Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Piłka klubowa i ideologiczna
2014-06-04
Zbigniew Rokita

Artykuł ukazał się na portalu Eastwestinfo.eu

 

Kiedy Piast Gliwice przegrał z azerbejdżańskim Agdamem Karabach, kolega zadzwonił do mnie z pretensją: „Głupoty opowiadałeś o Górskim Karabachu! On jest w Azerbejdżanie!". Rzeczywiście, miał prawo pomyśleć, że coś jest nie w porządku. Bo coś jest nie w porządku.

 

Stadion w stodole

Agdam nie leży jednak de facto w Azerbejdżanie, a na terenie opanowanym od dwudziestu lat przez karabaskich Ormian. W czasach radzieckich Agdam był 150-tysięcznym miastem, jednak dziś to zamieszkana przez kilkuset Ormian waląca się osada. Znajduje się ona tak blisko linii frontu, że zdarzają się przypadki śmierci od zabłąkanej kuli posłanej z drugiej strony granicy. Rodzi się jednak pytanie: skoro Spartak Moskwa mieści się w Moskwie, Terek Grozny w Groznym a Sheriff Tyraspol w Tyraspolu, to jak dobry, grający w europejskich pucharach zespół może mieścić się we wsi-widmo przejętej dodatkowo przez obcą armię?

Otóż odpowiedź jest prosta: wcale się nie mieści. W rzeczywistości z „karabaskości" zespołu pozostała tylko nazwa (którą klub nosi zresztą od czasu, kiedy konflikt karabaski się rozpoczynał, w drugiej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku). Agdam już na początku lat dziewięćdziesiątych przeniósł się w głąb Azerbejdżanu. Dziś piłkarze Agdamu swoje mecze rozgrywają w Baku, na stadionie imienia legendarnego sędziego Tofika Bahramowa (de facto jego decyzja jako sędziego liniowego była najbardziej kontrowersyjną decyzją w historii światowego futbolu). Nazwa klubu pomaga jednak azerbejdżańskim władzom w działaniach propagandowych, utwierdzając ludzi na całym świecie, że słowa Karabach i Azerbejdżan nie mogą występować oddzielnie. Czy to nie proste? Na boisku widzimy zespół Karabach, a gole strzelają Azerbejdżanie. Tak jak życzyłby sobie tego Ilham Alijew.

I rzeczywiście – jeśli wpisze się w Google frazę „Karabach piłka nożna" po polsku, angielsku czy rosyjsku wyskakuje nam informacja o wspomnianym klubie z Azerbejdżanu. Od odłączenia się Górskiego Karabachu zespół rozegrał 23 mecze w europejskich pucharach, a niektóre ze świetnymi drużynami jak Borussia Dortmund czy Rosenborg, co gwarantowało dużą oglądalność. Za każdym razem część kibiców zapamiętywała więc, że jeśli Karabach to Azerbejdżan. Jak mój kolega.

 

Druga strona odpowiada!

Karabascy Ormianie nie pozostają jednak dłużni i też majstrują przy piłkarskich nazwach – dla wyższych celów. Od kilku lat istnieje samodzielna piłkarska liga Górskiego Karabachu – to ewenement, bo żadne inne poradzieckie parapaństwo nie doczekało się własnych rozgrywek piłkarskich. Początkowo w drużynach występowali głównie młodzi chłopcy, stąd pojawiały się głosy, że jest to liga juniorów. Była to jednak formalnie rzecz biorąc cierpiąca na brak profesjonalistów liga profesjonalna.

Wszystkie biorące udział w rozgrywkach zespoły mają co najwyżej kilka lat. Wyjątek stanowi jedynie niemal stuletni klub Lernajin Arcach Stepanakert, grający przed powstaniem karabaskiej ligi w rozgrywkach Armenii. Nazwa klubu nawiązuje do przedormiańskiej, starożytnej nazwy regionu, Arcachu. Jest to kolejna próba przemycenia informacji, tym razem wobec świata i Azerbejdżan – „byliśmy tu pierwsi, to nasze ziemie, możemy odwoływać się do państwa, które kwitło tu jeszcze przed Chrystusem". Arcach to przy tym również oficjalna nazwa parapaństwa – próba wyparcia persko-turecko-rosyjskiej nazwy Górski Karabach. (Dla porządku – Lernajin z ormiańskiego znaczy Górski).

Co ciekawe, sama siedziba klubu, a jednocześnie stolica parapaństwa – Stepanakert – jest nazwą propagandową. Miała za zadanie uczcić pamięć Stepana Szaumiana, ormiańskiego bolszewika i można powiedzieć, że jest lokalnym odpowiednikiem Jekaterynburga, Kaliningradu czy Leningradu (Szaumiana nazywano zresztą „Kaukaskim Leninem"). Propaganda z początku XX wieku dodana do propagandy z końca tego samego stulecia – choć propaganda nie koniecznie zawsze jest określeniem pejoratywnym.

Również nazwy niektórych z pozostałych karabaskich drużyn posiadają polityczne odwołania. Weźmy klub Awo Martuni – jedną z lepszych lokalnych komand. Awo to przezwisko Monte Melkoniana, ormiańskiego bohatera wojny karabaskiej. Melkonian był władającym siedmioma językami archeologiem z amerykańskiego uniwersytetu Berkeley, który kilkanaście lat w różnych krajach walczył jako zawodowy rewolucjonista.

Warto podkreślić, że ani liga ani reprezentacja Górskiego Karabachu nie są uznane na świecie. W rezultacie tamtejsze drużyny nie występują w międzynarodowych pucharach, a reprezentacji pozostaje rywalizować z innymi parapaństwami. Na początku czerwca narodowa drużyna zmierzy się w ConIFA Cup (nie – FIFA) z takimi zespołami jak reprezentacje Irackiego Kurdystanu, Darfuru czy Abchazji. Ma szanse na mistrzostwo świata.

 

Szczyt marzeń

Nie tylko Ormianom w Górskim Karabachu, ale także ich ziomkom z Armenii udaje się za pomocą piłki nożnej sugerować zagranicznym obserwatorom, że mapa wygląda inaczej niż w rzeczywistości. Najbardziej utytułowany ormiański klub z siedzibą w Erywaniu nazywa się Ararat – podobnie zresztą jak lokalne piwo, papierosy, sok czy koniak. Ormianie mają świętą dla siebie górę (na której według podań miała osiąść Arka Noego) także w swoim herbie, chłopcom chętnie nadają imię Ararat oraz wykorzystują to słowo w bardzo wielu innych kontekstach. Tymczasem góra, choć przy dobrej pogodzie nieźle widoczna z Erywania, leży w Turcji i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić.

Podobnych smaczków na Kaukazie jest na pęczki. Ciekawym zjawiskiem jest na przykład przywłaszczanie sobie drużyn bądź to przez stronę gruzińskom bądź abchaską. Przykładowo, kiedy w 2008 roku swoje stulecie obchodził abchaski futbol, mecze rozegrały dwie reprezentacje Abchazji – prosuchumscy separatyści zagrali w Suchumi, a protbiliscy uchodźcy w Tbilisi. Innym razem, na otwarcie sezonu 2005/2006 gruzińskiej ligi, mecz otwarcia rozegrały Dynamo Suchumi i FC Cchinwali „na uchodźctwie" – pierwsze mieściło się w Tbilisi, a drugie w Gori. Historia obu drużyn ma nieco wspólnego z historią Agdamu Karabach.

 

Belka w oku

Język jest znakomitym narzędziem kreacji, jednak trzeba oddać sprawiedliwość mieszkańcom Kaukazu i wyraźnie powiedzieć – majstrowanie przy nazwach to nie tylko kaukaska przypadłość. Z nazw polskich klubów również można dowiedzieć się dużo o naszej powojennej historii (paradoksalnie o powojennej, choć w zamiarze autorów nazw miały one odwoływać się do historii średniowiecznej).

Czym innym bowiem niż pojedynkiem dwóch drużyn o propagandowych nazwach (w pierwszym przypadku nazwa pierwotnie nie miała charakteru propagandowego zyskując go z czasem, w drugim przypadku było odwrotnie) było wspomniane starcie Agdamu Karabach z Piastem Gliwice? Po II wojnie światowej w Polsce wiele drużyn było instrumentem „Odzyskiwania Ziem" – Szczeciński Klub Sportowy Chrobry (dzisiejsza Arkonia), Lech Poznań (odwołanie do legendy o Lechu, Rusie i Czechu), Lechia Gdańsk, czy właśnie Piast Gliwice.

Proces ingerowania w klubowe nazwy zachodził zresztą też w drugą stronę. Jak czytamy na stronie internetowej Jagiellonii Białystok: „rządzący naszym krajem komuniści postanowili skazać na zapomnienie klub, którego nazwa przypominała o wspaniałym okresie w dziejach Polski". I rzeczywiście, kiedy Polska zmieniła się z kraju „Jagiellońskiego" na „Piastowski", przedwojenna Jagiellonia została rozwiązana, a na sportową arenę powróciła pod tą nazwą dopiero po śmierci Józefa Stalina.

Nie zawsze jednak powroty do dawnych nazw są korzystne. Nie chciałbym bowiem, żeby odwołujący się coraz częściej do Związku Radzieckiego Władimir Putin przywrócił kiedyś swojemu ukochanemu Zenitowi Petersburg dawną nazwę – Staliniec Leningrad.

 

Artykuł ukazał się na portalu Eastwestinfo.eu

 

 

Zbigniew Rokita

 


Powrót
Najnowsze

Trumpism. Entropia demokratycznego przywództwa

16.12.2019
Arkadiusz Gut
Czytaj dalej

Kraków: Debata "Wpływy rosyjskie w Unii Europejskiej"

14.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu