Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Twarde prawo, ale prawo
2014-07-18
Patrycja Grzebyk

Wczorajsza katastrofa malezyjskiego Boeinga 777 budzi ogromne emocje i z pewnością będzie miała polityczne reperkusje. Warto jednak spojrzeć na nią również w punktu widzenia prawa międzynarodowego.

 

We wschodniej Ukrainie mamy do czynienia z niemiędzynarodowym konfliktem zbrojnym w związku z którym doszło najprawdopodobniej do zestrzelenia statku. Można by więc dywagować, czy biorąc pod uwagę, że ofiarami były osoby cywilne, doszło do zbrodni wojennej.

Oczywiście, nie mamy twardych danych, a wszelkie strony zaangażowane w konflikt (Ukraina, Rosja oraz separatyści) próbują przeforsować swoją wersję wydarzeń, stąd też ocena prawna faktów musi być niezwykle ostrożna.

Jeżeli potwierdzą się informacje, że statek został strącony przez przypadek (gdyż chodziło o zestrzelenie samolotu wojskowego), to w istocie mamy do czynienia z tragicznym wypadkiem, ale nie ze zbrodnią wojenną. Takie pomyłki zdarzały się w przeszłości, wystarczy przypomnieć zestrzelenie 3 lipca 1988 roku Airbusa A300 B2-203 Irańskich Linii Lotniczych przez rakietę wystrzeloną z USS Vincennes. Zginęło wówczas 290 osób, w tym 66 dzieci. Amerykanie przyznali, że Airbusa pomylili z F-14 (Tomcat) i w drodze ugody wypłacili odszkodowanie poszkodowanym, choć nie stwierdzili, iż ponoszą winę za wypadek. Zdarzenie miało miejsce w czasie wojny iracko-irańskiej 1980-1988.

Aby mówić o zbrodni wojennej, konieczne jest wykazanie nie tylko, że zginęły osoby chronione, w tym przypadku cywile, lecz iż ataku dokonano świadomie, z zamiarem wyrządzenia szkód. Jeśli takiego zamiaru nie było, nikt nie będzie ponosił odpowiedzialności karnej. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podkreśla, że mieliśmy do czynienia z atakiem terrorystycznym, lecz również i w tym przypadku, aby przypisać komukolwiek odpowiedzialność karną, konieczne jest wykazanie intencji popełnienia zbrodni. Nie można dokonać aktu terrorystycznego przez przypadek.

Jeśli z różnych przyczyn nie będzie można przypisać odpowiedzialności karnej osobom fizycznym, to pozostaje kwestia przypisania odpowiedzialności któremuś państwu. To jednak oznacza, że strącenie samolotu należałoby przypisać czy to Rosji, czy Ukrainie, co może być niezwykle trudne do udowodnienia. Najnowsze informacje wskazują, że zestrzelenia dokonali separatyści, za których działalność Ukraina nie może ponosić odpowiedzialności – w szczególności, iż od kilku miesięcy próbuje ich pokonać i zakończyć konflikt. W przypadku Ukrainy można by się jednak zastanawiać, dlaczego nie ogłosiła tzw. strefy zakazanej (art. 9 konwencji chicagowskiej z 1944 roku) ze względów bezpieczeństwa i właśnie z powodu niemożności zapewnienia bezpiecznego przelotu dla statków cywilnych. Co do Rosji, konieczne byłoby wykazanie, że sprawuje ona efektywną kontrolę nad separatystami, a wiec m.in. iż to właśnie Moskwa wydaje polecenia co do przebiegu operacji zbrojnych.

Jeśli chodzi o zbadanie wypadku to w zależności, czy zastosujemy konwencję chicagowską z 1944 roku (dot. lotnictwa cywilnego), czy konwencję motrealską z 1971 roku (dot. zwalczania bezprawnych czynów przeciwko bezpieczeństwu cywilnemu) jurysdykcję ma Ukraina (a Malezja może wysłać obserwatorów) albo Ukraina oraz Malezja (konkurencja jurysdykcji). Z pewnością jurysdykcji nie ma Rosji, stąd żądania separatystów, aby to Rosja zbadała katastrofę z punktu widzenia prawa międzynarodowego są niezrozumiałe. Strona partyzancka odpowiadałaby za wypadek samolotu malezyjskiego jedynie w przypadku utworzenia własnego państwa.

Pozostaje jeszcze odpowiedzialność Malezyjskich Linii Lotniczych. Można bowiem zadać pytanie, dlaczego nie podjęły one środków ostrożności i nie zmieniły trasy lotu, jak to uczyniły choćby Air France czy British Airways.

Katastrofa malezyjskiego samolotu uświadomiła zapewne Malezji i całemu światu, że na Ukrainie trwa wojna, a jej skutki mogą być odczuwalne nie tylko w Europie. Nie ma jednak co się łudzić, że zwołane na piątek posiedzenie Rady Bezpieczeństwa wpłynie radykalnie na wyciszenie konfliktu.

 

Patrycja Grzebyk jest adiunktem w Zakładzie Studiów Strategicznych Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego


Powrót
Najnowsze

Nikt nie chce być barbarzyńcą

19.09.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

Lublin: Giedroyć, Osadczuk i stosunki polsko-ukraińskie

14.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

10.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Szaleństwo, głupota czy metoda

10.09.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu