Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Prezydent i premier na grobach
2010-09-30
Łukasz Jasina
Bronisław Komorowski pojechał do Charkowa. Wiktora Janukowycza w dawnej ukraińskiej stolicy nie spotkał, teoretycznie nie miało to jednak znaczenia. Prezydent Komorowski odwiedził jedyny wojskowy cmentarz ofiar „mordu katyńskiego” (póki nie powstanie podobny w kijowskiej Bykowni) znajdujący się poza zasięgiem administracyjnym władz Federacji Rosyjskiej.

Polskie media zajęły się prezydencką wizytą cokolwiek nieśmiało, a przecież jej znaczenie w dobie kolejnej walki o „historię” jest niebagatelne. Bronisław Komorowski oddał hołd pomordowanym Polakom i podpisał się przez to pod polsko-radziecką wersją historii, która w Polsce jest niepodważalna. Nie jest to polityka kondominium; to takie samo myślenie jak to, które legło u podstaw katyńskiej podróży Lecha Kaczyńskiego – przynajmniej deklaratywnie. W momencie, gdy na smoleńskim pobojowisku odnajdujemy kolejne dowody na problematyczność rosyjskiej przemiany, pierwsza podróż prezydenta RP na Ukrainę jest odpowiednim symbolem.

Ale nie o naszej wewnętrznej dyskusji tu mowa. Nieobecnego Janukowycza zastępował na cmentarzu Mykoła Azarow. Wygłosił przemówienie, w którym historia znalazła się raczej na marginesie. Nawiązywał głównie do euroatlantyckich aspiracji Ukrainy. Wystąpienie Azarowa przypominało niegdysiejsze rytualne mowy Leonida Kuczmy i Wiktora Juszczenki podczas kolejnych wizyt polskich prezydentów – w sumie nic nowego, a w świetle obecnej polityki władz Ukrainy brzmiało to dosyć ironicznie.

Prezydent Komorowski wygłosił przemówienie skierowane raczej „do wewnątrz”, czyli do Polaków. Chciał zaistnieć w ich świadomości jako patriota. Jego ostatnie gesty, takie jak odsłonięcie tablicy ku czci prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego i wygłoszone z tej okazji przemówienie, wpisują się w próby zacierania jego flirtu z lewicą (które mu niezbyt dobrze wychodzą). Niemniej w Charkowie należało silniej zaakcentować rolę partnera i odnieść się do aktualnej sytuacji na Ukrainie. Tylko czy premier Azarow może zostać uznany za odpowiedniego partnera do ważnych rozmów? Być może prezydent Komorowski nie zwrócił przesadnej uwagi na kogoś, kto nie odgrywa samodzielnej roli politycznej.

Obydwie strony nie słuchały się i chyba nie były tym faktem specjalnie przejęte. Azarow musiał wygłosić przemówienie, więc to zrobił. Żadna z zawartych w nim treści nie wnosi nic do stosunków polsko-ukraińskich. Bronisław Komorowski też osiągnął swój cel –  udowodnił, że nowy prezydent RP może w godny sposób oddać hołd ofiarom radzieckiego totalitaryzmu. Jednak jeżeli następne wizyty polskich polityków na Ukrainie będą podobne, czyli ograniczą się do kurtuazyjnych spotkań przy okazji ważnych ceremonii, nie mamy co liczyć na prawdziwe polsko-ukraińskie pojednanie.

Łukasz Jasina

Powrót
Najnowsze

Polskie „chamy” i ukraińskie „pany”. Rewolucja na rynku pracy?

03.06.2020
Dariusz Szymczycha
Czytaj dalej

Ukraińskie kino. Dzieje sukcesu pewnej reformy

29.05.2020
Andrij Lubka
Czytaj dalej

W poszukiwaniu złotego wieku  

22.05.2020
Ola Hnatiuk
Czytaj dalej

Rozmowa online z Olą Hnatiuk. Koniec złotego wieku?

20.05.2020
Czytaj dalej

Nowa Europa Wschodnia 1-2/2020 - Zapowiedź

12.05.2020
Czytaj dalej

Życzenia świąteczne

10.04.2020
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu