcza Ukrainie. Fakty na temat ordynarnego wysyłania separatystów terroryzujących obwody łuhański i doniecki, dostarczania im broni są dobrze znane – ostatnio Kijów zwrócił się nawet do Władimira Putina o „uniemożliwienie przedostawania się terrorystów na Ukrainę przez granicę rosyjsko-ukraińską".

Mniej mówi się o wojnie nerwów, która toczy się na linii Kijów-Moskwa. Rosyjskie wojska umożliwiły aneksję Krymu (referendum odbyło się pod lufami karabinów), prowadzą wojnę na wschodzie Ukrainy, ale są także obecne na południu kraju, na przykład w obwodzie chersońskim. Na to terytorium wkroczyły zaraz po aneksji półwyspu i stacjonują do dziś, naprzeciwko nich swoich pozycji bronią bataliony ukraińskie. Rosjanie każdego dnia starają się sprowokować Ukraińców – tak by z ich strony padł pierwszy strzał. Zaskakujące jest zachowanie tutejszej ludności. Zrodził się wielki ruch społeczny polegający na obronie własnej ziemi. Miejscowi mieszkańcy wspierają ukraińskich żołnierzy, jak mogą: dostarczają żywność, papierosy, przychodzą by z nimi porozmawiać, po prostu pobyć. Po aneksji Krymu poczuli bowiem, że zagrożenie ze strony Rosji jest realne i że granica przebiega teraz na ich ziemi.

Choć separatyzm jest podgrzewany przez Moskwę, to jest także rzeczywistym zjawiskiem na wschodniej Ukrainie. Ciężko wyobrazić sobie wojnę, która na dłuższą metę toczy się tylko w jednym, dwóch regionach kraju – ona zawsze wychodzi poza te ramy, rozlewa się. Tymczasem ukraińscy analitycy są zdania, że konflikt na wschodzie można rozwiązać już wyłącznie za pomocą poważnej operacji militarnej. To oznacza jeszcze większą ilość ofiar i uchodźców, jeszcze większy niepokój na całej Ukrainie.



Małgorzata Nocuń z Ukrainy




Powrót
Najnowsze

Kraków: Debata "Wpływy rosyjskie w Unii Europejskiej"

14.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu