Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Zbigniew Rokita

Zbigniew Rokita jest redaktorem „Nowej Europy Wschodniej”, współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Linia nieprzerwanego ognia
2014-08-06
Zbigniew Rokita

Trwają wyjątkowe intensywne starcia na pograniczu karabasko-azerbejdżańskim. Ile osób dotychczas zginęło, trudno powiedzieć – prawdopodobnie co najmniej trzydzieści. To bardzo dużo biorąc pod uwagę, że średnio co roku na linii „przerwania" ognia ginie kilkadziesiąt osób – zazwyczaj powodem są incydentalne wymiany ognia czy ataki snajperów. Zdarza się bowiem, że wartownik po jednej stronie frontu nieopatrznie zapali w nocy papierosa, co może zakończyć się zastrzeleniem go przez czekającego po drugiej stronie snajpera.

Tym razem nie mamy jednak do czynienia z incydentami, a z zaplanowaną akcją, która musiała zostać zaaprobowana przez najwyższe dowództwo. Do ostatnich poważniejszych starć doszło tutaj dwa lata temu, jednak przybrały one mniejsze rozmiary niż obecnie.

Ofiarami tej niezamrożonej wojny są również cywile – giną oni od czasu do czasu od zabłąkanych kul. Dzieje się tak, ponieważ zabudowania mieszkalne po stronie ormiańskiej znajdują się kilkaset metrów od linii frontu. Korespondent armeńskiej służby Radio Swoboda informuje, że część osób opuściła już swoje domy, choć migracja nie przybiera masowej skali.

Azerbejdżańskie i ormiańskie liczby różnią się od siebie, a na miejscu brakuje dziennikarzy i międzynarodowych sił stabilizacyjnych. Trudno zweryfikować więc doniesienia obu stron – na przykład oświadczenie ministra obrony Armenii zgodnie z którym armeńskie wojsko nie jest postawione w stan najwyższej bojowej gotowości oraz nie istnieje potrzeba mobilizowania ochotników.

Obecne napięcia są specyficzne. Do wymian ognia dochodzi również na odcinkach granicy najczęściej spokojnych. Azerbejdżan graniczy bowiem z Ormianami nie tylko na odcinku karabaskim (linia „przerwania" ognia), ale również na nachiczewańskim. Nachiczewań to azerbejdżański Kaliningrad – graniczy z Armenią, Turcją i Iranem, nie mając lądowego połączenia z macierzą.

Więcej jest tutaj znaków zapytania, niż odpowiedzi. Do pogorszenia sytuacji na granicy dochodzi często, kiedy politycy w Armenii lub Azerbejdżanie muszą odwrócić uwagę społeczeństwa od trudności wewnętrznych. Obecnie nie pojawiają się tam jednak nagłe problemy, nie czekają nas wybory, a sprawy takie jak łamanie praw człowieka i aresztowanie małżeństwa azerbejdżańskich obrońców praw człowieka, Leili i Arifa Junusów, to z pewnością zbyt błahy powód dla rządzących.

Znakomity ekspert Carnegie Moscow Center Thomas de Waal wśród czynników, które wpłynęły na eskalację konfliktu wymienia napędzany przez Rosję wyścig zbrojeń, cyniczny stosunek do procesu pokojowego oraz polityczne zbliżenie Erywania z Moskwą (przejawiające się głównie w odejściu Armenii od integracji z Unią Europejską na rzecz rosyjskich projektów poradzieckich), które może dawać Ormianom wiarę w poparcie Rosjan.

Do wojny na dużą skalę najprawdopodobniej jednak nie dojdzie. Taki scenariusz nie jest po myśli żadnej ze stron i aby się ziścił musiałoby dojść do zasadniczej zmiany okoliczności. Baku, Erywań i Stepanakert nie są jednak miejscami, gdzie zapadną przełomowe decyzje.



 



Powrót
Najnowsze

Kryzys jak marzenie

23.02.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Pozorne ocieplenie

21.02.2019
Maxim Rust
Czytaj dalej

Jak będą wyglądały stosunki polsko-litewskie w XXI wieku

19.02.2019
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

A wy nie Ruskij? Lenin i Kabanbaj wynieśli się na przedmieścia

18.02.2019
Tomasz Waśkiel
Czytaj dalej

Czy się stoi, czy się leży, Perustulo się należy. Fiński eksperyment z bezwarunkowym dochodem podstawowym

17.02.2019
Juliusz Dworacki
Czytaj dalej

Spotkanie z Pawłem Kowalem we Wrocławiu

16.02.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu