Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Za, a nawet przeciw
2014-06-23
Antoni Radczenko

Wiele reakcji ws. skreślenia z listy obrad litewskiego Sejmu projektów ustaw o mniejszościach narodowych oraz pisowni imion i nazwisk jest przesadą.

Pikanterii sprawie zdjęcia z porządku obrad dwóch regulacji dodał fakt, że inicjatorami odrzucenia pierwszej z nich byli socjaldemokraci: główna siła koalicji rządzącej, deklarująca dodatkowo w swoim programie rozwiązanie problemów mniejszości narodowych (w tym m.in. przyjęcie Ustawy o mniejszościach narodowych).

Znaczna część reakcji na decyzję Sejmu była emocjonalna lub nawet histeryczna. Część komentatorów porównała ten ruch do odrzucenia przez litewski parlament Ustawy o pisowni nazwisk sprzed czterech lat (miało to miejsce w trakcie ostatniej wizyty Lecha Kaczyńskiego). Niefortunna decyzja parlamentarzystów pogrzebała de facto polsko-litewskie „strategiczne partnerstwo". „Czas pozbyć się złudzeń, że litewscy politycy stworzą prawne ramy zapewniające przestrzeganie praw Polaków na Litwie" – napisała Agnieszka Filipiak w „Gazecie Wyborczej", a największy litewski dziennik zatytułował swój materiał: „Sejmowa większość ››wyrolowała‹‹ Polaków".

Ta reakcja była nieco przesadzona.



O co tak naprawdę chodzi

Po pierwsze, Sejm nie odrzucił projektów definitywnie (w przeciwieństwie do przypadku z 2010 roku), a tylko odłożył ich rozpatrzenie. Wiceprzewodniczący Sejmu – socjaldemokrata Gediminas Kirkilas, jeden z faktycznych orędowników pojednania polsko-litewskiego wśród litewskiego establishmentu – powiedział, że socjaldemokraci nadal popierają owe projekty i możliwe, iż Sejm powróci do dyskusji nad nimi w najbliższy czwartek.

Po drugie, Sejm nie rozpatrywał wcale długo oczekiwanego projektu Ustawy o mniejszościach narodowych przygotowanego przez wiceministra kultury Edwarda Trusewicza, który legalizuje dwujęzyczność na terenach zwarcie zamieszkałych przez mniejszości narodowe. Dyskutowana miała być inicjatywa wiceprzewodniczącego litewskiego parlamentu z ramienia AWPL Jarosława Narkiewicza, która jest „kalką" wygasłej w 2010 roku Ustawy o mniejszościach narodowych. Jest to projekt, który nie rozwiązuje np. problemu dwujęzycznych tabliczek z nazwami ulic i kar za nie. Należy pamiętać, że pierwsze kary za nieusunięcie dwujęzycznych napisów zostały zatwierdzone jeszcze w 2009 roku, czyli w czasie obowiązywania ustawy, o której przywrócenie zabiega AWPL. Litewskie sądy administracyjne uznały wówczas, że zachodzi kolizja pomiędzy przepisami tej regulacji i Ustawy o języku państwowym; rozwiązały spór na korzyść tej ostatniej. Co się natomiast tyczy Ustawy o pisowni nazwisk - w lutym Sąd Konstytucyjny wyjaśnił, że dotychczasowa pisownia nielitewskich imion i nazwisk (literami litewskiego alfabetu) może być zmieniona jedynie na wniosek językoznawców. Taki wniosek się jednak nie pojawił, a bez niego projekt Ustawy o pisowni imion i nazwisk jest skazany na porażkę.



Flirtujący z nacjonalizmem

Do tragedii jednak nie doszło: mimo wszystko koniunktura polityczna w dziedzinie praw mniejszości narodowych jest dzisiaj na Litwie nieco lepsza niż przed czterema laty. Po zajściach na Ukrainie wszystkie partie polityczne podpisały wspólne memorandum dotyczące bezpieczeństwa narodowego, w którym sami zobowiązują się do przyjęcia Ustawy o mniejszościach narodowych.

Tym niemniej skreślenie z obrad sejmowych dwóch projektów zademonstrowało poważne problemy wśród koalicjantów. „Nadal popieramy te projekty, ale nie ma jedności wewnątrz koalicji, dlatego nie możemy poddać je pod obrady Sejmu. Jaki miałoby to sens, jeśli istnieje możliwość ich odrzucenia? Kiedy w końcu zapadnie porozumienie wewnątrz koalicji, wtedy też poddamy projekty pod obrady" – wyjaśnił lakonicznie Gediminas Kirkilas. I choć socjaldemokrata nie zdradził, kto w koalicji sprzeciwia się projektom, nie trudno odgadnąć.

Z pewnością największe opory projekty napotykają w partii byłego prezydenta Rolandasa Paksasa, Porządek i Sprawiedliwość. Dzieje się tak mimo tego, że ugrupowanie od wielu lat współpracuje z AWPL: Waldemar Tomaszewski był doradcą Paksasa, a posłowie Akcji Wyborczej przez szereg lat zasiadali we frakcji tego ugrupowania. Wszak „flirtująca z nacjonalizmem" partia Paksasa niejednokrotnie krytykowała rządzący w rejonie wileńskim AWPL za „dyskryminację Litwinów". Organizowano również pikiety w obronie litewskiego szkolnictwa pod siedzibą samorządu.

Opory mają również sami socjaldemokraci. Przykładowo w roku 2010 oprócz Kirkilasa wszyscy posłowie-socjaldemokraci głosowali przeciw ustawie zezwalającej na oryginalną pisownię nielitewskich imion i nazwisk lub wstrzymali się od głosu.

Czy zwolennikom rozwiązania polskich problemów uda się przekonać swoich partnerów koalicyjnych i posłów z innych partii, że omawiane projekty leżą w interesie Litwy zarówno na polu wewnętrznym, jak i międzynarodowym – przekonamy się już wkrótce. Choć niekoniecznie w najbliższy czwartek...



Z Wilna Antoni Radczenko


Powrót
Najnowsze

Nikt nie chce być barbarzyńcą

19.09.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

Lublin: Giedroyć, Osadczuk i stosunki polsko-ukraińskie

14.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

10.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Szaleństwo, głupota czy metoda

10.09.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu